Obrazki z Alp cz.II

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Obrazki z Alp cz.II

Post autor: Smolik »

PRAWO SERII

Podobno nieszczęścia chodzą parami , podobno.

Opuszczamy Szwajcarie i malowniczą drogą przez przełęcz Św.Bernarda wjeżdżamy do Włoch.
Malutka wioseczka Bionaz, malowniczy kemping nad niewielkim jeziorem w dolinie Valpeline.
Dzień odpoczynku , ciepłe słoneczne lato, dzień wypełniony błogim lenistwem, praniem gaci i robieniem
żarcia. Spacer do małego regionalnego sklepiku gdzie w nozdrza uderza zapach serów wydobywający
się z małej piwniczki, trochę przypominający zapach butów po całodniowym marszu.
Kupujemy duży świerzy wiejski chleb i parę świeżych czerwonych kiełbasek, do tego po piwku i siedząc
rozmyślamy o tym, co było i o tym, co nas czeka.

Po niepowodzeniu na Dent Blanche nastroje są raczej minorowe, przed nami nie zgorsze wyzwanie.
Podobno jeden z najrzadziej uczęszczanych i najtrudniej dostępnych czterotysięczników alpejskich , o
skomplikowanej topografii , prawdziwe dzikie Alpy.

Najbliższy sąsiad Materhornu, którego potężną północną ścianę podziwialiśmy jeszcze przedwczoraj z
spod Dent Blanche.
Kolejny letni ranek, zbieramy się koło 9 rano i samochodem dojeżdżamy na parking przy potężnej zaporze
Lac di Place Moulin. Pierwsza część trasy to wygodna droga wzdłuż jeziora, którą podążają grupy turystów
do górskiego hotelu Prarayer.
Pewien sympatyczny Włoch widząc nasze ciężkie wory zatrzymuje się i proponuje wywiezienie bagażu pod
hotel, co za ulga iść z samymi kijeczkami.

Po krótkim odpoczynku ruszamy w głąb doliny Vallpeline, znakowana opustoszała ścieżka wiedzie ponad
fantastycznym przełomem bystrego potoku.
Docieramy do górnego piętra doliny i przystajemy, miejsce , w którym się znajdujemy jest bez wątpienia
najpiękniejszym miejscem, w którym jak do tej pory udało mi się zobaczyć.
Mistrzowski kunszt Boskiej ręki namalował ten obraz cudowny.
Kwiaty , potoki , wodospady , olbrzymie wanty skalne , grube cielska lodowców wiszące popękanymi serakami
nad doliną, czerwień skał, wszystko to sprawia ,iż stajemy w zachwycie ciężko znajdując słowa piękno owej
doliny oddające.

Wzdłuż rozlewiska, jakie w górnej części doliny tworzy potok i niezłą ferratą popod potężnymi zerwami lodowca
Haut Glacier de Tsa de Tsan docieramy do skromnego 15 miejscowego schroniska Aosta( 2781m) , przy cichym
przyzwoleniu gospodarza podchodzimy ponad schronisko do platformy , na której spędzimy noc.
Leżąc spoglądamy na rozciągniętą pod nami dolinę skąpaną w blaskach popołudniowego słońca obserwując
wędrówkę ogarniającego ją cienia.

Przy świetle czołówek wspinamy się zasłaną gruzami moreną,docierając na początek lodowca Grandes Murailles.
Lawirując wśród głębokich paszczy szczelin pokonujemy lodospad i przy porannym blasku docieramy do górnej
połaci lodowca. Podchodzimy pod przełęcz Tiefmattenjoch (3565m) gdzie początek swój bierze droga zachodnią granią.
Jakiś zespół gramoli się na grań,a gdzieś w oddali pośród masy lodu małe punkciki posuwają się wolno w górę.
Nasza droga ma podążać pd.-zach flanką, która ma nas wyprowadzić na grań. Trzeba było iść na grań,trzeba było.
Płaskim tutaj lodowcem podążamy dalej omijając rozliczne szczeliny,brak śladów powoduje ,że sami obieramy drogę,
wyżej lodowiec spiętrza się stromo,omijając z prawej strefę seraków atakujemy lodowiec na wprost.
Przednie zęby raków wgryzają się w twardy lód, czekan końcem ostrza roztrzaskuje drobne lodowe odłamki, wspaniałe
wspinanie pośród błękitu lodu wyprowadza nas na łagodniejszą część lodowca.
Nad nami piętrzy się nasz szczyt, jesteśmy kompletnie sami pośród ogromu śnieżnej krainy, traci się tu poczucie odległości
wędrówka zdaje się nie mieć końca.
Z powodu braku śladów dyskutujemy nad dalszym przebiegiem drogi, postanawiamy w końcu przekroczyć szczelinę brzeżną
i niezmiernie kruchym terenem wydostajemy się na przełamanie ściany.
Czeka nas teraz długi kruchy trawers w poprzek południowej ściany. Zwątpienie ogarnia zespół, Marek trawersuje kruche płyty
by dostać się do stromego pola śnieżnego opadającego stromo wprost w paszcze szczeliny brzeżnej, robi się niebezpiecznie.
Ruszam za nim kawałek ostrożnie badając każdy chwyt.

- Jak tam jest dalej?
- Idziesz czy nie idziesz?
- Czy nie za dużo ryzykujemy może zawróćmy?
- To teraz kurwa mi to gadasz, idziesz czy nie?
- Nie!
- Ja pierdole to, po co mnie tu wysłaliście, Kurwa Mać!!!
Momentami obsuwając się nieznacznie powoli delikatnie wraca z trawersu.
Proszę Manfreda by zrzucił nam linę by bezpieczniej uciec ze ściany, asekurując się z ruchomych bloków wydostajemy się na przełączkę.

Morale siada kompletnie, trzeba było iść granią, trzeba było, no i co to zmieni?
Zakładamy zjazd i niedługo jesteśmy z powrotem na lodowcu. Południowe słońce pali niemiłosiernie, panuje kompletna cisza, każdy niepotrzebny
gest czy słowo powoduje wybuchy złości. Postanawiamy obejść stromą część lodowca by nie wpieprzyć się w seraki.
Bez żadnych widocznych śladów kluczymy wybierając jak najkorzystniejszą drogę, widzimy jakieś ślady w dole i starając się do nich dotrzeć
omijamy szereg niebezpiecznych szczelin. Co czas jakiś stajemy spoglądając na górę naszą stojącą w spokoju swego majestatu niczym
niewzruszony posąg kamienny zimny i bezwzględny.
Porażka boli, druga pierońsko boli, ale przecież jesteśmy cali zdrowi.....ale przecież znowu nam nie wyszło.

Stromy lodospad rozmiękły pod wpływem ciepła sprowadza nas na łatwy teren, rozwiązujemy się i każdy swoim tempem dochodzi do naszego
obozu.
Tego dnia żaden z trzech atakujących górę zespołów nie dotarł na szczyt.
Posiłek, pakowanie atmosfera się nieco rozlużnia , ale daleko do normalności.
I znów schodzę samotnie doliną cudną, mam już wszystkiego dość. Wielkość gór sprawia, iż nie ma tu miejsca na błędy coś, co w Tatrach da
się jeszcze naprawić tu jest raczej nieodwracalne. Nienawidzę tej góry, a jednocześnie rośnie pragnienie powrotu w tą bezwzględną krainę.

DESPERACJA

Póżnym wieczorem meldujemy się na kampingu w Aoście, zimne piwo rozlewa swój błogi smak po organiżmie.
Jutro dzień przerwy, zwiedzamy Aoste, stare zabytkowe miasto rozsiane po okolicznych wzgórzach pełnych plantacji winorośli.
Postanawiamy zmienić plany i udać się na Gran Paradiso jeden z najłatwiejszych czterotysięczników .
Zaatakujemy go na lekko bez żadnego szpeju prosto z parkingu.
Wczesnym rankiem jedziemy do Pont, punktu startowego mieszczącego się w Parku Narodowym Gran Paradiso.
Marek rezygnuje z wejścia i udaje się na wycieczkę pod Matterhorn, a ja z Manfredem i Lukasem pomykam ceprostradą
do schroniska Vittorio Emanuelle II po drodze Lukas oświadcza, że ma to gdzieś, zostawiamy go, więc i sami, co koń wyskoczy
2,5 godz. podejście pokonujemy w lekko ponad godzinę. Oprócz czekanów mamy tylko po dwa litry wody i batoniki.

Gran Paradiso to jeden z tłoczniejszych szczytów, nie zatrzymujemy się tylko gnamy wyrażną ścieżką za widocznymi w oddali, ludżmi.
Pierwsze lekkie zdziwienie dopada nas po godzinie marszu.

- Ty no nie ma lodowca, niemożliwe by tak stopniał.
- Patrz tam wyżej lezą ludzie, niemożliwe to musi być Gran Paradiso

Na płatach śniegu spotykamy jakiegoś włocha, próbujemy się go opytać, co to za góra z lewej, z prawej.
Niestety gość ni buca po angielsku nie gada, wymienia jakieś swoje nazwy.
Na pytanie o Gran Paradiso pokazuje coś na lewo i macha rękami.
- On chyba gada, że za tym wzniesieniem jest szczyt.
-Pewnie tak, idziemy

Na wysokości ok.3500m następuje konsternacja.
-, Ale syf góra leziemy i leziemy po tych gruzowiskach.
- Patrz tam, ale ludzi lezie po lodowcu
W głowach powoli kiełkuje myśl.
- Spytam się tych gości, co schodzą.
- What's name this, mountain?
- Tranceta
- What???
- Tranceta
- So where is Gran Paradiso ?
- There .- i gość spokojnie pokazuje ku lodowcowi po naszej lewej.

Siadamy na zasłanym gruzem stoku na wysokości 3500m, sto metrów od wierzchołka Trancety i spoglądamy na odległy lodowiec.
Nie wiadomo czy siąść i płakać. Ciśnienie mam takie, że mam zamiar ciskać głazami na dół.
Klnąc na wszystkie możliwe sposoby, postrzegamy nasz błąd.
- Mam dość
-Może wejdziemy na tą Trancete
- Pierdole, w dupie mam całą Trancetę
- Idę na dół może jeszcze uda się wyjść.

Niemal zbiegam na złamanie karku z powrotem do schroniska. W przypływie złości postanawiam atakować Gran Paradiso. Czyste szaleństwo
Muszę poczekać na Manfreda, nie mam zasięgu w komórce dobrze wspomnieć komuś o moich planach.0Po chwili dochodzi Manfred.
-, Która godzina
- W pół do pierwszej.
- Jakbyśmy się zebrali to koło 11 w nocy doszlibyśmy na parking
- Kurwa przez tą Trancetę zrobiliśmy 600m podejścia nie licząc zejścia z Gran Paradiso to będzie ponad 2700m podejścia.
- Chodż spróbujemy, co nam zależy, dokąd dojdziemy to dojdziemy.
- No nie wiem, to jest w p.... drogi.
- Ja idę
- Dobra idziemy.

Spod schroniska skręcamy we właściwą ścieżkę i pniemy się po morenie, dochodzimy do totalnie rozmiękłego śniegu.
Rzesze powiązanych liną ludzi mija nas po drodze, oni wszyscy wyszli ze schroniska ok.4 rano. jest 14 godz.

- I co robimy
- Chodżmy jeszcze kawałek.
Niczym koń zaprzęgnięty do pługa pre do góry w rozmiękłym śniegu, dalej, dalej, wyżej, dasz rady, oddalam się od Manfreda.
Jeszcze kawałek, słońce pali niemiłosiernie, popękanymi lodospadami płyną strumienie wody, to jakiś koszmar. Desperacko jak w amoku
kroczę krok za krokiem. Przystaje 3600 jeszcze " tylko" 700m, z naprzeciwka schodzi grupka ludzi.

- Cześć
- Cześć - o kurde Polacy.
- Ile jeszcze do szczytu, jest tam jeszcze, kto?
- Jesteśmy ostatni, do szczytu to jeszcze ze trzy godziny dobrego dymania, lodowiec rozmiękły i niebezpieczny.
Opuszczam głowę, dochodzi Manfred rozmawiamy chwilę z rodakami, poczym oni w dół a my...

- OK wracamy - szaleństwo rozsądkowi ustępuje.
- Nareszcie obiecałem sobie, że jak cię dogonię to ci dupe kijami obije.
Przez chwilę śmiejemy się, całe emocje, całe szaleństwo spływa z nas jak woda po rozmiękłym lodowcu.
Pokonaliśmy 2000m podejścia, wystarczy, ta góra nie warta jest takiego ryzyka, przecież ona w ogóle nie była w planach.
Doganiamy naszych rodaków i gawędząc schodzimy na dół. Rozstajemy się pod schroniskiem i pośród wiatrem niesionego kurzu
schodzimy na parking po drodze spotykamy idącego w stronę schronu Marka.

To koniec przygody z Alpami, koniec męki dżwigania worów, czas do domu wracać.
Mimo iż wyjazd cały w sumie zakończył się niepowodzeniem, nie, żałuję chwil spędzonych w górach. Prawda wiele rzeczy
zrobiłbym nieco inaczej, ale przecież nie ma ludzi doskonałych. Piękno natury, jakie dane mi było oglądać utkwiło głęboko
w pamięć mą do pełni szczęścia zabrakło przysłowiowej kropki, hm małej kropki nad przysłowiowym "i" ale przecież ta całą
resztę pod kropką też trzeba było zrobić. Może po prostu mieliśmy pecha, a może szczęście w nieszczęściu, nie wiem.
Wiem natomiast, że na pewno tam wrócę.

"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to, aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."

Smolik

Ps: Rzecz dotyczy próby wejścia na Dent d'Herens (4171m) i Gran Paradiso (4061m)

Ps: Pozdrawiam przyjaciół niedoli swojej Manfreda, Marka i Łukasza. :)

Na przełęczy św.Bernarda
Obrazek

Jezioro z wgłębi widoczną zaporą
Obrazek

W dolinie
Obrazek

Zmierzch
Obrazek

Poranek na lodowcu
Obrazek

Kraina marzeń
Obrazek

Wycof
Obrazek

Na lodowcu
Obrazek

Nasza góra, Dent d'Herens
Obrazek

Alpejskie sieroty :))
Obrazek

Tragiczna pomyłka, widok na Gran Paradiso
Obrazek

I z pod Gran Paradiso :(
Obrazek
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Historia rzeczywiście niezła, taka trochę śmieszno - straszna :D Ale grunt że wszyscy cali, a góry przecież nie uciekną 8)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Nie mam pojęcia jak ja bym się zachował jak by mi się 3 raz nie udało. Podziwiam samozaparcie! Oprócz przyjemności, dostaliście też pewnie sporą dozę doświadczeń.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Huczaj pisze:Nie mam pojęcia jak ja bym się zachował jak by mi się 3 raz nie udało. Podziwiam samozaparcie! Oprócz przyjemności, dostaliście też pewnie sporą dozę doświadczeń.
Ale co znaczy "nie udało" ? Byli, wrócili cali i zdrowi. Pojadą sobie jeszcze niejeden raz.
Zresztą to też w końcu rodzaj sportu, A w sporcie oprócz zwycięstw są też remisy i porażki :) Nie ma się czym przejmować.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

andy67 pisze:Ale co znaczy "nie udało" ?
Nie udało się wejść tam gdzie chcieli.
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

kurde, jesli tak wygląda nieudany wyjazd to nie wiem czy chciałbym oglądać zdjęcia z udanego :D
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
manfred

-#6
Posty: 1978
Rejestracja: śr 22 sie, 2007
Lokalizacja: nie wiem

Post autor: manfred »

Dzięki Smolik za odświeżanie tamtych dni. No ja za pierona nie żałuje wypadu fajnie było nie ma co gadać . Szkoda tylko że sie ani razu nie zblazowałem miejscową okowitą. Co do podejścia na Gran dupiso to mnie nie wiem jak Ciebie przytłoczyło że wchodząc na ten durnowaty szczyt zrobilibyśmy więcej podejścia niż znad naszego morza na Gerlach a to już całkowicie przerasta moje siły. Co do trawersu Herensa robionego przez Marka to chyba to była najstraszliwsza rzecz jaką widziałem w górach noo nie licząc owcy co się sturlała spod Blanszeta.Ogólnie mniej makaronu trzeba zabrać a więcej tych sałatek co to mi Marek w ostatni dzień dał. Pozdrawiam towarzyszy i pozwole sobie dnia jutrzejszego na dodanie kilku zdjęć
świster

-#6
Posty: 1981
Rejestracja: śr 05 mar, 2008

Post autor: świster »

manfred pisze:Ogólnie mniej makaronu trzeba zabrać a więcej tych sałatek co to mi Marek w ostatni dzień dał.
Piękne podsumowanie, doświadczeń nie tylko górskich przybyło :) fajna sprawa.
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Dobrze że nie było wśród Was kobiet/y, bo byście przyjechali skłóceni. :)) Gratuluję wytrwałości i rozsądku. Z przyjemnością obejrzę więcej zdjęć.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Awatar użytkownika
manfred

-#6
Posty: 1978
Rejestracja: śr 22 sie, 2007
Lokalizacja: nie wiem

Post autor: manfred »

Agaar pisze:Dobrze że nie było wśród Was kobiet/y, bo byście przyjechali skłóceni. laughing
Lukas jest żonaty to odpada. A my kawalerzy od najmłodszych lat umiemy się wszystkim dzielić po równo :D
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Smolik pisze:Na płatach śniegu spotykamy jakiegoś włocha, próbujemy się go opytać, co to za góra z lewej, z prawej.
Niestety gość ni buca po angielsku nie gada, wymienia jakieś swoje nazwy.
Na pytanie o Gran Paradiso pokazuje coś na lewo i macha rękami.
- On chyba gada, że za tym wzniesieniem jest szczyt.
-Pewnie tak, idziemy
:)) starych Górali nabrali na równie stary dowcip o tym jak baca tłumaczy ceprom gdzie jest Gerlach :)) ;)
Smolik pisze:Wielkość gór sprawia, iż nie ma tu miejsca na błędy coś, co w Tatrach da
się jeszcze naprawić tu jest raczej nieodwracalne. Nienawidzę tej góry, a jednocześnie rośnie pragnienie powrotu w tą bezwzględną krainę.
ano święte słowa. Rok temu czułam dokładnie to samo co Ty, tyle, że w innym miejscu ;) ...ale ja tam wrócę! :think:
Widzę, że nastroje w grupach alpejskich są podobne, zbliżone reakcje na porażki :D Nie wiem, czy Manfred ostatecznie obił Ci tyłek tymi kijami, ja bym na bank to zrobiła :P To jest Panie nieprzyzwoite mieć w Alpach tyle pary, żeby tak sobie latać w te i nazad, pisząc lekkim piórem "Pokonaliśmy 2000m podejścia"! :x :D
Agaar pisze:Dobrze że nie było wśród Was kobiet/y, bo byście przyjechali skłóceni.
muszę stanowczo zaprzeczyć :D Prawdą jest, że w wyższych górach emocje szaleją, niekiedy lecą słowa, które w Tatrach by nie padły, robi się a'normalne rzeczy ale koniec końców grupa wraca nawet bardziej umocniona, sprawdzona i jeszcze lepiej znająca się nawzajem. :) Z grupy wypadają natomiast jednostki najbardziej od niej odstające, nie znające kompromisów i nie ma tu znaczenia, czy jest się kobietą, czy facetem.
Ostatnio zmieniony czw 03 wrz, 2009 przez Szarotka, łącznie zmieniany 1 raz.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: horolezec »

Mimo waszych odczuć Panowie gratuluje wam kolejnego pięknego wyjazdu! Nie wszyscy mogli być tam gdzie wy, czuć to co tam czuliście i zyskać tyle doświadczeń ile wy zdobyliście :)

Pozdrawiam!
Awatar użytkownika
manfred

-#6
Posty: 1978
Rejestracja: śr 22 sie, 2007
Lokalizacja: nie wiem

Post autor: manfred »

Morskie Oko

Obrazek

Gąsienicowa

Obrazek


Dolina Pięciu Stawów Spiskich

Obrazek

Manfred w akcji

Obrazek

Manfred poleciał

Obrazek

Podejście na Nosal

Obrazek

Gerlach

Obrazek

Żleb Karczmarza

Obrazek

Pozdrawiam. Za tydzień jadę w Alpy
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Gerlach to..? Strasznie mi się spodobała ta fota! Proszę o więcej informacji. :)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: Smolik »

Gerlach to..?
Ciarforon (3642m)

Początkowo też wzięty za Gran Paradiso,bo taki ładny ,taki samotny :x :D
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Szarotka pisze:Prawdą jest, że w wyższych górach emocje szaleją, niekiedy lecą słowa, które w Tatrach by nie padły, robi się a'normalne rzeczy ale koniec końców grupa wraca nawet bardziej umocniona, sprawdzona i jeszcze lepiej znająca się nawzajem.
Mogę się domyślać. Ja tylko patrzę na swoje słabości i na moc Panów kiedy mam przyjemność z którymś iść. Trzeba dużo przeżyć tych cięższych chwil żeby się nauczyć jak walczyć ze swoimi słabościami.
Na turach to ja czasem klnęłam i mówiłam, że nie pójdę dalej, bo mi to cholerstwo waży tonę i nogi nie mogę podnieść. :D Śmieszne czy nie, czasem nie jest do śmiechu, dobry humor znika i atmosfera się pogarsza. Później przychodzi czas na wnioski, na rozmowę i ... człowiek uświadamia sobie, że czegoś się właśnie nauczył.... :)
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Smolik pisze:Ciarforon (3642m)

Początkowo też wzięty za Gran Paradiso,bo taki ładny ,taki samotny
bo śliczny jest i nogi same się do niego rwą, ja baba ;) Ci to mówię :D Nazwa totalnie krzywdząca, no chyba, że po włosku oznacza coś Paradisowego :cwaniak:

Edit:
:)) ma się tę babską intuicję:
http://www.summitpost.org/view_object.p ... _id=122079
+ podpis pod zdjęciem :D
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: Smolik »

:)) :))

No i właśnie w ten sposób wybiera się kolejne cele,muszą mieć coś w sobie :D
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Smolik pisze:No i właśnie w ten sposób wybiera się kolejne cele,muszą mieć coś w sobie
Tak zobaczyliśmy Antelao z Marmolady. Dusza się zaczęła wyrywać, a tu niestety czas wsiadać do auta i w drogę do domu :(

No ale nazwać "Ciamciaramcią" tak piękną górę to tylko Włosi mogli wymyślić :P
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
caatoosee

-#6
Posty: 1044
Rejestracja: ndz 29 sty, 2006

Post autor: caatoosee »

manfred pisze:Co do podejścia na Gran dupiso to mnie nie wiem jak Ciebie przytłoczyło że wchodząc na ten durnowaty szczyt zrobilibyśmy więcej podejścia niż znad naszego morza na Gerlach a to już całkowicie przerasta moje siły.
troche dziwne ze pobladzili ,gdzies czytalem ze studiowaliscie mapy,
ale glowa do gory napewno macie lepsza kondycje,
manfred pisze:Co do trawersu Herensa robionego przez Marka to chyba to była najstraszliwsza rzecz jaką widziałem w górach
moze nastepnym razem uda sie przejsc to kluczowe jak rozumie miejsce macie juz wieksze obycie w tak wysokich gorach ,napewno nogi robily sie miekkie tez znam to uczucie organizm sie do wszystkiego przyzwyczaja ,,szkoda ze nie probowaliscie ponownego ataku na ta 1 gore
ODPOWIEDZ