Kolejne wypadki w Tatrach
-
mariusz1977
-

- Posty: 31
- Rejestracja: wt 22 lip, 2008
Kolejna przykra informacja: http://www.tvn24.pl/12690,1671341,0,1,1 ... omosc.html
Coś za dużo tych wypadków ostatnio. :/
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Będziesz szedł szlakiem, (nawet niekoniecznie trudnym) poślizgniesz się, walniesz głową w skałę i po zawodach.Szumo pisze:Tak jak głupoty i braku rozsądku w świecie.Agaar pisze:Coś za dużo tych wypadków ostatnio. :/
A różni "mądrzy" ludzie napiszą że to "z głupoty i braku rozsądku" - nie wiedząc w zasadzie nic o danej sytuacji.
Nie wrzucaj wszystkich wypadków do jednego worka. No chyba że w/g Ciebie "głupotą i brakiem rozsądku" jest samo wstanie z łóżka i wyruszenie np. w góry.
Każdemu jego Everest...
Ja nie napisałem nigdzie, że wszystkie wypadki są z braku rozsądku i broń mnie Panie Boże od takich stwierdzeń. Wypadek, to wypadek, często nie ma się na niego wpływu (jeśli w ogóle da się na niego wpłynąć). Stwierdziłem tylko, że dzisiaj ludzie coraz mniej zastanawiają się nad konsekwencjami np. wyjścia w góry w ciągu burzy i wychodzą zupełnie do tego nieprzygotowani. Czasem uda się wrócić bezpiecznie, czasem się wrócić nie uda w ogóle.andy67 pisze:Będziesz szedł szlakiem, (nawet niekoniecznie trudnym) poślizgniesz się, walniesz głową w skałę i po zawodach.
A różni "mądrzy" ludzie napiszą że to "z głupoty i braku rozsądku" - nie wiedząc w zasadzie nic o danej sytuacji.
Nie wrzucaj wszystkich wypadków do jednego worka. No chyba że w/g Ciebie "głupotą i brakiem rozsądku" jest samo wstanie z łóżka i wyruszenie np. w góry.
Napisałeś jedno proste zdanie z którego ja wyciągnąłem takie proste wnioski jak powyżej. Chyba mi wolno ? 
A wypadki w górach zawsze były i dalej będą się zdarzały. I będą różne. Tak jak różne będą ich przyczyny. Nie ma co uogólniać że "w dzisiejszych czasach" itp. Czytałeś kroniki TOPR albo "Wołanie w górach" ?
A wypadki w górach zawsze były i dalej będą się zdarzały. I będą różne. Tak jak różne będą ich przyczyny. Nie ma co uogólniać że "w dzisiejszych czasach" itp. Czytałeś kroniki TOPR albo "Wołanie w górach" ?
Każdemu jego Everest...
Jasne, że wolno.andy67 pisze:Napisałeś jedno proste zdanie z którego ja wyciągnąłem takie proste wnioski jak powyżej. Chyba mi wolno ?
Oj, kiedyś chyba nikt nie pomyślał, żeby w góry iść w japonkach czy klapkach. :p Nie czytałem, ale mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane to zrobić.andy67 pisze:A wypadki w górach zawsze były i dalej będą się zdarzały. I będą różne. Tak jak różne będą ich przyczyny. Nie ma co uogólniać że "w dzisiejszych czasach" itp. Czytałeś kroniki TOPR albo "Wołanie w górach" ?
Ja 3 razy leciałem w przepaść, a nie jestem (mam nadzieję) ani głupi, ani lekkomyślny. Za pierwszym razem stanąłem na cieniutkiej lodowej glazurze, której nie było widać, za drugim stałem w czasie ulewy, a tworzący się strumień, którego, obserwując pioruny nie zauważyłem, wypłukał mi grunt spod nóg. Trzeci wypadek dawno dawno temu, gdy na OP chwyciłem łańcuch urwany z jednej strony. Traktuję to jak cenę doświadczenia. Drugi raz na pewno żadnego z wymienionych błędów nie zrobię. Ale czy w ogóle czegoś nie wywinę ??. Prawdopodobieństwo odwalenia czegoś, już małe na wstępie dla osoby ostrożnej i przewidującej, za jaką się uważam
maleje z kazdym rokiem nabierania doświadczenia, ale nie znika. Nie wyobrażam sobie takiej zdolności przewidywania, by wyeliminować ryzyko do zera. To rzeczywiście po prostu lepiej nie jechać w góry, jeśli chce się być całkiem bezpiecznym.
luknij na moje panoramy i galerie
ano ja ten rok mam taki kaprawy, że z 3x mogłem też polecieć bardziej niż poleciałem, i od pewnego czasu staram się nie komentować wypadków..dagomar pisze:Ale czy w ogóle czegoś nie wywinę ??. Prawdopodobieństwo odwalenia czegoś maleje z kazdym rokiem nabierania doświadczenia, ale nie znika. Nie wyobrażam sobie takiej zdolności przewidywania, by wyeliminować ryzyko do zera. To rzeczywiście po prostu lepiej nie jechać w góry, jeśli chce się być całkiem bezpiecznym.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Z tego co przeczytałem Ty miałeś też jakieś poważne wypadki samochodowe (do wolnych kierowców się nie zaliczasz) i rowerowe. Także może po prostu pod taką gwiazdą się urodziłeśdagomar pisze:Ja 3 razy leciałem w przepaść, a nie jestem (mam nadzieję) ani głupi, ani lekkomyślny. Za pierwszym razem stanąłem na cieniutkiej lodowej glazurze, której nie było widać, za drugim stałem w czasie ulewy, a tworzący się strumień, którego, obserwując pioruny nie zauważyłem, wypłukał mi grunt spod nóg. Trzeci wypadek dawno dawno temu, gdy na OP chwyciłem łańcuch urwany z jednej strony. Traktuję to jak cenę doświadczenia. Drugi raz na pewno żadnego z wymienionych błędów nie zrobię. Ale czy w ogóle czegoś nie wywinę ??
I ja miałem swoje "lekcje pokory" zimą, co nie oznacza, że nie komentuje wypadków, bo zdaża się. Ale inaczej troszke człowiek zaczyna do nich podchodzić. No i jednak góry uczą pokory...cieszyć się, że można z takich rzeczy wyciągać wnioski, bo niektórzy już niestety wnisków wyciągnąć nie mogą.Lukas pisze:ano ja ten rok mam taki kaprawy, że z 3x mogłem też polecieć bardziej niż poleciałem, i od pewnego czasu staram się nie komentować wypadków..
Poczytaj np o słynnej akcji ratunkowej po Milówkę. Pospolite ruszenie taterników wyruszyło z Moka na pomoc. Na progu Czarnego Stawu dowodzący akcją mówi, że dalej mogą iść tylko Ci co ... mają buty. Wiem, wiem, na boso jest bezpieczniej jak w japonkach, ale czasy były takie jakie były.Szumo pisze:Oj, kiedyś chyba nikt nie pomyślał, żeby w góry iść w japonkach czy klapkach. :p Nie czytałem, ale mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane to zrobić.
Poza tym meindle na stopach nie gwaratują pełnego bezpieczeństwa.
ps. myśle, że szczęście to w górach trzeba po prostu mieć, nie wszystko można przewidzieć i zabezpieczyć się na 100%. Zresztą, gdyby tak było, to nuda strasza i brak motywacji do łażenia.
Poważne były by wtedy, gdyby coś mnie lub komuś się stało, a się nie stałoHuczaj pisze:Z tego co przeczytałem Ty miałeś też jakieś poważne wypadki samochodowe (do wolnych kierowców się nie zaliczasz) i rowerowe. Także może po prostu pod taką gwiazdą się urodziłe
luknij na moje panoramy i galerie
Dużo jest przykładów ludzkiej głupoty w górach, ale nie oceniajmy tych o których nic nie wiemy, albo wiemy tylko z mediów. Łatwo jest wyrokować siędząc w foteliku przed monitorem.
Każdy z nas w pewnym sensie ryzykuje, ot chociażby wychodząc z domu, wstając z łóżka ( wcześniej wspomniany odstrzał na Słowacji)
Jednym wystarczy codzienna monotonia ( dom, praca, dom....itd. ) inni wolą żyć pełnią życia i wykorzystywać je do maksimum, co się wiąże pozornie z większym ryzykiem, ale czyż można im to mieć za złe i krytykować po każdym potknięciu ?. Tak właśnie robią kapcierze, a każdy kto choć trochę otarł się o niebezpieczeństwo nie będzie wydawał pochopnych osądów.
Każdy z nas w pewnym sensie ryzykuje, ot chociażby wychodząc z domu, wstając z łóżka ( wcześniej wspomniany odstrzał na Słowacji)
Jednym wystarczy codzienna monotonia ( dom, praca, dom....itd. ) inni wolą żyć pełnią życia i wykorzystywać je do maksimum, co się wiąże pozornie z większym ryzykiem, ale czyż można im to mieć za złe i krytykować po każdym potknięciu ?. Tak właśnie robią kapcierze, a każdy kto choć trochę otarł się o niebezpieczeństwo nie będzie wydawał pochopnych osądów.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.




