Samochód - przyjemność czy udręka ?

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
ODPOWIEDZ
janek754

-#6
Posty: 1216
Rejestracja: sob 21 lis, 2009
Lokalizacja: Lublin

Post autor: janek754 »

mefistofeles pisze:a służbowy to se może by
Spójrz na to z drugiej strony. Służbowych aut się nie oszczędza, eksploatowane są dużo i przez różnych kierowców. Jeśli w mojej firmie, kilkanaście turbodieselków potrafi jeździć praktycznie bezawaryjnie, to jest to niewątpliwy dowód ich jakości.
mefistofeles pisze:Po prostu kupując używane auto statystycznie mniej ryzykuję poważne problemy kupując benzyniaka - mają mniejsze przebiegi, ewentualne awarie tańsze w naprawie
Zgoda, ale czy w całości rozrachunku uwzględniasz większe spalanie i nieco droższe paliwo, w przypadku benzyny ?
Żeby nie szukać daleko, dla przykładu, porównanie dwóch eksploatowanych w mojej firmie partnerów, pierwszy z 75 konnym silnikiem benzynowym 1.4 , drugi z dieslem 1.6, dokładnie, o tej samej mocy.

Średnie spalanie, to:
Pb - 8,5 litra
On - 6,2 litra

Licząc przy obecnych średnich cenach paliwa, przejechanie benzyniakiem 100 000 km kosztuje około 12 000 zł więcej niż dieslem. Rachunek chyba jest prosty ?

Pozdrawiam
Jan
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

janek754 pisze: Licząc przy obecnych średnich cenach paliwa, przejechanie benzyniakiem 100 000 km kosztuje około 12 000 zł więcej niż dieslem. Rachunek chyba jest prosty ?
100 000km to przy prywatnym użytkowaniu jakieś 4 lata. Czyli kupując nówkę diesla, róznica ci się zwróci włąsnie po tym dystansie zakłądając, że nie będzie się psuł. Przy używanym rózn ica jest mniejsza, ale za to ryzykuje się koszty napraw, więc wychodzi na jedno. Przy czym - jesli kupiłbym 5- letniego benzyniaka z przebiegiem dajmy na to 120 000 to wiem, że on tyle ma. Jeśłi chodzi o diesla w podobnym wieku sprowadzanego z Niemiec - to duże sznase, że ma najechane ponad 200 000. Poza tym popyt na używane diesle jest większy, więc trudno o dobry egzemplarz w rozsądnej cenie, a nie każdy ma sznasę kupić od znajomego.

BTW - z samych dojazdów do pracy (w jedną stronę: 45km szosa, 10 miasto) wychodzi mi spalanie poniżej 7l/100

Oczywiście - ja nie zniechęcam do diesli. Pokazuje tylko, że zakup "kombi w dieslu" niekoniecznie musi być taki rozsądny jak się z pozoru wydaje.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
janek754

-#6
Posty: 1216
Rejestracja: sob 21 lis, 2009
Lokalizacja: Lublin

Post autor: janek754 »

mefistofeles pisze:100 000km to przy prywatnym użytkowaniu jakieś 4 lata. Czyli kupując nówkę diesla, róznica ci się zwróci włąsnie po tym dystansie zakłądając, że nie będzie się psuł
Kupując nówkę, masz gwarancję, na 2-3 lata ze sporym limitem kilometrów (daleko nie szukając, ja mam trzy lata i limit 90 000)
mefistofeles pisze:Przy czym - jesli kupiłbym 5- letniego benzyniaka z przebiegiem dajmy na to 120 000 to wiem, że on tyle ma.
Tu nie ma żadnej różnicy czy kupujesz diesla, czy benzynę. I w jednym i w drugim przebiegu używanego auta nie możesz być w żaden sposób pewnym.
Benzyniaki firmowe, jeżdżą dokładnie tyle samo co diesle. Ostatnio znajomy dealer, pokazywał mi niespełna dwuletnią, firmową 407-kę, z przebiegiem prawie 150 000 km i benzynowym silnikiem. Fakt, auto zadbane i regularnie serwisowane. Firma wzięła nowe, a te zostawiła w rozliczeniu. Wystarczy teraz je kupić, cofnąć licznik o połowę, znaleźć kogoś z Twoim poglądami i zysk gwarantowany.
mefistofeles pisze:Poza tym popyt na używane diesle jest większy
A zastanawiałeś się dlaczego ? Diesle są bardziej ekonomiczne i wbrew pozorom same silniki, na ogół znacznie bardziej trwałe od benzynowych. Kłopotliwy bywa osprzęt, czyli np turbosprężarka lub wspomniany fap. Benzyniaki też nie są pozbawione wad osprzętu, a różne marki, nękają różne bolączki, takie jak np uszkodzenia zapłonu, przepływomierza czy sondy lambda, których naprawa lub wymiana, także do najtańszych nie należy. Diesle wolnossące potrafiły wykręcać miliony kilometrów, na ile stać dobrego CR-a jeszcze w tej chwili trudno powiedzieć.
mefistofeles pisze:BTW - z samych dojazdów do pracy (w jedną stronę: 45km szosa, 10 miasto) wychodzi mi spalanie poniżej 7l/100
A mój diesel pomimo dwóch ton wagi, na trasie potrafi zejść poniżej 5 litrów, a średnie zużycie (miasto-trasa) to około 6 litrów.
Nie wiem tylko, jaki licytacje mają sens, skoro podałem Ci zestawienie, dwóch identycznych samochodów, z różnymi silnikami o identycznej mocy, wykorzystywanych w dokładnie taki sam sposób.

Pozdrawiam
Jan
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

janek754 pisze:A zastanawiałeś się dlaczego ?
legenda starych diesli VW czy Mercedesa, które były nie do zdarcia i paliły kropelkę.
janek754 pisze:Diesle wolnossące potrafiły wykręcać miliony kilometrów
Tylko, że dziś diesla bez turbiny ze świecą szukać.
janek754 pisze:Benzyniaki firmowe, jeżdżą dokładnie tyle samo co diesle.
Ale znowu - odsetek firmowych aut wśród benzynaików jest mniejszy, bo firmy wolą kupowac diesle.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
janek754

-#6
Posty: 1216
Rejestracja: sob 21 lis, 2009
Lokalizacja: Lublin

Post autor: janek754 »

mefistofeles pisze:legenda starych diesli VW czy Mercedesa, które były nie do zdarcia i paliły kropelkę.
Z "nie do zdarcia" to się zgodzę, gorzej z wspomnianą kropelką. Słynny mercedes 123 z równie słynnym 2,4 D oscylował w granicach 10 litrów na setkę.
mefistofeles pisze:Tylko, że dziś diesla bez turbiny ze świecą szukać.
Turbiny w dieslach pojawiły się już dość dawno temu. W popularnym niegdyś "bunkrze" czyli mercedesie W124 (produkowany od 1985) były już stałym wyposażeniem.
Problem nie tkwi w turbinie, a tendencji producentów, by nie robić aut zbyt żywotnych, bo się na tym bardzo źle wychodzi, jak chociażby mercedes, którego jeden z szefów swojego czasu oświadczył, że W123, to ich najgorszy produkt, ponieważ omal nie zrujnował firmy.
mefistofeles pisze:Ale znowu - odsetek firmowych aut wśród benzynaików jest mniejszy, bo firmy wolą kupowac diesle.
Obecnie tak, z powodu prostych kalkulacji, których przykład umieściłem powyżej. Za to jeszcze kilka lat temu, służbowe benzyniaki, były normą, choć są miejsca w których nadal są bardzo popularne, jak np wypożyczalnie samochodów.
Pewną grupą diesli sprowadzonych do Polski to auta poleasingowe, z dość dobrze udokumentowanym przebiegiem i historią auta i choć i w tym przypadku wysoka ostrożność jest wskazana, to i tak istnieje znacznie mniejsze prawdopodobieństwo przekrętu ze strony firmy, niż osoby prywatnej.

Pozdrawiam
Jan
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

janek754 pisze:Problem nie tkwi w turbinie, a tendencji producentów, by nie robić aut zbyt żywotnych, bo się na tym bardzo źle wychodzi, jak chociażby mercedes, którego jeden z szefów swojego czasu oświadczył, że W123, to ich najgorszy produkt, ponieważ omal nie zrujnował firmy.
Toyota tez doszła juz do takich wniosków, choć i tak Japończyki wypadają całkiem nieźle na tle europejskiej konkurencji... Co do turbiny - to zawsze coś co kręci się kilkanaście tysięcy razy na minutę zuzyje się szybciej niz coś co kręci się najwyżej kilka. Tym bardziej, że wiele osób nie wie jak się z turbiną obchodzić - np wyłącza silnik zaraz po zatrzymaniu.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
janek754

-#6
Posty: 1216
Rejestracja: sob 21 lis, 2009
Lokalizacja: Lublin

Post autor: janek754 »

mefistofeles pisze:Toyota tez doszła juz do takich wniosków
Niestety. Zresztą z moich obserwacji, jakość np mazdy 626 spadła po przeniesieniu produkcji do Europy, choć podobno druga wersja mazdy 6, produkowana jest wyłącznie w Hiroshimie. Auta japońskie, z pewnością są bardzo wysokiej jakości, niestety niekoniecznie w przypadku, stosunkowo mało popularnych na dalekim wschodzie diesli.
mefistofeles pisze:Co do turbiny - to zawsze coś co kręci się kilkanaście tysięcy razy na minutę zuzyje się szybciej niz coś co kręci się najwyżej kilka.
Podobno typowa turbosprężarka może osiągnąć 100 000 rpm, więc prędkości są znaczne.
mefistofeles pisze:Tym bardziej, że wiele osób nie wie jak się z turbiną obchodzić - np wyłącza silnik zaraz po zatrzymaniu.
Generalnie dotyczy to sytuacji, w której samochód jest eksploatowany na dłuższej trasie, z wyższą prędkością, po to by wychłodzić i wyhamować rozpędzoną turbinę. W ruchu miejskim, w zasadzie nie ma takiej potrzeby.
Dziwne, że przy obecnym poziomie techniki, producenci nie wprowadzają w swoich autach stosownych zabezpieczeń.

Pozdrawiam
Jan
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

janek754 pisze:Niestety. Zresztą z moich obserwacji, jakość np mazdy 626 spadła po przeniesieniu produkcji do Europy
To normalne, toyota i honda mają podobnie - japońskie egzemplarze są dużo lepsze mechanicznie (choć np toyoty z Japoni szybciej rdzewieją, ponoć skutek podróży statkiem).
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
janek754

-#6
Posty: 1216
Rejestracja: sob 21 lis, 2009
Lokalizacja: Lublin

Post autor: janek754 »

mefistofeles pisze:choć np toyoty z Japoni szybciej rdzewieją, ponoć skutek podróży statkiem)
Nie nie wiem, może i coś w tym jest. Moja mazda była wyprodukowana w Japonii, a mój były szef miał rok młodszą 626 credos składaną w Holandii i obserwacje były raczej dokładnie odwrotne. Na mojej, po 12 latach nie było śladu rdzy, a w cronosie rozsypały się progi.
No ale z drugiej strony to inna epoka aut, od tego czasu wiele mogło się zmienić.

Pozdrawiam
Jan
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

janek754 pisze:No ale z drugiej strony to inna epoka aut, od tego czasu wiele mogło się zmienić.
raczej inna klasa - mazda 626 była ciut wyżej pozycjonowana niż toyota corolla dla ludu, więc zabezpieczenie mogła mieć lepsze.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
janek754

-#6
Posty: 1216
Rejestracja: sob 21 lis, 2009
Lokalizacja: Lublin

Post autor: janek754 »

mefistofeles pisze:
janek754 pisze:No ale z drugiej strony to inna epoka aut, od tego czasu wiele mogło się zmienić.
raczej inna klasa - mazda 626 była ciut wyżej pozycjonowana niż toyota corolla dla ludu, więc zabezpieczenie mogła mieć lepsze.
Odpowiednikiem mazdy 626 była toyota carina, jak było z jakością jej lakieru niestety nie wiem, ale ogólnie oceniana była bardzo dobrze.
I chyba to nie do końca tak, że toyota byłą pozycjonowana "dla ludu". Po prostu było jej na rynku znacznie więcej niż mazdy. Myślę że nie bez znaczenia dla ceny, miał fakt że "płetwa" 626 była jak na tamte czasy, po prostu piękna :)

Pozdrawiam
Jan
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Odpowiednikiem mazdy 626 była toyota carina, jak było z jakością jej lakieru niestety nie wiem
też nie wiem, ale to tez były auta nie do zdarcia. Dla ludu była Corolla - w USA to synonim taniego auta dla mas. Co ciekawe - te ładne oczka Corolli E11 w USA nie występowały - miała identyczny przód jak poprzednia genracja, Amerykanie nie lubią ekstrawagancji.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
ketivv

-#5
Posty: 951
Rejestracja: pn 28 wrz, 2009
Lokalizacja: mama, tato, romantyczny nastroj, wino :-)

Post autor: ketivv »

w benzynie nie ma potrzeby stosowania FAP (DPF) spalanie w tych silnikach odbywa się w praktyce bez sadzy - filtry cząstek stałych były by dodatkowym niepotrzebnym utrudnieniem

faktycznie DPF może się najzwyczajniej zapchać przy częstej pracy na zimnym układzie wydechowym, jak ja to rozumiem nie występuje wtedy efekt samowypalania sadzy a tylko sam proces filtrowania

przed coraz bardziej skomplikowaną budową aut, jednostek napędowych itp nie uciekniemy ale z drugiej strony to jeździ się tym też lepiej

obecne diesle fajne ale nowy 1.8 TSI z koncernu VW - że się tak poetycko wrażę qwa mać rewelacja silnik cudo

pozdrowienia

ketiw
janek754

-#6
Posty: 1216
Rejestracja: sob 21 lis, 2009
Lokalizacja: Lublin

Post autor: janek754 »

ketivv pisze:faktycznie DPF może się najzwyczajniej zapchać przy częstej pracy na zimnym układzie wydechowym, jak ja to rozumiem nie występuje wtedy efekt samowypalania sadzy a tylko sam proces filtrowania
Wszystko zależy od konstrukcji dpf-u. W systemie "mokrym" do paliwa dodawany jest specjalny płyn, podnoszący temperaturę spalin, co ułatwia wypalanie sadzy. W systemie suchym jest nieco gorzej, choć czasem stosuje się "dopalacze"
W obu przypadkach wystarczy użytkować silnik w rozsądnym zakresie obrotów, unikając "taczania" się z niską prędkością na wysokim biegu.
ketivv pisze:obecne diesle fajne ale nowy 1.8 TSI z koncernu VW - że się tak poetycko wrażę qwa mać rewelacja silnik cudo
Biorąc pod uwagę ogólną jakość produktów VW z ostatnich kilku lat, zwłaszcza nowości, zalecał bym jednak sporą ostrożność co do przedwczesnych ocen benzyniaków ze sprężarkami. Za rok, dwa pewnie będzie dokładnie wiadomo, co to za cudo :)

Pozdrawiam
Jan
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

http://motoryzacja.interia.pl/hity_dnia ... ie,1540817
to jak, całoroczne, czy sezonowe Waszym zdaniem?
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

w moim klimacie i przy częstych wyjazdach w góry to w ogóle nie ma pytania, u Ciebie to może i całoroczne mają jakiś sens :)
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

to jak, całoroczne, czy sezonowe Waszym zdaniem?
Miałem ten dylemat rok temu, przekonano mnie do zimówek - i dzięki Bogu!

Swoją drogą letnie ma wujowe (starsznie wąskie, 165mm, zimówki mam szersze, więc auto generalnie lepiej mi się na nich prowadzi. Za jakieś 2-3 tygodnie je zakładam.

Co to jest jazda na grnaicy parametrów? Jeśli mam do pracy 55-60km szosą, miejscami wąską i krętą i o kiepskiej kategori odśnieżania to wydaje mi się, że jednak zimówki w moim przypadku mają sens. Na całorocznych nie jeździłem, ale trudno mi sobie wyobrazić, by dobrze radziły sobie na śniegu. Choć takie zimy jak ostatnia to jednak rzadkie są.
Na zakończenie dodam, że w kraju o znacznie bardziej rozwiniętej motoryzacji, mianowicie w Ameryce nikt nie zmienia sezonowo opon. Każdy wyjeżdżający z salonu nowy samochód MUSI być wyposażony w całoroczne. I dotyczy to nie tylko ciepłego cały rok Południa, ale również stanów północnych, gdzie lato jest znacznie dłuższe i upalne niż u nas, za to zimy również dłuższe i nieporównanie bardziej srogie.
Hmmmm, przeżyłem kilka śnieżyc w USA i nie widziałem by drogi nie były odśnieżone, poza tym oni sypią niesamowite ilości soli. Właściwie to jesli tam lezy na drodze coś białego to może to na 90% jest to sól.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
ketivv

-#5
Posty: 951
Rejestracja: pn 28 wrz, 2009
Lokalizacja: mama, tato, romantyczny nastroj, wino :-)

Post autor: ketivv »

mefistofeles pisze:zimówki mam szersze, więc auto generalnie lepiej mi się na nich prowadzi.
jeśli chodzi o opony M+S na twardą nawierzchnię (utwardzone drogi itp) to zaleca się używanie opony węższej chodzi o nacisk na cm2 powierzchni styku
im węższa opona tym łatwiejsze także usuwanie brei błotnej-pośniegowej spod koła

pozdrowienia

ketiw
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

jeśli chodzi o opony M+S na twardą nawierzchnię (utwardzone drogi itp) to zaleca się używanie opony węższej chodzi o nacisk na cm2 powierzchni styku
Generalnie wiem, ale powodem była okazyjna cena tych opon - kolega kupił je do golfa i po miesiącu golfa mu skasowano, więc za pół ceny mi je odsprzedał (dwie sztuki - te z przedniej osi miał zużyte przez złą geometrię, tył jednak był idealny). Tak czy owak - na śniegu sobie radziły doskonale - ani razu się nie zakopałem sniegu (raz się wpakowałem w zalodzoną koleinę), poślizgi też miałem tylko na lodzie, a wielokrotnie jeździłem po świeżym oapdzie, zanim pługi zdążyły odśnieżyć.
<p>
Gdybym znowu kupował opony letnie - kupiłbym sporo szersze, min. 185mm, może nawet pod 200, ale te co mam kupowąłem gdy byłem jeszcze totalnie zielony w tym temacie.
<p>

Z innej beczki - teraz się bujam z zamkiem. Po ostatniej zimie padł mi zamek tylnej klapy (tragedii nie ma - mogę otwierać wajchą z kabiny). Okazuje się, że nikt nie umie go naprawić, ASO Toyoty nie umie mi dorobić zamiennika pod kluczyk - wygląda na to, że będę musiał wstawić nowy zamek ale pod inny klucz...
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Szarotka pisze: to jak, całoroczne, czy sezonowe Waszym zdaniem?
Całoroczne to taki trochę pic na wodę. Jak coś jest do wszystkiego to ... wiadomo.

Na zimę ze śniegiem i mrozem tylko zimówki. Tym bardziej jeśli dużo jeździ się poza miastem i nie po płaskim.
Każdemu jego Everest...
ODPOWIEDZ