


Jakieś robotniki tam się krzątają. Samo schronisko zamknięte do 26 grudnia. Rany o czym tu pisać. Zimno, wieje i w ogóle zmuszam się aby iść dalej. Na szlaku takie oblodzenie, że aż dostaje nerwa. Za wodopojem mam dość ubieram raki i zamiast w prawo na przełęcz podchodzę jakimsik żlebem w lewo co dostarcza mi satysfakcji z dobrze obranej decyzji.

Potem długo, długo nic i jestem na Kopie Kondrackiej. Wbrew pozorom panuje tu mały ruch. Jeden człowieczek poszedł na Małolączniaka inni w stronę Kasprowego.

Ja natomiast muszę natychmiast wracać prawie tą samą trasą ponieważ zapomniałem gorzałkę wsadzić do lodówki a to przecież andrzejki są. Na uwagę zasługuje tylko to że gdy znalazłem się na Przełęczy pod Kopą ni z konopi pojawił się mały piesek. Później widziałem go jak bestia wlazła na Kopę Kondracką a ja wcale nic nie brałem.



Z nogi na nogę zszedłem sobie do strążyskiej a następnie na dworzec gdzie machalasem do domku. Ogólnie warunki w Tatrach nijakie . Może następnym razem coś się wykluje


