Wyjazd czwarta rano, już za Przemyślem poczułem smak Bieszczad. mój GPS wybrał taką trasę, że lepszej nie można było sobie wymarzyć. Przy okazji zwiedziłem Arłamów, wieś której nie ma. Po wprowadzeniu stanu wojennego w Arłamowie internowany był na początku 1982 r. przewodniczący Solidarności Lech Wałęsa. Drogi kręte na szerokość jednego samochodu, także jechałem z sercem na ramieniu. Ale na szczęście nikt mi na drodze nie stanął. Nieszczęściem jedynie by było, gdyby wysiadł mój samochodzik, gdyż nie było zasięgu, a zanim by ktoś dotarł do mnie to i tak by mnie wilki zjadły.
I tak szczęśliwie dzięki GPS-owi, bo dróg tych na mojej mapie nie było, dotarłem do miasteczka Lutowiska, kilkanaście kilometrów przed Ustrzykami Górnymi.
W Lutowiskach jest taras widokowy, który ochoczo odwiedziłem w celu zaspokojenia głodu widoków i żołądkowego.
Piękny widok na Bieszczady nasze i ukraińskie.
A stąd już tylko rzut beretem do celu, którym były Ustrzyki Górne.
Kwatera w Białym Hoteliku polecanym mi przez niejakiego admina o imieniu Mariusz.
Tutaj nastąpią podziękowania za namiar. Kwatera godna polecenia. Choć wygodnickim może nie pasować, ale ja jak najbardziej byłem zadowolony.
Sama wieś Ustrzyki Górne liczy około 100 mieszkańców, położona jest nad potokiem Wołosaty. Wieś całkowicie została zniszczona na skutek działań NKWD.
W ogóle małe zaludnienie okolicznych wiosek to pokłosie Akcji Wisła z 1947 roku.
Po przybyciu do miejsca zakwaterowania, po południu odbyłem spacer po ścieżce przyrodniczej dookoła Ustrzyk, a wieczorkiem piwko z widokiem na otaczające pagórki.
Muszę przyznać, że piwo smakuje tutaj wybornie, nawet moja rodzima Perła tutaj dotarła.
Następny dzień, Tarnica przez Szeroki Wierch. Do samej przełęczy zero turystów. Na przełęczy parę osób i mnóstwo śmieci ułożonych na kupkę. Ot taki miejscowy zwyczaj.
Przed wejściem na Tarnicę, każdy pozbywa się śmieci, które ktoś po pewnym czasie ładuje w worki i chyba wieczorem znosi do wsi Wołosate.
Z przełęczy na Tarnicę już tylko 10 min. Z czasem na szczycie ludzi zaczęło przybywać, aż zrobiło się dla mnie za ciasno. Postanowiłem, w poszukiwaniu ciszy przebazować się na Krzemień. Powrót tą samą drogą w ciszy i spokoju, wszyscy już zleźli z gór.
A wieczorkiem, wiadomo…piwko.
Drugi dzień Połonina Caryńska. Na szczycie wygrzmociło, ulało i usiekło. Po kilku grzmotach zacząłem w deszczu spierniczać szlakiem w kierunku wsi Brzegi Górne.
Żeby całkiem przemoczonym nie wsiąść do busa, po drodze osuszyło mnie słońce.
A wieczorkiem, wiadomo….pizza i wiadomo….
Następny dzień był dniem powrotu. Postanowiłem odwiedzić Solinę, a później Łańcut.
Soliny jako miejsca docelowego pobytu nie polecam, …taki jarmark Europa.
Tama imponująca. Nie trafiłem na spuszczanie wody, robią to dwa razy w roku.
Widziałem tylko na zdjęciu, na żywca musi robić wrażenie.
Następny przystanek Łańcut. Pałac jak pałac, zapraszam do Kozłówki k. Lublina, wydaje mi się bardziej atrakcyjny. Zresztą, oba są wystrojem wnętrz, podobne do siebie, z tą różnicą, że łańcucki jest Lubomirskich, a ten w Kozłówce Zamoyskich.
I tu się pewnie narażę, … nie przepadam za murami. Zamki i Pałace, nie dla mnie.
Prosto z Pałacu w 2,5 godzinki osiągnąłem moją noclegownie – Lublin.
A wieczorkiem, … wiadomo…. i spać bo nazajutrz do pracy.
Ustrzyki Górne to idealne miejsce dla romantyków, którzy chcą się wyciszyć z dala od zgiełku, lub spędzić urocze chwile np. ze swoją ukochaną.
Lasy bukowe, które rosną tam w przeważającej większości ( w zasadzie nie spotkałem innych), muszą pięknie wyglądać jesienią.
Myślę, że warto tam wrócić.
Eto wsio.
A nie, sorry jeszcze zapraszam na film tu :
http://www.youtube.com/watch?v=1FVmQdM0OTI
Wybaczcie niedociągnięcia, to mój pierwszy film. Coś mi z muzą nie wyszło, miała być inna, ale podobno prawa autorskie złamałem.
Jeszcze kilka zdjęć, co by udokumentować, że nie ściemniam.
Ustrzyki Górne


Coś ze świerszczyka…

Dostojka Latonia

Połonina Caryńska

Tarnica

















Jarmark w Solinie

Łańcut










