Tatry w 1 dzień

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Asik pisze:Ty miałeś zakwasy,wiec on na bank też będzie miał.
Bo cudów nie ma. Policz oprócz czasu jeszcze sumę deniwelacji, pewnie coś koło Everestu i to od poziomu morza (licząc oczywiście podejścia i zejścia), te drugie dla kolan jeszcze chyba bardziej dolegliwe.
Asik pisze:Dlaczego od razu zakładasz że koleś bije pianę i że tego nie zrobi?
A mało razy tak było? Tylko jakoś nigdy relacji z realizacji
Asik pisze:dla mojej mamy nie ma logicznego uzasadnienia dla chodzenia po górach
No i tak Bogiem a prawdą ma rację, bo to z logiką nie ma nic wspólnego. Zarobku żadnego a jeszcze koszty.
Powiem tak - w byciu na bakier powinny być jednak jakieś granice. Poszczególne odcinki tej drogi dla średniowprawnego turysty nie przedstawiają najmniejszej trudności, a nawet z pewnym optymizmem można założyć, że czas przejścia każdego z nich można nawet skrócić o połowę, co jednak nie znaczy, że w sumie wszystkich razem, a w przypadku tych ostatnich raczej trzeba będzie mówić być może o wydłużeniu.
Zwróć uwagę na jeszcze jedno - ostatni odcinek too jednak dość trudne podejście na Rysy - mało to razy tu pisano, że po to się śpi w schronisku w M.O. aby męczyć się przed wejściem tymi kilkoma kilometrami z Palenicy.
Tu pisać łatwo - proponowałbym jednak Nebukadnezarowi przejść się centrali TOPR i opowiedzenie dyżurnemu o swoich zamiarach. Jeśli trafi na nerwowego (jak nie przymierzając nie powiem kto) to byłoby całkiem miło posłuchać odpowiedzi. :P
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Asik

-#6
Posty: 1714
Rejestracja: wt 07 wrz, 2004

Post autor: Asik »

Janek pisze:Asik napisał(a):
dla mojej mamy nie ma logicznego uzasadnienia dla chodzenia po górach


No i tak Bogiem a prawdą ma rację, bo to z logiką nie ma nic wspólnego. Zarobku żadnego a jeszcze koszty.
to dlaczego sam chodziłeś po górach?
Zachowujesz się jak pies ogrodnika-"sam nie zje i drugiemu nie da"
Z tego co pisano wcześniej w tym temacie,są ludzie którzy "zrobili" Tatry w 1 dzień. A jak chce pogadać żeby pogadać?Jego sprawa.
Jak sam udowodnisz że przeszedleś trasę o której niejednokrotnie wspominałeś?
Poruszono ciekawy temat, w którym sam się wypowiadasz.
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Asik pisze:to dlaczego sam chodziłeś po górach?
Bom i ja człek grzeszny, co gorsza, grzeszyłem jeszcze kilka miesięcy temu i kto wie, może jeszcze zgrzeszę - w końcu mam zupełnie niezamortyzowane nowe buty, softschell, portki, czołówkę, plecak - wszystko na ostatni wyjazd
Asik pisze:Zachowujesz się jak pies ogrodnika-"sam nie zje i drugiemu nie da"
A czy ja zabraniam? Wedle mnie może sobie iść nawet ze Śnieżki na Rysy. Jego sprawa. A teraz małe porównanko - na autostradzie osiągnięcie 100 km/godz. to małe piwo. Powiedzmy, że Nebukadnezar będzie szedł 18 godz. No i co - słyszałaś może o kimś co by przejechał, sam cały czas za kółkiem, odcinek 1800 km po autostradzie, bo ja nie.
Asik pisze:Z tego co pisano wcześniej w tym temacie,są ludzie którzy "zrobili" Tatry w 1 dzień.
Ale z tego mówiono to dotyczyło to ludzi, którzy tam są na codzień i w dodatku z tego żyją. To zasadniczo zmiania charakter sprawy.
Asik pisze:Poruszono ciekawy temat, w którym sam się wypowiadasz.
No właśnie - siedem stron o mrzonkach. Bez sensu.
Asik pisze:Jak sam udowodnisz że przeszedleś trasę o której niejednokrotnie wspominałeś?
Nijak. Niestety nie było wtedy cyfrówek z elektronicznym zapisem czasu zrobienia zdjęcia.
Jestem gorszego sortu...
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

caatoosee pisze:
mefistofeles pisze:Chocholowska przez Grzesia ,Rakon,Wolowiec,Jarzabczy Wierch,Konczysty Wierch,Starorobocianski Wierch,Ornak,Schronisko Ornak ,Tomanowa Dolina,Ciemniak,Krzesanica,Malolaczniak,Kondracka Kopa,Kasprowy Wierch
Jest jakas relacja z tej wycieczki?
Nie ma.
Ale tutaj jest cały wątek (zwróć uwagę na autora :) ) o podobnych:
viewtopic.php?t=2113&postdays=0&postorder=asc&start=0
Ostatnio zmieniony wt 02 lut, 2010 przez MiG, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Asik

-#6
Posty: 1714
Rejestracja: wt 07 wrz, 2004

Post autor: Asik »

Janek pisze:No właśnie - siedem stron o mrzonkach. Bez sensu.
to po co sie udzielasz w tym bezsensownym wątku?
Janek pisze:A czy ja zabraniam?
nie,oczywiście że nie,starczą twoje docinki.
Janek pisze:Ale z tego mówiono to dotyczyło to ludzi, którzy tam są na codzień i w dodatku z tego żyją
pytam sie jeszcze raz-co wiesz o Nebukadnezar żeby zakładać że koleś pisze dla bicia piany?
Janek pisze:Bom i ja człek grzeszny, co gorsza, grzeszyłem jeszcze kilka miesięcy temu i kto wie, może jeszcze zgrzeszę - w końcu mam zupełnie niezamortyzowane nowe buty, softschell, portki, czołówkę, plecak - wszystko na ostatni wyjazd
ponownie powołam sie na moją szacowną rodzicielkę, Ona w takich momentach mówi: "to d..y nie zawracaj"
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Janek pisze: Nie, takie przedsięwzięcia nie mają żadnego loogicznego uzasadnienia,
A to dobre :)) żeby pójść na wycieczkę w góry musi mieć ona logiczne uzasadnienie :) A poza tym, zaraz się okaże, że duża część "działaności górskiej" nie ma sensu. I co z tego? Powinno się zabronić?
Janek pisze: Uważam, że mam prawo to napisać - polazłem tylko z Murowańca na Rysy i z powrotem, byłem wtedy młody, w pełni siły, wtrenowany, bo po conajmniej 2 tygodniach ostrego chodzenia i wiem w jakim stanie szedłem ostatnie odcinki i... jakiie cholerne zakwasy miałem przez kolejne dwa dni.
Może po prostu byłeś cienki w długich marszach, hę? To, że ktoś się umie wspinać, wszedł na różne trudne szczyty i ma ogólnie dobrą kondycję nie oznacza od razu, że bezproblemowo zrobi trasę "z Murowańca na Rysy i z powrotem". Za to inny, który nie miałby po tym zakwasów, nie umiałby się wdrapać na Gerlach. Tak bywa.
lukozio

-#1
Posty: 26
Rejestracja: sob 09 sie, 2008
Lokalizacja: Kołbacz

Post autor: lukozio »

Nebukadnezar napisał(a):
Chce tego spróbować.
schr. chochołowska-wołowiec doliną wyżnią chochołowską-spowrotem do schr. tą samą trasą-przełęcz iwaniacka-ornak schr.-czerwone-świnica-zawrat-dolina 5 stawów-świstówka-moko-rysy-chata pod wagą.

Ciekawa trasa :D W czerwcu będe w Tatrach i jak by ktoś był chętny na tą trase :D to bym się podczepił. Ale oczywiście na tyle ile mi sił starczy bo całej na raz nie przejde.
włóczęga

-#5
Posty: 583
Rejestracja: czw 12 maja, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: włóczęga »

Pisałem już kiedyś. Zrobilem w Tatrach trasę ok 16,5 godzinną i 2600 m w górę i w dół. Miałem już chyba 47 lat. Dlatego wiem, że są lepsi, więc może .... Obawiam się jednak, że w tym proponowanym kierunku jest to o wiele trudniejsze. Na koniec - wejście na Rysy? hmmmm
W odwrotnym kierunku mógłbym uwierzyć i kibicować.
Awatar użytkownika
Asik

-#6
Posty: 1714
Rejestracja: wt 07 wrz, 2004

Post autor: Asik »

włóczęga pisze:W odwrotnym kierunku mógłbym uwierzyć i kibicować.
wydaje się, że zainteresowany tematem jest otwarty na wszelkie sugestie :)
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
włóczęga

-#5
Posty: 583
Rejestracja: czw 12 maja, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: włóczęga »

Żeby nie być gołosłownym - dam relację z tamtego dnia.

:)

Głupiec


W dali ujrzałem światełko. Nareszcie. Dochodził koniec mojej wędrówki wśród ciemności okalającej mnie od godziny. Jasny punkcik zdawał się wysyłać do mnie swoje ciepło, swój domowy klimat, którego pragnąłem, do którego cały czas zmierzałem.
…….

Ranek powitał mnie radosnymi promykami słońca wypływającymi z za grani potężnych skalistych szczytów. Ozłacał już przeciwległe wierzchołki doliny, rozbudzając życie w całej zacienionej jeszcze jej dolnej części. Gdy wstałem ze swojego ulubionego „łóżka” nr 13 w Sali nr 3,w schronisku panował już ruch. Część osób już jadła w kuchni schroniska, inni pakowali do plecaków potrzebne im rzeczy, a niektórzy wychodzili już na szlak. Wstałem dość późno, choć nie spałem już od dłuższego czasu. Nie spieszyłem się. Wyszedłem z kubkiem gorącej herbaty przed schronisko i stałem wpatrując się w widok rozlegający się przede mną. Każdy szlak z tego schroniska nie zajmuje mi więcej niż pięć godzin, nie widziałem, więc powodu do pośpiechu. Pogoda miała się jeszcze utrzymać znakomita, więc na bardzo zwolnionych obrotach szykowałem się do wyjścia. Zamierzałem iść na Rysy, lub Mięguszewiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Nie byłem jeszcze zdecydowany, ale co to za różnica. Byłem już kilkakrotnie w jednym i drugim miejscu. Przy dobrej pogodzie, to dla mnie nie problem. Chciałem iść nie tu, lub tam - chciałem iść w góry.
Wyszedłem dopiero o godzinie 9.30.
Mając za sobą nielubiany odcinek do Czarnego Stawu podjąłem decyzję o pójściu na Rysy. Szedłem równym tempem mijając ludzi wchodzących do góry i znane mi widoki. Niewiele krótkich postojów na wyrównanie oddechu i na spojrzenie w stronę oddalającego się w dole Morskiego Oka doprowadziło do tego, że szybko znalazłem się w pobliżu szczytu. Małą przeszkodą na górze było niewielkie oblodzenie na dwóch połaciach śniegu, które zalegało na szlaku. Na szczycie znalazłem się o godzinie 12.00.
Widok był piękny, a podziwiała go spora grupa ludzi siedząca na obydwu wierzchołkach Rysów. Żadne chmury nie ograniczały widoków, więc można było delektować się naturalnym obrazem całych Tatr. Jakże piękne jest z tego miejsca nasze Morskie Oko, lśniące w dole. I szczyty, Mięguszewieckie, Gerlach, Wysoka, Ganek, a nawet te dalsze, które trudniej rozpoznać, a stanowią piękne tło uzupełniające cały obraz. Trzydzieści minut wchłaniania wspaniałego widoku, wystarczył. Ale czy wracać do schroniska, gdzie tłumy turystów z Zakopanego opanowały cały okoliczny teren? „Nie, jeszcze nie” – postanowiłem.




Ruszyłem w stronę Wagi i Chaty pod Wagą. Minąłem je i schodziłem dalej w stronę Mięguszewieckiej Doliny. Znalazłszy się w Żabiej Dolinie, podziwiałem okolice Małego i Wielkiego Żabiego Stawu. Zszedłem jeszcze niżej i znalazłem się na rozstaju przy Żabim Potoku. Przeszedłem już sporo. Trzeba było myśleć już o jakichś konkretnych decyzjach. Co dalej? Nie zawróciłem, udałem się niebieskim szlakiem wzdłuż Hińczowego Potoku, by dotrzeć do Hińczowego Stawu. Ciężko mi się szło pod górę.


Ogarnęło mnie zmęczenie. Dobrze, że spotkałem trzy znajome twarze ze schroniska, gdzie nocowaliśmy. Oni zostawali na Słowacji, ale chcieli jeszcze wejść na Koprowy. Nad Hińczowym Stawem było pięknie. Pierwszy raz widziałem Mięguszewieckie Szczyty od południowej strony. Nie stanowiły już takiego widoku jak od naszej strony. Zdawały się być niskie i łagodne, ale jak zwykle piękne. Spacer w dolinie był spokojny i dał możliwość odetchnięcia. Później było podejście zakosami na Koprową Przełęcz. Krótki wspólny odpoczynek i oni na pobliski już Koprowy, a ja na dół do … Hlińskiej Doliny.
Nie wiem, dlaczego podjąłem taką decyzję. Byłem tak daleko od miejsca, gdzie miałem nocować, a wybrałem nieznane mi ścieżki w przeciwnym niemal kierunku. Kalkulowałem, że przez tę dolinę przedostanę się do Ciemnosmreczyńskich Stawów, później na Wrota Chałubińskiego i do „domu”.
Hlińska Dolina zrobiła na mnie duże wrażenie. Zarośnięta ścieżka, widać, że bardzo mało uczęszczana wijąca się wśród dzikich traw wzdłuż szemrzącego strumienia, dnem doliny, ponad którą piętrzyły się strome, pocięte żlebami, ciągnące się ściany Hrubego. Szlak ciągnął się daleko w dół. Prawie dwugodzinny odcinek zbiegłem w ciągu 60 minut. Zmęczone nogi potykały się o leżące kamienie. Po kilku potknięciach ból był coraz większy. Każde następne kopnięcie wywoływało krzyk. Ale nie miałem czasu, musiałem się spieszyć. Słońce zbliżało się do krawędzi gór rozpościerających się przede mną. Dotarłem do najniższego pułapu. Skręciłem w prawo, w stronę granicy. Na rozstaju przy Ciemnych Smrekach, miałem zamiar skręcić w stronę Ciemnosmreczyńskich, ale musiałbym opuścić szlak na jego końcu przy Niżnym Stawie, dalej dojść do Wyżniego i stamtąd do Wrót Chałubińskiego. W dolinie tej i na piargach podczas podejścia mógłbym być jednak widoczny przez niechciane oczy, dlatego zrezygnowałem z tej krótszej drogi i zdecydowałem się na dłuższą, ale bezpieczniejszą. Podejście pod Zawory nie za strome, było ciekawą opuszczoną ścieżką w pólnocno – zachodnim kierunku, a więc nie w tym, który bym pragnął. Wyszedłem z terenu leśnego, później przeszedłem przez pasmo kosodrzewiny i wyszedłem w teren traw, które wyprowadziły mnie na przełęcz. Od dwóch godzin nie spotkałem nikogo, raz z powodu odległości od głównych, częściej używanych szlaków, jak również z powodu późnej już pory dnia. Gdyby nie ten pośpiech, mógłbym być zachwycony dzikością terenu i wyjątkowym spokojem, jaki tam panował. Ale o dziwo na przełęczy zobaczyłem kogoś. W śpiworze leżał sobie młody Słowak wpatrując się w horyzont poczerwieniały już od ledwo, co ukrytego słońca. Nad Zachodnimi Tatrami jaśniała poświata nadając krajobrazowi wyjątkowego kolorytu. W Dolinie Cichej, a właściwie w Tylnej Cichej Dolinie panował już lekki półmrok, a w oddali z lasu wyłonił się jeleń, Wpatrywaliśmy się przez chwilę razem w ten jakby malowany świat. Zazdrościłem mu, czasu, jaki mógł poświęcić na wchłanianie tego, czego doznawał. Ja nie miałem nawet czasu na to, by wyciągnąć z plecaka aparat fotograficzny. Ze zmęczenia nie miałem też nawet ochoty na rozpinanie pasków. To była jedna z najpiękniejszych chwil spędzona w Tatrach, a zarazem najgorsza, gdyż nie mogłem tam zostać dłużej niż pięć minut. Strasznie teraz tego żałuję. Musiałem biec. Po kilku minutach byłem na Gładkiej Przełęczy.

Zielona granica.

Ścieżka w dół w stronę Pięciu Stawów była mi dobrze znana. Po słowackiej stronie byłem na szlaku, więc nic mi nie groziło, a przecież najbardziej obawiałem się ich służb. Z kilku powodów. Teraz byłem już u nas, więc szybko zbiegłem na dół. Szarzało coraz bardziej. Do najbliższego schroniska miałem jakieś 30 min drogi, byłem, więc bezpieczny, ale ja chciałem wrócić nad Morskie Oko, gdzie miałem zakwaterowanie. W dolinie spotkałem ludzi, którzy wybrali się ze schroniska na wieczorny spacer. Zmęczonym, ale równym tempem ruszyłem pod górę w stronę Szpiglasowej Przełęczy. Robiło się coraz ciemniej. Brak czasu. Szybki, chociaż resztkami sił marsz. Stopnie, stopnie, potem sypkie zakosy i dotarłem do skały. Przede mną teren zrobił się stromy. Łańcuchy ledwo, co było widać w mroku. Wyjąłem czołówkę, którą na szczęście zawsze ze sobą nosiłem. Przy jej świetle mogłem bezpiecznie poruszać się do góry. Sił miałem coraz mniej, ale parłem naprzód jak zaprogramowany. W końcu stanąłem na przełęczy. Mogłem chwilę odpocząć. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem do schroniska. Nareszcie miałem zasięg. Była godzina 20.15.
Nikt w schronisku nie wiedział, gdzie jestem. Wiedzieli tylko, że wyszedłem na Rysy i że nie jestem nowicjuszem. Ten drugi fakt ich uspokajał. Powiadomiłem, że schodzę ze Szpiglasowej i będę za jakieś półtorej godziny.
Zapanowała zupełna ciemność. Nie przyświecały mi nawet gwiazdy zasłonięte warstwą chmur. Snop światła oświetlał drogę, a gdy kierowałem go w inną stronę niknął w ciemnościach. Koncentrowałem się tylko na tym, co było pod nogami. Czas upływał, a ja szedłem i szedłem. Bardzo zmęczony. Tylko znane mi zakręty, mówiły mi, że jestem coraz bliżej … . Nie miałem wtedy czasu, aby myśleć o swojej przebytej drodze. Później okazało się, że nie było mnie 12 godzin, że suma podejść, jakie zrobiłem tego dnia – to 2600 metrów. Oczywiście i tyle samo zejścia. Nie wiem skąd wziąłem tyle sił. Najpierw je miałem, a później już musiałem mieć. Musiałem wrócić.

Wszedłem do schroniska o 21.30. W starej kuchni siedziało kilka osób. Tam czekała na mnie żona. Przywitała mnie z ulgą, dorzucając kilka zdań. Zapamiętałem do dziś jedno słowo.
„GŁUPIEC”

Tak, byłem głupcem.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Asik pisze:to po co sie udzielasz w tym bezsensownym wątku?
Ewangelię znasz? To pewnie czytałaś o tym na pustyni co wołał - Prostujcie drogi Pańskie. Nawet ostatnio byłem akurat na tej pustyni - może poczułem zew mego Imiennika? :P
Asik pisze:nie,oczywiście że nie,starczą twoje docinki.
Umacniasz mnie w grzesznej chełpliwości, żem taki potężny aby Babilończyka od swych szczytnych chęci odwieść. I to czym? Docinkami?
Asik pisze:pytam sie jeszcze raz-co wiesz o Nebukadnezar żeby zakładać że koleś pisze dla bicia piany?
Odpowiem Ci tak - jak jechaliście w Alpy czy w Dolomity to na forum zaledwie wiedziano, choć i tego nie jestem pewien, że jedziecie. Ale gdzie, co i jak ani mrumru. Pytać się nie potrzebowaliście a już szczególnie zadawać takie pytania typu "a czy wejdziemy?" lub "czy na stać na takie wejście", bo wiedzieliście dobrze gdzie chcecie iść i czy możecie i tak jest w porządku. A jak ktoś się pyta to znaczy, że nie wie. A jeśli nie wie to znaczy to prawie w 100%, że się nie nadaje. Bo taki co się nadaje, to ma spory "bank danych" w głowie - tu byłem i zajęło mi to tyle i tyle czasu i byłem lub nie byłem zmęczony itd a z analizy takich informacji można wyciągnąć jakieś wnioski typu - da rady czy nie da rady. Jeśli wniosek jest "dam radę" to idzie i nie zwołuje przed tym konferencję prasową.
W sumie to jest bzdet, bo ilość tego typu zamiarów jest śladowa ale jakby zaczęła narastać, to TOPR-owi by zabrakło i kasy i śmigłowców. Dlatego takie rzeczy trzeba nazywać po imieniu bo brak rozsądku bywa zaraźliwy.
Asik pisze:ponownie powołam sie na moją szacowną rodzicielkę, Ona w takich momentach mówi: "to d..y nie zawracaj"
I bardzo słusznie, ale to wszystko z powodu mojego poznańskiego charakteru - poniosłem wydatki i nie chciałbym gryżć się do śmierci, że taki byłem rozrzutny? ;)
MiG pisze:A to dobre żeby pójść na wycieczkę w góry musi mieć ona logiczne uzasadnienie
Zadna wycieczka nie ma logicznego uzasadnienia - ani na Giewont, ani na plażę do Tunezji ani na Kilimandżaro bo bez nich można doskonale funkcjonować i tak zresztą to czyni większość populacji co nie ma na to bądź kasy bądź psychicznej potrzeby. Ja piszę tu zupełnie innej logice - np. takiej czy jest logiczny sens tłuc się w czasie dwudniowego weekendu z Przemyśla do Międzyzdrojów aby po dwóch godzinach opalania na plaży wsiadać do auta i grzać z powrotem. I w tym właśnie sensie uważam obydwa takie zamiary czyli Wołowiec - Rysy w jednym dniu i Przemyśl Swinoujście - Przemyśl za równe sobie brakiem logiki. W góry chodziłem i chodzę aby sobie na coś popatrzyć a w takim czasie i na takiej trasie zobaczę tylko czubki własnych butów.
MiG pisze:To, że ktoś się umie wspinać, wszedł na różne trudne szczyty i ma ogólnie dobrą kondycję nie oznacza od razu, że bezproblemowo zrobi trasę "z Murowańca na Rysy i z powrotem". Za to inny, który nie miałby po tym zakwasów, nie umiałby się wdrapać na Gerlach. Tak bywa.
Oj MiG, tutaj akurat pograłeś jak Sarasate na trąbie. Bardzo mi przykro, ale obydwie trasy na Gierlach, szczególnie ta z doliny Wielickiej jest znacznie łatwiejsza od drogi na Rysy od Moka. Co innego jednak jak popatrzeć na to od strony znalezienia drogi, jednak wtedy jak ja na Gierlachu bywałem to jeszcze były doskonale widoczne stare znaki jeszcze z c.k. czasów a poza tym lazło tyle ludzi, że wystarczyło iść za nimi.

Poza tym jeszcze jeden aspekt, w pewnym sensie moralny - zawsze szanowałem Tatry, tak mnie nauczono, nie moja wina, tacy byli nauczyciele. I ci nauczyciele wpoili mi do głupiego łba, że Tatry to nie boisko. Jak ktoś koniecznie musi biegać na czas to niech to robi gdzie indziej - Tusk np. nabudował, zresztą bardzo słusznie, całą kupę tzw. "Orlików" i tam można sobie fundować np. 186 rundek na około boiska.
Jestem gorszego sortu...
świster

-#6
Posty: 1981
Rejestracja: śr 05 mar, 2008

Post autor: świster »

włóczęga pisze:Żeby nie być gołosłownym - dam relację z tamtego dnia.
Fajna relacja :) Też odwiedziłem Hlińską z Moka, ale w wersji lżejszej czyli mniejsze kółko Czarny M. i Wrota - poniżej 10h, bo na lekko ( bez plecaka :P ). Za bardzo nie rozumię Twoich alogicznych decyzji np Szpiglasowa zamiast Świstówki czy te Zawory zamiast chociażby Czarnej Ławki. Przynajmniej fajna przygoda była :)



ps mi się zdarzyło zrobić 3km w dół i w górę w ciągu 14h - także jest nas dwóch głupców
włóczęga

-#5
Posty: 583
Rejestracja: czw 12 maja, 2005
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: włóczęga »

Zawory - bo po szlaku.
Szpiglasowa - bo po zejściu z Gładkiej było o wiele bliżej, i szukałem zasięgu tel.
I tak wszystko było alogiczne. :-)
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Janek pisze:. A jak ktoś się pyta to znaczy, że nie wie. A jeśli nie wie to znaczy to prawie w 100%, że się nie nadaje.
Buahahahahah dobre, a ja myślałem, że jak się pyta to się czegoś nie wie i pyta się aby się dowiedzieć i że pytanie jednak nie jest oznaką braku "nadawaniu się".

P.S. Dzięki Krzymul :D
Ostatnio zmieniony śr 03 lut, 2010 przez Huczaj, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Janek pisze:A jak ktoś się pyta to znaczy, że nie wie.
Huczaj pisze:Buahahahahah dobre, a ja myślałem, że jak się pyta to się czegoś nie wie.
hmm.... :think: , cosik mi tu nie gra :P
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

To może bardziej łopatologicznie:
Huczaj się pyta na forum - "czy mam się ożenić z Kasią *)?" - to jaka może być inna odpowiedź jak nie taka - "skoro się pytasz, to znaczy, że nie powinieneś się ożenić z Kasią"

*) oczywiście nikt nie wie kto zacz Kasia.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Janek pisze:skoro się pytasz, to znaczy, że nie powinieneś się ożenić z Kasią"
Chyba to nie to samo co pytanie czy gdzieś mogę pójść, ale to drobny szczegół :D Może nie powinienem, ale na pewno nie oznacza, że się nie nadaje :D
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Huczaj pisze:ale na pewno nie oznacza, że się nie nadaje
A o to, to by trzeba już Kasię zapytać... :P
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Janek pisze:A o to, to by trzeba już Kasię zapytać...
Jest tu jakaś Kasia? :) Pozatym każdy wie, że górołaz to świetny materiał na męża - wiecznie go w domu nie ma i święty spokój.
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Janek pisze:Asik napisał(a):
Jak sam udowodnisz że przeszedleś trasę o której niejednokrotnie wspominałeś?
Nijak. Niestety nie było wtedy cyfrówek z elektronicznym zapisem czasu zrobienia zdjęcia.

A słynna kartka na której znajomy przewodnik potwierdził Ci na Rysach Twą obecność? ;)
ODPOWIEDZ