Alpy - Piz Bernina

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Alpy - Piz Bernina

Post autor: Huczaj »

Wyjazd w Alpy był moim celem już od roku. Bardzo chciałem pojechać w końcu w góry wyższe niż Tatry. Niestety w poprzednim roku sztuka ta mi się nie udała, podjąłem więc próbę wyjazdu w tym roku i żeby nie czekać, dodatkowo w sezonie zimowym.

Moi kumple, którzy po Alpach już hasali latem, w zimie też jeszcze nie byli, pomyśleliśmy więc, że bardzo chcemy spróbować. Cel mieliśmy jeden: maksymalnie 5 dni na cały wyjazd (w tym dojazd i przyjazd) i wejście na szczyt powyżej 4000 o trudnościach mniej więcej PD (niestety wyceny znaleźliśmy tylko w warunkach letnich). Na początku lutego zaczęło się powolne organizowanie i szukanie celu. Wybór padł na Piz Bernina: malowniczy czterotysięcznik w dolinie Engandiny na pograniczu szwajcarsko-włoskim, spełniający wszystkie nasze warunki. Najwyżej sytuowany szczyt we wschodnich Alpach, letnie trudności PD (a więc zimą nie powinno być tak bardzo banalnie), winterraum położony odpowiedni wysoko aby z niego w jeden dzień wejść i zejść ze szczytu i kolejka umożliwiająca dostanie się do schroniska Diavolezza.

Końcówka lutego - urlopy zaklepane, sprzęt skompletowany, prowiant kupiony..już prawie jedziemy. Niestety w tygodniu, w którym mamy jechać pogoda płata figle. Obowiązuje rosnący III stopień zagrożenia lawinowego, sypie śnieg, widoczność zerowa. Prognozy na kolejne dni nie dają dużych złudzeń: niestety nie jedziemy, musimy wszystko odłożyć.

Aby nie tracić urlopu razem z jednym z kolegów idziemy w Tatry walczyć (jak się okazało - dosłownie) z granią zachodnich, ale po załamaniu pogody i srogiej lekcji pokory, zastanawiając się czy warto w zimie chodzić w góry musimy i z tego zrezygnować (ale to już inna historia). Nieco zdołowani i przybici, pocieszenia szukamy w próbie ponownego wyjazdu na Piz Bernina. Po raz kolejny zaklepujemy urlopy i rzucamy się w wir przygotowań do niego.

Tym razem wszystko wydaje się układać po naszej myśli. Pogoda jest stabilna i bardzo dobra. Udało się- jedziemy. Wszystko mamy zaplanowane co do dnia, nie może być ani pół dnia opóźnienia albo straty bo wtedy wszystko weźmie w łeb. We wtorek po pracy, pakuje ciężkie plecaki, narty, i inne badziewia i udaje się do mieszkającego 3 bloki dalej kumpla do którego z Warszawy ma przyjechać trzeci uczestnik wyprawy - Piotr.

O 2 w nocy pojawia się kolega, pakujemy samochód, decydujemy iż tylko Piotr bierze narty turowe, ja i Kamil rezygnujemy. Początkowo w planach przy zejściu mieliśmy zjechać lodowcem na nartach (Kamil na desce), ale za dużo było zachodu z organizowaniem przechowywania nart i warunkami jakie będą na lodowcu panować.

Czeka nas 14 godzin w samochodzie. Cóż się nie robi dla gór:) Jedziemy więc, zmieniając się za kierownicą co 2-3 godziny. Podróż nie jest strasznie wykańczająca. Pogoda znakomita co sprzyja wyglądaniu z zaciekawieniem przez okno samochodu zamiast kimania zgiętym w pół na plecakach i innym badziewiu na tylnym siedzeniu. Na fragmencie niemieckiej autostrady, zaliczamy jeszcze kontrolę czy aby na pewno samochód którym się poruszamy nie jest ukradziony.
Około godziny 17:00 docieramy do miejsca docelowego, do miejscowości Pontresina, gdzie znajduje się stacja kolejki Diavolezza i dodatkowo stacja innej kolejki (naziemnej) o przyjemnej nazwie Bernina Express.

Obrazek

W samochodzie mamy ze sobą namiot i w planach jest rozbicie się gdzieś w okolicy aby przespać noc na dole. Śniegu jest jakieś 2 metry co skłania nas do poszukiwania odpowiedniego miejsca. Zamiast namiotu lokujemy się chwilowo w ciepłej i pustej poczekalni stacji Bernina Express. Po chwili namysłu decydujemy, iż jeśli stacja na noc nie jest zamykana prześpimy się tutaj, i rano o 8:30 wyjeżdżamy pierwszą kolejką do góry.

Obrazek

Pakujemy więc graty do poczekalni, oddelegowujemy "ochotnika" do pójścia do okolicznego strumienia po wodę do gotowania. Żeby dostać się do strumienia trzeba niestety założyć stuptuty albo rakiety bo śniegu jak pisałem wyżej nie brakuje.

Wnętrze poczekalni wygląda tak (ciepłe, oświetlone i puste):
Obrazek
Okazuje się iż samochód stojący na parkingu nieopodal nie może tu zostać, w związku z tym Piotr jedzie niżej szukać miejsca do zostawienia samochodu a ja i Kamil robimy jedzenie. Troszkę nam głupio, ale po krótkiej i bardzo sympatycznej pogawędce z obsługą kolejki przestajemy mieć opory. Dodatkowo zaufanie wzbudza bardzo miłe nastawienia obsługi, która widząc nas znoszących karimaty do poczekalni uśmiecha się szeroko.

Miejsca na samochód znajduje się 10 minut niżej przy parkingu restauracji. Kolega aby być w porządku poszedł do właściciela i zapytał czy możemy zostawić na 3 dni samochód. Otrzymał bardzo uprzejmą zgodą a po odpowiedzi na jego pytanie po co tu jesteśmy (climbing on Piz Bernina) nie zadaje więcej pytań:)

Zaliczamy jeszcze przygodę z poczekalnią. Otóż okazało się iż jest zamykana zamkiem magnetycznym po odjeździe ostatniej kolejki i z zewnątrz nie można się do niej dostać. Na całe szczęście, kiedy okazało się że nie możemy już otworzyć drzwi ( a w środku są plecaki i wszystkie niemal rzeczy) w środku zostałem jeszcze ja (nie zdążyłem wyjść) w związku z tym z poczuciem ulgi wpuszczam resztę do środka. Już wiemy, że w środku zawsze ktoś musi być.

Przepakowujemy się więc, gotujemy jedzonko, dzielimy rzeczy, które musimy wynieść na górę. Plan jest następujący. Pierwszego dnia wyjeżdżamy pierwszą kolejką do schroniska Diavolezza i idziemy dalej przez grań Fortezza do winterraumu Marco e Rosa. Odległość która mamy do pokonania to według letniego czasu 6-7 godzin. Na miejscu dowiadujemy się że w obecnych warunkach (są bardzo dobre) nie mniej niż 8 godzin. Wiemy więc co nas czeka. Ostra orka pod górę, ciężkie plecaki trochę wspinania na grani i sporo kluczenia na lodowcach – szczególnie w ich górnej części. Na drugi dzień planujemy wejść na szczyt, zejść i znów zanocować w winterraumie, trzeciego dnia zejście do Diavolezzy, zjazd w dół i powrót do Polski.

DZIEŃ 1 - Diavolezza - Marco e Rosa
Wstajemy rano, gotujemy wodę do termosów, wkładamy na siebie wszystko co będzie potrzebne (tak aby nie tracić czasu na to w schronisku) i wyjeżdżamy do góry. Pogoda idealna. Lodowiec wygląda zachęcająco, okoliczne widoki – bajka.

Obrazek

Obrazek

Widok na nasz cel – Piz Bernina (po prawej stronie).
Obrazek

Piotr zjeżdża na lodowiec trasą narciarską, my zjeżdżamy na lodowiec na dupach okolicznym żlebem albo pomykając w dół na rakietach. Na lodowcu wiążemy się i idziemy w kierunku grani Fortezza.

Grań Fortezza na środkowym planie:
Obrazek

Lodowiec Morteratsch:
Obrazek

Tarasy Bellavista:
Obrazek

Wystający czubek na środkowym planie to Fuorcla Crast' Aguzza. Po jej prawej stronie nieco poniżej pokrytej lodem i mocno zmarzniętym śniegiem przełęczy, znajduje się schronisko i winterraum Marco e Rosa.

Obrazek

Widok na zachodnią grań Piz Bernina – Biancograt:
Obrazek

Przez lodowiec przechodzimy bezproblemowo i w miarę szybko. Ciążą jednak mocno zapakowane plecaki. Podchodzimy na samą grań ucinając sobie jeszcze pogawędkę z okolicznym przewodnikiem, który wraz z przyjaciółmi wybrał się na turową wycieczkę. Piotr jako jedyny z nas ma narty na nogach co skutkuje podejrzeniem iż jest naszym przewodnikiem. Napotkani ludzie szybko dostają informację gdzie idziemy, kiedy wracamy, skąd jesteśmy, jak długo jechaliśmy i że jesteśmy „tylko” grupą przyjaciół. Po tych informacjach, spoglądają na nasze plecaki i kwitują wszystko słowem „You’r tuff” :D Wymieniamy się jeszcze informacjami jak najlepiej przejść grań Fortezza która w tym dniu jest jedynym miejscem gdzie napotykamy trudności wspinaczkowe. Jak się okazuje, mimo iż grań jest krótka to zajmuje nam sporo czasu i przysparza sporo emocji.
Grań jest wyposażona w stałe punkty, więc gdzieniegdzie tylko dokładamy coś od siebie. Całość przechodzimy na lotnej asekuracji, mimo fragmentów, które budzą wyraźne emocje, gdyż grań zasypana jest śniegiem na tyle iż chwyty trzeba wygrzebywać spod śniegu plus trzymać się ich w rękawiczkach.

Obrazek

Obrazek

Po przejściu grani wiemy już, że czasu mamy mało i musimy iść w miarę szybko aby uniknąć konieczności kluczenia wśród szczelin górnej części lodowca po ciemku.
Chwila odpoczynku pod tarasami Bellavista:
Obrazek

Obrazek

Warunki śniegowe są znakomite. Betony i prawie zerowy wiatr sprawia że wysiłek staje się prawie czystą przyjemnością. Po niedługim czasie docieramy do wspomnianej już igły Fuorcla Crast' Aguzza. Okazuje się iż całe zejście z trawersu Bellavista usłane jest bardzo dużymi szczelinami i przejście tamtędy nie jest możliwe. Schronisko i winterraum już widzimy. W zapadających powoli ciemnościach decydujemy się zejść w dół w kierunku drugiej odnogi lodowca Morteratsch i stamtąd podejść do góry na przełęcz gdzie znajduje się schronisko. Ubieramy czołówki i ruszamy na dół, po krótkim zejściu trawersujemy tak wysoko jako to możliwe aby uniknąć zarówno wejścia w szczeliny znajdujące się powyżej jak i konieczności zejścia na sam dół lodowca. Po wyczerpującym, przerywanej odpoczynkami co 5 minut podejściu wychodzimy na przełęcz w kompletnych już ciemnościach. Niestety schroniska nie dostrzegamy, idziemy więc „na czuja” tam gdzie powinno się znajdować kiedy widzieliśmy go z góry. Piotr wyciąga GPS i stara się namierzyć go, udaje mu się odczytać iż schron znajduje się około 90 metrów w kierunku w którym idziemy. Po kilku minutach widzimy zarysy budynku i uradowani wczołgujemy się do winterraumu.

Obrazek

Jest nieco zasypany śniegiem, i zupełnie pusty. Na pryczach zalegają sterty kocy, troche śniegu, a na stole pozostałości po imprezie sylwestrowej (tak nam się zdaje). Zimno. W baniaku na stole reszta wytrawnego czerwonego wina i starej kiełbasy. Staramy się ogrzać nieco. Zapalamy znalezioną resztkę świeczki, przynosimy śniegu i gotujemy jedzenie i przede wszystkim HERBATĘ :). Po obiedzie, zapijamy po kubku czerwonego wina (okazuje się w miarę niezłe) i ładujemy się do śpiworów. Leżąc już w śpiworach zadzwonił telefon znajdujący się w winterraumie, niestety nie zdążyliśmy do niego dokicać (w śpiworach) więcej już nie zadzwonił. Rano pobudka i próba wyjścia na szczyt i powrotu. Na szczęście już z lekkimi plecakami.

CDN
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Czekam na "CDN", bo planuję m.in wybrać się tam latem :)
Zaglądałeś może do schr.Diavolezza? Rozumiem, że schr.Marco e Rosa
było nieczynne o tej porze roku?
Ostatnio zmieniony wt 23 mar, 2010 przez Szarotka, łącznie zmieniany 1 raz.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

DZIEŃ 2 – Marco e Rosa – Piz Bernina

Wstajemy nie tak znów wcześnie rano bo o 8. Wygrzebujemy się z ciepłych spiworów i robimy jedzenie. Pakujemy do plecaków tylko kilka rzeczy. Wyjście na szczyt granią Spallagrat ma zająć 3 godziny, zejście 2. W sumie więc liczymy na około 6 godzin wspinaczki z zapasem 2 godzin. Ze schroniska wychodzimy o 10. Początkowo idzie nam bardzo ciężko, mimo iż plecaki prawie puste. Dochodzimy pod spiętrzenie grani i teraz należy się przeorganizować i zacząć właściwą wspinaczkę.

Obrazek

Obrazek

Krajobraz na każdą stronę mimo iż może wydawać się monotonny, jest urzekający:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Poruszamy się nie za szybko, pokonując kolejne fragmenty grani:

Obrazek

Widok na Piz Bernina i grań szczytową:
Obrazek

Po trudnościach skalnych, następują trudności „powietrzne” grań jest wąska i stroma. Idziemy więc sobie powoli i około 14 docieramy na wierzchołek.

Huczaj na szczycie:
Obrazek

Piotr na szczycie:
Obrazek

Kamil na szczycie:
Obrazek

Na szczycie spędzamy jakieś 30 minut, posilamy się czekoladą, podziwiamy okoliczne panoramy słuchamy dźwięków przelatującego nam nad głowami helikoptera (dosłownie kilkanaście metrów). I powoli schodzimy na dół.

Tu widok na grań:
Obrazek

Obrazek

Schodzimy ostrożnie, gdzieniegdzie posiłkując się zjazdami. Dochodzimy do małej przełączki, którą widzieliśmy z dołu i postanawiamy zejść z grani i stromym źlebem potem zboczem obejść resztę grani. Idzie nam bardzo szybko i jeszcze przed zmrokiem znajdujemy się w Winterraumie. Brak wiatru, wygrzewające słońce. Kapitalnie.

W dole widać budynek schroniska:
Obrazek

Obrazek
Wylegujemy się chwilę na przełęczy, po czym udaje się na zasłużony posiłek.

Widok z okna mamy taki:
Obrazek

Wieczór:
Obrazek

Wieczór spędzamy na pogawędkach i jedzeniu. Idziemy wcześnie spać, jutro trzeba wstać o 6, zjeść, spakować się, posprzątać i udać się w drogę powrotną. Mamy presję czasową, gdyż ostatnia kolejka z Diavolezza odjeżdża o 17.

CDN
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Huczaj pisze:kolejka z Diavolezza
jaka była teraz cena biletu w obie strony?
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Szarotka pisze:Zaglądałeś może do schr.Diavolezza? Rozumiem, że schr.Marco e Rosa
było nieczynne o tej porze roku?
Do Diavolezzy nie zaglądalismy, także tutaj Ci nie ardzo pomogę, tylko tam przemykalismy w drodze na kolejke.

Schron marco e Rosa był zamknięty. Czynny tlyko winterraum.
Szarotka pisze:jaka była teraz cena biletu w obie strony?
Wyjazd i zjazd kolejką to teraz 33 franki. Tu jest cennik: http://www.engadin.stmoritz.ch/winter/d ... m3.tarife/
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Huczaj pisze:Okazuje się iż całe zejście z trawersu Bellavista usłane jest bardzo dużymi szczelinami i przejście tamtędy nie jest możliwe.
były takie paskudy.. ;) 8)

Obrazek
http://www.summitpost.org/mountain/rock ... z-pal.html
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Szarotka pisze:były takie paskudy
A więc tak to latem wygląda :D Tak nie było, większośc poprzykrywana śniegiem, ale przy zejściu z tarasów całe niemal zbocze poprzecinanie szczelinami, ale wyglądającymi bardziej "zimowo" :)
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: Smolik »

Ekstra ech.... gratulacje :).Jak wyglądała droga przez Biancograt??
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Smolik pisze:Jak wyglądała droga przez Biancograt??
Nie szliśmy tą granią. Szliśmy Spallagrat. Biancograt musiałbym wchodzić chyba od włoskiej strony. Ze szczytu wyglądała ok :)
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

DZIEŃ 3 – Powrót: Marco e Rosa – Diavolezza.

Bardzo chcieliśmy aby prognozy na ten dzień, w przeciwieństwie do pozostałych się nie sprawdziły. Niestety. Wstaliśmy o 6 rano i przez 2 godziny jedliśmy, pakowaliśmy się i sprzątaliśmy po sobie. Wiedzieliśmy, że do godziny 12 ma być pełna widoczność, po 12 ma się stopniowo pogarszać aż do kompletnego „mleka”. Ważne więc było aby w miarę szybko przejść te trudniejsze orientacyjnie miejsca. Wyszliśmy z winterraumu i uderzyły nas podmuchy wiatru. Jak się później okazało towarzyszyły nam niemal całą drogę powrotną.

Obrazek

Po woli robiło się chmurzasto. Na podejściu pod tarasy bellavista, spotkaliśmy..własne ślady :D Szliśmy więc nimi bardzo sprawnie aż doszliśmy do spiętrzenia grani Fortezza. Wiedzieliśmy już jakie trudności oferujem i wiedzieliśmy też, że za szybko nam nie pójdzie. Aby niepotrzebnie nie ryzykować schodzenia, w kilku miejscach zdecydowaliśmy się na efektowne zjazdy:

Obrazek

Obrazek

Pogoda zaczęła się psuć zdecydowanie:
Obrazek

My jednak zdążyliśmy zejść już z grani i teraz czekało już tylko zejście na lodowiec i przejście nim do Diavolezzy na ostatnio kolejkę.

Obrazek

Grań Fortezza w chmurach:
Obrazek

Przed zejściem na lodowiec, zrobiliśmy sobie przerwę. Wraz z pogorszeniem pogody, zniknęli ludzie siedzący na grani i obserwujący nasze zmagania. Siedzieliśmy więc w chmurach i wietrze sami. Piotr założył narty i zaczął zjeżdżać w dół lodowcem. Ja i Kamil musieliśmy jeszcze dojść do schroniska Diavolezza. Mieliśmy jakieś 2 godziny. Zeszliśmy więc na lodowiec i szliśmy po narciarskim śladach. Widoczność była taka:

Obrazek

Dzięki śladom i kompasowi nie zgubiliśmy drogi. Szliśmy szybko i jak się okazało na styk. 13 minut przed wyjazdem ostatniej kolejki wpadliśmy do schroniska, wykończeni. Podejście pod nie, kosztowało nas gigantyczną ilość sił, bo szliśmy do góry jak wariaci.
Na dole, wpadliśmy znów do „naszej” poczekalni gdzie kolejny przepak, obiad i przygotowanie do powrotu. Zamiast przespać się, zdecydowaliśmy się wyjeżdżać jeszcze tego samego dnia. Wyruszyliśmy o 19:30 2 godziny po zejściu. W Krakowie byliśmy około 10:30 zupełnie wykończeni ale szczęśliwi.

Udało się nie tylko pojechać a Alpy, ale też co do dnia zrealizować plan i wejść powyżej 4000m jeszcze w sezonie zimowym :D Mam nadzieje że w Alpy wrócę jeszcze latem.

P.S. Dzięki Smolikowi i Fenkowi za pożyczenie jakże niezbędnych rakiet (spisały się super).
P.S.2. Jankowi i innym niedowiarkom finansowym chciałem oznajmić iż wyjazd kosztował niewiele. Paliwo+winiety jakieś 200 zł, wyjazd kolejką około 80 zł, jedzenie kupione w Polsce jakieś 70 zł.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Huczaj pisze:i innym niedowiarkom finansowym chciałem oznajmić iż wyjazd kosztował niewiele. Paliwo+winiety jakieś 200 zł, wyjazd kolejką około 80 zł, jedzenie kupione w Polsce jakieś 70 zł.
:D sądząc po długości pobytu, darmowych noclegach...cena jak najbardziej normalna-realna ;)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Wycieczka troszkę crazy :D ale fajnie że wyszło.

Relacja świetna :)

Ps - co do Alp i innych "dużych gór" - zawsze mnie lekko śmieszą te widoki z "lasem szczytów" których nie sposób spamiętać. W Tatrach jednak da się chociaż z grubsza ogarnąć co widać 8)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

andy67 pisze:zawsze mnie lekko śmieszą te widoki z "lasem szczytów" których nie sposób spamiętać
:D a wiesz jaką radochę daje wśród tego morza/lasu szczytów, wyłapanie tych bardziej znanych/specyficznych :) Przyjemne jest też to, że możesz obracać się wokół swojej osi i praktycznie wszędzie aż po horyzont widzisz....góry :D Podobnie jak na morzu, tylko mniej płasko :P :))
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

andy67 pisze:Wycieczka troszkę crazy
Czemu crazy? że za szybko? :)
andy67 pisze:zawsze mnie lekko śmieszą te widoki z "lasem szczytów" których nie sposób spamiętać. W Tatrach jednak da się chociaż z grubsza ogarnąć co widać cool
Ja to widziałem teraz po raz pierwszy i jest to widok i odczucie niepowtarzalne. Jesteś w środku morza gór, wszędzie dookoła góry. W Tatrach tego nie masz...10 szczytów i koniec, dalej płasko...
Awatar użytkownika
manfred

-#6
Posty: 1978
Rejestracja: śr 22 sie, 2007
Lokalizacja: nie wiem

Post autor: manfred »

Świetne zdjęcia na kolana powala mnie grań no no ładnie Panie ładnie.
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

manfred pisze:Świetne zdjęcia
No pewnie, w końcu NIE ja je robiłem :D A to zdjęcie z wielkim kawałem skały w prawym dolnym rogu specjalnie dla Ciebie.
manfred pisze:na kolana powala mnie grań
Ja momentami srałem w gacie ze strachu, nie przepadam jakoś szczególnie za graniami.
Awatar użytkownika
manfred

-#6
Posty: 1978
Rejestracja: śr 22 sie, 2007
Lokalizacja: nie wiem

Post autor: manfred »

Huczaj pisze: A to zdjęcie z wielkim kawałem skały w prawym dolnym rogu specjalnie dla Ciebie.
Dużo tego nie zostało macie chłopy spust tak...
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

manfred pisze:Dużo tego nie zostało macie chłopy spust tak...
Przyznam się szczerze, że nie zostało nic. Ale i tak niewiele tego tam już było. Za to w zamian zostawiliśmy polskie ciastka, batony i czekolady.
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

Gratuluję fajnego przejścia :). Relacja i foty naprawdę dobre.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Awatar użytkownika
Fenek

-#3
Posty: 160
Rejestracja: wt 30 paź, 2007
Lokalizacja: Nowy Targ

Post autor: Fenek »

Ho , ho Huczaj ładnie , pniesz się do przodu oby tak dalej :)
"powiedz mi po co żyjesz ,a powiem ci po co chodzę w góry"
ODPOWIEDZ