Wycieczka rowerowa Norwegia 2009

W kraju i na świecie - byliśmy, widzieliśmy, polecamy.
ODPOWIEDZ
Patrycja

-#3
Posty: 228
Rejestracja: pn 12 lut, 2007
Lokalizacja: W-wa, a w zasadzie ok. Grodziska Maz.

Post autor: Patrycja »

Obiecałam ;)

Wycieczka rowerowa Norwegia 2009

Nasza wycieczka do Norwegii nie była próbą bicia rekordu - typu Nordkapp w tydzień, Norwegia dla twardzieli - min 100km dziennie, czy średnia dobowa ok.20 km/h

Chcieliśmy po prostu zobaczyć jak tam jest :D , bo słyszeliśmy, że jest pięknie ;)

A rowerami, bo jakoś tak wychodzi nam, że jest to idealny środek lokomocji do zadań turystyczno - wakacyjnych :D Jest się blisko - przyrody, ludzi, którzy na dodatek jakoś tak z natury są bardziej otwarci i chętni do rozmowy i pomocy gdy widzą objuczonego bagażami rowerzystę walczącego z kolejnym podjazdem ..
Poza tym prawie wszędzie da się wjechać rowerem - podróżuje się wolno, ale mimo wszystko wystarczająco szybko by w czasie urlopu zobaczyć kawałek kraju który chce się zwiedzić.

Trasa była wstępnie zaplanowana na początku roku /no w zasadzie zaplanowana to w sytuacji jak to wyglądało nie jest dobre słowo/ wymyślona w oparciu o wieczór spędzony nad mapą Pd Norwegii i krótkie wertowanie strony z opisami znakowanych tras rowerowych w tym rejonie. Szliśmy na łatwiznę ;) wybraliśmy sobie znakowane trasy rowerowe - połączyliśmy w zgrabne koło Bergen - Bergen (dokąd udało nam się kupić odpowiednio wcześnie bilety na samolot) i odłożyliśmy temat z zamiarem bliższego rozpoznania i weryfikacji w czasie bliższym do odlotu.. Potem niestety okazało się, że ten etap dopracowywania wszystkiego z przyczyn od nas niezależnych nie wypalił. Postanowiliśmy jednak za bardzo się tym nie przejmować i pojechać troszkę na żywioł - odszukaliśmy notatki, mapę drogową Norwegii, spakowaliśmy wszystkie graty wraz z ogromną ilością jedzenia (jedzenie w Norwegi jest bardzo drogie) i pojechaliśmy...na lotnisko

Na lotnisku udało nam się w miarę szybko przygotować bagaż i bezproblemowo się odprawić - na szczęście młody chłopak, który nas odprawiał przymknął oko na to, że troszkę przekroczyliśmy limity wagowe bagażu.

Po krótkim locie i dużo dłuższej walce z doprowadzeniem rowerów do stanu używalności...pojechaliśmy w stronę centrum Bergen - choć to trochę zbyt mocne słowo na te pierwsze wygibasy, które zaczęłam uskuteczniać próbując złapać równowagę na moim mocno objuczonym (pierwszy raz miałam także sakwy przednie) rowerze.
To jakie myśli podsumowujące nasz głupi pomysł wakacyjny przefruwały mi przez głowę w tych pierwszych chwilach, nie da się zacytować nie używając potoku wyzwisk i bluzgów, więc sobie daruję...

W początkowym etapie drogi miałam też kilka niebezpiecznych i dramatycznych momentów obłąkańczej walki z rowerem, gdy moje przednie koło skręcało zupełniej niekontrolowanie w stronę jadących samochodów. Na szczęście potem zaczęła się ścieżka poza obrębem ulicy więc czułam się już swobodniej i powolutku zaczęłam uczyć się jak się steruje taką ciężarową wersją roweru.

W Bergen byliśmy umówieni z człowiekiem z couchsurfingu, który miał nas przygarnąć na pierwszy nocleg i pomóc nam w ostatnich przygotowaniach oraz w zakupie butli. Ponieważ już na wstępie udało nam się jakoś dziwny trafem lekko zabłądzić oraz Michałowi padła przerzutka (pierwszy lekki podjazd z obciążonym rowerem), musieliśmy zmienić priorytet spotkań i rozpocząć od poszukiwań sklepu/serwisu rowerowego. Na szczęścia misja sklep rowerowy z serwisem udała się (naprawa skończyła się tylko na wymianie haka nie na wymianie całej tylnej przerzutki) , tak samo jak odnalezienie punktu kontaktowego (tajemniczego „Blue stone”) gdzie byliśmy umówieni z hostem z couchsurfingu.

Wieczór upłynął nam w miłej atmosferze – ekspresowego zwiedzania centrum Bergen (oczywiście lekko padało – W Bergen prawie zawsze pada), pogaduszek rowerowych z naszym przemiłym gospodarzem wprowadzających nas w specyfikę rowerowania po Norwegii.
Szczerze powiedziawszy wtedy mój wewnętrzny głos, który zrugał mnie już na lotnisku odezwał się po raz kolejny – tylko mocniej - wystarczyło, że nasz gospodarz pokazał nam trasy swoich ostatnich wycieczek wraz z ich profilami ;-)

Udało mi się go na szczęście trochę zdławić (oczywiście nie gospodarza, tylko panikę rodzącą się moim sercu) ( winem zaproponowanym przez gospodarza) ale lekka obawa, czy sobie poradzę pozostała.

Następnego dnia mieliśmy zacząć naszą przygodę.

Rano troszkę nam zajęło spakowanie wszystkich gratów …

Obrazek


No i ruszyliśmy … na stację kolejową, bo początkowy etap trasy rowerowej wiodącej niby z Bergen do Voss trzeba było pokonać pociągiem, gdyż na drodze znajdował się tunel zamknięty dla ruchu rowerowego.

Ale w końcu ten odwlekany moment prawdziwego startu nadszedł. Wysiedliśmy w miejscowości Stanghelle i ruszyliśmy. Na szczeście okazało się, że już całkiem nieźle radzę sobie z rowerem, poza tym ścieżka wiodła boczną asfaltową drogą, na której prawie nie było ruchu samochodowego.
Nareszcie zaczęliśmy czuć, że jesteśmy na wakacjach :D


A potem jakoś tak te 3 tyg. śmignęło - jak w kalejdoskopie:
mijane krajobrazy -góry,morze, fiordy , zmieniająca się pogoda, jazda na rowerze - i odpoczynki, odcinki trudne, odcinki gdzie nie pozostawało już nic innego jak tylko pchanie roweru, szaleńcze zjazdy (gdzie przy lekki hamowaniu licznik i tak wskazywał koło 50km/h) odpoczynki (a czasami dogorywanie ze zmęczenia gdy odcinek był odpowiednio wymagający)...

Obrazek


Obrazek

Obrazek



Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oczywiście całej "zakładanej trasy" nie udało nam się zrobić ;)
I z powrotem do Bergen zdążyliśmy tylko wykorzystując pociąg, oraz promy ale dzięki temu zobaczylismy też takie widoki:

Obrazek


Obrazek


Obrazek

Obrazek


Cała wycieczka kondycyjnie nieźle dała mi w kość (szczególnie te fragmenty ze średnią ok. 4 km/h i niższą) ale warto było się pomęczyć :)
Do Polski przylecieliśmy z postanowieniem, że jeszcze tam kiedyś wrócimy - i tym razem być może odważymy się pojechać jeszcze bardziej na pn.
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Faktycznie rowerki objuczone, ale w kontekście aż 3 tygodni + drogie jedzenie, to rozumiem. Fajna wyprawa - nieźli z was wymiatacze, choć relacja tak skromnie napisana. :)

A jak norweskie szlaki rowerowe - dobrze wyznakowane, czy błądzenie we mgle? Gdzie najczęściej nocowaliście? (ztcw w tym kraju nie jest łatwo znaleźć miejsce pod namiot, bo wszystko private) Jak z temperaturą i deszczem - nie dokuczały? :)
Patrycja

-#3
Posty: 228
Rejestracja: pn 12 lut, 2007
Lokalizacja: W-wa, a w zasadzie ok. Grodziska Maz.

Post autor: Patrycja »

Norweskie szlaki oznaczone są porządnie, choć czasami się gubiliśmy - głównie w większych miasteczkach (ale gubienie to my mamy w standardzie).. 8)
Norwegowie za to mają świetne mapy do swoich tras rowerowych, tylko my sobie ich nie kupiliśmy.

Nocowaliśmy:
- głównie na dziko - najłatwiej było o miejsce w górach, blizej wybrzeża już trudniej - (pola prywatne, ogrodzone pastwiska dla owiec, skała lub teren podmokły)..ale wtedy pytaliśmy się po prostu o zgodę w najbliższym domu - tak wylądowaliśmy raz w przyczepie kempingowej (Norweżce zrobiło się chyba żal jak nas zobaczyła z tymi wszystkimi gratami w deszczu) a raz z namiotem w czyimś ogrodzie
- kilka razy na kempingu (droga impreza)
- 2 razy w budynkach pod dachem (1 couchsurfing oraz 2- sympatyczny chłopak, który rozpoznał sakwy crosso, rozczulił się że krajanie na rowerach (on też jeździł tylko bardziej w rejony wschodnie) i zgarnął nas z ulicy do chaty wynajmowanej przez jego kumpla )

Co do pogody - to ja się tuż przed wyjazdem tak jakoś nastawiłam, że pewnie będzie lało non stop, że nawet zostałam pozytywnie zaskoczona - lało bez przerwy tylko jeden dzień - w inne było w miarę w porządku (tzn. czasami deszcz, czasami słońce)..


Co do relacji - to i tak cud, że mi się te parę zdań udało napisać ;)

A wymiatacze z nas żadni (bywały dni, że zgon zaliczałam po trzydziestu kliku km) ... ale zgon był w pięknych okolicznościach przyrody więc następnego dnia jakoś mi przechodził i jechałam dalej.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Nie jestem co prawda rowerowcem ale relacja bardzo mi się podoba.
Proponuję przenieść do działu "Podróże małe i duże" oraz rozbudować co nieco, no bo jak na 3 tygodnie to ledwo liźnięcie tematu. :)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Dragan

-#6
Posty: 1221
Rejestracja: śr 31 sty, 2007
Lokalizacja: Okolice Torunia

Post autor: Dragan »

Widoki wymiatają, ja tak jak Andy się innymi środkami przemieszczam, ale i tak mi się podoba :) Koniecznie trzeba z tego osobną relację zrobić.
"Czasem się leci ładnie, czasem się na dupę spadnie..." (P.Bukartyk)
Awatar użytkownika
Ala

-#5
Posty: 675
Rejestracja: pt 01 sie, 2008
Lokalizacja: i tu i tam

Post autor: Ala »

cyt:"To ja dorzucam do kilometrażu ogólno forumowego wycieczkę wakacyjną: ok. 1100 km (Norwegia Pd, 1-22.08.09). "

nooo nareszcie :)
świetna "wycieczka"
Dragan pisze:Koniecznie trzeba z tego osobną relację zrobić.
jestem tego samego zdania ! :)
Patrycja pisze:Chcieliśmy po prostu zobaczyć jak tam jest , bo słyszeliśmy, że jest pięknie
i bardzo dobrze , że pojechaliście w nowe strony przekonać się jak jest naprawdę oraz to , że miałaś czas i ochotę podzielić się z nami wrażeniami :)
gratuluję wspaniałej wyprawy w "obce" krainy
Patrycja pisze:Co do relacji - to i tak cud, że mi się te parę zdań udało napisać
..wiem jak to jest ...i osobiście dziękuję bardzo :D
serdecznie pozdrawiam
ala
jaka impreza ? nic o tym nie wiem
..życie jest piękne :-)
Patrycja

-#3
Posty: 228
Rejestracja: pn 12 lut, 2007
Lokalizacja: W-wa, a w zasadzie ok. Grodziska Maz.

Post autor: Patrycja »

andy67 pisze:Proponuję ... rozbudować co nieco, no bo jak na 3 tygodnie to ledwo liźnięcie tematu.
To ja się przyznam, że to miało być wstępnie bardziej rozbudowane, chronologiczne z inf. gdzie dokładnie byliśmy (jakby ktośkiedyś chciał odwiedzić te miejsca), kilometrami i wogóle :think:
ale tylko w pracy mam dostęp do netu umożliwiający bardziej wyrafinowane operacje jak np. zamieszczenie zdjęcia, no i niestety właśnie mi się zwaliło na głowę uzupełnienie projektu (jak zwykle na wczoraj) - więc rozbudowy nie będzie ..
Gość

Post autor: Gość »

Nasza miesięczna, rowerowa eskapada pod tytułem ECOSPEDITION dobiegła końca. Jesteśmy niezwykle dumni z 2 tysięcy kilometrów pełnych przygód i ciężkich zmagań na terenie Szwecji, Danii i Norwegii.
Strona wyprawy http://ecospedition.wordpress.com/ aktualizowana była na bieżąco, ale także teraz zachęcamy wszystkich do poczytania o naszych przygodach, obejrzenia fotografii i skomentowania naszej idei.

POZDRAWIAMY WSZYSTKICH ROWEROWYCH PODRÓŻNIKÓW,

ekipa ECOSPEDITION M&T
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Patrycja, gratuluję wycieczki, że też taka chudzinka ma tyle pary w nogach ;)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
ODPOWIEDZ