A mogło być tak pięknie ...i prawie było chociaż deszczowo. Taki „babski” wyjazd na luzie , bez makijażu, butów na obcasie i biurowego „mundurka”...bo uwielbiam górskie wypady.
Plan profesjonalny od stóp do głów z rezerwacją dużo wcześniejszą w schronisku Roztoka.
Dlaczego właśnie tutaj? to proste bo dlaczego nie? przecież nie byłam tutaj nigdy . Bo jak nie teraz, to kiedy następny raz ?
Przygotowuję się do wędrówki planując trasy na pogodę i nie-pogodę , wymyślam koncepcję ślęcząc nad mapą od początku do końca i to mnie kręci. Jest to pewnego rodzaju oderwanie od rzeczywistości , ale jednocześnie uwielbiam też “przemyślaną” spontaniczność..
Zapowiadana prognoza pogody nie była zbyt optymistyczna , ale plan planem i nie mam ochoty ani zbytniej możliwości go zmieniać .
Decyzja jak klamka zapadła: jedziemy !
Co będzie to będzie
Cel naszej podróży osiągnięty i jesteśmy w schronisku .
Miejsce bardzo przyjemne i kameralne z przemiłą pełną uśmiechu obsługą.
Poczułyśmy się tu jak u dobrych przyjaciół.

Czwarty dzień pobytu w schronisku Roztoka rozpoczęłyśmy od realizacji ambitnego celu: ZAWRAT.
Jakoś się przejaśniło z rana i nawet nie pada . Przez otwarte okno , w przyrodzie tętni energia bo ptaki randkują od rana , że aż żal wychodzić spod cieplutkiej kołderki.
Ze schroniska wyruszyłyśmy przez Wodogrzmoty Mickiewicza Doliną Roztoki czarnym szlakiem do schroniska Pięciu Stawów. Stąd na Zawrat przysłowiowy “rzut beretem”.

Miłe spotkanie


Piękne przejaśnienia



Na Zawrat już tylko “na oko” 20 min.,




gdy nagle nastapiło totalne załamanie pogody....mgły zgęstniały
i zmieniły kolor na granatowy ...zrobiło się ciemno ..coś huknęło i polał się z nieba strumień mokrego deszczu ....
Decyzja : wracamy !
Z duszą na ramieniu ruszamy spowrotem .

Wracamy zielonym szlakiem przez Siklawę bo przy Wielkim Stawie ciut się przejaśniło
Nie jest źle i nie ma co narzekać, bo w Dolinie Roztoki słychać sympatyczne znów randkowanie ptaków ...jak miło posłuchać szczęścia

To już ostatni odcinek do schroniska i znowu ulewa . Docieramy zmoknięte jak “kury”, przebieramy się , schodzimy do jadalni i pijemy wszystko co rozgrzewa ...zadowolone siedzimy w cieplutkim schronisku, bo właściciele włączyli ogrzewanie.
Uwielbiam takie wieczory i nieśpieszne rozmowy . Nie żal żadnej chwili z urwanej nocy , spędzonych na długich rozmowach przy piwku. To również jest powód dla którego warto przyjechać.
To nie była górska wyrypa , ale raczej różnorodna pełna wspomnień wędrówka.
Być może moje patrzenie na świat jest trochę dziecinne , ale wcale nie chcę tego zmieniać , bo tylko bajki mogą być bardziej wzruszające niż moja relacja
A ja?
żałuję , że mam tylko jedno życie i nie będę mogła zrealizować wszystkich swoich marzeń .

Ale wiem na pewno : wrócę tu ..., bo tu mogę znaleźć namiastkę “raju”...
Czy to jest złe?
hmm...bo w życiu najpiękniejsze jest.....życie ..
I to by było na tyle , póki co
serdecznie pozdrawiam
ala
ps. pragnę podziękować Beatce i Oli za przemiłą atmosferę w deszczowym wędrowaniu





