Szczęśliwa 7 czyli tydzień w Dolomitach i Alpach Julijskich

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Szczęśliwa 7 czyli tydzień w Dolomitach i Alpach Julijskich

Post autor: krzysgd »

PROLOG czyli kilka informacji logistycznych.

Start 9 lipca ~21.00 (3 samochody osobowe x 3 kierowców + 4 x Bagaż + bagaż osobisty i biwakowy - standardowy + ponad 100 kg żywności w stanie stałym i ciekłym + gitara) z północnych obrzeży Trójmiasta, dalej Kołbaskowo, Berlin, Monachium, Worgl, Kutzbuchel, Lienz, Toblach (Tobiazzo) i meta w Cortina d’Ampezzo ~15.00 następnego dnia na campingu Rocchetta (w 5 namiotów).
http://www.campingrocchetta.it
Obrazek Obrazek
Ta ładna i czyściutka miejscowość przywitała nas ciepłym deszczykiem, o którym po niecałej godzinie można było spokojnie zapomnieć.
Skład grupy: 13 = 4k + 9m lub 4x51-60, 3x45-50, 4x35-40, 1x21, 1x16 lat.
Udany dojazd uczciliśmy gorącą obiadokolacją w postaci zasłoikowanego domowego gulaszu z dość słuszną zapitką przy akompaniamencie gitary, 1 os.lead voc.męskiego, 1 os.lead voc.żeńskiego, 3 os.sekcji rytmicznej i 8 os.chórku, którego skład w momencie nastania ciszy nocnej (we Włoszech miła ciekawostka - o 23.00) stopniał do 3.
I 2 widoczki z okolic namiotu
Obrazek

Obrazek
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

DZIEŃ 1 sobota czyli 1/2 via ferraty Giovanni Lipella.
-----------------------------------------------------------------------

Obrazek

Wyruszamy autami około 8 przez nieco zakorkowane remontem jednej z arterii centrum Cortiny, wszak to weekend, kierując się na zachód do Rifugio Dibona, położonego u podnóża masywu Tofan na wys.2083m.

Obrazek

Na bezpłatnym (!) parkingu zarzucamy na plecy sprzęt szturmowy i w góry. Maszerujemy do podnóża Tofany di Roses na miejsce, gdzie w czasie I wś żołnierze włoscy wykuli w skale kilkusetmetrową sztolnię, a początek ma nasza dzisiejsza żelazna droga.
Obrazek Po kolei znikamy w dziurzeObrazek



Po wyjściu na powierzchnię wielkie wrażenie wywołuje głębokość dolin i wysokość ścian. To zupełnie inna skala. ↓

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Trasa naprawdę piękna widokowo, choć po jakimś czasie wydaje się monotonną. Trawers półką, wspin ferratą w górę, trawers półką, wspin itd itd.
Obrazek Obrazek Obrazek



Niestety doganiamy niesamowicie wlokącą się ok.20 osobową grupę włoską, która nie chce nas przepuścić, co uniemożliwia osiągnięcie celu jakim miała być dziś Tofana di Roses 3225m.
Obrazek Obrazek


W pewnym momencie monotonię marszu przerywa sama góra wypluwając na pusty, akurat, fragment szlaku (mieli fuksa ci guzdrający się Włosi, gdyby byli szybsi o jakieś 3 minuty niechybnie dostaliby po łbach) niewielką jakby z ckm kamienną serię. A góra pokazała, kto tu rządzi.
Docieramy do rozejścia szlaków cima i rifugio na wysokości ok.2700.
Z nudów szwendam się tu i tam, aż trafiłem szlakiem w kierunku Rif. Giusani na wyłaniający się zza skalnej ściany widok, który zwalił mnie z nóg, widok na nasłonecznioną Tofanę di Mezzo. Bajka na żywo. ↓

Obrazek




Nawet 10-ciu naszym udało się pojedynczo poprzeskakiwać anemicznych autochtonów, ale na pozostałą 3-kę czekaliśmy grubo ponad godzinę aż. Zaczyna nieco prószyć, chmurzy się. Decyzja szefa jest jednoznaczna: grupa nie rozdziela się z uwagi na:
1 - nasz sposób transportu, wprawdzie są 4 osoby chętne na atak szczytowy, ale
2 - bezpieczeństwo - 2 z nich to lidera córki, które nie otrzymały zgody.

Wniosek - na trzytysięczniki wyrusza się wcześniej rano, nie o 8.

Kierunek Rif.Giussani.
Obrazek


Dłuższy popas, ktoś tam pije piwko po 5 euro. Schodzimy łatwym, krótkim, lecz dość stromym szlakiem do samochodów. Jest wcześnie, gdzieś 4 p.m. Za wcześnie, by schodzić z gór. Duży niedosyt. Trudno, nie dziś to za rok. Myślę, że w Dolomity się wraca.

Wieczorem podobna wczorajszej suto i repertuarowo impreza, do której dla odmiany zapraszamy niemieckiego sąsiada Lutza z małżonką. Sąsiad poddaje pod rozwagę pomysł, który zostanie zrealizowany pojutrze. Dobranoc, 23.00, do namiotów!
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

Eh znajome widoki. NA Tofanę di Rozes wyjechaliśmy z campu Olimpia pewnie kole 6 rano :), no ale zespół mieliście spory to też spowalnia.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Faktycznie miło jest zobaczyć znajome widoki :) Osobiście preferuję małe grupy w góry. Powyżej 4 osób zaczyna być "tłoczno" jak dla mnie.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
ermen

-#4
Posty: 341
Rejestracja: śr 20 paź, 2004
Lokalizacja: Świdnik

Post autor: ermen »

Jeśli z najwyższych szczytów Dolomitów ktoś chce mieć fajny widok i porobić dobre zdjęcia to nawet wyjazd z campingu o 5 rano nic nie da. Około godziny 9-10 większość szczytów o tej porze roku jest juz nakryta czapką chmur. Rozwiązaniem, ale jedynie dostepnym dla małych grup, są noclegi w biwakach. Polecam szczególnie B. degli Alpini pod Tofaną di Dentro. Rewelacja.

PS. Na przedostatnim zdjęciu jest nie tylko Mezzo ale też Tofana di Dentro.
Tatry......., Pieniny......., Dolomity......... Moje najwspanialsze
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

ermen pisze:noclegi w biwakach. Polecam szczególnie B. degli Alpini pod Tofaną di Dentro. Rewelacja.
Polecam obejście Sorapis :)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Punisher

-#1
Posty: 44
Rejestracja: ndz 09 paź, 2005
Lokalizacja: Chorzów
Kontakt:

Post autor: Punisher »

Ooo witam czy my przypadkiem nie spotkaliśmy się na Monte Cristallo? Była tam 3 Polaków (w tym ja) :D Też bylismy na Lipelli tyle, że po przejsciu ferraty zaczęło pogrzmiewać więc atak szczytowy odpuściliśmy... Później wrzuce kilka fotek...
www.wtatrach.ovh.org <- zapraszam :)
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

Punisher pisze:witam czy my przypadkiem nie spotkaliśmy się na Monte Cristallo
Byliśmy tam w poniedziałek, (jeżeli to wy) robiliście nam foty :D:D:D


Punisher pisze:Później wrzuce kilka fotek...
Pisz relację!
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

Dzień 2 niedziela czyli wyborne wspinanie, tylko czemu tak krótko.

Obrazek

Tym razem wyruszamy o 7.00, podobnie jak wczoraj na parking przy Rif.Dibona. Po godzince jesteśmy przy Rif.Pomedes 2303m.
Nasz dzisiejszy cel - Punta Anna 2731m ↓
Obrazek


Bezzwłocznie śmigamy pod skałę. Ubieramy się i ruszamy całkiem dziarsko pod górę.
Obrazek Obrazek Obrazek


Początek ferraty Giuseppe Olivieri poprowadzony przepięknie, tak widokowo jak i technicznie ↓
Obrazek


Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek


wreszcie trzeba trochę „popracować”, ba nawet i ciekawa przewieszka się znalazła. Tym razem nie wszyscy jednak rozwijają tempo Pendolino, trudności krótszym damskim łapkom i nóżkom jakby dawały się bardziej we znaki.
Obrazek Obrazek


W niewielkich odstępach meldujemy się na szczycie Punta Anna. Widoczność ... zmienna ↓
Obrazek


Krótkie zejście i wreszcie następuje fragment drogi przeznaczony dla istot zdecydowanie dwunożnych. Ok. 12.00 docieramy do rozdroża: cima, rifugio.
Pierwotny plan zakładał wejście na Tofanę di Mezzo 3240m i zjazd wyciągiem. Nagle ktoś konstatuje: „Na 16.00* się nie wyrobimy, skoro przez 4 godziny zaszliśmy dopiero tutaj, a jeszcze z góry dymać pieszo - dziękuję” Nie wiem jak to się dzieje, że i ja ulegam propagandzie klęski, więc zespół szczytowy ulega samorozwiązaniu. Za owo lenistwo zły na siebie jestem do tej pory.
Murwa kać, 1 po południu, a my schodzimy z gór. Przecież z mapy wynikają jedynie 2 ferratki, co prawda, wyglądają na dłuższe od 1 części, ale pewnie łatwiejsze i szybsze. Dalibyśmy radę – do weryfikacji w przyszłości.

Wniosek – na trzytysięczniki wychodzi się wcześniej rano niż o 7.00.

Cóż schodzimy. Początek drogi to piarżysko, w którym zapadaliśmy się prawie po kolana. Dobrze, że idziemy w dół, bo pod górę i Syzyf by nie wszedł. Spore pole śnieżne
Obrazek


Teraz rzut oka za siebie ↓ widać wyraźnie jak piarżysko zsypuje się na śnieg
Obrazek

i przed siebie ↓ słoneczna Cortina
Obrazek


przyjemne pionowe zejście ferratką ↓ :D
Obrazek


jakieś drabinki różne
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek


i nagle … nieoczekiwana trudność – w rysie prawie pionowy płat śniegu, na który niektórzy mają spory kłopot wskoczyć bezpośrednio ze skały.
Obrazek

Z niewielką pomocą przyjaciół wszystkim bezpiecznie się udaje przejść, jeszcze kilka zakosów w dół i piwosze „milionerzy” mają swoje 5 minut. Siedzimy w Pomedes dzieląc się wrażeniami z, było nie było, dość trudnego przejścia. Dobra, dobra, czas na dół, w końcu gardła piwoszy z plebsu też mają swoje prawa, więc małe zakupy w Cortinie i na camp.
Z uwagi na wcześniejszy powrót, tradycyjna już impreza trwa dłużej, przyłącza się także Lutz, z połówką grappy. Cholera, gustu do wódki to on nie ma za feniga, imo rzadkie świństwo.
Żal Tofany, ale cóż, po iluś tam kolejkach nawet ja uznałem dzień za udany.

* o tym czasie miał zakończyć pracę wyciąg – swoją drogą taka fajna górka i byle klapkowicz może się załapać.
Ostatnio zmieniony śr 22 lip, 2009 przez krzysgd, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

heh znowu jedna z moich ulubionych ferrat.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Piękna sprawa! Przyciągają te góry oj przyciągają...
Awatar użytkownika
Ala

-#5
Posty: 675
Rejestracja: pt 01 sie, 2008
Lokalizacja: i tu i tam

Post autor: Ala »

fantastycznie miłe i znajome widoki ...w lipcu
miałam możliwość w marcu poszusować dokładnie w tym rejonie :)
piękne foty
pozdrawiam ala
jaka impreza ? nic o tym nie wiem
..życie jest piękne :-)
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

Dzień 3 poniedziałek czyli miał być lajcik, i był.

Niespiesznie, bo i po co, wypełzamy z namiotów. Zapowiada się upalny dzień, dobrze, po tatrzańskich deszczach wreszcie trafiam na sensowną pogodę.

Po śniadaniu 4 „śmiałków” pakuje się w samochód i jedzie na wycieczkę do Wenecji. Pozostali realizują plan podsunięty 2 dni wcześniej przez Lutza – wycieczkę na grań Monte Cristallo, miejsce ze znanym mostkiem, wsławione realizacją filmu „Cliffhanger” (Na krawędzi) z Sylwestrem S.

Lajcik to lajcik, autami dojeżdżamy do parkingu u podnóża M.Cristallo. Następnie korzystamy z dwuetapowego wyciągu.
Widok ze stacji pośredniej ↓
Obrazek

Zwłaszcza 2 etap to ciekawe rozwiązanie z zakresu inżynierii transportu.

Obrazek Obrazek

Dostajemy się na grań. Rifugio G.Lorenzi 2932m to nasz punkt startowy to bardzo sympatycznej (po wczorajszej Puncie Annie) godzinnej ferratki graniowej Bianchi na wierzchołek Cima di Meso 3194m. ↓
Obrazek


Różne widoczki z trasy ↓
Obrazek

Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Niektórzy zbiegają szybciutko, by „zaliczyć” kultowy mostek, który szczególnie efektownie wygląda na większej fotce powyżej.

Obrazek

znajdujący się na początku ferraty Ivano Dibona. Mi się nie spieszy, z pół godzinki leżę na cimie, drugie pół dumam w rifugiu, mam po prostu zarys planu na przyszłoroczny wypad. Co tam mostek, złoi się Dibonę po całości.

Wracamy. Po kolei: kontenerki, krzesełka, samochody, mały spacer po Cortinie, wysyłam pocztówkę do pracy, robimy zaopatrzenie (ciekawostka – bułeczki na wagę) i migiem jesteśmy na campingu. Dochodzi 19.00. W znakomitych humorach (tym sposobem wiem jak spędzić kolejny przyszłoroczny dzień we Włoszech) wracają Wenecjanie.

Obrazek Obrazek Obrazek

Obrazek Obrazek Obrazek

Obiad - puszkowane, polskie, mocno pikantne leczo popijam 3 piwkami, wieczorem zaś wyjątkowo spokojny alkoholowo nastrój. Koncentracja przed najważniejszym celem w Dolomitach wyziera z każdej twarzy, zwłaszcza, że dla niektórych będzie to już 3 podejście.
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

krzysgd pisze:miał być lajcik, i był.
W mojej grupie jak w zegarku, jak ma być lajcik to wychodzi hard core :))
krzysgd pisze:Co tam mostek, złoi się Dibonę po całości.
Byliście ostatecznie na Dibonie?
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Fantastyczne wycieczki.

krzysgd pisze:Myślę, że w Dolomity się wraca.
O tak.

krzysgd pisze:Niektórzy zbiegają szybciutko, by „zaliczyć” kultowy mostek, który szczególnie efektownie wygląda na większej fotce powyżej.
Całkiem efektowne mogłoby być również zejście tą ścianą do zaśnieżonego żlebu i wyjście spowrotem na górę ;)



Pozdrawiam
uszba
Awatar użytkownika
ermen

-#4
Posty: 341
Rejestracja: śr 20 paź, 2004
Lokalizacja: Świdnik

Post autor: ermen »

krzysgd pisze:

Krótkie zejście i wreszcie następuje fragment drogi przeznaczony dla istot zdecydowanie dwunożnych. Ok. 12.00 docieramy do rozdroża: cima, rifugio.
Pierwotny plan zakładał wejście na Tofanę di Mezzo 3240m i zjazd wyciągiem. Nagle ktoś konstatuje: „Na 16.00* się nie wyrobimy, skoro przez 4 godziny zaszliśmy dopiero tutaj, a jeszcze z góry dymać pieszo - dziękuję” Nie wiem jak to się dzieje, że i ja ulegam propagandzie klęski, więc zespół szczytowy ulega samorozwiązaniu. Za owo lenistwo zły na siebie jestem do tej pory.

...........

Wniosek – na trzytysięczniki wychodzi się wcześniej rano niż o 7.00.
No nie wiem czy powinieneś być na siebie zły czy może błogosławić tego, który prawidłowo ocenił Waszą sytuację.
Wyszliście z Pomedes o 8.00. Na Punta Anna szliście więc 4 godziny, to mniej więcej dwa razy dłużej niż przewiduje standard. Ferrata Aglio na Mezzo to w standardowym tempie 3 godziny. Jak byłem pierwszy raz na Mezzo (drugi dzień pobytu - bez aklimatyzacji - pierwszy raz w górach wyższych niż Tatry) to idąc samotnie, bez towarzystwa, zajęło mi to około 3,5h. Biorąc pod uwagę Wasze tempo na Olivieri i Lipelli rzeczywiście nie doszlibyście na 16.00. Wtedy jedynym rozwiązaniem byłby nocleg we wspomianym przeze mnie wyżej Bivaku degli Alpini. No chyba żebyście się zreflektowali wcześniej przy oknie skalnym i dali spokój z dalszą wspinaczką schodząc do Rif Giussani - "rewelacyjny" zjazd piargami, "czyszczącymi" buty do białości :))
Tatry......., Pieniny......., Dolomity......... Moje najwspanialsze
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

Szarotka pisze:Byliście ostatecznie na Dibonie?
Plan 2010



ermen pisze:szliście więc 4 godziny,
Z czego 2 na siedząco :D , bynajmniej ja.
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

krzysgd pisze:Szarotka napisał(a):
Byliście ostatecznie na Dibonie?

Plan 2010
ale to taka emerycka ferrata - jedynie ze względów historycznych ją warto przejść - emocji tam nie zaznacie.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
krzysgd

-#6
Posty: 1098
Rejestracja: pn 13 gru, 2004
Lokalizacja: Ciemnogród

Post autor: krzysgd »

Dzień 4 wtorek czyli nareszcie coś.

Masyw Marmolady, szczyt Punta Pena 3342m to nasz dzisiejszy cel, "atak" nastąpi z północy znad jeziora Fedaia.

Obrazek

Ruszamy około 7.00. Nie ma sensu wcześniej, bo „trzyma” nas czas uruchamiania wyciągu do Rif. Pian dei Fiacconi. Po niezliczonych „tornantach” (zakręt 180° na serpentynie) przez doliny i przełęcze meldujemy się nad jeziorem, a właściwie zalewem.
W miarę punktualnie czyli parę minut po 9.00 wyjeżdżamy w górę w dwuosobowych koszach na 2600. Wjazd góra - dół tylko 8€.

W czasie jazdy ↓

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Obrazek

Teraz zejście niżej w kierunku zachodnim by obejść północne ramię i na lodowiec. Raki spoczywają w plecakach. Lód pokryty warstwą nadtopionego, tegorocznego śniegu z wyraźnie wydeptaną ścieżką wydaje się być łatwym spacerem. I jest. Technicznie, jednak upierdliwość podejścia rośnie wprost proporcjonalnie do każdego przebytego metra. Idzie mi nieźle, nawet lubię wyprzedzać, będzie okazja dłużej odpocząć na przełęczy. Nasza grupa rozciąga się na prawie pół lodowca.

Obrazek

Jakaś obca, chyba Niemka wpada w płacz, towarzysze uspokajają ją, coś pokazując wprzód, że niby niedaleko? Co ona oczu nie ma? Spotkamy ją potem na szczycie. Brawo dla tej pani.
Końcówka podejścia ferrata, częściowo pod śniegiem, stromo, ślisko, wreszcie można się chwycić linki. Wspólnie z kolegą V osiągam przełęcz Marmolada. Mamy dłuższą przerwę, ubieramy „stringi”. Grupa powoli się scala. Niestety dwoje naszych – małżeństwo F zdecydowanie odstaje, pewnie zawrócą …
Pogoda marzenie, ani za zimno, ani za gorąco (bynajmniej na 2500-3000)
Pada hasło: można iść. Wyrywam w górę jak ze sprężyny. Ferrata, właściwie droga ubezpieczona niezliczoną ilością haków, prętów, drabinek jest tak łatwa, że uprząż niosę na sobie tylko po to, by nie nieść jej w plecaku. Pniemy się w górę.

Obrazek Obrazek Obrazek

Po osiągnięciu grani zawiało chłodem, pokazały się pola śnieżne.

Obrazek

Mija około 1,5h i jestem przy krzyżu. Marmolada – Punta Pena (Punkt Utrapienia – fakt dłuugo i nuudno) 3342 m wzięty!

Obrazek Nadciągają pozostali. Obrazek

Wraz z szefem dociera dramatyczna wiadomość (miał telefon). Pan F u samej przełęczy zanotował poślizg i 30 metrowy zjazd z koziołkami, które to wydarzenie wg relacji pani F wyglądało fatalnie, zwłaszcza kilkumetrowy wyskok i upadek. Na szczęście skończyło się na kilku siniakach i lekkim stłuczeniu prawego barku. Oczywiście F wycofali się do Rif. Pian dei Fiacconi.
Na szczycie tradycyjnie spędzamy 1-2h.
Teraz "chwila dla sponsora".

Obrazek

Obserwujemy jak jacyś nowoogoretexowani i oszpejeni do granic możliwości, (po kiego grzyba na tej drodze ekspresy i taśmy?) powiązani linami, uraczeni ruszają szlakiem (szlakiem!) w dół. My jakiś czas za nimi. Droga prowadzi wydeptaną ścieżką po miękkim śniegu wzdłuż północnej grani do miejsca, gdzie opuścimy się wertykalnie do doliny na lodowiec.

Rzut obiektywu za ↓

Obrazek

i głęboko w dół przed siebie ↓

Obrazek

Idzie mi się jak po maśle, znaczy ślizgam się jak po maśle, sztuki dupozjazdu nie opanowałem i cierpię dolę okrutną. Już teraz wiem, że niżej na dłuuugi marsz po śniegu założę raki.
Doganiamy superszpejarzy na pionach.
Pada tekst dnia kolegi imiennika K: „Nie dość, że plączą się z liną w ferracie, idą w rakach po skale, to na dobitkę Węgrzy, i jak im powiedzieć, jakimi są debilami”.
Na połączeniu skały i śniegu druga dramatyczna akcja z naszym udziałem. Kolega J zalicza 7 metrowy zjazd zakończony porządnym rąbnięciem w skałę. Obserwuję to z 20m. Zanim skojarzę, co się dzieje, uff, gość wstaje i się uśmiecha. Ostrożnie gramoli się na ścieżkę. Postanowiam go asekurować psychicznie, idę za nim, spoglądam, a jego nowiuśki plecak TNF rozcięty na dobre 20cm. Gdy mu to pokazuję, przyznaje uczciwie ile miał w portkach.

Obrazek

Kurka mać, jakie szczęście, że nie wyrżnął o skałę nieprzeciętnym (bo kask od kilku minut spoczywał w plecaku) łbem. (Wybacz J).
Droga do Fiacconi spokojna, bez niespodzianek, zadowolony jestem z raków, idę powoli, zero poślizgu.
Znów spogladam za na oddalający się krzyż ↓

Obrazek

i przed siebie na przybliżającą się nieuchronnie cywilizację ↓

Obrazek

Dostojnie wkraczam na teren przyschroniskowy, a tam piknik morskooczny w najlepsze, tłum, dzieciarnia tapla się w śniegu, hałas, tumult nie do zniesienia. Prędko na dół!

Kosze, samochody, serpentyny, szybko nam upłynęło 1,5h podróży na camp. Tutaj zmęczeni, ale zadowoleni, zgłodniali i spragnieni, zaspakajamy gruntownie potrzeby ciała z naciskiem na uzupełnienie płynów, kontemplując (wreszcie jakiś) sukces. Jutro do południa wolne, więc warto uczcić.

Podsumowując Marmoladę. Góra prosta przy dobrej pogodzie, ale wiadomo, na 3000 aura czyni cuda, a łatwizna przeradza się w walkę o przetrwanie. Nie bez kozery niektórzy korzystali z zasady: do 3 razy sztuka. Ba, nawet dziś, w warunkach wydawałoby się idealnych, dwukrotnie góra poazała pazur i ostrzegła, by zachować koncentrację do ostatniego kroku. Góra wymagająca nieco kondycji, choć trasa do zrobienia w 5h i tyle mi mniej więcej netto zajęła.
Ostatnio zmieniony sob 25 lip, 2009 przez krzysgd, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

krzysgd pisze:Doganiamy superszpejarzy na pionach.
Pada tekst dnia kolegi imiennika K: „Nie dość, że plączą się z liną w ferracie, idą w rakach po skale, to na dobitkę Węgrzy, i jak im powiedzieć, jakimi są debilami”.
jak czytam Wasze przygody - to bez obrazy, ale darowałbym sobie takie uwagi.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
ODPOWIEDZ