mefistofeles pisze:wydaje mi się, że takie katastrofy wymagją szczególnej delikatności i otwartości przy badaniach, by uniknąc posądzenia o ukrywanie dowodów.
I tu się całkowicie z Tobą zgadzam, jednakże każdy kij ma dwa końce, i właśnie w związku z tym, proponuję zachować przyzwoity poziom otwartości i delikatności, przynajmniej do zakończenia prac komisji.
mefistofeles pisze:Ale dlaczego, przecież nie maja nic do ukrycia, tyle padło słów o wzajemnym zrozumieniu, przyjaźni etc.
Kiedyś w Polsce mawiano, że "szlachcic na zagrodzie, równy wojewodzie" ale wszycy wiemy, że to nieprawda... W ONZ kilka państw ma prawo veta - wiadomo, są równi i równiejsi...
Dzisiaj u Lisa mmówił o tym Tusk. Mnie przekonał.
PS.
Pan Kaczyński mówi, że należy skończyć z wojną polsko-polską. A chwilę później mówi, że musimy poznać prawdę o katastrofie smoleńskiej. Toż to wyraźna aluzja, że "konkurencja" kłamie. I to ma być ta pokojowa kampania?
mefistofeles pisze:Zauważyłem, ale wydaje mi się, że takie katastrofy wymagją szczególnej delikatności i otwartości przy badaniach, by uniknąc posądzenia o ukrywanie dowodów.
ketivv pisze:podobno dlatego zdecydowana się na konwencje chicagowską gdyż bardzo szczegółowo reguluje współpracę 2 lub więcej ekip przy prowadzeniu prac wyjaśniających
janek754 pisze:Jest jeszcze umowa między Polską a Rosją z 7 lipca 1993, której 11 art. zakłada, wspólne postępowanie wyjaśniające w przypadku wypadków samolotów wojskowych, niestety w tej umowie, brak jest jakichkolwiek procedur i regulacji prawnych, dlatego też skorzystano z procedur Konwencji Chicagowskiej, jako jedynych dających możliwość sprawnego i rzetelnego wyjaśnienia przyczyn katastrofy prezydenckiego tupolewa.
dlatego żeby było szczegółowo, dokładnie itp wybrano konwencje chicagowska, gdyż ponoć ona cały proces badawczy opisuje bardzo dokładnie
w imię wspomnianej przez Ciebie
mefistofeles pisze: szczególnej delikatności i otwartości przy badaniach, by uniknąc posądzenia o ukrywanie dowodów
Zapis jest wstrząsający, jeszcze mi się trzęsą ręce po przeczytaniu, ale tak na prawdę niczego nie wyjaśnia.
Zwolennicy teorii spiskowych zawsze przecież będą mogli napisać, że "ruscy spreparowali".
Nie napiszę nic odkrywczego, ale wydaje mi się że w sumie najważniejsza jest chyba odpowiedź na pytanie "dlaczego tak konsekwentnie dążyli do lądowania mimo tak bardzo niesprzyjających warunków".
Obawiam się jednak że odpowiedź na to pytanie nigdy nie będzie nam dana (lub może poznamy ją na tamtym swiecie).
Natomiast te wszystkie "onetowe" komentarze są jak zwykle żenujące.
Szczerze mi żal rodzin załogi samolotu, to musi być dla nich straszne, ale chyba jedyną drogą do przecięcia wszelkich spekulacji było ujawnienie całych zapisów.
Basia Z. pisze:
Zwolennicy teorii spiskowych zawsze przecież będą mogli napisać, że "ruscy spreparowali".
Dlatego mam nadzieję, że będa tez ujawnione nagrania, wtedy każdy bedzie sobie mógł ocenić czy głosy niezrozumiałe na pewno takie są, a i nagranie trudniej spreparowac. Dobrze byłoby tez ujawnic zapis z rejestratora parametrów lotu by bło jasne kiedy dokładnie załoga zwiększyła ciąg silników.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Wiemy, że nic nie wiemy.
Dla mnie pokrzepiające są słowa pilotów linii cywilnych, że w warunkach, o których wiedziano, to nawet nie podejmowaliby próby lądowania, bo inaczej bałbym się już wsiąść do cywilnego samolotu.
POLITYKA !!! Nie no kabaret ,nic się nie dowiecie ,a już na pewno nie więcej niż to co chcą abyście sie dowiedzieli ale to wolny kraj więc każdy może mieć swoje zdanie , mam nadzieję
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
To wydaje się oczywiste, że jakaś presja tam była, jakby to był samolot pasażerski, gdzie piloci mają 'władze absolutną', to za chiny nie próbowaliby tam lądować.
Zaś co do ujawnienia nagrań - rozmaici eksperci twierdzą że usłyszelibyśmy głównie szumy i trzaski.
Basia Z. pisze:
Nie napiszę nic odkrywczego, ale wydaje mi się że w sumie najważniejsza jest chyba odpowiedź na pytanie "dlaczego tak konsekwentnie dążyli do lądowania mimo tak bardzo niesprzyjających warunków".
Być może dlatego że stał im za plecami bardzo konsekwentny przełożony ?
Ostatnio zmieniony wt 01 cze, 2010 przez andy67, łącznie zmieniany 1 raz.
Smolik pisze:już na pewno nie więcej niż to co chcą abyście sie dowiedzieli
a fe ty mącicielu przyjazni rusko-tuskiej
A na serio to nasuwa sie kilka pytań:
1. Czemu kapitan milczał?
2. Czy komenda "odchodzimy" drugiego pilota trafiła w próżnię czy tez od razu zwiększyli po niej ciąg silników (samolot ma jednak pewną bezwładność)
3. Jaka była predkość schodzenia?
4. Czemu zignorowano TAWS?
Na pytania 2 i 3 odpowie rejestrator parametrów lotu.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
andy67 pisze:
Wiem że to głupie co piszę - ale może kapitan milczał bo nie on sterował ?
wątpię, prędzej drugi by ustapił miejsca.
Aha - i jeszcze jedno. Dokument jest niechlujny. W legendzie pod stenogramem nie jest np opisany głos ШT, jak sie domyślam należacy do nawigatora. Brakuje tez podpisu polskiego pilota, który rozpoznawał głosy: http://www.tvn24.pl/-1,1658816,0,1,podp ... omosc.html
andy67 pisze:Samolotu o tej masie podchodzącego do lądowania nie da się ot tak poderwać.
Owszem, ale jesli po komendzie "odchodzimy" zaczęli odchodzić to znaczy, że nie lądowali a jedynie wykonywali zejście próbne (podczas którego popełnili kilka drobnych acz tragicznych błedów, ale sam fakt próbnego zejscia naganny nie był). Jelsi jednak kontynuowali schodzenie wtedy mamy chyba o czynienia ze zbiorowym samobójstwem załogi.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Panowie, powróćmy jednak do analogii z wypadkami górskimi. Jeżeli, powiedzmy sobie, ja z kumplem wybraliśmy się na wycieczkę górską, pogoda się spieprzyła i robi się nieklawo a tu szczyt, cel wycieczki, o parędziesiąt metrów, to jęśli mimo to ustaliliśmy, że idziemy dalej a potem następuje coś w wyniku czego obaj giniemy, to była to nasza sprawa i nic nikomu do tego.
Jeśli natomiast jednak prowadziłbym wycieczkę i to niezależnie czy jako uprawniony przewodnik czy też po prostu osoba doświadczona, powinienem powiedzieć stop, zawracamy i to nawet wtedy, gdyby członkowie wycieczki bardzo by mnie prosili aby nie zawracać (to, nietrudno zgadnąć, casus tragedii w lawinie na Rysach). Dla mnie to oczywiste.
A teraz wróćmy do sprawy - piloci cywilni twierdzą, wszyscy bez wyjątku - przy takich warunkach nie wolno lądować, nawet na najlepiej wyposażonym lotnisku i żaden z nich nawet nie podjąłby próby lądowania, no chyba, że nie miałby zapasu paliwa. Jak z tego wynika, linia cywilna bardziej dba o zdrowie i życie swoich pasażerów, niż specjalistyczna jednostka wojskowa, nastawiona tylko i wyłącznie na przewozy VIP-ów.
W świetle powyższego trochę inaczej zaczyna wyglądać incydent z Tbilisi - przypominam, że tam nie było zagrożenia warunkami pogodowymi a nawet nie tak bardzo groźbą zestrzelenia przez Rosjan - tam pilot w opisie zadania miał określony inne miejsce lądowania, na którym zresztą wylądował.
Mefisto pisze o zbiorowym samobójstwie. Tak, coś jest na rzeczy. I znowu analogia górska - wypadek Bandrowskich i Hackbeilówny w żlebie Drege'a na Granatach. Przecież Bandrowski tam nie spadł lecz rzucił się w czeluść komina, co więcej, z miejsca, w którym utkwili można się było wycofać.
Eksperci, szczególnie major Fiszer mają rację - sam zapis rozmów bez korelacji z zapisami technicznymi niczego nie wyjaśnia a raczej tylko zaciemnia. Chciano położyć kres opowieściom z pogranicza fantazji a teraz dopiero ruszy lawina domysłów.
Mnie zastanawia tylko jedno - na pokładzie był dowódca lotnictwa, kiedyś sam pilot. Dlaczego widząc przez okno co się dzieje nie przerwał tego seansu szaleństwa - przecież już na kilkanaście minut przed katastrofą przychodzono się pytać do kabiny pilotów czy nie będzie kłopotów. Gdyby wtedy powiedziano - tak, lecimy do Mińska czy Witebska to co by się stało, przecież Łukaszenka nie kazałby ich wszystkich ani zamknąć ani rozstrzelać. Raz jeszcze wychodzi na jaw bałaganiarskie przygotowanie całej imprezy.
Janek pisze:na pokładzie był dowódca lotnictwa, kiedyś sam pilot. Dlaczego widząc przez okno co się dzieje nie przerwał tego seansu szaleństwa - przecież już na kilkanaście minut przed katastrofą przychodzono się pytać do kabiny pilotów czy nie będzie kłopotów.
Dowódca był w kabinie i niezle się chyba bawił patrząc jak jego podopieczni sobie radzą w tak trudnych warunkach.
Janek pisze:przy takich warunkach nie wolno lądować, nawet na najlepiej wyposażonym lotnisku i żaden z nich nawet nie podjąłby próby lądowania
Ustalmy jedną rzecz - warunki to coś co się zmienia. Pilot zawsze może wykonać próbne podejście do wysokości decyzji by ocenić jakie sa rzeczywiste warunki. Na wysokości decyzji jesli nie widzi pasa - go around i leci na zapasowe, albo jesli warunki sie poprawiają czeka krążąc nad lotniskiem. Próbne podejscie wykonane prawidłowo jest bezpieczne.
Wysokość 100 metrów nad smolenskiem była wysokością bezpieczną. tyle, że mowa o wysokości 100 metrów nad pasem a nie nad gruntem.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun