W Tatrach ostatnio były złe warunki ,silny wiatr ponawiewał sporo poduch ( podobnie jak w zeszłym roku) . Mała ilość śniegu i niski stopień zagrożenia powoduje ,że ludzie czują się bezpieczniejsi.
Niestety w dalszym ciągu spotyka się brak rozsądku i wyobraźni. Doświadczenie hmm....czasem panuje dziwna megalomania.
Można by tu parę przykładów naocznych i z pierwszej ręki podać ,tylko ,że nie mam zamiaru otwierać jałowej dyskusji
Pozdrawiam
Smolik
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Witam, jestem nowy na forum. Co do wypadkow w tatrach moej zdanie jest takie. Kazdy moze w nich zginac bez wzgledu na doswiadczenie, pogode trudnosc szlaku ekwipunek itd. Madrzenie sie tu nic nie da, gdyz wypadki sa czysta matematyka a dokladniej rzecz biorac PRAWDOPODOBIENSTWEM na wystapienie pewnych zdarzen... wiadomo im czlowiek sparwniejszy, bardziej doswiadczony, przygotowany i rozsadny - to minimalizuje ryzyko i prawdopodobienstwo wypadku... tyle ze czlowiek jest w stanie przewrocic sie na prostej drodze o kilku centymetrowy kraweznik wiec nie widze problemu by nie moglo sie to stac na setkach kamieni w gorach... mysle, ze ocenianie ludzi, ktorzy sami biora za siebie odpowiedzialnosc w gorach jest zbyteczne, gdyz to samo moze spotkac nas chocbym nie wiem jak mozemy byc rozstropni i przygotwani - i z pewnoscia nikt niechcialby wtedy, aby mowiono o nim ze byl lekkomyslny... NIKT MI NIE POWIE ZE GORY SA BEZPIEZNE (taka Orla perc czy wejscie pod Zarat od Gasienicowej) ok mozna przejsc to 100x bez problemu, ale tam gina ludzie bo na tyle tys ludzi ktororzy tamtedy chodza wypadki musza sie zdarzac, tak jak zdarzaja sie te samochodowe (niekoniecznie z naszej winy) a mimo to nikt nie mysli i nie boi sie czy jechac samochodem. PROSZE NIE OCENIAJMY LUDZI, KTORZY STRACILI ZYCIE W GORACH, BO BYLI WSROD NICH I DOSWIADCZENI I AMATORZY I PRZYGOTOWANI I NIEROZSADNI, ALE TO NIE MA ZNACZENIA - LACZYLA ICH TA SAMA PASJA...
SKONCETRUJMY SIE RACZEJ NA SOBIE I NA ODPOWIEDZIALNOSCI ZA OSOBY KTORE IDA Z NAMI
Jedni krytykę uważają za wymądrzanie się, a inni za coś konstruktywnego.
Czasami nie zaszkodzi opr. dla kogoś bezmyślnego, a może pomóc..., ale cóż tam, jak mawiał jeden ksiądz - ,,Prawdziwa cnota krytyk się nie boi".
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
maras85 pisze:Witam, jestem nowy na forum. Co do wypadkow w tatrach moej zdanie jest takie. Kazdy moze w nich zginac bez wzgledu na doswiadczenie, pogode trudnosc szlaku ekwipunek itd. Madrzenie sie tu nic nie da, gdyz wypadki sa czysta matematyka a dokladniej rzecz biorac PRAWDOPODOBIENSTWEM na wystapienie pewnych zdarzen... wiadomo im czlowiek sparwniejszy, bardziej doswiadczony, przygotowany i rozsadny - to minimalizuje ryzyko i prawdopodobienstwo wypadku... tyle ze czlowiek jest w stanie przewrocic sie na prostej drodze o kilku centymetrowy kraweznik wiec nie widze problemu by nie moglo sie to stac na setkach kamieni w gorach... mysle, ze ocenianie ludzi, ktorzy sami biora za siebie odpowiedzialnosc w gorach jest zbyteczne, gdyz to samo moze spotkac nas chocbym nie wiem jak mozemy byc rozstropni i przygotwani - i z pewnoscia nikt niechcialby wtedy, aby mowiono o nim ze byl lekkomyslny... NIKT MI NIE POWIE ZE GORY SA BEZPIEZNE (taka Orla perc czy wejscie pod Zarat od Gasienicowej) ok mozna przejsc to 100x bez problemu, ale tam gina ludzie bo na tyle tys ludzi ktororzy tamtedy chodza wypadki musza sie zdarzac, tak jak zdarzaja sie te samochodowe (niekoniecznie z naszej winy) a mimo to nikt nie mysli i nie boi sie czy jechac samochodem. PROSZE NIE OCENIAJMY LUDZI, KTORZY STRACILI ZYCIE W GORACH, BO BYLI WSROD NICH I DOSWIADCZENI I AMATORZY I PRZYGOTOWANI I NIEROZSADNI, ALE TO NIE MA ZNACZENIA - LACZYLA ICH TA SAMA PASJA...
SKONCETRUJMY SIE RACZEJ NA SOBIE I NA ODPOWIEDZIALNOSCI ZA OSOBY KTORE IDA Z NAMI
sorry za caps
Popracuj trochę nad stylem, wielkimi literami walisz po oczach, a Tatry z małej I co znaczy "sorry za caps" ? Sam Ci się włączył czy jak ?
" Wszystkie szlaki turystyczne pokrywa śnieg i lód."
Mogę tylko potwierdzić.
A co do narciarzy – to idąc ze Skalnatego Plesa szlakiem do Zamkovskiego Chaty musiałam przejść w poprzek nartostrady.
Przeżycie ekstremalne.
Cieszę się, ze w ogóle przeszłam w jednym kawałku między szalejącymi narciarzami i snowboardzistami.
Szybko się nie dało, bo za każdym krokiem - mimo raczków i kijków - jechałam w dół, a innej drogi nie było. Czarne miałam myśli, ale jakoś udało się szczęśliwie przebrnąć ten niebezpieczny odcinek i nie trzeba było w gazecie opisywać kolejnego wypadku na nartostradzie w Tatrzańskiej Łomnicy.
Zakopiańscy policjanci badają okoliczności tragicznego wypadku w Tatrach. Przed godz. 14 w Dol. Pańszczycy lawina porwała troje turystów. Kobieta mimo reanimacji zginęła na miejscu, dwie osoby (mężczyzna i kobieta) zmarły po przetransportowaniu do zakopiańskiego szpitala.
Spod centrali TOPR śmigłowiec zabrał kilkudziesięciu ratowników z psami lawinowymi. W akcji brali też udział ratownicy dyżurujący na Hali Gąsienicowej, Kasprowym Wierchu i w Dol. Pięciu Stawów Polskich.
Wiadomo, że lawina zeszła z Koszystej w stronę Dol. Pańszczycy w rejonie Doliny Gąsienicowej.
Na miejscu było siedem osób. Śnieg porwał troje turystów. Ratownicy odkopali je w ciągu półtorej godziny. Jedna nie przeżyła wypadku.
Dwie w krytycznym stanie trafiły do zakopiańskiego szpitala. Lekarze walczyli o ich życie. Niestety nie udało się ich uratować.
Jak powiedział naczelnik TOPR Jan Krzysztof, turyści nie mieli detektorów lawinowych. Pierwszego z nich udało się odkopać po 70 minutach od zejścia lawiny. Wszyscy znaleźli się ok. półtora metra pod śniegiem, w niewielkiej od siebie odległości.
- Na razie wiemy tyle, że w Tatry wybrała się grupa ski-alpinistów. Opiekun wyprawy pochodził z Krakowa. Osoby, które zginęły w lawinie miały prawdopodobnie ok. 40 lat. Trwa ustalanie ich danych. Docieramy do osób, które przeżyły wypadek. Będziemy badać, jak doszło do tragedii - mówi podinspektor Kazimierz Pietruch, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji.
W Tatrach od wczoraj wieje wiatr halny. Obowiązuje drugi stopień zagrożenia lawinowego.
To największa tragedia w Polskich Tatrach od grudnia 2009 r. Wtedy w lawinie pod Rysami zginęły trzy osoby.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek www.turystyka.skibicki.pl
Zafrapowały mnie informacje, że przeżywalność przy posiadaniu plecaka ABS jest rzędu 97% (w właściwie 100% bo pozostałe 3 - próba 100 przypadków - to uszkodzone systemy). A ponieważ nie wiedziałem prawie nic o tym systemie więc drążyłem temat dalej - najkrócej - ten system daje dodatkowy czas tym co ratują, bo on albo jest na powierzchni albo jej bliżej. No to ile to kosztuje? Okazuje się, że w zależności od rodzaju i marki od ok. 300 do 700zł, oczywiście do tego dochodzi koszt plecaka "bazy" na którym to jest montowane, ale ten plecak przecież musimy mieć z całkowicie innych powodów.
ZADAJĘ PYTANIE - ILU Z WAS, AKTYWNIE UPRAWIAJĄCYCH TURYSTYKĘ ZIMOWĄ POSIADA PLECAK ABS I GO W ZIMIE UŻYWA????
Pytam się, bo jakoś nie zauważyłem aby ktokolwiek napisał o tym choć jedno słowo.
Ja z racji na ogólną "zgrzbiałość" już prawie w ogóle nie chodzę w góry, w zime szczególnie, jednakowoż GDYBYM W ZIMIE CHODZIŁ, to NAPEWNO BYM PLECAK ABS MIAŁ, bo cóż znaczy te 300 do 700 zł WOBEC ŻYCIA!!!! ?????
Samochodem nadal jeżdżę, w zimie też, więc choć żaden przepis mnie do tego nie zmusza zakładam na okres zimy opony zimowe, choć jednorazowy zestaw tych opon kosztuje więcej niż plecak ABS plus reszta minimum sprzętu lawinowego. Podobnie robi znakomita większość kierowców.
A zatem - czy mam przyjąć, że kierowcy samochodów są osobnikami o znacznie wyższym poziomie świadomości w zakresie ochrony swojego życia i zdrowia niż osobnicy uprawiający turystykę w okresie zimowym?????
Jeśli tak - to nie mam dalszych pytań, a wniosek może być tylko jeden - WIDAĆ GŁUPIE LUDZIE SIĘ WŁÓCZĄ W ZIMIE PO GÓRACH, SKORO ZANIEDBUJĄ ELEMENTARNE WARUNKI SWOJEGO BEZPIECZEŃSTWA!!!!
No dobrze - przyłapaliście mnie, nie dość wnikliwie przestudiowałem problem. Kosztuje! Aliści, jeśli uprawiam aktywnie turystykę zimową i mam do wyboru:
a) - dać sobie przez jeden rok spokój z wyjazdami w góry aby zaoszczędzić te ok. 4000 zł na zakup plecska ABS i innego sprzętu,
b) - potencjalną możliwość śmierci w lawinie
to co wybrać? Ja bym jednak wybrał "a"
Jeden z wybitnych ekonomistów amerykańskich napisał kiedyś - "Nie ma możliwości zjedzenia darmowego lunchu" czyli inaczej mówiąc, zawsze są jakieś koszty. Góry jako jedna z przyjemności życiowych też muszą coś kosztować, podobnie jak np. weekend w Wenecji czy uganianie się za dziewczynami.
Janek statystyki są trochę zafałszowane... dotyczą ALP - duże przestrzenie itp rzeczy, u nas dochodzi impreza typu przecioranie Cię po skałach itp, a jak teraz mało śniegu to tym bardziej. Po za tym to jednak drogie no i coś tam waży - ja mówie wprost nawet nie mam nawet ABC trochę mi głupio z tego powodu ale tylko trochę.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
Lucas, spójrzmy na fakty:
Warunki śniegowe podczas ostatniego weekendu totalnie niekorzystne - opad świeżego śniegu na całkowicie zlodzone podłoże. I co, wycieczka organizacji zrzeszającej doświadczonych turystów i przewodników górskich udaje się w dość lawiniaste miejsce. Schodzi lawina - z siedmiu osób samodzielnie wykopać udaje się czterem. Jak się później okaże - nie mieli ani piepsów, ani sond, ani nawet łopat. TOPR pozostałe osoby wykopał po godzinie i dziesięciu minutach. To cud, że jeszcze dwie osoby dawały znaki życia. Gdyby były te piepsy, sondy i łopaty to być może ta trójka by przeżyła. Być może... ale szanse byłyby większe.
To byli doświadczeni ludzie. Czego się więc spodziewać po nowicjuszach przeświadczonych, że jak kupili czekan i raki to góry przed nimi otworem?
Szkoda, że nie mieli ABS... To podstawa zimą. Przypuszczam, że nawet jeśli pozostali by nie umieli się tym posługiwać, to TOPRowcy by ich szybciej zlokalizowali i odkopali.
Przykro.
Szkoda, że ABC jak i plecak tak dużo kosztują. Np. dla mnie jest to bardzo dużo i jestem gotowa się poświęcić żeby sobie coś kupić, ale kilka tysięcy przekracza moje możliwości.
"- Basia, Ania i Bogdan od około 30 lat chodzili po Tatrach, a od jakiś 15 uprawiali skitouring, czyli podchodzenie na nartach i zjeżdżanie poza trasami. Mieli pełny ekwipunek potrzebny do wyjść w góry, także detektory lawinowe. Zresztą Barbara handlowała takim sprzętem. Tym razem detektorów nie wzięli ze sobą, planowali tylko niedługie wyjście - mówi Krzysztof Kulesza"
"Należy sobie uświadomić, że jeżeli osoba porwana przez lawinę nie zginęła od razu w wyniku odniesionych obrażeń , szanse jej przeżycia zależą od odnalezienia i wydobycia z lawiny w jak najkrótszym czasie. Analizując wiele wypadków lawinowych do jakich doszło w Alpach w ciągu ostatnich lat stwierdzono, że ponad 90% szans przeżycia wypadku lawinowego mają osoby wydobyte w pierwszych 15 minutach od zasypania. Po 45 minutach szanse te spadają praktycznie do 25 %. Warto też pamiętać, że żadna służba ratownicza nie jest w stanie przybyć na miejsce wypadku w ciągu pierwszych piętnastu minut."
gazeta.pl pisze:"(...) tym razem detektorów nie wzięli ze sobą, planowali tylko niedługie wyjście."
Coś na zasadzie - nie zapinam pasów bo tylko kawałek jadę i to w mieście, więc luz.
Jeden z moich kuzynów mało nie zginął w wypadku samochodowym tuż pod swoim domem. Jechał "tylko kawałek do sklepu", pasów nie zapiął i trafiło się czołowe zderzenie.