Morskie Oko: Koń wiozący turystów padł z przemęczenia

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Rozwodzimy się tutaj, czy góral zameczył konia czy nie, eksploatując go nadmiernie, czy normalnie.
W takim razie co sądzić o tym góralu/kauboy'u z ameryki. :think: :P

  • 50-letni Rodell Vereen został oskarżony o zoofilię, po tym jak uprawiając w stajni seks z koniem, został złapany przez jego właścicielkę - informuje serwis yahoo.com za agencją AP.

    Zoofila w ręce policji oddała właścicielka konia Barbara Kenley, która z bronią złapała go na gorącym uczynku. Całe zdarzenie zarejestrowała zainstalowana w stajni kamera.

    To nie pierwszy raz bowiem, kiedy Rodell Vereen będzie oskarżony za zoofilię. W zeszłym roku był już sądzony za seks z tym samym koniem po tym, jak jego właścicielka znalazła mężczyznę w tej samej stajni.


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1348,title, ... &_ticrsn=5
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Keczup

-#6
Posty: 2096
Rejestracja: wt 09 sie, 2005
Lokalizacja: Radom

Post autor: Keczup »

To się dopiera nazywa miłość do zwierząt, nic nie piszą o tym czy była odwzajemniona :D
"Małżeństwo jest szkołą średnią przyjemności i uniwersytetem rezygnacji" - Tennessee Williams
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Tygodnik Podhalański pisze: Fiakrzy pod lupą
Kilkudziesięciu fiakrów poddało się wtorkowej kontroli służb miejskich i powiatowych. Komisja odnotowała nagminne braki w prawidłowym oświetleniu wozów.

Straż miejska, Związek Podhalan, władze powiatu tatrzańskiego i urzędnicy miejscy skontrolowali pod Wielką Krokwią zakopiańskich fiakrów. To doroczne sprawdzanie stanu technicznego bryczek, koni i ich właścicieli. – Pierwsze, co się rzuca w oczy, to brak prawidłowego oświetlenia dorożek: nie ma świateł postojowych przednich, tylnych, źle zamontowane trójkąty ostrzegawcze – mówi Robert Chowaniec z wydziału drogownictwa i transportu Urzędu Miasta Zakopanego. – Całość uwag zawarta będzie w podsumowującym raporcie.

Zofia Majerczyk-Owczarek wylicza, że w sekcji dorożkarskiej Związku Podhalan zrzeszonych jest 135 fiakrów. – Ale musimy to zweryfikować. Wielu już pomarło. Może być, że po Zakopanem jeździ około stu, a nawet mniej zrzeszonych przy ZP fiakrów – podsumowuje.

Zdaniem ochroniarzy zwierząt to tylko wierzchołek góry lodowej. – W związku z wypadkiem padnięcia konia w Morskim Oku 24 lipca przeprowadziliśmy szczegółową kontrolę fiakrów na Krupówkach i w przyległych uliczkach – mówi Rafał Feldman z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. – Stan koni nie był zły, ale w całej rzeszy sprawdzonych wozaków tylko dwóch miało paszporty dla swoich czworonogów. Reszta zasila szarą strefę. To tak, jakby jeździć autem bez rejestracji.

Ochroniarze z Krakowa i Zakopanego podkreślają, że niezapowiedziane kontrole przewoźników powinny odbywać się częściej, a nie tylko raz do roku.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Keczup

-#6
Posty: 2096
Rejestracja: wt 09 sie, 2005
Lokalizacja: Radom

Post autor: Keczup »

"Małżeństwo jest szkołą średnią przyjemności i uniwersytetem rezygnacji" - Tennessee Williams
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Różne są zdania wygłaszane na temat tego wypadku. Można usłyszeć z jednej strony:
- To naturalna kolej rzeczy:
Tygodnik Podhalański pisze:– Każda żywa istota musi kiedyś zakończyć swój żywot – zaczyna z nami rozmowę na temat tego, co stało się na Włosienicy, Stanisław Czubernat, zastępca dyrektora TPN-u.
Racja, racja panie Czubernat! W końcu i ludziom zdarza się zakończyć żywot na tej drodze. Cóż... Park Narodowy! Wszystko powinno się odbywać bez żadnej ingerencji człowieka! Wiwat... TPN!
Z drugiej zaś strony:
- To nic nowego, co jakiś czas koń tam pada:
Tygodnik Podhalańśki pisze:– To żadna nowość, co jakiś czas koń tam pada – twierdzi Jan Gąsienica Roj – senior, ratownik TOPR i przewodnik wysokogórski. – Jestem przewodnikiem, nieraz widziałem, jak tam konie są traktowane. Wozy są przeciążone. TPN to jedyny park na świecie, gdzie zwierzęta są zamęczane – nie kryje oburzenia. – Ja nie winię chłopów, ale winię dyrekcję parku, że na to pozwala – dodaje.
Tygodnik Podhalański pisze:– Nie ma dnia w sezonie letnim, żeby ktoś z turystów nam nie zgłaszał patologicznych sytuacji, dotyczących nadmiernego obciążenia koni zaprzęgniętych do wozów na drodze do Morskiego Oka – twierdzi Beata Czerska, prezes Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Jeśli powyższe dwa stwierdzenia są prawdziwe, a moim zdaniem tak akurat jest, to jak najszybciej należy całkowicie zlikwidować fasiągi do Morskiego Oka, bo na pewno widok padającego, czy choćby pokrytego pianą i charczącego z wysiłku konia pozostawia wśród turystów wrażenie, że góral dla wydarcia dutków od turystów zamorduje nawet swego żywiciela. No, chyba że akurat taki obraz góralszczyzny ma pozostać w pamięci wyjeżdżających...
Nic dziwnego, że kolosalna większość ludzi odwiedza Zakopane i Tatry tylko jeden raz w życiu...!
Ostatnio zmieniony ndz 02 sie, 2009 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

lukas_12 pisze:Nie wierzę, że woźnica zagłodził, czy też nie dbał o swoje "narzędzie" zarobku.
Czasem nie do końca tak jest. Chyba dwa lata temu byliśmy w Dolinie Kościeliskiej i tam zauważyłam dorożkę czekającą na klientów.
Koń w zaprzęgu miał mocno poranione i zakrwawione przednie nogi powyżej kopyt.
Nie potrafiłam przejść koło tego bez reakcji i zwróciłam na to uwagę fiakrowi ( w świętej naiwności, że tego nie widzi).
W odpowiedzi usłyszałam, że on mu się nie kazał pokopać, a jak się pokopał sam - to nich go boli :O .
Oczywiście zbulwersowała mnie ta odpowiedż i powiedziałam grubemu jak beczka fiakrowi, że ja na pewno nie wsiadłabym do jego dorożki i życzę mu, żeby nikt nie wsiadł.
Był zły, ale miałam to gdzieś...
A przypuszczając jaki widok przedstawiał wspomninany tu film - nawet go nie oglądałam, bo pewnie stał by mi w oczach długo...
Bardzo żal mi koni męczonych na tej trasie.
Stare fasiągi nieraz widziałam naładowane ponad miarę, bo złośliwie liczyłam ludzi w tych, które nas mijały i bardzo mnie to denerwowało.
Na prostej drodze nie stanowiłoby to większego problemu, ale tam jest cały czas pod górę.
Sama zawsze chodzę piechotą do Morskiego Oka.

Ala.
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Tygodnik Podhalański pisze:Do naszej redakcji dotarł list w sprawie zdarzenia z 14 lipca:

Idą konie po betonie… prosto do nieba

W upalny dzień 14 lipca bieżącego roku na końcowym odcinku drogi do Morskiego Oka, w pobliżu Polany Włosienica miał miejsce kolejny drastyczny wypadek śmiertelnego zadręczenia konia, który padł w czasie morderczej pracy. Na podstawie bardzo dokładnych notatek służbowych i informacji uzyskanych od służb biorących udział w ustalaniu przyczyn wypadku i jego przebiegu, uzyskaliśmy pełny obraz tego bulwersującego wydarzenia. O godz. 14.45 koń imieniem „Jordek”, będący własnością fiakra z Brzegów (dane osobowe są nam znane), nie wytrzymał trudów podjazdu w końcowym odcinku drogi. Tego dnia, pracując od rana, przeszedł tę trasę kilkakrotnie – był skrajnie wyczerpany, zanim ruszył w swoją ostatnią drogę, dawał oznaki śmiertelnego zmęczenia, słaniał się na nogach zatrzymywał się, nie mając siły iść dalej. Zachęcany poganianiem fiakra krzykiem i batem, musiał przecież dojść do końcowego przystanku – bo zapłacone. Nie doszedł, padł, a działo się to na oczach rzeszy turystów. Reakcja pasażerów tego nieszczęsnego zaprzęgu była w moim odczuciu niepojęta. Nikt z 21 pasażerów, widzących przecież tragedię konia, nie opuścił pojazdu. Prawdopodobnie udałoby się konia uratować, gdyby został w odpowiednim momencie odciążony i miał możliwość natychmiastowego odpoczynku jak tylko zaczął przejawiać objawy wyczerpania. Świadkami tego wydarzenia było kilkudziesięciu turystów, znajdujących się na drodze. Wielu z nich pomstowało na fiakra, wyrażając swoje oburzenie z powodu obciążenia wozu, bowiem znajdowało się na nim nie 15 osób , jak przewiduje norma, lecz 21 plus fiakier. Żaden jednak z tych rzekomych obrońców konia nie chciał wystąpić w charakterze świadka, co przekreśliło możliwość udowodnienia przekroczenia obowiązujących norm obciążenia. Fiakier i jego zaprzęg z nowym koniem kursuje nadal. Po raz kolejny wygrała znieczulica społeczna.

Na przestrzeni ponad 20 lat, odkąd w latach 80. zamknięto górny odcinek drogi do Morskiego Oka, sprawa przeciążania koni nadmierną pracą wracała jak bumerang po każdorazowym przypadku padnięcia konia. Ten opisany powyżej akt ludzkiego okrucieństwa nie był odosobniony. Takich przypadków wcześniej było już co najmniej kilka, a wszystkie z tego samego powodu. Udało się nam, „społecznym ochroniarzom”, w latach 90. spowodować wieloletnimi działaniami i uporem oraz presją społeczną zmniejszenie liczby pasażerów z 21 do 15. Uznaliśmy to wówczas za zwycięstwo, ale było to z dzisiejszego punktu widzenia zwycięstwo „pyrrusowe”, czyli pozorne. Jestem świadkiem i obserwatorem tragicznego losu koni z drogi do Morskiego Oka od samego początku z racji wykonywania mojego zawodu przewodnika tatrzańskiego. Często, gdy prowadziłem wycieczki do Morskiego Oka, towarzyszył mi widok koni toczących pianę, oblanych potem, poganianych krzykiem i batem, i zawsze była to codzienność, do której przyzwyczaić się nie można.

Rozpatrując tę sprawę z dzisiejszego punktu widzenia, sytuacja koni niewiele się zmieniła, pomimo iż obecnie obowiązuje norma 15 osób plus fiakier. Jest to co najmniej o połowę za dużo. Pracujące w tym transporcie konie są absolutnie nieprzystosowane do tego typu ciężkiej pracy. Są to konie lekkie, nadające się do jazdy wierzchem lub do lekkich prac polowych. Trzeba przyznać, że są na ogół dobrze utrzymane i zadbane, ale to naturalne, bowiem muszą robić dobre wrażenie na potencjalnych klientach i spełniać wymagania weterynaryjne. Do tego typu ciężkiej pracy powinny być używane konie o specyficznie ciężkiej budowie, dysponujące ogromną siłą. Nowo wprowadzony wóz zwany fasiągiem nie ma nic wspólnego z dawnym, tradycyjnym, stosowanym przed ponad stu laty. Był to lekki wóz konstrukcji drewnianej, ważący ok. 200 kg, zabierający 6 osób. Takie fasiągi można zobaczyć na archiwalnych zdjęciach. Obecny pseudofasiąg z Morskiego Oka to pojazd ciężki, na konstrukcji stalowej, ważący ponad 700 kg. Kiedy wsiądzie do niego 16 osób, osiąga wagę 2 ton. Uważamy, że należy powołać komisję złożoną z kilku niezależnych ekspertów, która ustaliłaby normy dopuszczalnego ciężaru dla koni na podstawie obowiązujących przepisów. Nawet bez udziału ekspertów można ocenić sytuację na zasadzie porównań. Dorożka konna na terenie Zakopanego, ciągnięta przez jednego konia, zabiera czterech pasażerów plus fiakier, trasy są nieporównywalnie krótsze – miejskie. Natomiast w Morskim Oku dwa lekkie konie ciągną ciężar ponad dwie tony (fasiąg i 16 pasażerów) na trasie 9 kilometrów, różnica wzniesień 400 metrów – trasa górska. Myślę, że porównanie dorożki zakopiańskiej i fasiągu z Morskiego Oka nie wymaga komentarza, fakty mówią same za siebie. Trzeba dodać, że trasę te pokonują konie bez odpoczynku. Taki odpoczynek powinien być bezwarunkowo stosowany przy Wodogrzmotach Mickiewicza, gdzie jest duży parking i atrakcje dla pasażerów w postaci wodospadu.

Morsie Oko nie jest jedynym miejscem w Tatrach, gdzie konie używane są do transportu turystów. Dorożki konne, zabierające czterech pasażerów, kursują również w Dolinie Kościeliskiej i Chochołowskiej, ale tam nigdy nie zdarzył się przypadek padnięcia konia z przemęczenia. Komisja KTOnZ, która 24 lipca br. przeprowadzała kontrolę w przedmiotowej sprawie, stwierdziła jednoznacznie, że organizator transportu na drodze do Morskiego Oka nie respektuje podstawowych zasad Rozporządzenia ministra rolnictwa i rozwoju wsi w sprawie wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia miejsc gromadzenia zwierząt. Brak hydrantu z bieżącą wodą, rampy do załadunku i rozładunku zwierząt, urządzeń do karmienia i pojenia, na miejscu stałego nadzoru weterynaryjnego i izolatki dla zwierząt. W związku z powyższym komisja wystąpiła do Powiatowego Lekarze Weterynarii z wnioskiem o wyznaczenie TPN-owi terminu do usunięcia uchybień.

Sezon turystyczny dopiero na półmetku. Sytuacja taka, jak wyżej opisana, może się powtórzyć, gdyż nawet nie przekraczając normy 15 osób konie są nadmiernie przeciążone, co można zauważyć gołym okiem, obserwując zaprzęgi dojeżdżające do Włosienicy, gdzie konie są w stanie skrajnego wyczerpania. Taki sposób organizowania transportu zamożnym i leniwym turystom (bowiem cena podjazdu od jednej osoby to 40 zł w jedną stronę) można określić mianem nie usługi turystycznej, a okrutnym procederem. Dzieje się to wszystko na terenie parku narodowego, na oczach setek tysięcy turystów, w tym zagranicznych, i wycieczek szkolnych – zaiste, wspaniała to lekcja wychowawcza. Idea ochrony przyrody, która winna przyświecać wszystkim działaniom na terenie parku narodowego, jest tu każdego dnia gwałcona. Przytoczę tu wypowiedź mojego kolegi, Jasia Gąsienicy Roja seniora – ratownika TOPR i przewodnika wysokogórskiego: „Człowiek stworzył w XXI wieku Auschwitz koniom w najpiękniejszym zakątku Tatr i samym sercu parku narodowego”.

„Lenistwo i wygodnictwo pseudoturystów + pazerność górali + tchórzostwo parku narodowego = klęska ekologiczna i zabijanie zwierząt w samym sercu TPN-u” – mówi Władysław Cywiński, najlepszy znawca topografii Tatr, autor przewodników taternickich, ratownik TOPR i przewodnik wysokogórski.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo. Nie powinno i nie może być tak, aby interes wąskiej grupy, czerpiącej przeogromne zyski z tego procederu, wziął górę nad nadrzędnym celem, jakim winna być szeroko pojęta ochrona przyrody. Miarą człowieczeństwa jest nasz stosunek do istot słabszych jakimi są zwierzęta i tylko od nas – ludzi zależy ich los.

Irena Rubinowska – inspektor KTOnZ, przewodnik tatrzański

Pod listem tym podpisały się także inne znane osoby, którym los zwierząt nie jest obojętny:

Jan Gąsienica Roj senior – ratownik TOPR, przewodnik wysokogórski UVBV,
Małgorzata Wójcicka – inspektor KTOnZ,
Małgorzata Darowska – inspektor KTOnZ,
Iwona Szczepaniak-Krupowska – inspektor TTOnZ , hodowca koni,
dr Robert Janik – lekarz TOPR, przewodnik wysokogórski,
Władysław Cywiński – ratownik TOPR, przewodnik wysokogórski,
Maciej Gubała – lekarz weterynarii, alpinista
Jeszcze raz zacytuję fragment:
Lenistwo i wygodnictwo pseudoturystów + pazerność górali + tchórzostwo parku narodowego = klęska ekologiczna i zabijanie zwierząt w samym sercu TPN-u” – mówi Władysław Cywiński, najlepszy znawca topografii Tatr, autor przewodników taternickich, ratownik TOPR i przewodnik wysokogórski.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo. Nie powinno i nie może być tak, aby interes wąskiej grupy, czerpiącej przeogromne zyski z tego procederu, wziął górę nad nadrzędnym celem, jakim winna być szeroko pojęta ochrona przyrody. Miarą człowieczeństwa jest nasz stosunek do istot słabszych jakimi są zwierzęta i tylko od nas – ludzi zależy ich los.
I pod tym podpisuję się i ja, choć zapewne z przyczyn wyżej "wytłuszczonych" dużo to nie zmieni. Może nawet nic...
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Zygmunt Skibicki pisze: Nic dziwnego, że kolosalna większość ludzi odwiedza Zakopane i Tatry tylko jeden raz w życiu...!
Ciekawe, ciekawe.

A "kolosalna większość" to ile tak mniej więcej ?
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
tommer91

-#6
Posty: 1173
Rejestracja: ndz 09 mar, 2008
Lokalizacja: Myszków/Kraków

Post autor: tommer91 »

A o co chodzi temu KTOnZ w robieniu szumu wokół tej sprawy? Oczywiście też wiadomo - jak organizacja będzie chociaż trochę znana, to i trochę 1% się otrzyma i inne przychody będą. Oczywiście, że organizacja ta robi wiele rzeczy dobrych, ale jak widać, nie tylko. Nie wiem, czy śmierć tego konia to było przemęczenie, czy nie, ale jak wiadomo zawsze jest jakieś prawdopodobieństwo, że zdarzy się wypadek, np. kolka (jedna z możliwych przyczyn śmierci). Jak jest jakieś prawdopodobieństwo, to wręcz dziwne byłoby gdyby się taka rzecz nie wydarzyła. Oczywiście zmęczenie zwiększa to prawdopodobieństwo.
Jednak z tego co słyszałem, koń potrzebuje czasami "się przelecieć". Dlatego jest mu potrzebne, aby coś takiego robił i przelecenie się kilka razy drogą do Moka nie powinno mu zaszkodzić, a wręcz może pomóc (koń robi się silniejszy, a każde zwierzę, w tym człowiek lubi jak jest silniejszy). Oczywiście nie może być tak, że zwierzę robi tę drogę 6 razy dziennie.
Nigdy się nie dowiemy, co było prawdziwą przyczyną śmierci, ani ile tak na prawdę osób jechało tym wozem, dlatego nie można demonizować i szkalować najprawdopodobniej dobrego, ciężko pracującego górala, którym ma rodzinę i musi ją utrzymać. Dziwi mnie tylko, że osoby znane podpisują się pod takim listem. Ja się bym w życiu pod czymś takim nie podpisał.
Don't shit, where you eat
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

andy67 pisze:Ciekawe, ciekawe.

A "kolosalna większość" to ile tak mniej więcej ?
Jak ciekawe, to wystarczy śledzić prasę zakopiańską. Wcale nie tak dawno burmistrz Zakopanego na łamach "TP" powołał się na ich urzędowe badania i takim określeniem "kolosalna większość" skwitował sprawę. Liczby nie podawał, a ja ją szacuję na około 90 procent, co by się zgadzało z także niedawną wypowiedzią urzędową, że tylko około 10 procent zakopiańskiego "ruchu turystycznego" to przyjazdy nie pierwsze. Podejrzewam, że od kilku ostatnich lat procent "jednorazowców" powoli, ale zdecydowanie rośnie.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Alan

-#7
Posty: 3033
Rejestracja: czw 30 cze, 2005
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Alan »

tommer91 pisze:Dziwi mnie tylko, że osoby znane podpisują się pod takim listem
osoby o ktorych mowisz sa blizej miejsca, w ktorym dzieja sie wydarzenia
wiec mnie nie dziwi, a nawet rzuca jakies swiatlo na sprawe
bylem pewien, ze juz slyszalem wczesniej o padnieciu jakiegos konia na drodze do Moka a w tym liscie napisane jest o kliku (?, w kazdym razie nie jednym) takich przypadkach
a jesli tak, to stwierdzenie...
Dragan pisze:Moje zdanie jest takie, że to przypadek, smutny, ale przypadek
i
andy67 pisze:Raz na ileś tam tysięcy kursów wykonanych przez ileś tam setek koni zdarzyło się że koń padł
wcale mnie nie uspokaja

a z osobistych wrazen - w sezonie juz dosc dawno tamtedy chodzilem, ale z tego co zapamietalem, to obraz tych koni nie byl dla mnie przyjemny czy nawet obojetny - chyba wiec odmienny niz w przypadku Andyego
no ale ja sie na koniach nie znam
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Ja też się na koniach nie znam. Nic niepokojącego nie zauważyłem akurat ale to tylko moje obserwacje nie poparte żadnymi badaniami. Po prostu raz czy drugi policzyłem jadących, spojrzałem na konie i tyle.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Andrzej Krystoszyk

-#6
Posty: 1165
Rejestracja: pn 17 maja, 2004
Lokalizacja: Pułtusk

Post autor: Andrzej Krystoszyk »

Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

A ja pamiętam jeszcze nie żadne specjalne fasiągi, a zwykłe fury, do których wsiadało nawet więcej ludzi niż to jest obecnie dopuszczalne i duże, wypasione konie to wszystko ciągnące ze zdecydowanie mniejszym wysiłkiem. Wyczynem dla młodych ludzi było pod sporym plecakiem pod górę dorównać kroku takiej furze. Dziś, gdy na plecach mam pewno trochę mniej kilogramów, ale za to lat dużo więcej, zostawiam za sobą kolejne fasiągi bez najmniejszego problemu...
A może prawdą jest, że obecnie coraz "drobniejszych" koni używa się do tego transportu? Gdzieś wyżej wyczytałem w notatkach prasowych takie właśnie spostrzeżenie...
Koń koniowi nierówny był, jest i zapewne będzie...
Wystarczy przejrzeć jakikolwiek atlas ras końskich, jak już nie ma okazji do osobistego pobytu na rzadkich teraz jarmarkach końskich.
Te obecnie używane na Asfalt Avenue oczywiście nie są końmi rasowymi - nigdy nie były, ale też widać na pierwszy rzut oka, że w przeciwieństwie do tamtych sprzed lat, to teraz w większości one jakieś takie raczej... chabeciaste.
A może po prostu należy wykluczyć z tej pracy konie o zbyt słabej "konstrukcji", zabiedzone, czy po prostu nieodpowiednio zadbane? No przecież jest w tym kraju spora grupa ludzi znających się na koniach i potrafiących dobrze określić ich możliwości wysiłkowe. To się nawet ponoć studiuje, no więc i doktoraty pod okiem profesorów zapewne robi...

Argument, że ileś tam koni żyje na Podhalu tylko dzięki pracy na dystansie Palenica - Włosienica jest co najmniej niepoważny jak na dyrektora TPN. Istotą "kulturowego" transportu turystów nie może być przecież publiczne zaharowywanie zwierząt, czego tłumaczenie panu Skawińskiemu wprost... żenuje.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Andrzej Krystoszyk

-#6
Posty: 1165
Rejestracja: pn 17 maja, 2004
Lokalizacja: Pułtusk

Post autor: Andrzej Krystoszyk »

A może po prostu należy wykluczyć z tej pracy konie o zbyt słabej "konstrukcji", zabiedzone, czy po prostu nieodpowiednio zadbane? No przecież jest w tym kraju spora grupa ludzi znających się na koniach i potrafiących dobrze określić ich możliwości wysiłkowe. To się nawet ponoć studiuje, no więc i doktoraty pod okiem profesorów zapewne robi... MIałem okazję obserwowania kilku folblutów, które zeszły z toru. Konie sześcio, siedmioletnie a więc stosunkowo młode- to były wraki w sensie fizycznym (ponadrywane ścięgna itepe) i psychicznym, podobno trenowały pod okiem fachowców. Ja bym w nich tak bardzo nie wierzył. Tam gdzie w grę wchodzi duża kasa, a tak jest i na torze i na Via Asfaltica, tam nie ma sentymentów. Tylko koni żal....
Rzeczywiście kiedyś w zaprzęgach chodziły cięższe konie, ale one nie prezentują się tak ładnie, chyba że są to angielskie perszerony (waga około tony) czy niemieckie hannowery( też ponad osiemset kilo)Ale taki koń koooooosztuuuje i w Polsce nie ma ich za dużo. ot kilka , no może kilkanaście sztuk. Reprodukuje się cięższe rasy typu śląska czy wielkopolska ale to są konie do 450- 500 kilo.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Andrzej Krystoszyk pisze:Tam gdzie w grę wchodzi duża kasa, a tak jest i na torze i na Via Asfaltica, tam nie ma sentymentów.
Pewnie sporo w tym racji, ale sprawa nie dotyczy koni wyścigowych. Chodzi tylko o zwykłe, ale nie zabiedzone konie pociągowe, takie jakich używano ongiś do prac polowych. Zaś obecnie na inkryminowanym asfalcie widuje się prawie wyłącznie konie nadające się co najwyżej do bryczki, a i to "po płaskiem"...! Toż na krakowskim Rynku widuje się konie o lepszej kondycji!
Jestem przekonany, że tylko zdecydowana eliminacja zbyt słabych koni może w dyskutowanej sprawie dać coś sensownego.
Jeśli samo określenie "koń" bez określenia "jaki?" ma załatwić sprawę, to prędzej czy później transport konny na Włosienicę zostanie całkowicie wykluczony z powodu zbyt częstych padnięć, bo "oszczędni" wozacy "tnąc" koszty zaczną przypinać do fasiągów coraz mniejsze, lżejsze i tym samym słabsze koniki - mniej kosztują i mniej paszy dla nich trzeba!
Jeśli to ma być biznes, a już wiadomo, że jest nieźle dochodowy, to zarówno: wozacy, wozy, uprzęże jak i konie muszą spełniać konkretne warunki! Nie po to za przejazd ludzie sowicie płacą, by być narażonymi na tak makabryczne wspomnienia!
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Pocieszam się myślą, być może naiwną, że jak TPN wreszcie zrealizuje swój parkingowo-autobusowo-meleksowy pomysł to koniki będziemy oglądać ewentualnie przy dorożkach na Krupówkach.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Szarotka pisze:jak TPN wreszcie zrealizuje swój parkingowo-autobusowo-meleksowy pomysł to koniki będziemy oglądać ewentualnie przy dorożkach na Krupówkach.
Też mam nadzieję, że ruch pieszy na Via Asfaltica (Asfalt Avenue) musi być oddzielony od zawsze ryzykownego, konnego. Sporadyczny, i tylko bezwzględnie konieczny, samochodowy moim zdaniem jest o wiele mniej groźny dla pieszych. Innej drogi TPN za mojego życia z pewnością tam nie otworzy. Zatem, do końca fiakrów na trasie "P-W" (Palenica-Włosienica) może być już blisko...
A te biedne 240 "fasiągowych" koni, o które dyrektor Skawiński tak żałośnie się martwi można spokojnie przenieść i to wcale nie tylko na deptak - stamtąt dla bezpieczeństwa pieszych też powinny w sezonie zniknąć. Krópówkowy tłum i tak za niedługo zacznie się "wylewać" na boki z siłą fali powodziowej - już to następuje.
Zupełnie dobrze można rozważać kolejne wyłączenia z ruchu kołowego zalewanych pieszymi tłumami ulic Zakopanego - tam dorożki, a także regularne tramwaje konne mogły by być nie tylko użyteczne, ale wręcz niezbędne pod warunkiem, że nie będą nas ciągały cherlawe chabety, co jakiś czas publicznie dające obrazki jak ten z 14-go lipca na Włosienicy.
Wszak, i to kieruję do TPN-owskich wszystko-najlepiej-wiedzących, ludziom też zdarza się umierać, ale publicznie obserwowana śmierć przy ciężkiej pracy fizycznej, to zupełnie inna kategoria wrażeń emocjonalnych dla przypadkowych obserwatorów, choć zapewne rodzina i znajomi odchodzącego nie mniej głęboko rozpaczają. Może nawet tak samo mocno targa nimi rozpacz jak żalącego się do mediów właściciela nieszczęsnego Jordka...
Do jasnej cholery, Panowie Decydenci!
Dla lepkiej mamony pozwalacie na tworzenie się obrzydliwego wizerunku miasta, parku i regionu, z którego sławy sami żyjecie!
Rżniecie gałąź, na której sami siedzicie!
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Olav

-#6
Posty: 1997
Rejestracja: ndz 13 lut, 2005
Lokalizacja: Zakopane / Poronin Misiagi

Post autor: Olav »

Po pierwsze negatywnie - rzeczywiście do moka powinny jeździć konie innej budowy - było by im może nie łatwiej, ale bezpieczniej - konie wyższej i delikatniejszej budowy są bardziej narażone na uraz.

A teraz w obronie fiakra - jak można było na spokojnie wyczytać w którymś z powyższych źródeł Jordek (bo tak miał biedak na imię) mimo wszystko sam wstał, wszedł o własnych siłach do auta i dopiero po drodze zmarł.

To nie policja złapała ucieczkę, ale kiedy auto z koniem zjeżdżało już z palenicy to z naprzeciwka nadjechał weterynarz, który to w ostatnim numerze TP stwierdził iż koń na 100% zdechł w wyniku skrętu kiszek. Więc jeśli to nie zawał to nie bardzo można nawet ten upał winić.

Na koniec na temat tego konkretnego konia pisząc - weterynarz twierdził też, że czasem konie na drodze do moka są źle traktowqane ale robią to INNI fiakrzy, bo są cwańsi od gościa któremu koń padł. A właściciel jordka miał więcej koni i te konie jeździły na zmianę co 2gi dzień.


Teraz dla wszystkich piszących, że skąpy góral, że się nie zatrzymał bo by musiał dudki pooddawać itp - koń i to taki, który wyciągnie fiakrowi frasiąg na włosienicę kosztuje kilka (minimum około 4-5) a może kosztować i nawet kilkanaście tys. PLN. No bo chyba nie pomyśleliście że oni te konie z powietrza biorą?? Owszem można i samemu wychodować, ale jak już się źrebak urodzi to przez ponad dwa lata ani pod siodło ani do woza go brać nie można - bo kręgosłup musi przestać rosnąć.

Z tymi upałami to też jest tak, że koń to nie jest zwierze tylko z naszego klimatu i np co każdy widział na westernie na zachodzi stanów miał gorzej jeśli idzie o upał niż u nas...

Jeśli o wóz z sianem chodzi- który wyładowany może i półtorej tony ważyć - a często ciagnie go jeden a nie 2 konie - to owszem nie cały dzień, ale już koń z pługiem czasem pracuje cały dzień, a zapewniam, że jest mu okropnie ciezko.

Do skąpstwa górali...od jakiegoś czasu jeżdzę regularnie konno, obydwa konie na których jeżdżę z regóły pracują na dorożce przy krupówkach a ich właścicielowi - jak by nie było góralowi z dziada pradziada - przynoszę za tę przyjemność piwko, aby sobie wypił, kiedy ja jeżdżę - niezależnie czyu wsiadam na konia na godzinę, czy na pół dnia...chyba nikt mi nie powie, że ze mnie zdziera...swoją drogą raz jeden miałem przyjemnośc jeździć na koniu który jeździ z fasiągiem na drodze do morskiego oka...i mimo, że miał przerwę po 3 dniach pracy, to od razu rwał się do galopu i trzeba go było wstrzymywać...

I może wiele niedociągnięć związanych z transportem konnym na drodze do moka jest...ale do cholery, nie mówcie że chłop tego konia bił, ani że zajeździł go na śmierć bo ani drugie, co oczywiste, ani pierwsze - bo koń źle traktowany kiedyś sie "odwdzięczy"...

Chyba skończyłek, najwyżej z czasem coś dopiszę.
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Olav pisze:chyba nikt mi nie powie, że ze mnie zdziera
wiesz - ty jestes już swój. Wżeniony w góralski ród.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
ODPOWIEDZ