
0 15 jestem już na szczycie a pogoda jakaś taka niewyraźna. Samo wejście do połowy żlebu w kruszyźnie. Ok. 10m. przed progiem postanawiam trawersem w prawo uciec na grań. jak się okazało słuszna decyzja. Grań lita, łatwa w ekspozycji co na pewno bardziej cieszy niż luźne kamerdolce w żlebie.

Na szczycie popitka i teraz wybieram zejście w stronę Capiego stawu które też mi przypadło do gustu. Tak sobie umyślałem że wejdę sobie na Furkota . I po krótkim podejściu jestem po przeciwnej stronie.


Tu oglądam jakieś dziwne zjawisko co to przeznaczenia nie można oszukać.

Nie no bez jaj już mam iść? Nie nie zostań na ziemi jeszcze 70 lat. Ok spoko odpowiada mi.

Na wierzchołku czekam na zachód słońca ale jest tak zimno a ja mam tylko krótkie gacie, że olewam zachód i schodzę do dwójki ludzi którzy sie krzątają koło zejścia do Niewcyrki. Jak się później okazało to kumpel co czasami gramy na sali w piłkę. Nie schodzę zbyt daleko jakieś 30 metrów. Zasypiam, śpię budzę się i dalej idę pogoda nastraja do zejścia tą doliną którą uważam za jedną z " najbrzydszych" w Tatrach. Rozpoczynam od 7.00 a co bogatemu wolno wszystko.


Dzięki nim zejście staje się bajecznie proste. A był jakiś koleś gdzieś to słyszałem co to je niszczył durnowaty jakiś czy cuś. Nabieram wody i wspinam się na Zawory nie bez przekory.


A to dlatego że odtąd moje buty nie nadają się do niczego chlupocze w nich okrutnie i zmuszony jestem ściągnąć je aby ubrać tak tak sandały. Smród jaki się z nich wydobywa opisując go odpuszczam bo jeszcze takich wyrazów nikt nie wymyślił. Odtąd jestem sandałowym piechurem. Trawersuję zbocza Świnicy no bo wstyd się pokazać w sandała jak tam wszyscy mają buty na wajbramie. Ale co spostrzegam moje sandały najnowszy krzyk mody trzymają się świetnie skały i nie dają za wygraną z twardym i bezlitosnym granitem. Aby całkowicie okrzyknąć je hitem postanawiam przeprowadzić test ale o tym na końcu relacji.


Dochodzę do Kasprowego oooo nareście czuję się jak u swoich klapki sandały "adidasy" buty kapciopodobne nikt na nikogo nie zwraca uwagi nie to co wajbramowcy na Świnicy. Przypomnieć tylko należy że wyprzedzanka jak na autostradzie. I tak oto na Czerwonych Wierchach jestem ale z którego to zrobiłem zdjęcie to nie wiem. Czerwona kropa to moje nocne legowisko.

O 15.00 spoglądam na Raptawicki Mur i od tej pory tylko w dół aż po same Kiry.

Tu na sam koniec przypominam sobie by odbyć
test
moich sandałów tak aby juz zawsze je mieć i w lecie i w zimie.
I. Etap
Paski trzymają mocno rzepy nie odpinają się. Stopa wygodnie spoczywa w sandałach brak jakich kolwiek ruchów. Podeszwa trzyma się pewnie podłoża no no jestem zadowolony

II. Etap
Paski nadal mocno trzymają rzepy pomimo naprężeń nie odpinają się stopa pozostaje na swoim miejscu brak ruchów wewnątrz, Podeszwa nadal trzyma się pewnie podłoża. Bardzo dobrze

III. Etap "Ostateczne rozstrzygnięcie"
Paski pomimo niesamowitych naprężeń nadal mocno trzymają, stopa nie przemieszcza się wewnątrz a co za tym idzie odczuwam wspaniały komfort. Podeszwa ani na milimetr nie oderwała się od podłoża. Wspanialeee juz teraz wiem że i w lecie i w zimie będę miał je na swoich nogach.

I tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć swój spacer po Tatrach.





