no, owszem, czemu nie?...
na pewno piękne wyzwanie...
na pewno mnóstwo wrażeń...
na pewno warto, może nawet trzeba...
Alpy Julijskie naprawdę warto przedeptać...
bez względu na to, czy się osiągnie ten zaczarowany Triglav,
czy nie...
Każdy ma do tego swój własny stosunek
(żeby nie było nadmiaru aluzyjnego seksu: swoje odniesienie ma...)

Prosto z marszu, z ogromną rezerwą czasową było tak:
http://public.fotki.com/Smyk/na-triglav-dzie-pie/
Dzień pierwszy - wodny

- to nic, że oba telefony siadły nam przy pierwszym deszczu,
że kuchenka "szwajcarska" okazała się mało wydajna,
że dźwigany przez Mariusza namiot okazał się na razie
nieprzydatny, bo zafundowaliśmy sobie luksusowy nocleg
w zimowym schronie... (i owszem, ciepło było, czerwiec mamy...)
Rezerwa czasowa stopniała wraz z rozgrzaniem mięśni
i z korektą tego co w przewodnikach jakichś i na mapach
w oparciu o realia (już na starcie mieliśmy opóźnienie,
o które sami się prosiliśmy, delektując się tym i owym):
http://public.fotki.com/Smyk/na-triglav-dzie-dru/
...ale czy ktoś nas goni?...
Dzień drugi - śnieżny

dzięki otwarciu Mariusza na nas wszystkich
umieszczam jego fotki razem ze swoimi,
w końcu każdy z nas 'focił' po swojemu...
http://public.fotki.com/Smyk/na-triglav-dzie-trz/
...i dobrze, że razem się coś uzbierało
Dzień trzeci - śnieżny, wodny, nawałnicowy

Na końcówce to już mi się prawie nic nie chciało
(jak górnikowi z dowcipu), więc mało fotografowałem
- i tak wszystko było czuć wszechobecną wilgocią,
sami zresztą zobaczcie...
http://public.fotki.com/Smyk/na-triglav-dzie-czw/
Dzień czwarty - wszystko (co najgorsze) w jednym

...no i tak to...



