wyjazdy najczęściej mają to do siebie , że są planowane chociaż ciut i odrobinkę ..
mój wypad w Tatry był ..spontaniczny ... nieplanowany...
a było to tak : za górami ...za lasami.... szła sobie Ala

a że była noc ...

trafiła do przytulnego pokoiku

zanim poszła spać , najpierw się najadła

potem opowiedziała dzieciom bajki

potem uzupełniła potas

i zasnęła...no może -trochę poprzewrracała się na nowym miejscu ...
za to rano promyki słoneczka śmiało zaglądały do okna ,
ale Ala długo śniła ...dzień doprawdy zaczął się milutko
chociaż już była 10- ta ...

przytuliłam się do kamienia chociaż..sen się skończył ..alqaida..

jak rak do tyłu po kamieniach ....

coś mi się wydaje , że zaraz odlecę

taaa...piękna ..kraina

zanurzyłam się

hmm..znowu przebudzenie ze snu


...tylko trzy minutki ..
i tak to było

i tak

jak było?
Pięknie i.... pozostaje marzyć do końca życia ...
chodzić i błądzić ...
warto tak żyć
i to by było na tyle póki co






