nauczyciela, mentora
Jak nie wiesz jak było, to nie wypisuj głupstw. To nie były czasy, w których czekan i raki kupowało się w sklepie. To było praktycznie do kupienia tylko przez klub wysokogórski. Dopiero grubo później pojawili się rzemieślnicy co się za to wzięli. A za moich czasów to właśnie kolejność była taka - kurs skałkowy, letni kurs tatrzański, legitymacja klubowa, ze dwa lata intensywnego chodzenia w lecie, kurs zimowy kończony egzaminem i wtedy dopiero tworzyła się możliwość nabycia tego i owego poprzez klub. PO TATRACH W ZIMIE AMATORZY NIE CHODZILI!!! (oczywiście to nie dotyczy narciarzy i spacerujących po dolinkach reglowych). Żaden facet co przyjechał sobie do Zakopanego na wczasy czy na kwaterę nie pchał się wtedy do Murowańca.Huczaj pisze:Janek litości, czy Ty masz jakieś prowizje od ilości kursantów na kursach? Jesteś monotematyczny, wszystkie rady sprowadzają się do "idż na kurs", " lepiej zacznij od kursu" "jak nie pójdziesz na kurs to jesteś niepoważny"... . Wysil się i napisz coś pożytecznego. Ile kolegów z czasów Twojego łażenia zimą było po kursach?
A teraz znajdź sobie kroniki TOPR z lat 50-ych czy 60-ych i zobacz jakie wypadki wtedy były a raczej nie były. Praktycznie albo narciarskie albo taternickie w trudnych warunkach wysokogórskich. Nie było żżadnego szlajania się po Zawratach, Świnicach czy innych Wołowcach, przez ludzi bez legitymacji klubowych.
Kwestia oceny tego może być różna - dla mnie jedno jest pewne - na pewno było to bezpieczniejsze. A dzisiejsze szkółki turystyki zimowej to komercyjna forma tego czym kiedyś był klub wysokogórski dlatego z uporem powtarzam - idź chłopie na kurs, tam jest uprawniony instruktor z papierami PZA a nie kumploszczak, który nawet samemu może być dobry ale może nie posiadać umiejętności UCZENIA INNYCH, bo tego też trzeba się nauczyć.
Oczywiście, zawsze to trochę inaczej wyglądało w przypadku miejscowych chłopaków czy dziewczyn z Zakopanego i Podhala, ale oni to się rodzą od razu z nartami, rakami i czekanem i nawet w pieluchach się z nimi nie rozstają.
I odpieprzcie się od Teksasa, facet jest z Krakowa, sam napisał, że jeździł w Tatrach na nartach, więc z śniegiem jest obyty. Oczywiście, że rady Świstera są słuszne i pewnie z nich skorzysta, bo z wymiany PW wynika jednoznacznie, że ma w głowie uporządkowane. A dlaczego napisał tak jak napisał? Bo się pewnie naczytał na rozmaitych forach tekstów rozmaitych "świszczypajłów", że Tatry zimą to bułka z masłem, trzeba tylko chcieć realizować marzenia, wystarczy kupić co trzeba i alleluja i do przodu, czyli takie, po których mi się scyzoryk otwiera w kieszeni lub normalnie dostaję niestrawności. No i zgodnie, z naukami tych mądrali Teksas pomyślał, że to tylko tak hop siup, wystarczy starszy kolega i wio na Wolowiec czy Ciemniak.
Teraz już wie co i jak i na pewno, moim zdaniem, głupot nie narobi. To rozsądny facet o czym świadczy chociażby post powyżej o butach. Bo kto chce dostać grzybicy, to niech pożycza buty.
Jestem gorszego sortu...
Może się narażę, ale uważam, że przesadzasz - zwłaszcza, że podajesz akurat takie przykłady jak Wołowiec czy Ciemniak. Przecież na te szczyty można wejść bezpiecznymi od lawin drogami (no chyba, że jest 4/5 stopień) o trudnościach zero minus. Tyle, że warto mieć raki na wypadek ewentualnych oblodzeń.Janek pisze:Bo się pewnie naczytał na rozmaitych forach tekstów rozmaitych "świszczypajłów", że Tatry zimą to bułka z masłem, trzeba tylko chcieć realizować marzenia, wystarczy kupić co trzeba i alleluja i do przodu, czyli takie, po których mi się scyzoryk otwiera w kieszeni lub normalnie dostaję niestrawności. No i zgodnie, z naukami tych mądrali Teksas pomyślał, że to tylko tak hop siup, wystarczy starszy kolega i wio na Wolowiec czy Ciemniak.
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... egiem.html
Wklejam tutaj raczej jako Memento. Jest "tylko" trójeczka http://www.topr.pl/
Wklejam tutaj raczej jako Memento. Jest "tylko" trójeczka http://www.topr.pl/
Ja z kolei próbowałem dwukrotnie zimą wejść na Czupel - w Beskidzie Małym, tylko 933 metry npm. Beskutecznie, dopiero za trzecim razem się udało jak była mniej śnieżna zima. Ale to już taka specyfika tej pory roku, czasami człowiek zapada się po uda i idzie się 5 lub więcej razy wolniej niż w lecie. Nadal jednak uważam, że wejście zimą na Wołowiec nie wymaga szczególnych umiejętności - oprócz wytrwałości.Janek pisze:Może pogadasz sobie z Asik...
Jasne, autobus do wylotu, potem doliną a następnie do przodu - Wołowiec, jakie to proste! Przypominam - wątek założył człowiek, który nigdu nie był w zimie w Tatrach. W innych górach chyba też... Oj, doradcy, doradcy... jesteście absolutnie bezbłędni jeśli chodzi o dobre samopoczucie...Rafał pisze:Nadal jednak uważam, że wejście zimą na Wołowiec nie wymaga szczególnych umiejętności - oprócz wytrwałości.
Jestem gorszego sortu...
chyba musze sie z tym zgodzić. nie jest to technicznie trudne wejscie. jedyne co to trzeba w razie czego umieć posługiwac sie czekanem...hmm w sumie to jakies umiejetnosci trzeba miecRafał pisze:wejście zimą na Wołowiec nie wymaga szczególnych umiejętności
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
Nie da się ukryć, że to najbardziej oczywisty sposób. Można też od wylotu od razu grzbietem, ale jest to wariant dłuższy.Janek pisze:Jasne, autobus do wylotu, potem doliną a następnie do przodu - Wołowiec, jakie to proste!
Janek pisze:wątek założył człowiek, który nigdu nie był w zimie w Tatrach.
Widzę pewną sprzeczność.Janek pisze:facet jest z Krakowa, sam napisał, że jeździł w Tatrach na nartach, więc z śniegiem jest obyty
A co w tym złego, że teraz każdy może pójść do sklepu i kupić? Przecież sprzęt jest właśnie po to, żeby zwiększać bezpieczeństwo. A że wielu młodych ludzi od razu po kupieniu raków popędzi na Rysy to zupełnie inna historia. Sam piszesz, że z korespondencji na PW wynika, że człowiek jest rozsądny, więc chyba nie porwie się od razu na trudniejsze trasy.Janek pisze:To nie były czasy, w których czekan i raki kupowało się w sklepie. To było praktycznie do kupienia tylko przez klub wysokogórski.
Nie uważam za słuszne przedstawianie Wołowca jako K2, nawet jeśli nie zawsze okazuje się łatwym szczytem (o czym świadczą przykłady na forum). W porównaniu z wieloma innymi, trasa przez Grzesia na Wołowiec jest przecież wręcz idealną propozycją dla osób rozpoczynających przygodę z zimowymi Tatrami! A co do Zawratu, to przejście zimowe jest, co prawda tylko w aspekcie technicznym (a nie pogodowym czy związanym z uciążliwością śniegu i lawinami), ale jednak łatwiejsze od wejścia letniego.
Gratuluję umiejętności podjęcia słusznej decyzji o odwrocie! Naprawdę, bo sporo wypadków chyba z tego wynika, że ludzie nie umieją się w odpowiedniej chwili wycofać. Mnie również często zdarza się ten błąd (jak na razie płaciłem w takich sytuacjach na szczęście tylko nerwami).Asik pisze:poprostu scykałam że będe miała problemy z zejściem
Życzę powodzenia!Asik pisze:Ale spoko,za rok wejdę na gada...a jak nie za rok to za dwa...mam czas
Święte słowa, zwłaszcza w warunkach zimowych - wtedy wszędzie jest biało!Asik pisze:Nie ma dla mnie sensu włażenie na szczyt jesli widoczność zerowa.
Jeśli czepiać się słówek, to racja. Kanałem prywatnym wiem gdzie jeździł i zapewniam Cię, ż to nie ma nic wspólnego ani z Wołowcem ani z CiemniakiemRafał pisze:Janek napisał(a):
wątek założył człowiek, który nigdu nie był w zimie w Tatrach.
Janek napisał(a):
facet jest z Krakowa, sam napisał, że jeździł w Tatrach na nartach, więc z śniegiem jest obyty
Widzę pewną sprzeczność.
Oczywiście, że nie ma w tym nic złego. Ja odpowiadałem tylko Huczajowi na jego pytanie jak to było za moich młodych lat.Rafał pisze:A co w tym złego, że teraz każdy może pójść do sklepu i kupić? Przecież sprzęt jest właśnie po to, żeby zwiększać bezpieczeństwo.
Wtedy nie było też w sklepie samochodów. Teraz są. Czy to znaczy, że akceptujesz zakup samochodu i pojechanie nim natychmiast bez posiadania prawa jazdy?
Rozumiem - znaczy z czystym sumieniem powiesz Teksasowi - idź i napieraj, będzie dobrze. Prosiłbym o odpowiedź tak/nieRafał pisze:W porównaniu z wieloma innymi, trasa przez Grzesia na Wołowiec jest przecież wręcz idealną propozycją dla osób rozpoczynających przygodę z zimowymi Tatrami!
A w aspekcie psychicznym - oczywiście dla tego co po raz pierwszy jest w zimie w Tatrach?Rafał pisze:A co do Zawratu, to przejście zimowe jest, co prawda tylko w aspekcie technicznym (a nie pogodowym czy związanym z uciążliwością śniegu i lawinami), ale jednak łatwiejsze od wejścia letniego.
Jestem gorszego sortu...
Nie. Nie powiedziałbym tak bez względu na cel i warunki. Zrobić sobie krzywdę można zawsze i wszędzie, np. w domu i na prostym chodniku.Janek pisze:Prosiłbym o odpowiedź tak/nie
Samochód raczej nie jest sprzętem poprawiającym bezpieczeństwo poruszania się. Do chodzenia w rakach wiadomo, że warto się przyzwyczaić, ale nie ma co porównywać tego do prowadzenia samochodu. To drugie wymaga wielu godzin ćwiczeń, a w tym pierwszym najbardziej skomplikowane jest ich zakładanie na buty. A wracając do samochodu - jeśli pojechałby ktoś kto umie prowadzić a nie ma papierka, to jest to niewątpliwie lepsze niż w przypadku odwrotnym. Ja bym na przykład się absolutnie nie odważył mimo, że prawko posiadam! A to dlatego, że jeździłem tylko na kursie - który był już 3 lata temu.Janek pisze:Czy to znaczy, że akceptujesz zakup samochodu i pojechanie nim natychmiast bez posiadania prawa jazdy?
Nie znam nikogo, kto by akurat zaczynał od Zawratu... ale znam dwie takie dziewczyny, które trochę chodziły i w lecie i w zimie, i dla których letni Zawrat jest cięższy w aspekcie psychicznym (ekspozycja w miejscu z łańcuchami i żwirek - czego nie ma w zimie, bo idzie się dnem żlebu po śniegu).Janek pisze:A w aspekcie psychicznym - oczywiście dla tego co po raz pierwszy jest w zimie w Tatrach?
Chociaż jestem przeciwny demonizowaniu Tatr, to jak najbardziej się zgadzam - od kogoś bardziej doświadczonego zawsze można się wiele nauczyć. Sam bym chętnie zawsze z kimś takim chodził.Asik pisze:Tylko chwalić że szuka bardziej doświadczonych.
Pozdrawiam!
Wiecie co jestem duchem z wami na tym forum
dobre dwa lata praktycznie codziennie tutaj do was
zaglądam i wiecie co zauważyłam że najlepiej wychodzi wam wymądrzanie się i szydzenie z innych oczywiście z tych
nowych na forum. Pewnie się z moją opinią nie zgodzicie
,ale trudno takie sobie wyrobiłam zdanie o was przez te dwa lata .
Oczywiście nie wszystkich to dotyczy są wyjątki naprzykład Basia
.Ja rozumiem że waszą pasją są góry moją też .ale to nie
oznacza że jeZeli ktoś nie wie na ten temat tyle co wy to trzeba się z niego nabijać . Ponadto jest takie przysłowie
KTO DUŻO GADA,TEN MAŁO ROBI
POZDRAWIAM
dobre dwa lata praktycznie codziennie tutaj do was
zaglądam i wiecie co zauważyłam że najlepiej wychodzi wam wymądrzanie się i szydzenie z innych oczywiście z tych
nowych na forum. Pewnie się z moją opinią nie zgodzicie
,ale trudno takie sobie wyrobiłam zdanie o was przez te dwa lata .
Oczywiście nie wszystkich to dotyczy są wyjątki naprzykład Basia
.Ja rozumiem że waszą pasją są góry moją też .ale to nie
oznacza że jeZeli ktoś nie wie na ten temat tyle co wy to trzeba się z niego nabijać . Ponadto jest takie przysłowie
KTO DUŻO GADA,TEN MAŁO ROBI
POZDRAWIAM
Dobrze, nie wiem ale mogę podejrzewać, że po kursach było niewielu, większość uczyła się od bardziej doświadczonych kolegów. Natomiast Ty każdego odsyłasz na kurs. To taka prosta i jedyna odpowiedź. Trzeba się bardziej wysilić...Janek pisze:Jak nie wiesz jak było, to nie wypisuj głupstw.
I uważam, że Tatry Zachodnie, przy dobrych warunkach są świetnym miejscem na rozpoczynanie przygody z zimowymi górami.



