Szerokie przestrzenie

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Szerokie przestrzenie

Post autor: Basia Z. »

Najpierw nerwówka w ostatniej chwili przed wyjazdem. Odmówiono nam noclegów, i nie wiadomo czy da się w ostatniej chwili załatwić coś innego.
Udało się - i jak się okazało było to miejsce dużo korzystniejsze niż miejsce planowane pierwotnie.

Wyjazd w piątek po południu. Pociąg na trasie Katowice - Żylina stał z niejasnych przyczyn ponad dwie godziny w Zwardoniu, przez co uciekły nam wszystkie możliwe połączenia z Żyliny. Ostatecznie po połówce nocy spędzonej na ławce obok fontanny w samym centrum miasta pojechaliśmy o 3 w nocy InterCity do Michałowiec.
Za to stamtąd dalsza podróż poszła już gładko:
Po 20 min. przesiadka na autobus do Użgorodu, tam godzinna przerwa na kawę i małe conieco (większość wybrała barszcz ukraiński), potem autobus do Sołotwiny (180 km w 4 godz., ale to jeszcze nic bo pociąg jedzie tą trasą 8 godz.).
Granicę przekroczyliśmy na przejściu Syget Marmaroski-Sołotwina, przez most na Cisie.
W Sygecie zasiedliśmy na ławkach na skwerku w centrum miasta i rozpoczęli poszukiwania transportu do miejsca zamieszkania (ok 10 km) co ze względu na panujące sobotnie popołudnie było trudne.

W końcu poznaliśmy sympatycznego chłopaka, znającego angielski, który czterema kursami zawiózł całą grupę do pensjonatu.

Tam od razu mocno rzuciło się nam w oczy wyposażenie pokojów utrzymane w tradycyjnym stylu marmaroskim:

Obrazek

Taras doskonale nadawał się na wieczorne piwo:

Obrazek

Po odespaniu zaległości z poprzedniej nocy kolejnego dnia wyruszyliśmy na niezbyt długą ale ciekawą trasę w Góry Gutyńskie.
Są to góry pochodzenia wulkanicznego, mi troszkę przypominały charakterem Góry Szczawnickie, aczkolwiek są nieco wyższe.

Nie mieliśmy mapy, ale na szczęście była w terenie:

Obrazek

Andezytowe skały o nazwie "Koguci Grzebień" są również miejscem wspinaczek:

Obrazek

Z bliska wygląda to jeszcze ciekawiej:

Obrazek

A od tyłu tak:

Obrazek

W końcu stajemy (a raczej siadamy) na najwyższym szczycie tego pasma: Vârful Gutâiul Mare 1443 m n.p.m.

Obrazek

W zejściu skaliste zbocza Vârful Gutâiul Mica czyli "Trzech Apostołów" przypominają mi troszkę Wielkiego Chocza lub Salatyn, ale rodzaj skał jest inny, bo są to andezyty:

Obrazek

Przedzieramy się przez bardzo kłujące jałowce halne, ale jest też trochę przyjemności:

Obrazek


Kolejna dwa dni z powodu niezbyt sprzyjającej pogody poświęcamy na turystykę krajoznawczo - etnograficzną.

W każdym razie zwiedzamy kolejno:

- "Wesoły Cmentarz" w Sapanţa - ewenement na skalę światową.
Na nagrobkach przedstawione są praca, lub ulubione zajęcia zmarłego, lub też sposób w jaki zginął.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trzeba przyznać, że dość makabryczny czarny humor.

Po kilku godzinach nastrój całkowicie inny - wstrząsające Muzeum Ofiar Komunizmu.
W Sygecie Marmaroskim było najcięższe na terenie Rumunii więzienie, gdzie reżim komunistyczny wymordował własną inteligencję - uczonych, duchownych, nawet artystów.

W dawnych celach jest teraz muzeum poświęcone nie tylko ofiarom, ale również wszelkim zrywom przeciwko komunizmowi.
Dumna byłam z tego, ze jest kilka sal poświęconych polskiej "Solidarności".
Na dziedzińcu na dawnym spacerniaku jest pomnik ofiar.

Obrazek



Kolejnego dnia - zwiedzanie skansenu w Sygecie Marmaroskim:

Obrazek

Obrazek

Tradycyjne marmaroskie bramy, zachowane na szczęście nie tylko w skansenie:

Obrazek

Obrazek


Potem wycieczka ze zwiedzaniem kilku cerkwi, z których trzy znajdują się na liście UNESCO:

Deseşti:

Obrazek

Obrazek

Kto zna cyrylicę może przeczytać kogo transportują diabli do piekła:

Obrazek

Obrazek

Budeşti:

Obrazek

Tam nie wolno było robić w środku zdjęć.

Oraz malutka, urocza cerkiewka w Barsana (też nie wolno było robić zdjęć wewnątrz, a wielka szkoda, bo była tam piękna polichromia).

Obrazek

Poza tym odwiedziliśmy miejsce gdzie działa dawna pralka:

Obrazek

Oraz współczesny "cepeliowski" monastyr w Barsana zbudowany na wzór dawnych cerkwi:

Obrazek

Na mnie jednak te małe, autentyczne i stare świątynie robią znacznie większe wrażenie.

Na koniec dnia czekał nas obiad złożony z samych smaczności:

Obrazek


W końcu w środę rano licząc na lekką przynajmniej poprawę pogody wynajęliśmy w już zaprzyjaźnionej firmie transportowej busa i pojechaliśmy w góry (ok. 80 km od naszego miejsca pobytu).

Obrazek

Podchodzimy najpierw ok. 8 km szeroką doliną do miejsca gdzie jest "schronisko", niestety na głucho zamknięte.
W pobliżu pałętają się tylko jakieś zwierzaki, a pracujący w pobliżu drwale powiedzieli nam, że na Popa Iwana Marmaroskiego da się podejść płajem przez Rypę (można bez problemu porozumieć się po rosyjsku, bo rejon ten zamieszkują Ukraińcy).

Obrazek

Specjalnie dla Janka - zwracam uwagę jak atrakcyjny może być współczesny strój turystyczny.

Idziemy dalej szeroką drogą wprost do góry grzbietem Rypy. Droga jest zaznaczona na dwóch mapach - przedwojennej polskiej WIG-ówce (nadal jest to najlepsza dostępna mapa tamtego rejonu, niestety nie obejmowała całości naszej trasy) oraz na wojskowej mapie radzieckiej.
Mimo tego że droga była szeroka dwukrotnie miała ślepe odnogi i gubiła się w krzakach nie do przejścia.
Wtedy wracaliśmy po kilkadziesiąt metrów deniwelacji w dół i próbowali ponownie w inną odnogę drogi.
W końcu po około dwóch godzinach podejścia wyszliśmy na rozległą połoninę, gdzie zrobiliśmy sobie jakieś jedzonko i zaczęli podejście odkrytym terenem.

Niestety pogoda zaczęła się pierniczyć. Mieliśmy bardzo wiele szczęścia, bo tuż przed deszczem dotarliśmy do zagubionego na rozległej połoninie starego i nie używanego szałasu pasterskiego.

Obrazek

Szałas nie był w najlepszym stanie, ale o dziwo do środka nie padało.

Obrazek

Natomiast na nocleg niezbyt się ten szałas nadawał, w środku była po prostu owcza i końska ubikacja. Jedynie stryszek był jako-tako zdatny do użytku. Z braku innego miejsca myśleliśmy już nawet o noclegu tam, chociaż była dopiero godz. 15.
W końcu jednak przestało lać i wyszliśmy ponownie na trasę wznosząc się nadal grzbietem Rypy.

Obrazek

Już nie padało, ale trawa była bardzo mokra, przez co wszystkim przemokły buty, a chwilę później weszliśmy w chmury i zrobiła się taka mgła, że widoczność była w granicach 20 m.

Wg obu map - tej WIG-owskiej i tej radzieckiej jakieś 200 m deniwelacji poniżej szczytu Rypy (ma ona ok 1700 m n.p.m.) prowadził jej zboczem wyraźny płaj trawersujący ją od wschodu. Podchodząc wprost do góry grzbietem nie było szans na niego nie trafić (jeżeli nadal istniał). I na ten płaj mimo mgły rzeczywiście trafiliśmy. Obejście góry trwało około 2 godz. niestety nic nie widzieliśmy.
Powiedziałam grupie "jeżeli do 17 nie spotkamy innego miejsca noclegu - wracamy do tego dziurawego szałasu"
Na szczęście tuż przed 17, w pewnym krótkim momencie wiatr rozwiał chmury i z daleka przed sobą zobaczyliśmy całe zgrupowanie szałasów położonych dość nisko, ale przed nami.
No to już było gdzie spać.

Podeszliśmy bliżej. Ponieważ dochodziła już 18 a do szczytu Popa Iwana było jeszcze ok 500 deniwelacji ponadto kompletnie nic nie było widać zdecydowałam (a wszyscy się z tego ucieszyli) że najbliższą noc prześpimy w szałasie, a kolejnego dnia wejdziemy na Popa Iwana, tym bardziej ze prognozy otrzymane SMS-em z Polski były raczej pomyślne.

Tak więc podeszliśmy do szałasu, miejscowi pasterze (17 letnie rodzeństwo) nie byli zachwyceni naszą wizytą ale udzielili nam gościny.
Ze względu na szczupłość miejsca 4 osoby musiały spać jakieś 500 m dalej w osobnej budce. Tymczasem jednak wszyscy coś zjedliśmy i zaczęli suszyć kompletnie przemoczone buty i skarpetki.


Obrazek


Obrazek


W końcu około 22 położyliśmy się spać. Cztery osoby wyszły spać w osobnej budce, 6 osób na szerokiej ławie, ja na karimacie na podłodze obok butów. W nocy obudziłam się z twarzą niemal w tych butach.

Niestety okazało się, że w nocy nasi "mili" gospodarze nas okradli, najpierw dostali od kolegów czekoladę, a potem w nocy sami przetrząsnęli niektóre plecaki zabierając słodycze i czekolady. Nie ruszyli tych plecaków, które były zawinięte w ochraniacze przeciwdeszczowe (np. mojego).

Jednej z dziewczyn zginęły kijki trekkingowe, na szczęście nie nowe, ale i tak była to duża strata.

Rano była piękna pogoda.

Obrazek

Śniadanie zjedliśmy obok miejsca noclegu naszych kolegów (to ta budka):

Obrazek

Z takim pięknym widokiem na sąsiedni Farkaul:

Obrazek

Jedna z moich ulubionych gór, byłam na niej dwa lata wcześniej. :-)

W końcu zaczęliśmy podejście.
Poniżej naszego pierwszego odpoczynku linia granicy:

Obrazek

Kwiaty na trasie:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kotły polodowcowe:

Obrazek

I wreszcie na szczycie.

Chmury były na tyle łaskawe, że ze szczytu odsłonił się nam widok na Czarnohorę.

Na ostatnim planie czarnohorski Pop Iwan.

Obrazek

Oraz Pietros i Howerla:

Obrazek


Na pierwszym planie też Pietros - Marmaroski.
Ze szczytu Popa Iwana widać aż cztery Pietrosy - oprócz dwóch wymienionych Budyjowski i Rodniański.

Na szczyt dotarła para Polaków z Bielska, zrobili nam zdjęcie (akurat przyszła chmura i zrobiło się zimno):

Obrazek

Zaczęliśmy zejście.
Rzut oka wstecz - na szczyt:

Obrazek

I w przód - na Farkaul i Michajłek.

Obrazek

Zdjęcie kolegi sprzed dwóch lat (ja wtedy nie miałam aparatu), ze szczytu Farkaula:

Obrazek

I widok dwa lata temu spod Farkaula na Popa Iwana Marmaroskiego.

Obrazek

W tych górach podobają mi się rozlegle szerokie przestrzenie, w żadnych innych znanych mi górach (nawet chyba Alpach) nie czuje się tej przestrzeni tak bardzo.

To ma jednak swoje ujemne strony. Zejście na dół trwało bardzo długo, a w końcu 10 km drogą doliną.

Obrazek

Jednak udało się, złapaliśmy stopa, potem drugiego stopa, w końcu 60 km taksówką (są znacznie tańsze niż w Polsce) wróciliśmy do domu około północy.

Kolejnego dnia tylko łagodny i przyjemny spacer sadami i łąkami w górkach w pobliżu Sygetu Marmaroskiego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pogoda piękna, na horyzoncie widać było nawet Gorgany.

I te piękne płoty i ukwiecone łąki.

Obrazek

Obrazek

Na koniec pożegnalny obiad z grilla.

Obrazek

I niestety wyjeżdżamy:

Obrazek

I to by było na tyle.

Basia
madziula24

-#6
Posty: 1073
Rejestracja: śr 16 lip, 2008
Lokalizacja: Kraków

Post autor: madziula24 »

Niesamowicie przyjemnie się czyta :)
Zapewne uczestnicy zapamietają wyprawe na długo :)

Pozdrawiam serdecznie :)
Wszystko, co przeżywamy, to tylko jakieś etapy, jakieś stacje. To, co dziś wydaje się wielkim osiągnięciem, jutro odpada, bo poszliśmy już dalej. Trzeba być zawsze w drodze.

Anna Kamieńska
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Basia Z. pisze:ja na karimacie na podłodze obok butów. W nocy obudziłam się z twarzą niemal w tych butach.
To musiało Ci się dobrze spać, prawie jak pod...narkozą. :P

Góry ciekawe, coś takiego pośredniego między Bieszczadami, a Tatrami Zachodnimi.

Bardziej kolorowego wyposażenia pokoju nie widziałem.
Gratuluję udanej wycieczki. :)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: Smolik »

Piękne przestrzenie,robią wrażenie kompletnie dzikich gór ( zapewne takie są ).
Pozdrawiam :)
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Awatar użytkownika
tommer91

-#6
Posty: 1173
Rejestracja: ndz 09 mar, 2008
Lokalizacja: Myszków/Kraków

Post autor: tommer91 »

Bardzo ciekawa relacja i wycieczka.
Don't shit, where you eat
Awatar użytkownika
caatoosee

-#6
Posty: 1044
Rejestracja: ndz 29 sty, 2006

Post autor: caatoosee »

Ciekawe tereny ,nigdy nie bylem w tamtych rejonach ,marzy mi sie ukraina i rumunia ,maja napewno swoj urok
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Kolejna porcja "egzotyki". Dzięki Basiu :)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
przemek p

-#4
Posty: 331
Rejestracja: czw 09 lis, 2006
Lokalizacja: kace

Re: Szerokie przestrzenie

Post autor: przemek p »

Basia Z. pisze: Nie mieliśmy mapy, ale na szczęście była w terenie:
W Sklepie Podróżnika można zanabyć:
http://sp.com.pl/Sklep.php?q=%3DTPAP5D601

:)
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Re: Szerokie przestrzenie

Post autor: Basia Z. »

przemek p pisze:
Basia Z. pisze: Nie mieliśmy mapy, ale na szczęście była w terenie:
W Sklepie Podróżnika można zanabyć:
http://sp.com.pl/Sklep.php?q=%3DTPAP5D601

:)
Tak - teraz to już wiem (i przy okazji nabędę).
Tylko ta mapa jest schowana w dziale "Góry Zachodnorumuńskie - Bihor", co jest zdecydowaną nieprawdą.

Widziałam też że mają już mapę Giumalau-Rarau, która z kolei była mi potrzebna w zeszłym roku, bo wtedy nie miałam praktycznie żadnej mapy.

Posługuję się wydrukami z Internetu ze strony www.mielu.ro, a tam gdzie się da - WIG-ówkami.

Tak ogólnie bardzo jestem zadowolona z wyjazdu.
Pop Iwan Marmaroski to góra, na którą od paru lat chciałam wejść - i udało się.

Teraz trzeba sobie szukać celu na rok przyszły :-)

B.
ODPOWIEDZ