15-28 sierpień 2009r.
Jechałem z pewnymi marzeniami.
Chciałem zobaczyć Eiger w całej okazałości.
Byłem kiedyś dwukrotnie w tych okolicach, ale przy miernej pogodzie. Szesnaście lat temu z piętnastoletnim synem zdobyliśmy Faulhorn /2681/, ale w lipcowych opadach śniegu.
Teraz liczyłem na coś więcej.
I udało się.
Chciałem zobaczyć Matterhorn.
I udało się.
Przy okazji powłóczyłem się w jego okolicach. Była piękna pogoda i cudowne widoki.
Chciałem spróbować się z moim pierwszym czterotysięcznikiem.
I udało się.
Allalinhorn /4027/ okazał się szczytem leżącym w moich możliwościach.
Przy okazji poznałem trochę ścieżek, szczytów i ferrat. Wyjazd, więc miałem stuprocentowo udany.
włóczęga pisze:Byłem kiedyś dwukrotnie w tych okolicach, ale przy miernej pogodzie. Szesnaście lat temu z piętnastoletnim synem zdobyliśmy Faulhorn /2681/, ale w lipcowych opadach śniegu.
Teraz liczyłem na coś więcej
Kiedys czytalem tą relację o "niezdobyciu" a że byłem w okolicy to mnie góra zainteresowała i poszedłem tam. Teraz widzę, że wybraliście krótszą drogą od Firsta, a po porze dnia przypuszczam, ze kawałek to chyba nawet kolejką był... albo wcześnie wstaliście.
Na F. to zdaje się jest najstarszy alpejski schron- a widoki - szególnie w strone Eigeru pikne.
ps. Pewnie znasz- bo to ubiegłoroczny film, ale w kinach trudno na niego było trafić "Nordwand". Klimaty okolicy i realistyka filmu pozwala kilkakrotnie wracać do jego obejrzenia (o ile ktoś lubi)
Co do Matterhornu - to - nie. Już się na niego nie wybieram - za późno. Chociaż z tegoroczną ekipą, może byłaby taka szansa. Już folguję. Pora trochę odpocząć.
@ Kert. Na Faulhorn wchodziliśmy pieszo z Grindewaldu. Nie wchodziliśmy na First, tylko nieco wcześniej odbiliśmy w lewo. Kilkanaście lat temu też na nim byłem /za drugą próbą/. Przez First, ale też na nóżkach.
ja w krótkim czasie odpusciłem - jesli start miałem z Grindelwaldu , a te okoliczne szczyty/wejscia były 1-2km wyzej , pogoda pozwalała co dzień gdzieś iść to wolałem szwendać się na większych wysokościach
Jeszcze fajna ferata jest na schwarzhorn, to miało chyba 2900npm, a zejscie szlakiem
Byliśmy od 2 do 16 sierpnia.Pogoda jak ta lala:).Na te 2 tygodnie tylko 1.5 dnia padało.Słonecznie,bez wiatru-góry były że tak powiem łaskawe.
Jeśli mogę komuś coś polecić,to zdecydowanie ciekawsza jest grań Lion-na pewno też trudniejsza-ale jeśli ktoś się czuje na siłach to na pewno warto iść włoską stroną.
Od strony szwajcarskiej,poza może paroma ciekawszymi momentami-to taka trochę kupa kamieni-w sensie-człowiek łapie się czegoś co wygląda na chwyt,i nagle stwierdza że może sobie ten chwyt odłożyć na bok.Dlatego przez te kruszyznę trzeba bardzo uważać.
Ze schroniska Carell czas przewodnikowy był 7 godzin-nam zeszło 11 na szczyt.Trochę przez warunki na początku drogi-przez te 1,5 dnia załamania pogody skały na grani były bardzo zalodzone i trzeba było uważać.Trochę przeze mnie-pojechałam tam w trochę złym stanie fizycznym,na silnych lekach i kondycyjnie odstawałam od reszty na tym wypadzie.
Dodam,że jeszcze bardzo dużo zespołów szło przed nami-i robiły się gdzieniegdzie kolejki-a wymijać dało się tylko w niektórych miejscach-także to też wydłużyło czas.Myślę że sprawny zespół,przy dobrych warunkach mógłby wejść na szczyt w te -6-7godzin.(ja w niepewnych warunkach bym się tam raczej nie ładowała w tą drogę)
Całość Carell-Szczyt włoski-szczyt szwajcarski-Solvay jakieś 21 godzin.
Odnajdywanie stałych punktów asekuracyjnych w nocy, w trakcie zjazdów-które zdawały się nie mieć końca- na grani było dosyć sporym wyzwaniem.Do Solvaya dotarliśmy dopiero o 2 w nocy-nie wiem na ile jest przewidziane to schornisko,ale był tam taki tłok-i to same słowiańskie nacje-Słowacy,Czesi,oprócz nas 2 Polaków.
Z takich jeszcze kwestii bezpieczeństwa-siedzieliśmy sobie w schronisku Carrel,wieczorem..cisza,spokój,błogo,pijemy herbatkę-i nagle wielki huk.
Kawał ściany oderwał się(nad przełęczą Col de Lion) i spadł prosto na szlak prowadzący do schroniska-lepiej iść tam wcześnie rano,jak skały są zmrożone.
Pozdrawiam
Ostatnio zmieniony pn 12 paź, 2009 przez Ania1, łącznie zmieniany 1 raz.