Pob
udka (:-(

) ok. 7 - mgła za oknem. Trzeba się odpowiednio ubrać

. 8:21 - wyruszyłem, po obfitym śniadanku w trasę. Przez uśpiony Wrocław przejechałem dosyć szybko. Tak było zamglone:
http://my.magma-net.pl/czesiek/kw/1.html
Wiele wcześniej słyszałem zbliżające się samochody, niż je zobaczyłem. Następnie minąłem Suchy Dwór, Żórawinę, Żerniki Wielkie(?) - skąd ta nazwa - Wielkie? W końcu dotarłem "na" Węgry. Krótki odpoczynek na kalorie, "dopalacz" i dalej w drogę. Po około 2 kilometrach skręciłem w lewo do wsi Brzoza, dalej do Brzezicy, a w niej piękny pałac z parkiem i mnóstwem przebiśniegów.
http://my.magma-net.pl/czesiek/kw/2.html
http://my.magma-net.pl/czesiek/kw/3.html
Gmina Borów, Piotrków Borowski i Mańczyce. Tutaj niestety musiałem zachować szczególną ostrożność. Kilka tysięcy

wiernych opuszczało kościół.

Przed następną wsią zastanawiałem się czy znów zostanę poszczuty psami. Oczywiście. Tradycji stało się zadość. Głownina - "słynna" - od lat - psia wioska. Teren gospodarstwa "ogrodzony" więc pieski dotrzymują mi towarzystwa. Kiedyś kupię sobie pistolet i... zrobię porządek z gospodarzem.

Dalsza część trasy już spokojna. Zamglenie coraz mniejsze. Jeszcze tylko kostka przez Podgaj, później za Karczynem, aż do Kondratowic. Jak już jestem w Prusach - czuję się jak w domu. Jeszcze tylko 2 km i rodzina niemal w komplecie spędza pierwszy dzień świąt. Powrót: do Łagiewnik, a stamtą drogą krajową nr 8 do Wrocławia. Będąc już na rogatkach miasta zwolniłem tempo. Zatrzymałem się by zrobić kilka fotek "moim czołgom". Może kiedyś o tym napiszę. W domku byłem około 18-tej, szczęśliwy z mijającego dnia...
http://my.magma-net.pl/czesiek/kw/glowna.html
Dodane po 4 godz. 51 minutach:
28.03.05. Lany poniedziałek 
Wczorajsza trasa - jak się rano okazało - dała mi troszkę "w kość".
Wstałem zbyt późno by powtórzyć trasę. Zadzwoniłem więc do dziewczyn, że jadę dzisiaj:
Droga krajowa nr 5 do Trzebnicy. Omijam ją jednak obwodnicą, a następnie skręcam w lewo na ... no własnie. Jak to często u mnie bywa, zmieniam plan i kieruję się nie w stronę Wilczyna, lecz do wsi Malczów.
O ile dobrze pamiętam - trzy lata temu, pewnego pięknego dnia - jechałem tamtędy z Wiolą i wjechaliśmy w sad. Mnóstwo wiśni, orzechów laskowych, jabłek na drzewach i... żadnego dozoru. Jak to jest możliwe? Przecież każdy może tam wejść, wjechać i nieźle się (conajmniej)

najeść. Brama zamknięta, ale łańcuch to tylko atrapa.

Owoców oczywiście jeszcze nie ma więc skierowałem się - ostro w dół.
Pobiłem swój - tegoroczny - rekord prędkości 49 km/h. Poprzedni - z Kasią - 46,5 km/h - tydzień temu. Było trochę niebezpiecznie tak szybko jechać. Dwa ostre zakręty oraz kiepskiej jakości asfalt, na którym było sporo piachu i żwiru. Musiałem się trzymać wyjeżdżonych przez samochody "korytarzy" - bez naniesień. Niestety droga się skończyła

- zaczęły się "kocie łby". Rozpędzony jeszcze troszkę podjechałem, by w końcu zsiąść i poprowadzić rower na "szczyt". Skoro on mnie wozi to dlaczego ja nie mogę dać mu odpocząć.

Droga się skńczyła i zaczęła się moja podróż w... nieznane. Żadnej ścieżki, żadnych widoków na jakąkolwiek drogę. Maszeruję więc przez knieje, po suchej trawie, po jakimś buraczysku, aż docieram do ambony. Wchodzę na nią (nieprzygotowany) i widzę jak kilkanaście saren ucieka przed sfotografowaniem ich.

Kilka fotek, schodzę, wracam po rowerek i człapię się do góry. W oddali zauważyłem (być może te same) sarny. Później przez pola uprawne - w dół - śladami po kołach traktorów, zjeżdżam do wsi Przecławice. Wreszcie asfalt.

Pędzę z górki do wsi Kowale, a następnie do Wilczyna Leśnego. Nad stawem robię sobie dłuższy odpoczynek. Jeszcze tydzień temu był na nim lód - dzisiaj pływał sobie samotny biały łabędź.

Bar już otwarty, ale... niedowieźli stolików i krzeseł.

Nastał czas powrotu. Kierunek Golędzinów, Pęgów, Zajączków, Szewce, Świniary i do domu.
Dystans - 64 km. 
:D:D
Kilka fotek:
http://my.magma-net.pl/czesiek/wilczyn/glowna.html