O ja, w liceum się było....a tak jakoś wyszło z rachunków
Pewnie tak, ale każdy ma swoje podnietyJanek pisze:Nawet nie wiesz ile tracisz.
Miałam ostatnio przyjemność spędzić kilkadziesiąt godzin non stop z zapaloną fotografką
O ja, w liceum się było....a tak jakoś wyszło z rachunków
Pewnie tak, ale każdy ma swoje podnietyJanek pisze:Nawet nie wiesz ile tracisz.
Miałem podobne laboratorium łazienkowe i chyba najgorsze było potem posprzątanie szybkie tego bałaganu bo już zbierała się kolejka do łazienki. Czasem mam ochotę odgrzebać ten cały sprzęt choćby z tego względu, że mam trochę starych klisz, których nigdy nie wywołałem. A poza tym to uczucie gdy po wyciągnięciu filmu z koreksu wyłaniał się zarys tego co zrobiono kiedyś tam a następnie naświetlanie na papierze.Janek pisze:Tylko, że to bardzo droga i pracochłonna zabawa. Mnie w pewnym momencie zbrzydła - ten prymityw "laboratorium" łazienkowego mnie dobił.
Technicznie chyba jednak nie. Klisza może znacznie większą rozpiętość tonalną zarejestrować niż najlepsze matryce osiągalne dla śmietrelników. A tym bardziej czarno-biała o niskiej czułości(często była to 25ASA - jakoś tak)Janek pisze:A czarno-białe to z cyfrówki nie da się zrobić? Jak aparat nie ma specjalnej funkcji to bez problemu w komputerze.
może się narażę, ale co to???Janek pisze:ie akceptuje kodów z TinyPic?
kurcze mój stryj posiadał taką maszynę nazywała się chyba "Krokus" i trzaskała zdjęcia tylko mono, ale potem rypnął sobie kolorowy wywoływacz, tylko od tej pory wszyscy wychodzili na zielonowłóczęga pisze:Czerwona żarowka, wywoływacz, utrwalacz, a wcześniej naswietlanie papieru ... trzy sekundy, cztery, pięć ... az wyszlo dobrze.
Moj ojciec miał rzutnik wlasnej roboty.
Bezpłatny hosting grupy Google, fajny:czambas pisze:może się narażę, ale co to???
Krokus-Color różnił się od zwkłego Krokusa tylko szufladką na filtry. No i z doborem właściwego filtru a w ogóle z obróbką pozytywu kolorowego to był dramat. Wystarczy powiedzieć, że odchyłka o 1 stopień C temperatury płynów już dawała niekorzystne skutki. Poza tym można było kupować odczynniki tylko w zestawie na około 300 zdjęć, przechowywać rozrobione nie było można, szlag to trafiał po kilku dniach a kto wtedy miał odrazu tyle zdjęć do wywołania (podobnie było z zestawem negatywowym). W dodatku to było cholernie drogie, kaseta z filtrami też. Ja dałem sobie spokój po pierwszej próbie, uznałem, że to nie na łazienkowe warunki. Całe szczęście, że zaprzyjaźniony kierownik sklepu FOTOOPTYKI przyjął zwrot tej kasety z filtrami..czambas pisze:kurcze mój stryj posiadał taką maszynę nazywała się chyba "Krokus" i trzaskała zdjęcia tylko mono, ale potem rypnął sobie kolorowy wywoływacz, tylko od tej pory wszyscy wychodzili na zielono
A ile "patentów" na "obsługę" ramki na film aby nie siadał na niej kurz (śliczne białe centki na pozytywie) a także by ten kurz nie rysował taśmy negatywowej (potem były takie "druty" na pozytywie. W pewnym momencie szlag mnie trafił i przestawiłem się na kolorowy slajd - wysyłało się do Bydgoszczy do wywołania i potem trzeba było tylko pociąć na klatki i osadzić w ramki ddo rzutnika.krzymul pisze:a ile radości było z wywoływania.