Morskie Oko: Koń wiozący turystów padł z przemęczenia
hehe..no ale aż tak latwo to nie dziala 
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Tak sobie jeszcze rozmyślam o tych ludziach, którzy siadają na przepełniony wóz. Wydaje mi się, że na każdym jest informacja o max ilości osób mogących jednorazowo jechać. Może powinno się wprowadzić kare za przepełnienie wozu nie tylko dla właściciela ale i każdego pasażera. Ludzie potrafią myśleć kieszenią będąc na wakacjach, ba na razie widać, że czytanie bez przeliczania sprawia im trudność.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Jeżeli jest wyraźna tabliczka, która głosi ile osób może jechać, to upychając się jako osoba nadliczbowa, świadomie w tym uczestniczę. Koń odszczekać się nie umie, nie powie, że nie pojedzie, bo została przekroczona dopuszczalna liczba osób. Skoro do tej pory trafiały/ją się przypadki łamania przepisów to powinno się coś z tym robić a nie przymykać oko.Mariusz pisze:Przecież to nie turyści łamią przepis
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Nie łamią, bo takowego przepisu nie ma,niestety. Jedne z drugim jest rady, że wiezie swoje dupsko i w razie czego wyciaga telefon i kręci filmikMariusz pisze:Ok, ale pasażerownie przeładowanego furgonu nie łamią żadnych przepisów
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Może to jest jakieś rozwiazanie; http://polskalokalna.pl/wiadomosci/malo ... ca,1347838
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Konie padają nie tylko z przepracowania ale i z przejedzenia
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/artic ... ruby_.html
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/artic ... ruby_.html
Z tego wynika, że nieróbstwo szkodzi też i koniom,...obżarstwo również.Andrzej Krystoszyk pisze:Konie padają nie tylko z przepracowania ale i z przejedzenia
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/artic ... ruby_.html
Bacząc na ten przykład, niech się zastanowią wszyscy Ci, co wstają od biurka i po rocznych zaległościach w treningu, pierwszego dnia idą na Rysy.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Zła kondycja koni
źródło - Tygodnik Podhalański
Konie wożące turystów do Morskiego Oka nie są w najlepszej kondycji. Świadczą o tym wstępne analizy badań wysiłkowych, które przeprowadzili specjaliści.
Członkowie Komitetu Pomocy Zwierząt w Tychach i Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, przy współpracy pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego, przeprowadzili badania wysiłkowe koni, wożących turystów do Morskiego Oka. Badano m.in. tętno i krew oraz wykonano im EKG. – Próbki krwi zostały przekazane do laboratorium w Niemczech, ponieważ zależało nam, aby to zrobili niezależni specjaliści – wyjaśnia Dominik Nawa z KPZ w Tychach. – Na podstawie samego EKG i tętna można już powiedzieć, że konie nie są w dobrym stanie. Wyniki tych badań – już po pierwszym przejeździe koni z Palenicy Białczańskiej do Włosienicy – były w górnych granicach normy. W następnym podejściu byłyby znacznie przekroczone – przekonuje. Po szybkiej analizie badań okazuje się, że kondycja koni jest zróżnicowana, ale w większości przypadków nie jest zbyt dobra. – U niektórych zwierząt stwierdziliśmy uszkodzenie mięśni. Część zwierząt jest już starych i wypracowanych – podkreśla Dominik Nawa. Badania krwi stwierdzą m.in. stopień odwodnienia zwierząt i poziom kwasu mlekowego.
Teraz – na podstawie kompleksowych badań – przygotowywany jest raport. W oparciu o próby wysiłkowe koni zostaną opracowane normy, określające dopuszczalną ładowność wozu. Jeśli dotychczasowa liczba 14 osób na fasiągu okaże się zbyt dużym obciążeniem dla zwierząt, dyrekcja TPN zdecyduje o jej zmniejszeniu.
Badania wysiłkowe koni sporo kosztują, dlatego część środków pokryje park. W miniony poniedziałek w siedzibie dyrekcji TPN odbyło się spotkanie parkowców oraz przedstawicieli Komitetu Pomocy Zwierząt w Tychach i Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. – Na pewno będzie opracowany nowy wzorcowy regulamin, dotyczący przewozu. Między innymi zależy nam na tym, aby do Morskiego Oka nie jeździły konie już wyeksploatowane – zapewnia Szymon Ziobrowski z TPN.
Kolejne badania koni odbędą się jesienią i zimą.
źródło - Tygodnik Podhalański
Konie wożące turystów do Morskiego Oka nie są w najlepszej kondycji. Świadczą o tym wstępne analizy badań wysiłkowych, które przeprowadzili specjaliści.
Członkowie Komitetu Pomocy Zwierząt w Tychach i Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, przy współpracy pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego, przeprowadzili badania wysiłkowe koni, wożących turystów do Morskiego Oka. Badano m.in. tętno i krew oraz wykonano im EKG. – Próbki krwi zostały przekazane do laboratorium w Niemczech, ponieważ zależało nam, aby to zrobili niezależni specjaliści – wyjaśnia Dominik Nawa z KPZ w Tychach. – Na podstawie samego EKG i tętna można już powiedzieć, że konie nie są w dobrym stanie. Wyniki tych badań – już po pierwszym przejeździe koni z Palenicy Białczańskiej do Włosienicy – były w górnych granicach normy. W następnym podejściu byłyby znacznie przekroczone – przekonuje. Po szybkiej analizie badań okazuje się, że kondycja koni jest zróżnicowana, ale w większości przypadków nie jest zbyt dobra. – U niektórych zwierząt stwierdziliśmy uszkodzenie mięśni. Część zwierząt jest już starych i wypracowanych – podkreśla Dominik Nawa. Badania krwi stwierdzą m.in. stopień odwodnienia zwierząt i poziom kwasu mlekowego.
Teraz – na podstawie kompleksowych badań – przygotowywany jest raport. W oparciu o próby wysiłkowe koni zostaną opracowane normy, określające dopuszczalną ładowność wozu. Jeśli dotychczasowa liczba 14 osób na fasiągu okaże się zbyt dużym obciążeniem dla zwierząt, dyrekcja TPN zdecyduje o jej zmniejszeniu.
Badania wysiłkowe koni sporo kosztują, dlatego część środków pokryje park. W miniony poniedziałek w siedzibie dyrekcji TPN odbyło się spotkanie parkowców oraz przedstawicieli Komitetu Pomocy Zwierząt w Tychach i Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. – Na pewno będzie opracowany nowy wzorcowy regulamin, dotyczący przewozu. Między innymi zależy nam na tym, aby do Morskiego Oka nie jeździły konie już wyeksploatowane – zapewnia Szymon Ziobrowski z TPN.
Kolejne badania koni odbędą się jesienią i zimą.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Zatem kierunki działań jest już znany: dyrekcja TPN postuluje, by fasiągowi fiakrzy mniej liczyli zyski, a bardziej dbali o konie, a decyzje w praktyce i tak będą dotyczyły warunków, jakie mają obowiązywać "wyroby koniopodobne".Gazeta Krakowska pisze: Dziś zapadnie decyzja w sprawie fasiągów
źródło: Gazeta Krakowska - 2009/10/08
TPN i starostwo tatrzańskie będzie dziś rozmawiać o przyszłości transportu konnego na drodze do Morskiego Oka. Chodzi o góralskie fasiągi wożące turystów z Palenicy Białczańskiej do Włosienicy i wnioski obrońców praw zwierząt postulujące, aby na wozie znalazło się nie 14 a 10 pasażerów.
- Wyniki badań laboratoryjnych z Niemiec wskazują na to, że badane konie z Morskiego Oka generalnie były już przemęczone - tłumaczy Paweł Skawiński, dyrektor TPN. - Czyli, że nie tylko wpływ na ich stan zdrowia miał wysiłek zawiezienia turystów do Morskiego Oka, ale i to, że poprzez ciężką pracę w przeszłości zwierzęta były przemęczone. To wskazówka dla fiakrów, że nie należy kupować koni, które już mają za sobą lata ciężkiej pracy. Warto szukać koni wytrzymałych i świeżych jeszcze nie wyeksploatowanych. Podczas spotkania ma być również omówiona sprawa liczby pasażerów jakie będą wożone wozami.
Może i obniżą z 14-tu do 10-ciu, ceny za przejazd zapewne wtedy podskoczą o 40 procent, obrót i tak będzie definiowany wyłącznie pogodą, a chabety jak padały tak będą nadal...
No, bo który fiakier zakupi w tej sytuacji w pełni sprawnego konia za sporo większe pieniądze? Przecież to mu nic więcej dochodu nie da. Wręcz odwrotnie! Zdrowy i silny koń wymaga znacznie więcej i pożywniejszej paszy.
A fiakrzy żyjąc z turystów nauczyli się dutki liczyć dobrze i... bezwzględnie.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Tygodnik Podhalański pisze: Chipy dla koni
Chipy dla koni wożących turystów do Morskiego Oka – taka jest najnowsza propozycja Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Przypomnijmy, że w połowie lipca na drodze prowadzącej do Morskiego Oka padł koń Jordek, który woził turystów do Włosienicy. Wywołało to żywą dyskusję w całej Polsce. Zastanawiano się, czy fiakrzy powinni zniknąć z Palenicy Białczańskiej.
Pod koniec sierpnia członkowie Komitetu Pomocy Zwierzętom w Tychach i Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami przy współpracy pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego przeprowadzili badania wysiłkowe u 35 koni, które wożą turystów z Palenicy Białczańskiej do Włosienicy. Pełne badanie, łącznie z pobraniem krwi, odbyło się u 30 zwierząt. – Na trasie do Morskiego Oka pracuje 190 koni, myśmy na razie przebadali niewielki procent, ale żadne z przebadanych zwierząt nie miało parametrów w normie. Te wyniki już potwierdzają, że taka praca jest zbyt dużym obciążeniem dla zwierząt. Cztery z nich powinny być wycofane ze względu na trwałe uszkodzenie mięśni, które już się nie zregenerują – przypomina Dominik Nawa z KPZ w Tychach. – Wszystkie przebadane konie były niewiadomego pochodzenia, o nieustalonej rasie. Każde z nich przed dopuszczeniem na trasę powinno być poddane próbie wysiłkowej i otrzymać zaświadczenie zdolności do pracy. Licencja powinna być odnawiana co roku – dodaje. Dominik Nawa wyjaśnia, że trudno określić, jaka rasa koni byłaby najwłaściwsza do pracy w Tatrach i podkreśla, że tutaj mogą pracować zwierzęta wytrzymałe i wytrenowane. – Jeden koń danej rasy wytrzyma te warunki, inny nie. Postura zwierzęcia też nic nie mówi. Szczupły koń może być bardziej wytrzymały, niż ten o potężnej sylwetce – tłumaczy.
Każdy z koni powinien mieć swój paszport. Dorota Dąbrowska z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami twierdzi, że zdarzają się przypadki, że konie już przy zakupie mają dokument innego zwierzęcia. – Właściciel powinien te sprawy kontrolować i w ciągu roku może to wyprostować – wyjaśnia. Obrońcy praw zwierząt twierdzą, że bardzo często trudno jednoznacznie ocenić, czy badania weterynaryjne, które są przedstawiane do kontroli, dotyczą konia, który pracuje. Specjaliści proponują, aby koniom wszczepiać chipy. Jest to koszt ok. 20 zł od sztuki. Jedynie urządzenie do odczytywania informacji z chipów jest nieco droższe i kosztuje około 700 zł, ale i to nie przekracza możliwości finansowych parku, starostwa, a nawet fiakrów. Koszty zakupu czytnika rozłożyłyby się na wszystkich wozaków, bo wystarczy jedno takie urządzenie. – Chipy pozwolą na jednoznaczną identyfikację zwierzęcia. Dzięki nim będzie można stwierdzić, że właśnie ten koń, który jest zaprzężony do dorożki, to ten, na którego wydano licencję – tłumaczy Dorota Dąbrowska.
Konie, które trafiają do pracy na drodze do Morskiego Oka, w większości są odkupywane od dorożkarzy z Krakowa. – W Krakowie nie było jeszcze takich badań kontrolnych, jakie tutaj zostały przeprowadzone. Ale tam konie też zbyt ciężko pracują i gdy trafiają do tutejszych wozaków, już są wyeksploatowane – twierdzi Dorota Dąbrowska i podkreśla, że konie pracują nie tylko w TPN, ale również w innych parkach. Doświadczenia zdobyte pod Giewontem pozwolą na dalsze działania, m.in. określenie pewnych norm, zmianę przepisów prawnych i wprowadzenie regulaminów.
Niedługo planowane jest spotkanie przedstawicieli powiatu, TPN, gminy Bukowina Tatrzańska i fiakrów. Wcześniej Andrzej Gąsienica Makowski, starosta tatrzański, zamierza spotkać się z dyrekcją parku. Chce przedstawić propozycję Zarządu Powiatu Tatrzańskiego dyrektorowi TPN. – Koniecznie chcemy utrzymać fiakierkę na trasie do Morskiego Oka, bez innego dodatkowego transportu. Odstępstwa mogłyby być jedynie dla osób niepełnosprawnych. Trzeba też określić pewne normy dla warunków letnich i zimowych. Z badań wynika, że trzeba będzie zmniejszyć liczbę osób na wozie, ale w związku z tym chcę zaproponować, aby TPN obniżył stawki dla fiakrów za korzystanie z drogi – wylicza starosta i twierdzi, że nad Morskie Oko turystów mogłyby też dodatkowo wozić tradycyjne dorożki zaprzęgnięte w dwa konie. Przychyla się też do pomysłu chipowania koni. Andrzej Gąsienica Makowski proponuje też wprowadzenie ruchu wahadłowego. Część wozów dowoziłaby turystów do Wodogrzmotów Mickiewicza, a tam przesiadaliby się na inne fasiągi. – Zanim konie dojadą do Wodogrzmotów, już zdążą się zmęczyć – przekonuje.
Do dyrekcji TPN trafili już pierwsi biznesmeni, którzy oferują meleksy. – Meleksy nie sprawdzą się na tej trasie. Zamontowane w nich akumulatory wytrzymają jedynie do połowy drogi, a w trudnych warunkach pogodowych siądą wcześniej. Poza tym na postojach musiałyby być zamontowane ładowarki akumulatorowe – tłumaczy Stanisław Czubernat, zastępca dyrektora TPN ds. udostępniania parku.
Dyrekcja TPN zastrzega, że ewentualne zmiany zostaną wprowadzone przed przyszłorocznymi wakacjami. Zimą do Morskiego Oka kursują dziewięcioosobowe sanie. – Takie sanie łatwiej się ciągnie i są mniejszym obciążeniem dla konia – twierdzi dyrektor.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl

