Wyprawa na Crying Rock 22.11.1960

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Wyprawa na Crying Rock 22.11.1960

Post autor: Smolik »

KALENDARIUM WYPRAWY

19.11

Dowiaduje się, że organizowana jest jakaś wyprawa 22.11.
Zastanawiam się czy podołam ,bo
mam słabą aklimatyzację i czy wystarczy litr Wyborowej by przekonać kierownika, co do mojej
osoby.

20,11

Podczas kiedy Adam zaopatrzony w glejt z prośbą o pozwolenie zdobywania góry z podpisem samego prezesa
Związku Hodowców Kóz i Owiec na Podhalu i listem uwierzytelniającym wystawionym przez Filie Związku Podhalan w Brazylii , jedzie do Bratysławy na rozmowy z ministrem.
Ja z kierownikiem Fenkiem udaję się na ważne spotkanie organizacyjne gdzie przy okazji szczepimy się na wszelkie znane ludzkości choroby.
Po ciężkich rozmowach trwających do późnej nocy udajemy się na spoczynek.

21,11

To dziwne, jeszcze nie poszedłem w góry, a już obudziłem się z objawami choroby wysokościowej, podobnie jak kierownik, ale to pewnie działanie uboczne szczepionek.
Marek zorganizował transport, zaopatrzenie gotowe, sprzęt gotowy, dzwonimy jeszcze do Adama czy ma pozwolenie.
Trzeba przyznać, że sprawił się chłopak, nie dość, że przywiózł pozwolenie to jeszcze w drodze powrotnej załatwił tragarzy u sołtysa w Zdiarze.

22,11. godz. 7.02.

Docieramy do bazy, okazało się, że zaopatrzenie pojechało koleją, a tu nie ma szyn, więc postanawiamy zostawić wiadomość, a samemu udać się do obozu pierwszego, na lekko.
Wędrujemy cudowną doliną, po minięciu ostatnich zamieszkałych terenów, pniemy się ścieżka, a widoki stają się coraz piękniejsze.

22.11 godz. 9.21

Docieramy do obozu 1 usytuowanego pod potężnymi zerwami naszej góry ,postanawiamy chwilę odpocząć.
Niestety z dołu dochodzą niepokojące wieści , część sprzętu zaginęła podczas transportu ,a tragarze ogłosili strajk twierdząc ,że nie będą dźwigali nic dzień po weselu.
No i lipton , "Houston mamy problem" to , że zostały nam dwa czekany i dwi pary raków na pięć osób , to że całe jedzenie , linyi namioty zniknęły to jeszcze można przeboleć
no, ale to, że litr spirytusu, roczna prenumerata CKM-u i mój laptop z nowymi odcinkami "Mody na sukces" nie dotrze do obozu wprawiło mnie w nie możliwe do opisania przygnębienie.

22.11 godz. 9.45

Po krótkiej naradzie postanawiamy jednak zaatakować, po za tym okazało się , że nasze pozwolenie wygasa z dniem dzisiejszym.
Ja i Marek wybieramy drogę południowo-wschodnia ścianą by po dojściu do grani założyć kolejny obóz ,Fenek ,Ania i Adam atakują wschodnia grań.
Patrzę na poorane lawiniskami zbocze i wiem ,że czeka nas mordercza walka.
Krok za krokiem wyszarpuje ścianie każdy metr ,wychodzimy wreszcie z cienia ,w ciepłe promienie słońca ,tuż pod granią ,zakładamy obóz 2 i czekamy na resztę ekipy.
Wyciągam liofilizowaną bułkę z kiełbasą i popijam herbatą ,trzeba przyznać ,że smakuje jak prawdziwa bułka z kiełbasą.
Dociera reszta ekipy, okazuje się, że mieli spotkanie ze stadem Yeti z rogami i niektóre osobniki podchodziły do nich na metr, cóż w końcu to pierwsi ludzie, jakich tu widzą.

Teraz wspólnymi siłami atakujemy grań ,robi się coraz bardziej stromo i ślisko ,postanawiam ubrać raki ,niestety okazuje się ,że mam
raki ,ale nie do tych butów ,ale i tak mam lepiej niż Fenek i Adam ,wyciągam czekan i patentuje nowe mocowanie raków do moich butów. Szczyt blisko.
Niestety wysokość daje popalić, przez nieuwagę strącam jednego kijka w odmęty wschodniej ściany, a Fenek gnany rządzą zdobywcy podpierdala mi czekan i w półbutach pogina na szczyt.
Niestety wiara katolicka nie pozwala mi abym mu w tym momencie przy...walił.
Marek zostawia swój czekan pozostałej dwójce i pomyka na szczyt.

22.11 godz. 11.00

Rozrzedzone powietrze o mało, co nie rozszarpuje mych płuc, gdy docieram na wierzchołek.
Dobrze ,że nie mam rękawiczek bo pewnie gdybym je zdjął to niechybnie odmroził bym ręce.
Z powodu awarii w swoim aparacie tlenowym Adam z Anią docierają nieco za nami.
Widok nas powala na kolana ,uściskom nie ma końca ,wzruszenie odbiera nam mowę .
Urywanym głosem zostaje wygłoszona prelekcja na temat tego co widać ,jak i tego czego
nie widać ale się tam gdzieś znajduje. Czomolungma od tej strony wygląda niesamowicie.
Po spędzeniu jakiegoś czasu na wierzchołku i zrobienia masy zdjęć do magazynów dla pań,
Marek leży i stwierdza ,że on się stąd nie rusza ,co uświadamia nam iż za długo przebywamy w strefie śmierci.
Tutaj się rozdzielamy ,ekipa schodzi grzędą by potem przetrawersować podstawę wschodniej ściany.
Z powodu mojej ekologicznej ideologii zmuszony jestem schodzić wprost wschodnią ścianą by odnaleźć zagubiony kijek.
I tak każdy rozpoczyna swoja zejściową traume. Ci którzy mają sprzętu w nadmiarze dzielą się z tymi co onego nie posiadają w związku z czym technika schodzenia była różna.
Na szczęście odnajduje swoją zgubę. Jestem świadkiem też paru karkołomnych zjazdów połączonych z techniką hamowania za pomocą czekana.
Dochodzimy z Markiem do słonecznej grani ,po chwili dochodzi ,zarobiony jak koń po westernie ,Fenek ,no ale jak się raki ma w piwnicy.

22.11. godz. 12.01

Jesteśmy już w obozie 1 ,czekając na Adama z Anią dzielimy się ostatnimi kroplami wody i pochłaniamy
liofilizowaną czekoladę w kostkach. Wreszcie schodzą ,kiedy już mamy im wyjść naprzeciw z herbatą okazuje się ,że takowej nie posiadamy więc nie ruszamy się z miejsca.

22.11 godz.14.32
Pijemy piwo i jaramy fajki

Ps: Pozdrowienia dla Ani, Adama, Marka i Fenka
Ps 2: Przejscie miało miejsce 22.11.1960 roku ,zdjęcia to nieudolna przeróbka photoshopu.

Pozdrawiam Smolik ;)


Gdzieś w Himalajach
Obrazek

Rogaty Yeti
Obrazek

W obozie 2
Obrazek

Obrazek

W strefie śmierci
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Himalajskie Krajobrazy
Obrazek

Obrazek

Wycieńczona ekipa
Obrazek


Rys.poglądowy :)
Obrazek
Ostatnio zmieniony pn 23 lis, 2009 przez Smolik, łącznie zmieniany 3 razy.
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Naukowcy mają jednak rację, zbyt długie i częste przebywanie na dużych wysokościach zostawia swój ślad na psychice człowieka :P :))
Smolik pisze:"Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
:think: :))


;) Uśmiałam się po pachy :D no i za topo jak zwykle buzior :cwaniak:
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Barek

-#5
Posty: 688
Rejestracja: ndz 29 sty, 2006
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Barek »

Topo wymiata jak i widoki z CR :D
Awatar użytkownika
manfred

-#6
Posty: 1978
Rejestracja: śr 22 sie, 2007
Lokalizacja: nie wiem

Post autor: manfred »

To Nosal?
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

fajne niedzielne, listopadowe wyjście z domku :) - gratuluję i pozdrawiam
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Awatar użytkownika
ruda

-#7
Posty: 4898
Rejestracja: śr 23 lis, 2005
Lokalizacja: Kielce/Wawa

Post autor: ruda »

Smolik pisze:no, ale to, że litr spirytusu, roczna prenumerata CKM-u i mój laptop z nowymi odcinkami "Mody na sukces" nie dotrze do obozu wprawiło mnie w nie możliwe do opisania przygnębienie.
hmm...zastanawiam się czego było Ci najbardziej szkoda: spirytu, prenumeraty czy serialu :))

relacja jak zwykle genialna, a współlokatorka nie uwierzyła, kiedy na pytanie z czego się tak śmieję, odpowiedziałam, że z górskiej relacji :D
świster

-#6
Posty: 1981
Rejestracja: śr 05 mar, 2008

Post autor: świster »

Ładne te krajobrazy :) W sumie nic dziwnego, skoro widać tę skałe z tylu miejsc.
Awatar użytkownika
jubikej

-#2
Posty: 98
Rejestracja: czw 24 wrz, 2009
Lokalizacja: Wejherowo

Post autor: jubikej »

kreatywnosc 10/10 :) mapka trasy przejscia mnie rozbila :D
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

@Smolik chłopie

Wielkie dzięki :) tego mi było trzeba w taki ponury dzień jak dziś :)

Uśmiałem się że gdybym siedział na krześle to niechybnie bym z niego zleciał. ;)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

[22 Nov, 10:58] pozdrowienia z boskiej Crying Rock - fenek smolik marek ania i adasko.

:)) po kilku sekundach zastanowienia - bezbłędnie rozszyfrowałam gdzie Was tym razem poniosło.

Piękne widoki.
Niedawno oglądaliśmy je z trochę niższego pułapu.
Warto było się sponiewierać ostrym podejściem od strony Doliny Monkowej w upalny sierpniowy dzień.
Smolik pisze:Ps 2: Przejscie miało miejsce 22.11.1960 roku ,zdjęcia to nieudolna przeróbka photoshopu.
:)) - fajna wyprawa, wesoły jak zwykle opis i bardzo udana przeróbka w photoshopie.

Aż mi żal, że nie umiem się posługiwać tym wspaniałym programem :)) .

Ala :) .
Zakochani w Tatrach
ODPOWIEDZ