no właśnie doszliśmy i potwierdzamyAsik pisze:czy po 3 stronach pisania nie doszliście do tego co napisałam w 3 poście tematu?
nauczyciela, mentora
masz racje Basiu,tylko że z postu teksasa wynikało że nie szuka przewodnika tylko nauczyciela który wprowadziłby go w ankara chodzenia zimowego.Basia Z. pisze:No chyba że ktoś jest przewodnikiem (klasy wyższej niż III), jest to jego zawód i bierze za to pieniądze.
Rozumiem teksasa że szuka w taki sposób,sama spyknełam się na tym forum z paroma osobami,z niektórymi byłam raz w górach,z niektórymi chodzę od paru lat. Tylko że zaczynałam naszą znajomość od wyjazdu jesiennego. Być może wielu wyda się to bez znaczenia,ale moim skromnym zdaniem (ale może za mało się na tym znam) uważam że zimowe góry wymagają znacznie więcej nie tylko ode mnie ale od partnera z którym idę. To na co można ew. pozwolić sobie latem,jest niedopuszczalne zimą.
Patrząc na wyjazd w Alpy (wtedy mój pierwszy) kiedy zabraliśmy ze sobą kompletnie obcą osobę stwierdzam że NIGDY WIĘCEJ! całe szczęście że były również osoby sprawdzone i odpowiedzialne
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
Ja nawet jeszcze wcześniej (PW), ale mniejsza z tym. Nie był to jednak czas stracony bo pozwolił dokonać kilku ciekawych obserwacji.Asik pisze:czy po 3 stronach pisania nie doszliście do tego co napisałam w 3 poście tematu?
Jeszcze raz muszę stwierdzić, że Wałęsa to genialny facet - to jego "za a nawet przeciw" ma charakter uniwersalny...
Jestem gorszego sortu...
Tez mi się wydaje że to jest właściwa kolejność.Asik pisze: Tylko że zaczynałam naszą znajomość od wyjazdu jesiennego. Być może wielu wyda się to bez znaczenia,ale moim skromnym zdaniem (ale może za mało się na tym znam) uważam że zimowe góry wymagają znacznie więcej nie tylko ode mnie ale od partnera z którym idę.
Pozdrowienia
Basia
Po pierwsze pochwała skromności (tekst wytłuszczony).Asik pisze:Być może wielu wyda się to bez znaczenia,ale moim skromnym zdaniem (ale może za mało się na tym znam) uważam że zimowe góry wymagają znacznie więcej nie tylko ode mnie ale od partnera z którym idę. To na co można ew. pozwolić sobie latem,jest niedopuszczalne zimą.
Po drugie - ten tekst powinien być umieszczony na samej górze jako motto tej strony - dawno już na górskim forum nie przeczytałem czegoś podobnie trafnego. W dodatku wymagającego osobistej odwagi -obowiązuje przecież styl - "a co mi tam, k****, najwyżej się zabiję", oczywiście nikt zabijać się nie chce ale inaczej poprostu nie wypada...
Jestem gorszego sortu...
Mam pytanie jak rozwiazujesz problem pijanstwa na wycieczkach ,Jezeli jestescie w srodku gor Rumunii to rozumie ze nie wysylacie go do kraju.Czy trzeba podpisywac jakies oswiadczenia przed wyjazdem?Basia Z. pisze:Oj, żebyście wiedzieli ile razy rozważam sobie problem odpowiedzialności za innych (a nie dotyczy to wcale zimy
Bo rozumie ze pijanemu awanturnikowi slowa w tym momecie nie przemowia do razsadku ,ponosi jakies konsekwencje pieniezne ??
Dla mnie najtrudniejszy zawod to chyba przedszkolanka ,jak oni moga znosic te piski
"Zdobadz wszystko nie robiac nic"
Może to być dziwne, ale nigdy nie miałam problemu z pijaństwem na wycieczkach górskich (nie piszę teraz o autokarowych).caatoosee pisze:Mam pytanie jak rozwiazujesz problem pijanstwa na wycieczkach ,Jezeli jestescie w srodku gor Rumunii to rozumie ze nie wysylacie go do kraju.Czy trzeba podpisywac jakies oswiadczenia przed wyjazdem?Basia Z. pisze:Oj, żebyście wiedzieli ile razy rozważam sobie problem odpowiedzialności za innych (a nie dotyczy to wcale zimy
Jak ktoś jedzie w góry - to nastawia się na chodzenie po górach a nie na pijaństwo.
Oczywiście wypicie dwóch kieliszków wina lub dwóch piw wieczorem nie uważam za pijaństwo i sama czasem wypiję.
(rumuńskie jak również krymskie wina są pyszne).
Żadnych oświadczeń nigdy nie zbierałam.
Nigdy ale to nigdy od 30 lat nie zdarzyło się aby na moim obozie znalazł się pijany awanturnik, a prowadziłam takich obozów około 30-40 [dla "Almaturu", dla prywatnych biur podróży, dla PTTK Gliwice, dla "Wierchów"].caatoosee pisze: Bo rozumie ze pijanemu awanturnikowi slowa w tym momecie nie przemowia do razsadku ,ponosi jakies konsekwencje pieniezne ??
Nie wiem czy mam takie szczęście, czy takie osoby nie jeżdżą na obozy w których programie jest od razu napisane, że trzeba będzie dużo chodzić.
Nie odesłałbym człowieka samego z Rumunii do domu, odpowiadam za niego, chyba ze właśnie wtedy podpisał by mi oświadczenie że chce wracać sam.
Nie przypominam sobie również aby ktoś z moich kolegów z SKPG miał takie problemy z pijaństwem na obozach.
Co innego - rajdy, tam się zdarzało i wtedy takiego delikwenta można wyrzucić z trasy, ale to dotyczy bliskich gór - Beskidu Śląskiego lub Żywieckiego.
Co innego też wycieczki autokarowe, ale tutaj tak:
1. Jeżeli są to wycieczki szkolne to od pilnowania uczniów są nauczyciele.
2. Jeżeli są to wycieczki zakładowe - ludzie są dorośli i sami powinni się pilnować. Zdarzyło mi się parę razy że kilku wycieczkowiczów za dużo wypiło, musieliśmy w związku z tym zatrzymywać autokar aby mogli się odlać.
Ale cała reszta grupy była na nich tak maksymalnie wkurzona, że to oni ich uspokajali a nie ja.
Poważniejsze przypadki typu "pijana cała wycieczka" mi się nigdy nie zdarzyły, ale koledzy opowiadali że mieli takie sytuacje, dotyczyły wycieczek zakładowych. Wtedy można odmówić realizacji programu a organizator i tak powinien przewodnikowi zapłacić.
Prowadziłam przez kilka lat (jeszcze w liceum) drużynę zuchową, jestem przyzwyczajona.caatoosee pisze: Dla mnie najtrudniejszy zawod to chyba przedszkolanka ,jak oni moga znosic te piski
B.




