Schroniskowy savoir vivre
- chwiloonia
-

- Posty: 116
- Rejestracja: pt 08 maja, 2009
- Lokalizacja: Bieszczady i gdzieś
to samo, co w kwestii mówienia przez sen, lunatykowania itpkrzymul pisze:Ciekawe co mówi schroniskowy savoir vivre w kwestii chrapania
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
ano tyż cosik w tym roku słyszałem od Asika
- ale to jest pikuś, od taki mały przerywnik w śnie.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Kiedyś oglądałem taki program o morderstwach we śnie. Część sprawców została skazana, a część uniewinniona w zależności od kraju "przestępstwa"Szarotka pisze:to samo, co w kwestii mówienia przez sen, lunatykowania itpkrzymul pisze:Ciekawe co mówi schroniskowy savoir vivre w kwestii chrapaniaSą sprawy, nad którymi człowiek może panować a są też takie, na które nie mamy wpływu.
Spałam tam latem na podłodze i uważam, że dość dobrze to spanie mają zorganizowane. Przy braku miejsc w pokojach udostępniają podłogę w świetlicy na piętrze. Można spać więc do oporu nikomu nie zawadzając drogi. Inna kwestia, że schronisko jest bardzo duże i zwyczajnie mogą sobie na tak komfortowe rozwiązanie pozwolić.krzymul pisze:A ja cenię sobie spokój w schronisku w .... Chochołowskiej. Tak... pewnie niewiarygodne, ale podkreślam - za spokój. Wygląd (zewnętrzny- mało klimatyczny) i atmosfera pozostawiają wiele do życzenia, ale... przecież atmosferę tworzą bywalcy.
Przynajmniej wyspać się można i bez problemu wstać o 5.00. Nikomu po głowach się nie łazi i nikt nie imprezuje do północy, albo... po prostu nie słychać. think cool
Ja najmilszy nocleg spędziłam zeszłego lata w chacie pod Rysami. I można było poimprezować, pójść spać po 22 i nawet łóżka się znalazły. Obsługa świetna, atmosfera wspaniała.
Co do noclegu w 5, to w sierpniu tłok dało się przetrwać, atmosfera była jak najbardziej. Problem zaczął się następnego dnia po noclegu, kiedy wróciliśmy ze znajomymi po plecaki ok. 14. Prawdziwe Krupówki
Co do noclegu w 5, to w sierpniu tłok dało się przetrwać, atmosfera była jak najbardziej. Problem zaczął się następnego dnia po noclegu, kiedy wróciliśmy ze znajomymi po plecaki ok. 14. Prawdziwe Krupówki
Powiem szczerze iż nie miałem okazji nocować w schronisku, jeszcze...
Oczywiście bywałem w nich, ale tylko jako miejsce odpoczynku w wędrówce. Nic więcej tylko odpoczynek, raz zdarzyło mi się zjeść kwaśnicę, ale to tylko dlatego że przemokłem potwornie po ulewnie połączonej z burzą. Tłok ogólnie, nie było gdzie usiąść...ale ludzie bardzo sympatyczni.,,zwłaszcza grupka osób z Gdańska,miło się gawędziło.
Oczywiście bywałem w nich, ale tylko jako miejsce odpoczynku w wędrówce. Nic więcej tylko odpoczynek, raz zdarzyło mi się zjeść kwaśnicę, ale to tylko dlatego że przemokłem potwornie po ulewnie połączonej z burzą. Tłok ogólnie, nie było gdzie usiąść...ale ludzie bardzo sympatyczni.,,zwłaszcza grupka osób z Gdańska,miło się gawędziło.
Lukas ..czytaj Łukasz 
Z drugiej strony miałem w pokoju takich mistrzów sportu co od czwartej chyba, najpierw przy czołówkach, później już przy dziennym świetle, gotowali się do drogi. Zniósł bym, gdyby nie to, że o siódmej nadal się gotowali.Szarotka pisze:Raczej, gdy udało Ci się otworzyć drzwi. Przejście do czajnika było nie lada wyczynem. Jak nic ze 20 chłopa tam spało. Od razu mówię, że nie mam nic do śpiących na podłodze ale to już była niezła puszka sardynek. Druga sprawa- nie mam zamiaru przepraszać impezowiczów, że zachciało mi się iść sensownie rano w góry.lukas_12 pisze:Gdy wszedłem dyskretnie do jadalni o 6:30 świecąc delikatnie czołówką
Pozdrav, Aro <img src="http://www.cro.pl/forum/images/smiles/xyxwave.gif">
Twardzi dłużej się gotują, nie wiedziałeś o tym ?aro pisze: Z drugiej strony miałem w pokoju takich mistrzów sportu co od czwartej chyba, najpierw przy czołówkach, później już przy dziennym świetle, gotowali się do drogi. Zniósł bym, gdyby nie to, że o siódmej nadal się gotowali.
Każdemu jego Everest...
Suma sumarum ja się zagotowałem. Stuk, puk, światło on, światło off, ile można?
Wszystko działo się w goprówce na Markowych, a Panowie wybierali się na Krupową. Dobra, ich sprawa w końcu, ale ja w takim wypadku wziąłbym mandżur do jadalni i tam sobie gospodarował. 
Pozdrav, Aro <img src="http://www.cro.pl/forum/images/smiles/xyxwave.gif">




