nie robisz za zolze
Zimny Lech
Abstrahując od gen. Błasika. Czy na "świętą pamięć" zasługuje się automatycznie, umierając? Bo np. nie słyszałem żeby ktoś mówił "świętej pamięci Adolf Hitler", i żeby nie było, nie porównuje tu nikogo do Hilera, jako osoba niewierząca jestem po prostu ciekaw .
"Czasem się leci ładnie, czasem się na dupę spadnie..." (P.Bukartyk)
jak jesteś ciekawy to wsadź sobie nos do kawyDragan pisze: jako osoba niewierząca jestem po prostu ciekaw .
...albo inaczej...
ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
a tak na serio, to słuszne pytanie i na czasie.Dragan pisze: Czy na "świętą pamięć" zasługuje się automatycznie, umierając? Bo np. nie słyszałem żeby ktoś mówił "świętej pamięci Adolf Hitler"
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Zawsze intryguje mnie, gdy ktoś mówi że jest niewierzący, bo tak szczerze, to nigdy nie wiem co przez to mam rozumieć. Jak to z Tobą jest ? Zwyczajnie nie wierzysz w absolutnie nic ? czy też wierzysz że Boga nie ma ?Dragan pisze:jako osoba niewierząca jestem po prostu ciekaw
Podobno o zmarłych nie mówi się źle, i to nie tylko w chrześcijaństwie, oczywiście są odstępstwa od tej zasady w myśl kolejnej "wyjątek potwierdza regułę".krzysgd pisze:Formy ś.p. używają chrześcijanie.
Myślę że każdemu zmarłemu, jeśli tylko jego doczesne życie nie miało charakteru wybitnie negatywnego należy się "św", ponieważ zwrot ten, tak naprawdę nie oznacza i nie sugeruje świętości zmarłego, a podkreśla szacunek i pamięć o nim, nawet jeśli w swojej doczesności był dla nas "wrogiem".
Pozdrawiam
Jan
Właśnie takjanek754 pisze: Jak to z Tobą jest ? Zwyczajnie nie wierzysz w absolutnie nic ?
A to akurat uważam za tzw. kołtuństwo, jeśli ktoś był za życia skurwysynem, to po śmierci należy o tym zapomnieć?janek754 pisze:Podobno o zmarłych nie mówi się źle, i to nie tylko w chrześcijaństwie
"Czasem się leci ładnie, czasem się na dupę spadnie..." (P.Bukartyk)
Ktoś musiSzarotka pisze:Jak już to śp. generał Błasik.andy67 pisze:Wielmożny Pan Jenerał Błasik to se lubił polatać![]()
Kurna, że też ja zawsze musze robić za zołze. :/
A co do "śp" - przecież nie używamy tego zwrotu przy każdej okazji, to po pierwsze. A po drugie - z tekstu wynika że do tej świętości nieco panu jenerałowi brakowało. I nie jest to pierwszy tekst o tym mówiący.
Co do wiary i niewiary w cokolwiek - każdy musi sobie sam to rozstrzygnąć.
Ja tam specjalnie wierzący nie jestem aczkolwiek byłoby miło gdyby reinkarnacja jednak się zdarzała
Bo jakieś tam Niebo z chórkami, aniołkami itp. a bez pięknych i inteligentnych kobiet, gór, morza, lasu, książek i hokeja na lodzie - to nie dla mnie
Każdemu jego Everest...
Też jakoś nie chce mi się wierzyć zdeklarowanym niedowiarkom.
( w cokolwiek i kogokolwiek )
http://www.youtube.com/watch?v=2JhysHwjFj8
Kwestia wiaty, wiara chrześcijańska mówi, że śmierć rozgrzesza.Dragan pisze: jeśli ktoś był za życia skurwysynem, to po śmierci należy o tym zapomnieć?
Kaczka, to max co może z Ciebie być.....andy67 pisze: byłoby miło gdyby reinkarnacja jednak się zdarzała
http://www.youtube.com/watch?v=2JhysHwjFj8
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Zapewne dlatego, że zastanawiasz się nad tym w zbyt wąskich kategoriach.Dragan pisze:Nigdy nie zrozumiem, jaki problem mają ludzie wierzący, z przyjęciem do wiadomości tego, że ktoś może jednak tej wiary nie podzielać (jakiejkolwiek wiary)?
Celowo zapytałem, czy faktycznie nie wierzysz w absolutnie nic. Pytanie jest o tyle podchwytliwe, że w każdy w coś nienamacalnego wierzy i to coś, wcale nie musi być Bogiem, jeśli jest inaczej, życie traci sens i przestaje być w pełnym tego słowa znaczeniu życiem a staje się zwykłą wegetacją pozbawioną celu.
Więc jak to jest z Tobą ? w co tak naprawdę wierzysz ? w miłość ? w ludzi ? w siebie ? w naukę ?
Jestem pewien, że coś się znajdzie
Pozdrawiam
Jan
I teraz wiadomo skąd te dziewięćdziesiątileśtam procent "wierzących" w naszym pięknym kraju. A to po prostu episkopat w trosce o statystykiDragan pisze:A, w takim razie przepraszam, myślałem, że rozmawiamy o sprawach religijnychOczywiście że wierzę w miłość, siebie i po części w naukę, natomiast w ludzi niespecjalnie. Czy to mnie czyni wierzącym?
Każdemu jego Everest...
W jakimś stopniu na pewno tak, choć podmiot wiary jest nieco mniej transcendentalny niż Bóg.Dragan pisze:Czy to mnie czyni wierzącym?
Odnosząc się do dalszej dyskusji, myślę że wiara i religia są równie sobie bliskie co dalekie. W religii występuje sfera boska, czyli sacrum i w zasadzie wydawało by się, że nauka i religia to pojęcia nawzajem się wykluczające, chyba że uznamy naukę jako sacrum i wtedy, niewątpliwie nauka stanie się religią.
Tylko czy to tak naprawdę ma jakieś większe znaczenie ?
Pozdrawiam
Jan
Bullshit, jak ja np. wierze, że w czwartek nie zaspie się na autobus, to to już czyni mnie wierzącym? Bo właśnie takim tokiem rozumowania można powiedzieć, że każdy jest wierzący, bo każdy w coś tam w swoim życiu wierzy.janek754 pisze:W jakimś stopniu na pewno tak, choć podmiot wiary jest nieco mniej transcendentalny niż Bóg.
Tylko głupiec może nie wierzyć w naukę, bo ona jest, czy z bogiem, czy bez niego. Religia absolutnie nie wyklucza nauki, prędzej nauka może 'wykluczyć' religie z naszych mózgów, ale pewnie wiara zawsze pozostanie, bo nasza percepcja jest tak ograniczona, że nawet świat fizyczny w niewielkim stopniu ogarniamy.janek754 pisze:W religii występuje sfera boska, czyli sacrum i w zasadzie wydawało by się, że nauka i religia to pojęcia nawzajem się wykluczające, chyba że uznamy naukę jako sacrum i wtedy, niewątpliwie nauka stanie się religią.




