Witajcie!
Mój pierwszy raz w Tatrach był aż...5 dni temu (wcześniej były Beskidy, Bieszczady). I był to dla mnie duży szok, troszkę się te góry różnią od Beskidów. Podchodzę sobie normalnie z plecakiem 20 kilowym na Przeł. Krzyżne, a tu zamiast wejść tak hop siup na raz musiałem kilka razy się zatrzymać i odsapnąć

A zejście do Doliny Pięciu Stawów było jeszcze gorsze. W schronisku też zaskoczenie, tłumy ludzi, nie ma miejsca, nawet na podłodze ciasno, na szczęście na tarasie coś znalazłem dla siebie, pod gołym niebem (bo zadaszone też były zajete

Następnego dnia natomiast żeby się zrewanżować poszedłem na lekko na Orlą Perć od Krzyżnego do Zawratu i dalej na Świnice i z powrotem do Pięciu Stawów, ale już nie spałem w schronisku, tylko u leśnika obok. No i właśnie gdzieś tam na Orlej jest mój pierwszy tatrzański szczyt, chyba to jest Mała Buczynowa Turnia. Ach, przepiękny szlak, te widoki, chociaż od Koziej Przełęczy szedłem już w deszczu i widoków niewiele, ale com zobaczył, to moje. Niestety wczoraj musiałem już wrócić ale coś czuje że w Tatry jeszcze nie raz wrócę!