Trochę słabo chyba - tyle się męczyć żeby tylko zaliczyć i zaraz zejść. To ja już wolę Tatry
Trzy minuty.
Trzy minuty.
http://www.sportowefakty.pl/inne/2010/0 ... zmowa-z-a/
Trochę słabo chyba - tyle się męczyć żeby tylko zaliczyć i zaraz zejść. To ja już wolę Tatry
Trochę słabo chyba - tyle się męczyć żeby tylko zaliczyć i zaraz zejść. To ja już wolę Tatry
Każdemu jego Everest...
- arturprzeklasa
-

- Posty: 217
- Rejestracja: sob 19 kwie, 2008
- Lokalizacja: Zakopane
"Droga jest celem"andy67 pisze:Trochę słabo chyba - tyle się męczyć żeby tylko zaliczyć i zaraz zejść
Milczę gdy nie mam nic do powiedzenia
http://picasaweb.google.pl/arturprzeklasa
http://arturprzeklasa.deviantart.com
http://picasaweb.google.pl/arturprzeklasa
http://arturprzeklasa.deviantart.com
Andy, musiałbyś tego spróbować, żeby mieć porównanie. Nie rozpartuj tego tatrzańskimi klimatami, bo to zupełnie inna bajka. To chyba coś bardziej podobnego do "gonienia króliczka"...andy67 pisze:Może i "droga jest celem" ale on akurat wszedł. I zaraz zszedł. Nie oceniam tego, po prostu ja bym tak nie chciał.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
znaczy nie wiem czy nie możliwe ale na pewno by nie odpoczął bo to z każdym oddechem zaciąga dług tlenowy... no i w sumie mógłby złapać debet nad ranemcaatoosee pisze:
A tak powaznie to chyba jeszcze nikt nie nocowal na osmiotysieczniku,pewno to nie jest mozliwe dla czlowieka,oczywiscie bez tlenu smile
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Zaczerpnięte ze strony http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.p ... &name=2960
Tylko śmiercią naturalną
Panowało przekonanie, że Kukuczce, najlepszemu wspinaczowi świata, nic nigdy nie może się zdarzyć. Nie wiadomo, czy on sam był tego pewien – choć, gdy go zapytano, jaki procent prawdziwych alpinistów umiera śmiercią naturalną, odpowiedział z przekonaniem: – Wszyscy prawdziwi alpiniści umierają śmiercią naturalną. Chyba tylko dwa razy miał autentyczne chwile zwątpienia. W 1985 r. wyprawa, w której uczestniczył, chciała zdobyć potężny południowo-wschodni filar Nanga Parbat. Podczas akcji zginął przyjaciel Kukuczki, Jerzy Kalmus, ale czterech wspinaczy weszło na szczyt. Byli skrajnie wyczerpani i głodni, cztery razy nocowali w ścianie. Żeby się nie obciążać, szczyt atakowali bez namiotów, dwa najwyższe biwaki spędzili w wykopanej jamie śnieżnej na wysokości prawie 8000 m. Wiedzieli, że jeśli zasną, nie obudzą się. Ostatkiem sił zeszli do miejsca, gdzie zostawili namioty, ale w międzyczasie zasypała je lawina. Wtedy Kukuczka powiedział: „Tej nocy chyba już nie przetrzymamy” i prawie wykrakał. Następnego dnia, schodząc w dół po piątym biwaku, stracił równowagę i zawisł na linie głową w dół, z jedną nogą zaklinowaną w ścianie, plecak ciągnął go i dusił. Tracąc przytomność, Kukuczka jakimś cudem podciągnął się jeszcze na linie i rzucił w przepaść. Ciężar ciała wyrwał nogę ze szczeliny, na szczęście wytrzymały i kość, i lina. Wisząc już normalnie, głową do góry, zdołał stanąć na zboczu. Po niespełna trzech miesiącach, w październiku 1985 r. Kukuczka z grupą świetnych wspinaczy (m.in. Mirosław Dąsal, Artur Hajzer, Ryszard Pawłowski, Krzysztof Wielicki) próbuje zdobyć południową ścianę Lhotse. Pierwszy atak załamuje się na wysokości ok. 8200 m (nieco poniżej miejsca, z którego Kukuczka spadł równo cztery lata później). Dwa dni potem z młodym himalaistą Rafałem Chołdą zakładają liny poręczowe, by ułatwić kolejny atak, po południu wracają, teren jest dość łatwy, idą bez liny. W pewnym momencie Kukuczkę coś tknęło, odwrócił się – i zobaczył, że towarzysz zniknął, tylko jego plecak turlał się daleko w dole, ku przepaści. Upadek był bezszelestny, nie było żadnego krzyku, nie znaleziono ciała. Kukuczka uznał, że nie ma szans na zdobycie południowej ściany Lhotse, wyprawa zrezygnowała z dalszych prób. „Do dziś zastanawiam się, co było przyczyną, że »odpuściłem« południową ścianę Lhotse. Być może to było to coś, które w pewnym momencie nakazuje człowiekowi, by nie robił już kroku dalej”, napisał w „Pionowym świecie”.
Tylko śmiercią naturalną
Panowało przekonanie, że Kukuczce, najlepszemu wspinaczowi świata, nic nigdy nie może się zdarzyć. Nie wiadomo, czy on sam był tego pewien – choć, gdy go zapytano, jaki procent prawdziwych alpinistów umiera śmiercią naturalną, odpowiedział z przekonaniem: – Wszyscy prawdziwi alpiniści umierają śmiercią naturalną. Chyba tylko dwa razy miał autentyczne chwile zwątpienia. W 1985 r. wyprawa, w której uczestniczył, chciała zdobyć potężny południowo-wschodni filar Nanga Parbat. Podczas akcji zginął przyjaciel Kukuczki, Jerzy Kalmus, ale czterech wspinaczy weszło na szczyt. Byli skrajnie wyczerpani i głodni, cztery razy nocowali w ścianie. Żeby się nie obciążać, szczyt atakowali bez namiotów, dwa najwyższe biwaki spędzili w wykopanej jamie śnieżnej na wysokości prawie 8000 m. Wiedzieli, że jeśli zasną, nie obudzą się. Ostatkiem sił zeszli do miejsca, gdzie zostawili namioty, ale w międzyczasie zasypała je lawina. Wtedy Kukuczka powiedział: „Tej nocy chyba już nie przetrzymamy” i prawie wykrakał. Następnego dnia, schodząc w dół po piątym biwaku, stracił równowagę i zawisł na linie głową w dół, z jedną nogą zaklinowaną w ścianie, plecak ciągnął go i dusił. Tracąc przytomność, Kukuczka jakimś cudem podciągnął się jeszcze na linie i rzucił w przepaść. Ciężar ciała wyrwał nogę ze szczeliny, na szczęście wytrzymały i kość, i lina. Wisząc już normalnie, głową do góry, zdołał stanąć na zboczu. Po niespełna trzech miesiącach, w październiku 1985 r. Kukuczka z grupą świetnych wspinaczy (m.in. Mirosław Dąsal, Artur Hajzer, Ryszard Pawłowski, Krzysztof Wielicki) próbuje zdobyć południową ścianę Lhotse. Pierwszy atak załamuje się na wysokości ok. 8200 m (nieco poniżej miejsca, z którego Kukuczka spadł równo cztery lata później). Dwa dni potem z młodym himalaistą Rafałem Chołdą zakładają liny poręczowe, by ułatwić kolejny atak, po południu wracają, teren jest dość łatwy, idą bez liny. W pewnym momencie Kukuczkę coś tknęło, odwrócił się – i zobaczył, że towarzysz zniknął, tylko jego plecak turlał się daleko w dole, ku przepaści. Upadek był bezszelestny, nie było żadnego krzyku, nie znaleziono ciała. Kukuczka uznał, że nie ma szans na zdobycie południowej ściany Lhotse, wyprawa zrezygnowała z dalszych prób. „Do dziś zastanawiam się, co było przyczyną, że »odpuściłem« południową ścianę Lhotse. Być może to było to coś, które w pewnym momencie nakazuje człowiekowi, by nie robił już kroku dalej”, napisał w „Pionowym świecie”.




