Góralenvolk

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Tygodnik Podhalański pisze: Gestapo, Żydzi i Goralenvolk
Negatywny góralski bohater Wacław Krzeptowski znów stanął do raportu. Tym razem za sprawą wizyty pracownika Instytutu Pamięci Narodowej w Zakopanem.

W czwartkowy wieczór sala biblioteki publicznej na Łukaszówkach w Zakopanem pękała w szwach. Ryszard Kotarba z krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, autor niedawno wydanej książki o niemieckim obozie koncentracyjnym w Płaszowie prezentował nową publikację przy okazji wykładu poświęconego działalności gestapo na terenie Podhala.

– Wszyscy dokładnie wiedzą i nikomu nie trzeba przypominać o katowni Palace, gdzie mieściła się siedziba zakopiańskiego gestapo. Były w niej cele, gdzie torturowano i mordowano aresztowanych, były mieszkania gestapowców. Sowieci w 1945 roku, sprofanowali to miejsce kaźni, zdewastowali pomieszczenia, szukając dokumentów poniemieckich. Na dole trzymano owce – podkreśla Ryszard Kotarba. Przypomniał, że całe akta gestapo krakowskiego, w tym i zakopiańskiego, zaginęły na wschodzie. A jako że Rosjanie do tej pory trzymanych u siebie dokumentów nie udostępniają, nawet do badań historycznych, czekać nas może jeszcze wiele niespodzianek. Omówił historię powstania hitlerowskiej tajnej policji, rozwój struktur gestapowskich w okupowanych przez Niemców krajach. Opowiadał o zdrajcach, którzy najpierw służyli gestapowcom, a potem sowieckim katom z NKWD. – Zakopiańskie gestapo liczyło maksymalnie 30 osób. Po tym, jak zlikwidowano na tym terenie Żydów, posterunek zmniejszono – dodaje Ryszard Kotarba. Podkreśla, że Podhale, jak żadna inna ziemia, mocno spłynęło polską krwią. Dlatego postawa twórców Goralenvolku powinna być mocno piętnowana.

Uczestnicy spotkania, mieszkańcy Krzeptówek, próbowali bronić Wacława Krzeptowskiego. Przypominali, że ufundował przed wojną karabin i tysiące naboi dla wojska polskiego. – To był majętny gazda, pożyczał pieniądze od Żydów. Na 6 procent na pół roku. Potem z tych sześciu robiło się 12, aż w końcu było do spłaty 120 procent – niektórzy zakopiańczycy sugerowali, że Goralenvolk było odpowiedzią na żydowski wyzysk górali. Zdaniem prelegenta taka interpretacja historii jest niedopuszczalna. – Żydzi nie łamali prawa, działali przed wojną zgodnie z przepisami. Nie musiał od nich pożyczać pieniędzy. Goralenvolk to formacja przeciwko Polakom. Była to próba odłączenia od Polski części narodu. Postawa Wacława Krzeptowskiego, który przybywa do Rabki i dziękuje Niemcom za oczyszczenie miasta z Żydów, jest obrzydliwa. Podobnie jak cynizm Andrzeja Krzeptowskiego, Szatkowskiego, Cukra. Naturalnie, w góralskiej społeczności były i szlachetne osoby, jak choćby kultowa postać przewodnika, kuriera Józefa Krzeptowskiego – podsumowuje Ryszard Kotarba. I zapowiada dokładne zbadanie tematyki Goralenvolku, tak aby za dwa lata można było przedstawić wszystkie wątki jego historii.
Zwracam uwagę na fragment:
Uczestnicy spotkania, mieszkańcy Krzeptówek, próbowali bronić Wacława Krzeptowskiego. Przypominali, że ufundował przed wojną karabin i tysiące naboi dla wojska polskiego. – To był majętny gazda, pożyczał pieniądze od Żydów. Na 6 procent na pół roku. Potem z tych sześciu robiło się 12, aż w końcu było do spłaty 120 procent – niektórzy zakopiańczycy sugerowali, że Goralenvolk było odpowiedzią na żydowski wyzysk górali.
Czyżby zatem dzisiejsi Krzeptówkowianie sugerowali, że idea Goralenvolku znalazła entuzjazm u zadłużonych Górali by niemieckimi rękoma zostały "skasowane" ich zaległe długi?
No... brawo!
Coś mi to przypomina z niedawnej historii: partia polityczna do obrony przed spłatą zaległych długów bankowych... jej członków.
Strach się bać!

Póki co:
http://www.insomnia.pl/Goralenvolk-t193234.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Goralenvolk
http://forum.gazeta.pl/forum/w,170,7851 ... cami_.html
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Swoja drogą - Goralenvolk była JEDYNĄ zorganizowaną kolaboracją na ziemiach polskich. Tymczasem w takiej Francji, gdzie kolaborowano aż trzeszczało, ą żydów sami pakowali na wagony do Auschwitz robi sie nam geby nazistów (tak, tak!). Ale taki jest skutek totalnego braku polityki historycznej.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

mefistofeles pisze:Goralenvolk była JEDYNĄ zorganizowaną kolaboracją na ziemiach polskich.
No... nie całkiem jedyną - http://pl.wikipedia.org/wiki/Kaschobenvolk
Choć pewnie jedyną tak powszechnie i skutecznie na obecnie polskich ziemiach działającą - 18% społeczności!
Tym się nawet obecny Związek Podhalan pochwalić nie może.
..................
A swoją drogą...
Ciekawe, jak sobie z podobnymi zaszłościami historycznymi z okresu II wojny światowej poradzą szukający dziś naszego "braterstwa" Ukraińcy?
Mój Ojciec w Powstaniu Warszawskim kilku takich z SS-Galizien wziął do niewoli. Kilku innych... nie wziął.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

gb pisze:chyba ta akurat jednostka w tłumieniu Powstania udziału nie brała.
Ja to wiem z bezpośredniej relacji Ojca i w tym akurat wypadku wikipedia mnie nie obchodzi. Zresztą sam niedawno dość niskie swoje zdanie o tym źródle wiedzy wygłaszałeś.
Tak czy inaczej - jeńcy w mundurach polowych SS mówili po ukraińsku - Ojciec nie mógł się co do tego mylić, bo ten język znał od dziecka.
...może to "galizien" przykleiło mi się na zasadzie skojarzeń...
Za to przepraszam.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Zygmunt Skibicki pisze:Tak czy inaczej - jeńcy w mundurach polowych SS mówili po ukraińsku - Ojciec nie mógł się co do tego mylić, bo ten język znał od dziecka.
na pewno w tłumieniu powstania brali udział własowcy - dezerterzy z Armii Czerwonej. Ukraińcy też byli wśród nich.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

gb pisze:Zygmuncie - toż ja wcale nie mam zamiaru twierdzić
A jest w ogóle jakiś spór...?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Harold

-#1
Posty: 14
Rejestracja: czw 07 sty, 2010

Post autor: Harold »

Kupcie ostatni nr miesięcznika historycznego MÓWIĄ WIEKI. Jest spory artykuł o Goralenvolku i Krzeptowskim.
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Godzinny dokument o tym:
http://video.google.com/videoplay?docid ... 7905094918#

(tak a propos tematu, który powraca w bieżacych "Tatrach")
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

http://www.rp.pl/artykul/107684,735898.html
Dokumenty pogrążają górali zaangażowanych podczas wojny w Goralenvolk – mówi historyk

Czy idea Goralenvolk i związana z nią kolaboracja górali z hitlerowcami to na Podhalu nadal temat tabu?

Wojciech Szatkowski, historyk, autor książki "Goralenvolk – historia zdrady": Tabu może już nie, ale to ciągle dla niektórych krwawiąca rana. Także dlatego na okładce mojej książki, która ma się ukazać na początku listopada, będzie swastyka wbita w Giewont i wypływająca z niego krew. Mam nadzieję, że czytelników to zainteresuje. Na dyskusję, jaką niedawno zorganizowaliśmy w Dworcu Tatrzańskim, przyszło 400 osób.

Ile czasu poświęcił pan na zbieranie materiałów?

Łącznie około pięciu lat. Można powiedzieć, że zacząłem na studiach, bo moja praca magisterska, obroniona na Wydziale Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1991 roku, była poświęcona fenomenowi Goralenvolku.

Zbierałem materiały w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Czytałem np. akta procesów Józefa Cukra, jednego z przywódców Goralenvolku, i jego towarzyszy. Do napisania książki namówili mnie jednak dwa lata temu Anna i Bartosz Namaczyńscy z wydawnictwa Kanon. Bez ich zachęty i pomocy praca by nie powstała.

Zajął się pan tym tematem także z powodu dziadka – Henryka Szatkowskiego, kiedyś piłsudczyka, który potem zaangażował się w Goralenvolk.

Oczywiście. Trudno o tym zapomnieć, choć moja babcia Maria, szalenie dzielna kobieta, wzięła polską kenkartę (dowód tożsamości wydawany przez władze okupacyjne nieniemieckim mieszkańcom Generalnego Gubernatorstwa, którzy ukończyli 15 lat – red.) i nie chciała mieć nic wspólnego z Goralenvolkiem. Ale długo po wojnie konsekwencje działalności dziadka rodzina odczuwała. Mój ojciec Jan nie mógł tu zdać matury, bo nauczycielka liceum oznajmiła, że nie ma o tym mowy z powodu kolaboracji dziadka z Niemcami. Ojciec ostatecznie zdał maturę w ówczesnym Stalinogrodzie, czyli Katowicach.

Dla pokolenia wojennego to nie był łatwy temat. Andrzej Krzeptowski, syn Wacława Krzeptowskiego – przewodniczącego Komitetu Góralskiego – wiele razy był zaczepiany jako "syn zdrajcy". To samo spotykało rodzinę Cukrów i inne.

Moja książka nie powstała po to, żeby tym ludziom dokopać. Chciałem poznać mechanizmy współpracy górali z okupantem. To nawet zahacza o psychologię, by pokazać, jak Niemcy "wkręcili" wiele osób w kolaborację. Bo – o czym trzeba pamiętać – Goralenvolk nie był pomysłem górali, lecz hitlerowców.

Jaki procent mieszkańców Podhala w tej współpracy z Niemcami brał udział lub co najmniej z ideą o germańskim pochodzeniu górali sympatyzował?


W Komitecie Góralskim, namiastce samorządu, i jego delegaturach pracowało około 200 osób. Oczywiście, ci ludzie mieli współpracowników, donosicieli na terenie okolicznych wiosek, a to było kolejnych 100 lub nieco więcej osób. Oprócz działaczy tego komitetu byli ludzie, którzy wzięli kenkarty góralskie – ok. 27 tysięcy – czyli jakieś 18 proc. mieszkańców Podhala. Tyle że samo wzięcie kenkarty "G" nie oznaczało, że ktoś się identyfikuje z Goralenvolkiem ani że jest zdrajcą.

Przywódcy komitetu wierzyli w teorię o germańskim pochodzeniu górali?

Wacław Krzeptowski uwierzył raczej, że może być ich zbawcą.

Pytał górali, czy w ten sposób chcą być zbawieni?

Zdecydowanie nie. W warunkach okupacji to Niemcy ustalali reguły gry. I – dzięki doskonałemu wywiadowi – znaleźli tu osoby, które zaczęły z nimi współpracować. Witalis Wieder, żołnierz WP i agent Abwehry, zorganizował tu sieć agentów. Potem zaczęto pozyskiwać grupę skupioną wokół Wacława Krzeptowskiego. Niemcy werbowali ludzi bogatych i wpływowych.

A w co uwierzył pana dziadek?

Chyba w to, że uda mu się uratować rodzinę, góralszczyznę. Nie wiedział, jak się skończy wojna. Krzeptowski i Szatkowski sądzili, że z taką potęgą jak Niemcy nikt nie wygra. Oczywiście, wiele osób czerpało też doraźne zyski.

Jakie?

Działacze Komitetu Góralskiego dostali koncesje na lokale w Zakopanem. Były dodatkowe przydziały mięsa, mleka czy cukru. A głód był tu potworny.

Kiedy sytuacja na froncie się zmieniła, próbowali się ze współpracy z Niemcami wyplątać?

Z takiej kolaboracji nie ma wyjścia. Wchodziła w grę tylko ucieczka. Na nią zdecydował się mój dziadek, który jesienią 1944 roku wyjechał z Zakopanego do Austrii, potem do Włoch i Wielkiej Brytanii. Ślad po nim zaginął. Z rodziną, bo babcia z dziećmi wyjazdu odmówiła, nie utrzymywał kontaktu.

A Wacław Krzeptowski sądził chyba, że mu się nic nie stanie. Tymczasem 20 stycznia 1945 roku został powieszony za zdradę przez oddział Armii Krajowej "Kurniawa". Krzeptowski na nic innego liczyć nie mógł, bo AK wydała na niego prawomocny wyrok śmierci.

Co mają na sumieniu działacze Goralenvolku? Jak bardzo zaszkodzili tym, którzy z Niemcami nie współpracowali?

Ludzie potracili nieruchomości na Krupówkach, a wiele osób zostało wywiezionych do Oświęcimia czy na roboty. Były tu liczne pacyfikacje wsi współpracujących z partyzantami, jak Ochotnica, Ratułów czy Stare Bystre. Rozstrzeliwano ludzi w Zakopanem – np. w placówce gestapo. Niemcy mordowali i palili domy. Żywcem wrzucali górali w płomienie. Choć Krzeptowski wielu ludzi też uratował. Piszę więc i o tych, którym pomógł.

Niemniej, kiedy to wszystko się rzuci na szalę, działacze Goralenvolku wypadają bardzo źle.

Co pana najbardziej zaskoczyło podczas kwerendy w archiwum krakowskiego IPN i odkrywania nieznanych materiałów na temat tego okresu?

Wydawało mi się, że dokumenty trochę usprawiedliwią działaczy Komitetu Góralskiego, a także mojego dziadka. Tymczasem jest przeciwnie. Dokumenty ich pogrążają, np. przy okazji akcji wręczania kenkart – są opisy gróźb, wysiedleń. "Albo jesteś góralem, albo 20 kilo na plecy i won z Podhala" – mówił Wacław Krzeptowski. A za nim stali gestapowcy. Ludzie w Rabce oglądali go, gdy nad nim wisiał portret Hitlera. Straszono górali, że jak wezmą kenkartę polską, skończą w Auschwitz. Grożono też konfiskatą majątku.

Góralskiego Legionu Waffen SS nie udało się utworzyć. Choć większość "ochotników" zdezerterowała, to jednak na początku zgłosiło się do niego ok. 300 górali. Co nimi powodowało?

Góralskich "ochotników" wsadzono w wagony w Zakopanem i przewieziono do obozu szkoleniowego SS w Trawnikach. Pozostało ich tam ostatecznie niewiele ponad dziesięciu. Ci chłopcy liczyli na służbę w Generalnej Guberni, zwolnienie z robót w Rzeszy. Tylko kilku było dumnych ze służby w SS.

Ile stron będzie mieć książka?

Około 600, w tym 250 fotografii, w większości niepublikowanych. To nie jest lektura przyjemna ani łatwa. Traktuje o tym, o czym nikt nie lubi mówić głośno – o zdradzie.

- rozmawiała Ewa Łosińska
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

mefistofeles pisze:Wojciech Szatkowski, historyk, autor książki "Goralenvolk – historia zdrady"
Chętnie przeczytam.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Ciekawe, na pewno kupimy tą książkę.

Pan Szatkowski jest przewodnikiem tatrzańskim, szkolił m.in. mojego męża, bardzo sympatyczny człowiek o ogromnej wiedzy.

Czasem się zastanawiałam czy ma coś wspólnego z tym Szatkowskim od "Goralenvolku" czy to tylko zbieżność nazwisk.

B.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

http://zakopanedlaciebie.pl/pl/polecamy ... -034-.html książka już się ukazała. Niezłe tomisko ale i cena spora - ok 85zł. Czytał ktoś już może ?
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
ODPOWIEDZ