

A mówią, że na Podhalu drogo. Dalej nie pamiętam, co się stało jak sięgam pamięcią następny obraz to widok na przełęcz gdzie dokonałem ostatniego zjazdu w tym sezonie z koleszką Fenkiem (pozdrawiam stary byku).



Pozostałość po lawinie daje wiele do myślenia mi na myśl przychodzi jedno: świetna lodówka gdybym miał browarek chyłkiem skryłbym go, aby wydobyć wieczorkiem i ugasić pragnienie. Dochodzę do tajemnego miejsca gdzie trzeba czmychnąć ze szlaku wiadomo, w jakim celu. Teraz przez potok, gdzie niedawno odegrały się sceny mrożące krew w żyłach(Adam Smolik i Przemek wiedzą, o czym mówię)

Dochodzę do stawu a tu niespodzianka trzech łepków się pałęta niechybnie filance słowackie. Ale gdzie tam, nasi w czystej postaci. Spoglądam na odchodzącą trójkę mam wrażenie, że idą w tym samym kierunku, co ja. Gotuję wodę zalewam świństwem w postaci kawy 3+1 wcinam banana.

Po 20 minutach zabieram dupę w troki i udaję pod próg. Nie wiem jak to się stało, ale mijam po lewej stronie trzech osobników. Staję nieruchomo po czym wydaję z siebie okrzyk coś na wzór ryku niedźwiedzia, czy się przestraszyli ?nie wiem. Szybko przez próg a tu co? zaczyna padać no ładnie tylko tego mi trzeba. Włażę pod kamerdolca jak jakiś śpieg i czekam na rozwój sytuacji. A ta wygląda tak:
1.Zaczyna być zimno
2.Łepków nie widać
3.Wypogadza się


Z nogi na nogę pnę się w górę kamienie śliskie jak… i znowu obrazy wymykają się z mojej pamięci. Dochodzę pod żleb wyprowadzający na przełęcz od lewej dochodzą mnie jakieś odgłosy. a maszci znowu jakieś facety. Ale widzę, że schodzą przyjdzie mi zamienić słowo z nimi, bo akurat przechodzą obok mnie.



Po krótkiej rozmowie chodzi o to, że dwa facety pomyliły żleb i zamiast 0+ próbowali sforsować X- jeden to się nawet zdziwił, że w Tatrach 0+ jest bardzo trudne. Po wymianie serdeczności facety znowu wrócili już do odpowiedniego żlebu i bardzo sprawnie pokonali rzeczywiste trudności 0+ pewnikiem w dalszej kolejności zdobywając swój cel. A ja znowu wtrąbiłem banana, bo muszę się Wam przyznać, że nie noszę już w góry chleba i smalcu tylko banany. Zbieram się i spoglądam na żleb, którym mam osiągnąć przełęcz. Nigdy tam nie byłem, ale z tego, co wiem wyjście jest łatwe. Plan świetny, ale niestety wyszło tak jak zawsze. W połowie żlebu zdaję sobie sprawę, że mła, która mnie ogarnia nie daje za wygraną i w sumie muszę zrezygnować z wcześniej zaplanowanej trasy. Postanawiam wejść wąskim żlebem na inną przełęcz a z niej na szczyt, na którym już kiedyś byłem z koleszką Adamem. W żlebie śnieg jak się później okazało lód a raki w plecaku, przez co przybyło mi wiele siwych włosów. Ale jakoś sobie poradziłem.


I oto jestem na szczycie. Co dalej nie wiem pamiętam tylko jakby to było wczoraj, że schodziłem za kopczykami z napotkanymi horolezcami chyba Słowackimi.


Po osiągnięciu Doliny na butach odbyłem szaleńczy zjazd, co sprawiło ze pokonałem ten odcinek z prędkością światła. Pamiętam tylko, że przy schronisku spotkałem fajną laskę i obróciłem się za siebie.

3 godziny do końca celu w takim razie trzeba szybciej przebierać nogami, aby ćmok mnie nie zastał i niedźwiedzie dupy nie potargały.



Spoglądam na endemity ostatniej zimy i myślę sobie, że wasze dni są policzone psiekriwe jedne. Trochę się zamyślam i w sumie postanawiam odpowiedzieć na jedno z najbardziej nurtujących pytań, jakie nam się zadaję ludziom gór.( Ludzi o słabych nerwach proszę o zakończenie czytania relacji natomiast tych którzy chcą przeżyć sceny mrożące krew w żyłach zapraszam).
Po co chodzisz w góry????

- Ja? w sumie, aby odmoczyć nogi!!!

Tym akcentem chciałem podziękować za odbycie po raz wtóry wycieczki wraz z moją osobą. Przyjaciół pozdrawiam i do zobaczyska na szlaku lub też poza nim. Z górskim pozdro Hejjjjjjjj





