Oglądając - może komuś przypomną się własne pienińskie wędrówki i chętnie obejrzy znane, urokliwe miejsca
Wyjazd inny, bo z dziewięciolatkiem, nieczęsto bywającym w górach, więc i nasze wędrówki musiały być niezbyt forsowne.
Wnuczek dostał ode mnie przygotowanie teoretyczne, z zaznaczeniem, że góry dla twardzieli, a nie dla ciap i trzeba przyznać, że radził sobie całkiem dobrze.
Po przyjeździe wcześnie rano, naszym zwyczajem – nie ma zmiłuj - natychmiast wyruszyliśmy na Trzy Korony.
Sezon i godziny dopołudniowe – trzeba było odstać całe schody w kolejce na szczyt.
Trudno – odstaliśmy.



Powrót przez ruiny pienińskiego zamku i „skrócik” przez ogród naszych miłych gospodarzy.
Tym razem nie było wolnych kwater w ich gościnnym domu, ale dostaliśmy klucze od mieszkania starszej pani, nauczycielki i mieliśmy do dyspozycji całe lokum, na dodatek tanio
To koleżanka naszej gospodyni, która wakacje spędza u siostry poza Krościenkiem, a z jej mieszkania korzystają tylko nieliczne, zaufane osoby z jej rodziny.
Nic dziwnego, sporo tam wartościowych książek, obrazów i innych rzeczy...
Wielkim zaszczytem było dla mnie zaliczenie do tego grona


Na drugi dzień oczywiście – Grań Małych Pienin, przepiękna - zwłaszcza przy takiej pogodzie.







Wieczorem spotkanie z przemiłą Forumowiczką o nicku Gosia d., która przyjechała na weekend z mężem i małą córeczką.
W następnym dniu wybraliśmy się na wspólną wycieczkę do Rezerwatu Białej Wody.
Posiedzieliśmy dość długo przy bacówce pod Rozdzielą, zajadając się wspaniałym, świeżym bundzem i podziwiając piękne widoki.
Bardzo przyjemnie - i jak zwykle w takich przypadkach - za szybko upłynął czas i trzeba było się pożegnać.
Małej Juli też było trudno rozstać się z Karolem – rozpłakała się żałośnie...
Gosia po południu wracała, nie było rady.
My poszliśmy dalej na Przełęcz Rozdziele, na Wysoką i przez Homole do Jaworek.









Ten widok popsuł mi humor i nerwy

Chyba grzechem byłoby nie wykorzystać takiej pogody i nie pokazać wnuczkowi spływu Dunajcem.
Byliśmy tam dość wcześnie rano, bo miałam obawy, czy dostaniemy bilety na tą atrakcję.
Sporo samochodów i autokarów zajeżdżało, ale kto rano wstaje....dostaliśmy się na spływ.



Ponieważ sam spływ, to moim zdaniem za mało na cały dzień, więc wyciągnęłam towarzystwo na Bryjarke, a potem jeszcze na Bereśnik.

Wielką frajdą dla wszystkich była wycieczka do zamku w Niedzicy, stateczkiem przez zalew do Czorsztyna i z powrotem, nie omijając przy tym straganów z pamiątkami, oczywiście







Karol przymierzył się do mostku kapitańskiego. Hm....nieźle.



„Na pokojach” kiedyś byliśmy, ale do powozowni zajrzeliśmy pierwszy raz.
Ciekawa.


Taki wyjazd z wnuczkiem miał jeszcze dodatkowe plusy.
Wróciliśmy chwilami do lat wczesnego dzieciństwa szalejąc z nim na różnych urządzeniach.
A w cymbergraja nie było na mnie mocnych
To była główna rozrywka w latach mojej młodości.
Grało się wieczorami z siostrą i bratem na stole krawieckim mojego Taty, małymi grzebykami i grosikami. Aż się łezka kręci w oku na to wspomnienie.
Było...minęło... teraz wróciło na chwilę, choć to już nie stół krawiecki, grzebyki i grosiki....
Salon gier...


Sierpniowe Pieniny - piękne.... zawsze kojarzyć mi się będą z Romkiem i Beatką, bo dzięki nim odkryliśmy to cudowne miejsce, a ostatniej jesieni połaziliśmy razem po kolorowych szlakach.
Takich chwil się nie zapomina. Pozdrawiam ciepło, a Gosi z przemiłą rodzinką dziękuję za bardzo fajnie spędzony razem czas
Spokojny tydzień, pogoda dopisała i cieszyłam się, że mogłam dotrzymać danej wnuczkowi obietnicy wspólnego wyjazdu w góry.
Bo u mnie „słowo droższe od piniędzy”
Ala






