
Miałem już nie jechać nigdzie tego lata. Ale gdy okazało się, że mam do wykorzystania dwa dodatkowe wolne dni w sierpniu - grzechem byłoby przesiedzieć je w domu. Nocny pociąg z Bydgoszczy do Zakopanego zapełniony w 2/3, po drodze trochę ludzi wsiadło, ale od Krakowa widać było, ze sezon dobiega końca. Na dworze upał - nie jest to dobra prognoza, taki upał lubi się gwałtownie kończyć. Z Nowego Targu do Krościenka jedziemy już PKSem. Na miejscu okazuje się, ze właścicielka kwatery pomyliła terminy naszego przyjazdu i by to odkręcić zaklepała nam miejsce u sąsiadki. Jak się okazało taniej, ale w nieco gorszym standardzie.
Po nocnej podróży Asia nie bardzo reflektuje na pójście w góry, więc postanawiamy uderzyć na spływ. Busik dowozi nas do Kątów gdzie wita nas ogromna kolejka oczekujących. Okazuje się, że nie dojechali jeszcze flisacy, jednak gdy podjeżdża autokar z odzianymi w kapelusze i kamizelki panami ruch przy kasach idzie sprawnie. Po kilku minutach siedzimy już na tratwie. Fajnie było po raz trzeci usłyszeć o zębach teściowej (teraz powinna mieć już cztery) czy o odpowiednim dla niej wieku. Było też o lwie co ma zaryczeć gdy przepłynie obok cnotliwa panna czy wierna żona (ale gdy wieźli zakonnice tez nie ryczał) czy o tym czemu trzeba uważać na nauczycielki. Dla mnie to był już trzeci raz, ale nie radze z tej atrakcji rezygnować.
Wieczór spędzamy w Szczawnicy, zachód słońca uniemożliwia nam tylko wejście na Palenicę. Mimo to - spóźniamy się na ostatni normalny autobus do Krościenka.
Na sobotę zapowiadali załamanie pogody. Wg ICMu miało się spieprzyć o 14, ale jako, że rano było jeszcze ładnie postanowiliśmy spróbować zdziałać co się da. Na pierwszy ogień - Sokolica. Ostre podejście, na szczęście krótkie - i tłum na tarasie widokowym. Sokolą Percią idziemy po grani Pieninek - Czerteż i Czertezik. Pogoda ciągle ładna, więc Trzy Korony można zrobić. Tu też tłumek, ale nie tak uciążliwy - bardziej dokuczają nam latające mrówki. Schodzimy przez Górę Zamkową do Krościenka - pół godziny później rozpętuje się nawałnica.
W niedzielę popaduje. W góry nie ma po co iść, więc wsiadamy w bus do Niedzicy. Podobnie robi wiele innych osób - po nocnej ulewie Dunajec przypomina żyburę i spływ jest odwołany. Zamek fajny, parę lat wcześniej byłem w Czorsztynie, tu jednak wszystko jest odrestaurowane i udostępnione. Wrażenie robi też zapora, choć nie tak efektowna jak w Solinie. Jako, ze zaczyna się wypogadzać postanawiamy kolejny raz spędzić wieczór w Szczawnicy. Wreszcie udaje mi się zwiedzić cześć uzdrowiskową dookoła placu Dietla. Tym razem zdążamy na autobus powrotny

Poniedziałek to już dzień powrotu. Miało byc ładniej, niestety - jest chłodno i pochmurno. Wsiadamy w autobus do Jaworek i udajemy się do wąwozu Homole. Cerkwi zwiedzić niestety nie możemy. Nad wąwozem błotnista a potem trawiasta droga doprowadza nas pod szczyt Wysokiej. Sporo się zmieniło od ostatniego mojego pobytu tam - dodano metalowe schody i poręcze. Chyba słusznie - wapienne skały w wilgotnym lesie są wyjątkowo śliskie.
Z Wysokiej idziemy jednym z moich ukochanych szlaków - grzbietem Małych Pienin. Pusto, dookoła łąki i pasące się owce. Przepyszne widoki, nawet przy kiepskiej pogodzie. W bacówce kupujemy oscypki. Pani (pasterstwo widac też się feminizuje) opowiada nam, że w nocy ukradli im owcę i barana. Krótko przed Palenicą zaczynamy spotykać większe ilości ludzi, pewnie wjechali kolejką. Mimo to na szczycie jest fajnie - polecam zjazd na wózkowej zjeżdżalni. Zejście ze szczytu jest strome, ale dzięki temu dość szybko traci się wysokość.
W końcu docieramy na dół - mycie butów z błota, autobus do Krościenka, pakowanie i jedziemy do domu. Niestety...
Więcej zdjęć:
http://picasaweb.google.pl/tomek.gapinski/Pieniny2009#




