Martyna na Vinsonie (Antarktyda)

Pasma górskie w Polsce i na świecie.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Ale też nadużyciem jest obwinianie PZA o niedotowanie wypraw "młodych gniewnych" skoro cały budżet roczny wynosł w roku 2004 (tu znalazłem dane) 800 tys. zł zwłaszcza jak się napisało samemu, że Everest kosztuje 60 000$ ( tylko imiennik nie podał czy od łepka czy wyprawy). Radzę się zastanowić nad tym ile taki np. Hołowczyc musiał zrąbać własnych aut nim mu któryś z producentów zaproponował auto za frico. Nie ma lekko proszę państwa.
A co do dość mizernej pozycji polskiego alpinizmu w stosunku do "złotych" lat - warto by nad tym podumać, ale moim zdaniem rzecz nie w kasie. Trochę o tym Jagiełło powiedział w tej rozmowie z Dużego Formatu GW.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

ruda pisze:przecież te ciuchy same idą
Kurtka wodna... same? To może już samochodzące foki są? :D Ja sobie taką żywą foczkę sprawie, a nawet dwie... i mnie wniosą na jakąś przełączkę w Tatrach. ;)

Everest jest (jak dla mnie) zbyt popularną górą - tak jak Mont Blanc w Europie. Są ładniejsze szczyty. Choć gdybym się uparła żeby robić Koronę Ziemi to już inaczej.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Agaar pisze:Może niekoniecznie na Everest (chociaż...
Moje pytanie było adresowane do konkretnych osób i... jak to zwykle bywa odpowiedzi raczej nie będzie lub nie wprost...
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Janek pisze:Moje pytanie było adresowane do konkretnych osób i... jak to zwykle bywa odpowiedzi raczej nie będzie lub nie wprost...
Ale ja odpowiedziałam i to konkretnie. :) Bym tego nie wydała na budowę domu, ślub, dzieci, ale bardziej na turystykę w szerokim tego słowa znaczeniu. Martyna ma - więc była. Miałabym ja - też bym była.

Przeciętny Kowalski by nie wszedł, ale ktoś z ambicjami, zamiłowaniem do wysokich gór, dużym doświadczeniem też by wszedł... gdyby miał pieniążki.

Rozumiem też, że Martyna ma to wszystko co napisałam - czyli ambicję, zamiłowanie, doświadczenie i pieniądze. Cieszę się, że udało jej się wejść, nie mam do niej jakiejś urazy. Trochę zazdroszczę, bo niewielu ma to szczęście, a że do górołazów się zaliczam, to już tak jest.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
świster

-#6
Posty: 1981
Rejestracja: śr 05 mar, 2008

Post autor: świster »

Agaar pisze:W nieznanych i uroczych zakątkach typu Wietnam.
Wietnam odpada, bo jak wiadomo tam jest Sajgon :)) . Lepiej już Kanada, Norwegia w lecie a w zimie Nowa Zelandia :)
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

świster pisze:Wietnam odpada, bo jak wiadomo tam jest sajgon
Wietnam jest super, cały Wschód jest... oh. :) Żeby choć raz się udało w tym krótkim życiu coś zobaczyć z innego świata.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Agaar pisze:Żeby choć raz się udało w tym krótkim życiu coś zobaczyć z innego świata.
Powiem Ci tak - musisz tego chcieć a zobaczysz. Między wspinaniem a umiejętnością zarabiania pieniędzy nie ma żadnej różnicy - i tu i tu potrzebna jest chęć a duże potrzeby na wydawanie pieniędzy przekładają się na wzrost możliwości ich zarabiania.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Agaar pisze:Miałabym ja - też bym była.
śmiało powiedziane, szczerze podziwiam :) choć może źle Cię zrozumiałam :think:
Agaar pisze:ktoś z ambicjami, zamiłowaniem do wysokich gór, dużym doświadczeniem też by wszedł... gdyby miał pieniążki.
pieniążki za bardzo mu nie pomogą jak w obozie IV spuchnie mu mózg a płuca wypełnią się wodą. Zakładając, że do tego obozu IV się dowlecze. W drodze z obozu IV na szczyt spala się bagatela 15.000 kalorii

Janek pisze:Ale też nadużyciem jest obwinianie PZA o niedotowanie wypraw "młodych gniewnych" skoro cały budżet roczny wynosł w roku 2004 (tu znalazłem dane) 800 tys.
tym bardziej, że "starym gniewnym" też nikt z rękawa dosłownie nie sypał. Kombinowali jak konie pod góre by dorobić do kosztów wyprawy. Nasi czołowi himalaiści trochę o tym wspominają w swoich książkach.


Nie gloryfikuję Martyny ale uważam,że Baba ma jaja, w pięknym tego słowa znaczeniu.
Lukas pisze:zaspiarstwo ( i to z tlenem) a wspinaczka to dwie różne sprawy.
Lukas, a czy ja napisałam, że Martyna wspinaczkowo zdobyła Everest? Pytaniem było, czy przeciętny Kowalski jest w stanie pokonać wysokość ponad 8tyś, czy jego organizm i psychika są w stanie to zrobić
Druga sprawa, z tego co wiem, nawet idąc tam na tlenie nie oddycha im się jak na leżaczku na Gubałówce.
Nie wiem skąd Ci się wzięło to słowo "zaspiarstwo" ale bardziej pasuje mi ono do gór wielkości siedzącego psa niż Himalajów.
Ostatnio zmieniony pt 05 lut, 2010 przez Szarotka, łącznie zmieniany 2 razy.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Szarotka pisze:W drodze z obozu IV na szczyt spala się bagatela 15.000 kalorii
to musze się wybrać :D
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Uroki Everestu i nie tylko:
"Na wysokości szczytu, z uwagi na rozrzedzone powietrze nie pali się nafta, a helikoptery nie mogą latać.

Tuż przed szczytem promieniowanie słoneczne staje się zabójcze. Alpiniści, którzy oddychają przez otwarte usta mogą je sobie poparzyć, częste jest odwodnienie oraz bóle głowy.

Na wysokości 5180 metrów, organizm ludzki gwałtownie zwiększa spalanie w celu pozyskania większej ilości energii:
- w nocy puchnie twarz, szczególnie w okolicach oczu
-oddychanie staje się gwałtowne, dlatego ludziom pękają żebra
-pękają także palce i języki
-problemem staje się zaśnięcie

Na dużych wysokościach organizm ludzki reaguje na niedobór tlenu produkując więcej czerwonych krwinek. Poprzez to alpiniści mogą przyjmować więcej tlenu do oddychania, ale ponieważ ich krew dwukrotnie gęstnieje, są także dwukrotnie bardziej narażeni na atak serca i obrzęk mózgu. Powiększenie mózgu powoduje dezorientację, przejściowy obłęd a nawet śmierć.

Na wysokości powyżej 8000 metrów (tzw. strefa śmierci), zawartość tlenu w powietrzu jest o 70 proc. niższa niż na obszarach położonych na poziomie morza. Gwałtownie rośnie więc prawdopodobieństwo choroby wysokościowej, bólu głowy, utraty wzroku, odmrożeń, hipotermii, zapalenia płuc, obrzęku mózgu, zaburzeń oddychania, ataków serca, halucynacji. Obszar ten nazywany jest "strefą śmierci" z uwagi na to, że aklimatyzacja do panujących tam warunków staje się niemożliwa. Organizm zaczyna spalać mięśnie, aby móc utrzymać się przy życiu.

Alpiniści znajdujący się blisko szczytu muszą 15 razy zaczerpnąć powietrza aby móc uczynić jeden krok.

Zdobywając szczyt spalają od 12 do 15 tys. kalorii - dziesięciokrotnie więcej niż normalnie. "

Polecam film "Everest: Przekraczając granice"

Nadal twierdzicie,że jest to miejsce dla przeciętnego zjadacza chleba? Czy powyższy opis nadaje się na definicję "zaspiarstwa"? Z ręką na sercu mogę się przyznać, że jestem dużo poniżej przeciętnej i takie "zaspy" przekraczają moje możliwości fizyczno-psychiczne.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Jeszcze raz doradzam przeczytanie "Białej Góry" Adama Skoczylasa, najlepiej równocześnie z "Dhalaugiri zdobyty" Hajdukiewicza bo oni byli razem i książki dotyczą tej samej wyprawy. To było pierwsze wejście więc jak najbardziej "zaspiarstwo" (tak nawiasem - czysą jakieś granice fanfaronady?). Iwona nie wymieniła - są jeszcze halucynacje, np. widzenie podwójne - był w namiocie jeden kolega, nagle jest dwóch i nie wiadomo, który ten prawdziwy. Albo taka scenka - Skoczylas się budzi i widzi, że jego partner z namiotu chce go zabić - chyba trzymał czekan w ręku, bo pewnie go przekładał - mogło być inaczej - dośc dawno to czytałem - a więc rzuca się na niego - wtedy słyszy - Adam, coś ty, zwariowałeś. Do tego dochodzi nadmierna drażliwość, o byle co jest awantura, to zresztą znają i żeglarze z rejsów wieloosobowych. Sprawa higieny osobistej, szczególnie tej intymnej; wiem coś o tym bo Janek Stryczyński - lekarz wielu wypraw himalajskich coś tam opowiadał w koleżeńskim gronie (chodziłem do tego samego Liceum) - co tu dużo ukrywać, jest się brudnym, szczególnie w jednym miejscu. U Panów jeszcze jak cię mogę, gorzej z paniami. O tym najczęściej nie pisze się w książkach, właśnie Skoczylas zrobił wyłom.
A propos kasy - jednym z źródeł finansowych wyprawy na Dhalaugiri był film kręcony przez alpinistę i filmowca - Normana Dyhrenfurtha, syna sławnego Guntera, nazywanego swego czasu papieżem himalaizmu - Skoczylas wspomina jak miał ochotę zabić Normana jak po raz dziesiąty chyba musieli powtarzać jakieś podejście z bagażami bo Normanowi wciąż jakieś chmurki nie pasowały.

Słowem, to jest "zabawa" dla piekielnych twardzieli, nie ważne czy "zaspiarska" czy "sportowa" i kapelusz z głowy przed Martyną, że jest w stanie temu sprostać. A chciałbym jeszcze zauważyć, że stosunkowo przed niewielu lata debiutowała na Mont Blancu, oczywiście po "zaspiarsku" i wcale nie kryła, że jej było cholernie trudno

PS.
Tak na marginesie - mam a raczej moja Żona miała sporo rodziny w Stanach Zjednoczonych - w jednym liście jest informacja, że jakaś tam siostrzenica była z mężem na Evereście. Zdębiałem bo nic poprzednio nie słyszałem o jej alpinistycznych dokonaniach. Siadam więc do maila i pytam - okazało się, że byli, ale na takim trekingu gdzieś na wysokości ok. 5000 n pm. ale to się tak tam mówi, że byli na Evereście. A więc jak usłyszycie, że jakiś amerykaniec się chwali, to luz, warto wypytać co i jak.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Szarotka pisze: Nadal twierdzicie,że jest to miejsce dla przeciętnego zjadacza chleba?
Nie dla przeciętnego. Dla kogoś, kto chce i jest w stanie.
Rozumiem, że wybierając się już na 4tysięczniki trzeba mieć ponadprzeciętną kondycję i za sobą wiele dni spędzonych w górach, dużą wiedzę i doświadczenie, dobry ubiór.
A czy wytrzyma? No cóż, im więcej dni na różnych ćwiczeniach, tym łatwiej.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Lukas pisze: zaspiarstwo ( i to z tlenem)
No tak , "z tlenem" to w ogóle pikuś.

Ci co tam byli to w swoich książkach chyba zmyślają o tych trudnościach aż się kurzy. A to przecież zwykle tylko zaspiarstwo (i to z tlenem).
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Asik

-#6
Posty: 1714
Rejestracja: wt 07 wrz, 2004

Post autor: Asik »

Chyba będzie dobre w temacie zdobywania wysokich gór,jeśli nie,to Moderatorów proszę o wydzielenie tematu :)
W miarę, jak człowiekowi udawało się wytwarzać coraz doskonalsze osłony przed zimnem i sprzęt pozwalający poruszać się w lodowo-skalnym stromym terenie, ludzie zaczęli zdobywać coraz wyższe obszary Himalajów. W II połowie XX wieku pasją niektórych stało się wchodzenie na szczyty. Największe zaś wyzwanie to zdobycie czternastu najwyższych gór Ziemi, które przekraczają wysokość 8 tys. metrów.
Korona Himalajów

Wyzwanie to podjął Polak Jerzy Kukuczka - Katowiczanin, który po rodzicach pochodzących z Beskidów odziedziczył miłość do gór. Tylko najbliżsi wiedzieli, że na perwsze wyjazdy w góry ten młody chłopak zarabiał wykonując prace, jakich nie chcieli się podjąć inni. Dopiero, gdy przyszła sława, znaleźli się sponsorzy, głównie za sprawą rywalizacji z tyrolskim wspinaczem - Reinholdem Messnerem o zdobycie korony Himalajów (wszystkich 14-stu ośmiotysięczników).

Kukuczka zdobył ją w 1987 roku, w niecały rok po Messnerze, ale co ciekawe, szczyty zdobywał trudnymi, nowymi drogami, zwykle bez tlenu, niektóre jako pierwszy ujarzmił zimą, a całość wyczynu zajęła mu mniej czasu. Messner po sukcesie Kukuczki wysłał mu telegram o treści: "Nie jesteś drugi, jesteś wielki".
Ostatni sukces

W 1988 roku, na olimpiadzie w Calgary przyznano mu srebrny medal za osiągnięcia w alpinizmie. Rok później, na południowej ścianie Lhotse (8511 m npm), podczas ataku szczytowego Jerzy Kukuczka zginął. Pochowano go w szczelinie lodowca pod tym szczytem, który wydał na niego wyrok śmierci, choć był to pierwszy ośmiotysięcznik, jaki Kukuczka zdobył.
Podwójny szturm

W 1985 roku Jerzy Kukuczka stanął przed możliwością pierwszego w dziejach himalaizmu zdobycia przez jednego wspinacza dwóch 8-tysięczników w jednym sezonie zimowym. Szansa była tym bardziej wyjątkowa, iż Dhaulagiri i Cho Oyu (bo o tych szczytach mowa) w ogóle nie były jeszcze zdobyte zimą.

Polski himalaista przybył do Nepalu 17 grudnia 1985 roku. Najpierw miał zdobyć Dhaulagiri (8172 m npm), po czym wrócić i wziąć udział w końcowym szturmie na Cho Oyu (8201 m npm). Rozpoczął się wyścig z czasem, odległością, śniegiem, mrozem i przede wszystkim z samym sobą.
Dhaulagiri

Po przybyciu do Pokhory, Kukuczka wynajął tragarza gotowego przebiec z nim trasę do stóp szczytu o połowę szybciej niż czynią to zwykle wyprawy. Ruszyli po obłych zboczach, z czasem coraz rzadziej mijali ludzi, za to coraz więcej było śniegu i coraz zimniejsze dni i noce. Wkroczyli na olbrzymi lodowiec Mayangdi. Gdzieś na tej rzece lodu i głazów kryły się namioty wyprawy Adama Bilczewskiego, do których musiał dotrzeć. W górze szczyty wbijały się w niebo. W labiryncie seraków natrafili na ukryte przed wiatrem upragnione namioty.

Wyprawa zdołała zaledwie założyć obóz II na wysokości 6 tys. metrów. Trzeba było więc wytyczyć drogę w górę, zaporęczować ją linami, zbudować kolejne obozy i zaopatrzyć je w paliwo i żywność. Kukuczka wspiął się do obozu II, by tam spędzić kilka nocy i zaaklimatyzować się. W ciągu dnia schodził do bazy , gdyż w ten sposób przystosowywał organizm do pracy w niższym ciśnieniu, temperaturze i rozrzedzonym powietrzu.

Południowa ściana Lhotse - miejsce śmierci Kukuczki,
Piotr Trybalski

Po kilku dniach ruszył z innymi w górę, by założyć obóz III, jednak przeszkodziła im szalejąca wichura. Dotarli jedynie do obozu II, gdzie całymi godzinami, stłoczeni w namiocie, w grubych rękawicach trzymali maszty, chroniąc je przed złamaniem. Któregoś rana wiatr przycichł, a chmury się rozwiały. Po śniadaniu himalaiści wyruszyli w górę i dotarli do wieczora na wysokość 6800 m i tam założyli obóz III, a następnie obóz IV na wysokości 7200 m, od którego do szczytu pozostawało 900 m, które chcieli pokonać jednym skokiem.

Do tego jednak potrzebne były dobre warunki pogodowe,a tych brakowało - śnieg sypał, wiał wiatr, a chmury się kotłowały. Pewnego dnia kukuczka, wraz z Czokiem i Kurasiem, zaopatrzeni w żywność ruszyli z bazy w górę. Widoczności nie było, szli na oślep w tumanach pyłu. Mróz był tak dotkliwy, że nawet w namiocie, w śpiworach, ubrani we wszystko, co mieli nie mogli się rozgrzać. Para tryskająca z oddechu zamieniła się w igiełki lodowe.

Rano zdarzył się wypadek, lawina spadła na namiot, gdzy zaczęło brakować tlenu rzucili się do otwierania namiotu. Po jego opuszczeniu okazało się, iż lawina nie zniszczyła całkowicie materiału, ale gorzej było z ludźmi. Kuraś wyszedłszy z gołymi rękami, stracił czucie w palcach, które zrobiły się sztywne i białe. Ratunkiem przed amputacją było szybkie zejście do bazy, do lekarza. Czok natomiast odmroził stopy, ale zdołał je rozgrzać i podjąć dalszą drogę z Kukuczką. Rozpoczęli mozolne podchodzenie. Późnym popołudniem, na wysokości 7500 m skostniali i spragnieni z trudem rozbili namiot. Czok zajął się nogami, po długim nacieraniu zdołał przywrócić krążenie - to oznaczało odroczenie wyroku. O 2.00 rano znów ruszyli, widzieli wszystkie kolory przedświtu i wschodzące słońce. Minęło południe, a oni wciąż pnęli się w górę. 21 stycznia o 15.00 stanęli na szczycie Dhaulagiri. Teren opadał stąd na wszystkie strony. Po zrobieniu kilku zdjęć, ruszyli w dół. Szybko się ściemniło, stracili orientację i odnalezienie namiotu stało się niemożliwe. Pozostał nocleg na śniegu. Skurczeni, przykucnęli w dwu dołkach. Wytrzymali w ciemności 2 godziny, po czym mimo niebezpieczeństwa ruszyli dalej. Teren był jednak zbyt stromy. Znów siedli i dygocząc przetrwali do świtu. O 7.00 rano dotarli do namiotu. W tępym odrętwieniu robili to, co należało. Jedli i pili, ale świadomość nie była w pełni sprawna. Dopiero po południu ruszyli w dół, ale rozszalała się wichura i Kukuczka stracił z pola widzenia Czoka, niemożliwe byo też odnalezienie namiotu. Znów pozostał nocleg na śniegu, tym razem samotny. O brzasku począł schodzenie. Już o 7.00 rano dotarł do obozu II. Znalazł tam plecak Czoka. W bazie zajął się nimi lekarz. Pomimo odmrożeń Kukuczka nie zrezygnował z Cho Oyu.
Cho Oyu

Polski himalaista ruszył od razu w górę, drogą na skróty. Przełęcz Francuzów minął w dobrym nastroju, lecz opuszczając ją ugrzązł w śniegu do ramion. Trzeba było płynąć z nadzieją, że śniegi nie sięgną ponad głowę. Dopiero trzeci dzień przyniósł ulgę. W końcu dotarł do zabudowań, do wioski Morfa, gdzie opatrzył stopy. Wynajął tragarza i ruszył dalej, do Katmandu. Tu dowiedział się, że wyprawa Andrzeja Zawady na Cho Oyu założyła jak dotąd obóz III.

Zezwolenie na działalność w górach mijało 15 lutego, a 6 lutego Kukuczka znalazł się w miejscu, skąd droga pod szczyt trwa 8 dni, trzeba więc było się spieszyć. W połowie trasy tragarz nie wytrzymał tempa i zaczął narzekać, ale Kukuczka udawał, że nie słyszy, po 3 dniach dotarli do bazy. Tam dowiedział się, że rozbito namiot IV na wysokości 7200 m. Następnego ranka o świcie Kukuczka i Heinrich wyruszyli do góry. W obozie III musieli spędzić 2 noce, gdyż namiot w obozie IV był zajęty. W końcu ruszyli. Gdy zapadły ciemności, obaj nie mieli siły na dalszą wspinaczkę. Noc spędzili na śniegu. O świcie ruszyli i wkrótce zobaczyli namiot obozu IV. Nie byli w stanie się mu oprzeć, toteż wpełzli do niego i spędzili tam dzień i noc pijąc, jedząc i dżemiąc.

Rano Kukuczka uświadomił sobie, że jest 15 luty - ostatni dzień wyprawy. Pozostawili plecaki i ruszyli w górę. Po południu obaj wspinacze wiedząc, iż czeka ich kolejna noc na śniegu, zdecydowali zaatakować szczyt. Słońce chyliło się już ku koronie szczytów. Kukuczka poczuł bliskość szczytu, na którym stanęli o 17.15, w ostatnich promieniach słońca.

Schodzili, opuszczając się na linie. W ciemnościach niewiele widzieli, a za plecami czaiła się otchłań. W pewnej chwili Kukuczka runął w dół, spadał kilka sekund, po czym tępe uderzenie i znów stał na lodzie. Minęła chwila zanim poczuł, że żyje. Sciągnął do siebie nie wiedzącego o niczym partnera. Tu postanowili poczekać do rana. Po pół godzienie drogi weszli do namiotu obozu IV, gdzie zostali cały dzień i noc. Byli tak słabi, że następnego dnia dotarli jedynie do obozu III, a kolejnego jeszcze trochę niżej. Gdy zbliżali się do bazy, zamglonym spojrzeniem Kukuczka zobaczył kolegów. Ktoś dał mu pić, ktoś wziął plecak, ktoś pomógł dowlec się do namiotu, ktoś rozsznurował buty. Niemożliwe stało się możliwym....


Autor(ka) artykułu: Anna Piernikarczyk
Źródło: Kuczyński M.: Wielcy zdobywcy; Badowski R.: Odkrywanie świata
http://www.polskiedzieje.pl/art/15
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
Awatar użytkownika
ombre

-#4
Posty: 382
Rejestracja: sob 05 sie, 2006
Lokalizacja: Chrzanów

Post autor: ombre »

Szarotka pisze:No i proszę, Martyna jednak zrobiła Koronę Ziemi
TVN dzisiaj 14,45
Życie byłoby hipokrytą, gdybym nie mógł żyć
W sposób, który mnie pobudza!
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

ombre pisze:TVN dzisiaj 14,45
Z pewnością warto będzie poświęcić te pół godziny (tylko :( ....).

Mam płytę z filmem Darka Załuskiego pt. "Everest.Przesunąć horyzont. Martyna Wojciechowska"
Po jej obejrzeniu szczerze podziwiam tą dziewczynę.
Szacunek.
Zakochani w Tatrach
przemek67

-#1
Posty: 21
Rejestracja: pt 02 lip, 2010
Lokalizacja: Kielce

Post autor: przemek67 »

Agaar pisze:
mefistofeles pisze:jak się ma rodzinę to jednak spoczywa na nas większa odpowiedzilanośc niż gdy jest się singlem.
Może dlatego większość pasjonatów wysokich gór jest singlami? :D
Czy tak mi się tylko wydaje? :think:
A może tylko tak udają ?
A wracając do tematu głównego - to ja np. podziwiam Martynę za jej odwagę realizacji zwoichj marzeń.
ODPOWIEDZ