Dowiedzielismy się potem o wypadku na Gerlachu tego własnie dnia rano, gdy grupa "nielegałów" spuściła kamienie na grupę idącą z vodcem, mocno raniąc jednego z turystów, więc filance dostali świra, a my zmuszeni bylismy do opłacenia przewodnika, jako, ze następnego dnia w planie był Gerlach. Pogoda wspaniała, bardzo ładne morze mgieł:
na szczycie
No więc było świetnie poza tym ,że drogo i że szedłem związany 3 metrową liną bez jakiejkolwiek możliwości wyboru nie mówię drogi, ale nawet chwytu w terenie, który asekuracji w ogóle nie wymaga. Jak jakiś baran, Plus to to, że nasz przewodnik ma papiery ( i doświadczenie) na całe chyba góry świata plus skitury, więc pewnie się jeszcze przyda.
Następnego dnia zmiana bazy ze Smokowca do Roztoki. Idziemy przez Rysy i po raz pierwszy błogosławię łańcuchy, dzięki którym z 30 kilogramowym plecakiem mogę się nimi spuszczać zamiast po miejscami zalodzonej skale rękoma. Nic bym nie miał przeciwko temu, żeby jeden długi spuścili z Buli wprost nad staw. Pogoda jak drut, więc już druga panorama w aparacie. Z braku innych tematów cykam sobie stawy:
W środę po takich dwu dniach nie mamy siły na żadne z ambitnych dzieł. Muszą poczekać do przyszłego roku, ale cały dzień wylegiwania pod Gęsią Szyją też ma swoje uroki:
W drodze powrotnej pod Pol.Pod Wołoszynem spotykamy na wpół zarośnięty staw, o którym nie miałem dotąd pojęcia:
Po południu penetrujemy brzeg Białki pomiędzy schroniskiem a Wantą w poszukiwaniu jakiejś zabłąkanej kłody, albo przewróconego świerka, ale bezskutecznie, gdyż marzy nam się przejście przez Szeroką Przełęcz, Niestety, nic nadającego się do przejścia przez wezbraną dosyć Białkę nie ma, więc pozostaje deptanie asfaltu przez Łysą i Jaworzynę, jako, ze następne dwa noclegi mamy w Terince. Tura przez Jaworową przyzwyczaja mnie powoli do roli nosica. Na przełęcz Lodową wychodzę na ostatnich nogach:
W piętek pogoda dalej śliczna, więc idziemy na Lodowy:
A to moja dumna po przejściu Konia
Wieczorem obserwuję rozrywki Miro:
Na koniec 2 fotki Dol. Śnieznej z Lodowego Zwornika obiecane jednemu z forumowiczów, ale Bogiem a prawdą, ze Zwornika niewiele widać i żeby one były porządne, musiał bym do połowy Kapałkowej zleźć, a i tak żona się niecierpliwiła.
Ogólnei pogoda cały czas wspaniała, sporo śniegu w żlebach i uboczach, nocą mróz, nad ranem betony, potem upał i ciapa. Skała sucha, ludzie mili a humory znakomite.





