MiG pisze:A jak chcesz ich odróżnić? Przepytywać? Poza tym zapewne było tam wszystkich po trochu.
nijak. Edukować, ale się nie oburzać. No, chyba, że ktoś chce sie dowartościować, że sam jest lepszy
(chociaż jak widać po pkt 3b w filharmonii też można "się przejechać")
hehe. Kiedys ztrobiliśmy coś takiego w ogólniaku na jakimś szkolnym spędzie do teatru. Za pierwszym razem porwaliśmy około 20 osób, za drugim - całą salę
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
mefistofeles pisze: nijak. Edukować, ale się nie oburzać. No, chyba, że ktoś chce sie dowartościować, że sam jest lepszy
O, właśnie, tak jakby czegoś mi brakowało w Twojej wypowiedzi
Bo stwierdzenie "jeśli były tam osoby co chciały pójść z ciekaowsci i nie do konca wiedziały jak się zachować - to OK" wyglądało na akceptację obecnego stanu rzeczy.
Niewątpliwie krytyka jest dopuszczalna i potrzebna, ale w przypadku osób takich jak Prezydent czy Premier, reprezentujących swoją osobą ważny państwowy urząd należy ją prowadzić w sposób możliwie kulturalny, nie uciekając się do obraźliwych porównań, drwin czy wolnych żartów.
Jak się nie mylę, w tym roku czekają nas wybory, najlepszy z możliwych sposobów by potwierdzić swój pozytywny lub negatywny stosunek do Lecha Kaczyńskiego.
Nie mam nic wspólnego z lubelską prokuraturą i nie rozumiem jaki cel mają Twoje posty. Jeśli uważasz decyzję prokuratora za niewłaściwą, możesz złożyć stosowny wniosek w swojej prokuraturze lub też wystąpić bezpośrednio w sądzie z powództwa cywilnego.
mefistofeles pisze:ino ciekaw byłem czy w Lublinie to słowo rzeczywiście nie jest obraxliwe.
Niewątpliwie słowo "kurdupel" w rękach sprawnego adwokata może przybierać rozmaite, czasem skrajnie różne znaczenia. Inna kwestia czy powinno ? Moim zdaniem nie.
Ja się urodziłem w Lublinie i też mi nic nie wiadomo, jakoby w LUBLINIE, to słowo nie było obraźliwym, ala skoro tak mówisz,...kurduplu.....( bez urazy )
To już nie można iść po prostu na koncert, trzeba się do niego przygotować. Dobrze że nie przepytują przed wejściem jak bilety kupujesz, bo bym wyleciał na zbity pysk z tej Filharoniji. Chyba jednak pójde na koncert metalowy, tam jakby troche mniej reguł
Pisze nie byle kto, bo Andrzej Chłopecki (dla niezorientowanych, jego rolę w środowisku, zwłaszcza muzyki współczesnej porównałbym, bo ja wiem, do znaczenia Cywińskiego w temacie ekspertów Tatr):
"Kulturowy" obyczaj nieprzerywania kilkuczęściowej kompozycji oklaskami to wymysł XX wieku, który upomniał się o "integralność" dzieła muzycznego.
Niedawno w którymś z wywiadów Antoni Wit powiedział, że to mu nie przeszkadza, bo to gest publiczności uradowanej.
Konkluzja: może więc klaszczmy między częściami utworów, klaszczmy do woli i nie wstydźmy się tego, że "kulturalni melomani" na nas syczą? Klaszczmy, nie płosząc się tym, że nas oni postrzegą jako gawiedź, czyli VIP-ów
Konkluzja to oczywiście prowokacja - ale też przewrotny głos zdrowego rozsądku.
1. W niektórych utworach - do nich należą oba koncerty Chopina, po prostu nie wypada nie wiedzieć, gdzie jest koniec.
2. Jesli ktoś nie wie, niech poczeka aż zaczną klaskac ci co wiedzą. W filharmonii jest dużo takich osób.
3. W muzyce współczesnej, na przykład, często nie sposób zgadnac, gdzie jest koniec utworu - czasem nawet trudno rozpoznać poczatek, bo byc może orkiestra jeszcze sie "stroi". Wtedy zwykle dyrygent wykonuje jakiś gest, np. kiwięcie głową.
4. W przypadku porywajacych interpretacji dopuszczalne są spontaniczne owacje pomiędzy częściami.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy nie omijają filharmonii!