Zakochani w Tatrach pisze:Radykalne rozwiązania nie wchodzą niestety w rachubę, a łagodne tacy osobnicy mają gdzieś (żeby nie określić dosadnie gdzie).
I tu jest "pies pogrzebany".
Alu, starą prawdą jest to, że w miejscach atrakcyjnych tylu jest turystów ile jest miejsc noclegowych oraz jak jest daleko od sporych ośrodków miejskich i jaka jest sieć drogowa, kolejowa oraz czy jest lotnisko.
W miasteczku tuż koło słynnej na cały świat Petry w Jordanii jest dosłownie hotel na hotelu (to dla tych co chcą spędzić minimum jeden dzień - a i tydzień byłoby za mało, bo obok części archeologicznej są wspaniałe góry) a i olbrzymi parking bo sporo Biur organizuje wypady na pół dnia - np. w ramach pobytów w Izraelu czy egipskiego Charm el Sheih, czyli plażowiska. No i w sezonie letnim potrafi w ciągu dnia być w Petrze ok. 15 tys. ludzi i jest tłok.
Zakopane wraz z tymi wszystkimi Bukowinami, Kirami, Kościeliskami itd dysponuje kilkadziesięcioma tysiącami kwater a w dodatku o rzut kamieniem jest Kraków i aglomeracja śląska. To i tak cud, że przy tej ilości kwater oraz łatwości dojazdu i pobytu bez noclegu w górach jeszcze idzie wytrzymać - niech będzie chwała tym wszystkim pubom, basenom i Gubałówce, że zatrzymują tak wiele ludzi, którzy dzięki nim nie poleźli w góry.
Poczynając od zacnego doktora Chałubińskiego kolejne pokolenia popełniały błąd rozwijając tą bazę. Stało się, nie ma rady. Dziś jedyna nadzieja w kolejnych kąpieliskach termalnych oraz w tym, że ludzie będą się bogacić i zamiast w Tatry ruszą np. w Alpy.
A I CHYBA PORA NASTAŁA ABY POMYŚLEĆ O ZDJĘCIU SZTUCZNYCH UŁATWIEŃ - MÓWI O TYM NACZELNIK TOPR, W WYWIADZIE DLA POLITYKI, KTÓRY TU REKLAMOWAŁEM.
Jestem gorszego sortu...