Rysy po raz pierwszy
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Iza - po prostu Janek nie odpowiada na pytanie. dla mnie sytuacje gdy ktos jest słaby czy chory a sytuacja gdy ktos uzna, że jego kondycja nie pozwala mu pokonac jakiegoś dłuższego szlaku i wybierze się na krótszy to sa dwie rózne sytucje. Oczywiście - aby je odróznic potrzebna jest wprawa, ale gdybym np ja uznał, ze wyraźnie odstaję kondycyjnie od grupy i bede jedynie balastem, więc sobie jakiś szlak odpuszczam (a uświadamiam sobie to na pierwszym z wieluplanowanych podejść) to wcale bym nie chciał by ktos ze mna zostawał. I bardzo oschle bym ew. ochotnika potraktował.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Komu z Was zdarzyło się byś i wędrować w górach samemu?
W pełni zgadzam się z Izabelą, popieram i stosuję zasady górskie, o których wspominacie ale uważam, ze też meffi ma rację, tylko nikt nie odpowiada na jego KONKRETNE pytanie. Przykład(wydumany) z ostatniego wyjazdu: wędrujemy ze Smolikiem na Wołowiec, nagle on stwierdza" wiecie co, zawracam, przypomniało mi się, że zostawiłem czajnik na gazie" Nawet, gdybyśmy chcieli wracać z nim, to nikt z nas by go nie dogonił
W pełni zgadzam się z Izabelą, popieram i stosuję zasady górskie, o których wspominacie ale uważam, ze też meffi ma rację, tylko nikt nie odpowiada na jego KONKRETNE pytanie. Przykład(wydumany) z ostatniego wyjazdu: wędrujemy ze Smolikiem na Wołowiec, nagle on stwierdza" wiecie co, zawracam, przypomniało mi się, że zostawiłem czajnik na gazie" Nawet, gdybyśmy chcieli wracać z nim, to nikt z nas by go nie dogonił
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
- to powiem Ci jakby było w takim wypadku, gdybym to ja była tym ochotnikiemmefistofeles pisze:I bardzo oschle bym ew. ochotnika potraktował.
Ostatnio zmieniony pt 26 cze, 2009 przez Izabela, łącznie zmieniany 1 raz.
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
To podzielam i myślę, że meffi też. Jemu raczej chodzi o sytuację odwrotnąIzabela pisze:Bo ja fatygowałam się w góry ale przede wszystkim dla Twojego towarzystwie, bo tak sie umówilismy. I to jest priorytet. Góry Mefi poczekają w przeciwienstwie do ludzi. Góry są piękne,, ale bez uczuć. Szkoda byłoby mi odpuscic sobie tak miłe towarzystwo nawet dla nie wiem jak wypasionego szlaku. Tym bardziej,ze kazdy szlak w Tatrach zasługuje na uwagę
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Izo - nie pozwoliłbym Ci na to. Nie i już. Chyba, że bys mnie solidnie przekonała, ze inna opcja ci tak samo odpowiada.
Inna sprawa, że przywykłem do łażenia po górach samemu.
Inna sprawa, że przywykłem do łażenia po górach samemu.
Ostatnio zmieniony pt 26 cze, 2009 przez mefistofeles, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Odpowiedział Lukas. Nie mam nic do dodania do tej odpowiedzi.Szarotka pisze:meffi ma rację, tylko nikt nie odpowiada na jego KONKRETNE pytanie
Też racja, bo w górach nie ma sytuacji zero - jedynkowych. Ale jestem ABSOLUTNIE PEWIEN, że Smolik odżałował by ten czajnik, gdyby wiedział (sytuacja wydumana), że aktualnie jest tak, że BEZ NIEGO możecie mieć kłopoty z powrotem.Szarotka pisze:wędrujemy ze Smolikiem na Wołowiec, nagle on stwierdza" wiecie co, zawracam, przypomniało mi się, że zostawiłem czajnik na gazie"
Mnie na samym początku wbito w łeb, że:
- W takim składzie jakim się wyszło w takim się wraca,
- tempo marszu i możliwość osiągnięcia celu dyktuje najsłabszy z grupy.
To jest oczywiście MODEL STANDARDOWY
a od każdegu standardu istnieje możliwość odchyleń, ale należy sobie zdawać sprawę, że to jest ODCHYLENIE, coś w mniejszym lub większym stopniu nienormalnego.
Od takiego jak np. że - idziemy na Orlą Perć a na połowie drogi do Czarnego Stawu (lub nawet jeszcze dalej) kolega z nagle stwierdza, że dopadła go biegunka i chce wrócić do Murowańca, tu niebezpieczeństwo samotnego powrotu ogranicza się raczej tylko do tego, że nie "doniesie" i będzie miał przybrudzone łydki,
Do takiego jak casus Grońskiego i Birkenmajera.
A w środku obfitość stanów pośrednich. Zawsze trzeba jednak rozważyć - czy może stać się coś czego będziemy potem gorzko żałować, może przez całe życie.
Moim skromnym zdaniem przyczyną wielu kontrowersyjnych decyzji jest pospiech i brak czasu. Gdy się tak jak dawniej jeżdziło na dwa, trzy i więcej tygodni to się miało bardziej filozoficzny stosunek do życia - nie zaszliśmy dziś bo to czy tamto, nie szkodzi, pójdzie się jutro lub pojutrze, góry nie uciekną... A gdy jak teraz jedzie się na dwa lub trzy dni to człowiekiem zaczyna kierować pazerność - cholera, tyle godzin jechałem, tyle kasy wydałem i co, mam się cofać bo Kasię lub Bolka rozbolał brzuszek... Można to zrozumieć, ale czy trzeba wybaczać?
Takie piękne, staroświeckie chyba słowa - górska przyjaźń, lub dumasowskie - jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Pokręciło się coś na tym świecie.
Jestem gorszego sortu...
Szarotka pisze:Komu z Was zdarzyło się byś i wędrować w górach samemu?
Ja też i przyznasz, ze wtedy jesteśmy odpowiedzialne same za siebie, decydujemy dokąd idziemy, czy zawracamy, zmieniamy kurs.Izabela pisze:- mnie! I bardzo to lubię
Zdrowy facet zmienia po prostu kurs. Moim zdaniem to jest dozwolone. Tak samo jak przykład poruszony przez aankę: idziemy razem w grupie, z czego kilka osób zostaje w Tatrach na dłużej, a 1 tego dnia wraca i np z Murowańca wraca sama do Zakopanego. Co w tym złego?Szarotka pisze:wędrujemy ze Smolikiem na Wołowiec, nagle on stwierdza" wiecie co, zawracam, przypomniało mi się,
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
też jestem tego pewna.Janek pisze:Ale jestem ABSOLUTNIE PEWIEN, że Smolik odżałował by ten czajnik, gdyby wiedział (sytuacja wydumana), że aktualnie jest tak, że BEZ NIEGO możecie mieć kłopoty z powrotem.
zgadzam się z tym.Janek pisze: W takim składzie jakim się wyszło w takim się wraca,
- tempo marszu i możliwość osiągnięcia celu dyktuje najsłabszy z grupy.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
I to jest chyba podstawowe pytanie. Jako osoba, która lubi samotnie chodzić po górkach, wiem że takie osoby mają inne podejście i lubią decydować. Jeśli się trafi taka para osób to dochodzi często do różnych zgrzytów w temacie - co robić dalej - i najczęsciej wygrywa ta ostrożniejsza opcja niezależnie od tego kto ją proponuje.Szarotka pisze:Komu z Was zdarzyło się byś i wędrować w górach samemu?
Nie bał bym się takiej osoby zostawić na szlaku z powodów nieznaczących i nie niebezpiecznych. Jeśli jest jeden lider, to on decyduje i nie powinien pozwalać na rozłam w grupie (grupa tutaj to max 3-4 osoby).
Ostatnio zmieniony pt 26 cze, 2009 przez świster, łącznie zmieniany 1 raz.
- w tym nic ale o ile pamietam zaprezentowała inny wariantSzarotka pisze:Co w tym złego?
- tak nie musimy isc na kompromisy, ale sytuacja się zmienia gdy się z kimś umówimy. Zawsze jest wybór - jak się juz go dokona to nie mozna chyba miec ciastka i go zjesc?. Ja aby nie miec takich dylematów wędruję dlatego sama albo w doborowym towarzystwie. Jak w towarzystwie to nie ma opcji wracania, zostawiania, zmiany pojedynczej planów - każde wsłuchuje się w drugiego nie w samego siebie taka jest kolejność.Szarotka pisze:Ja też i przyznasz, ze wtedy jesteśmy odpowiedzialne same za siebie, decydujemy dokąd idziemy, czy zawracamy, zmieniamy kurs.
Pozdrawiam
Izabela
Ostatnio zmieniony pt 26 cze, 2009 przez Izabela, łącznie zmieniany 1 raz.
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Oczywiście nic złego (z minimalnymi zastrzeżeniami). Natomiast rozbawiło mnie to, że Aanka, mając na koncie, jak sama to przyznała, dwa wydarzenia absolutnie nietypowe i w zasadzie nie mające nic wspólnego z tematem dyskusji, tworzy nieledwie moralitet i wyznanie wiary co do trybu odbywania górskich wycieczek typu - zbiera się grupka pełnoletnich "wolnych strzelców" a potem każdy robi co chce. No to po co się zebrali? Oczywiście, całkiem normalną jest sytuacją, że razem przyjeżdzą do Murowańca np. 8 osób a potem 2 idzie na Kościelec, 3 na OP, 2 na Świnicę a 1 zostaje w schronisku bo mu się np. jakaś panienka spodobała i chce ją poderwać.Szarotka pisze:Tak samo jak przykład poruszony przez aankę: idziemy razem w grupie, z czego kilka osób zostaje w Tatrach na dłużej, a 1 tego dnia wraca i np z Murowańca wraca sama do Zakopanego. Co w tym złego?
Jestem gorszego sortu...
odbiegając od tej dyskusji "wrócę" do tematu wejścia na Rysy
a raczej jak na nie nie wchodzić
http://www.kabaretka.com/2879/kabaret_m ... adyl__gory
a raczej jak na nie nie wchodzić
http://www.kabaretka.com/2879/kabaret_m ... adyl__gory
"....The world is changed. I feel it in the water. I feel it in the earth. I smell it in the air. ..."
A tutaj akurat, czy będą mieć kłopoty, to nawet Smolik nie byłby w stanie przewidzieć. Zakładamy, że (sytuacja wydumana ) Smolik się zbiesił i uznał, że dalej nie pójdzie, bo czajnik i takie tam. Oczywiście wcześniej spojrzał w niebo i jego góralski nos podpowiedział mu, że dacie radę sami dotrzeć na Jarząbczy i dalej przez Trzydniowiański wrócić do schroniska. Będąc przekonany, że tak będzie z uśmiechem na ustach oddalił sie w kierunku czajnika i spokojnie wyłączył gaz. Jednego tylko nie przewidział, że za Wołowcem od południa zaczną kłębić się chmury i pogoda gwałtownie się załamie. Wy właśnie znajdujecie się w okolicy Łopaty i cóż Wam pozostaje, ano zejść z grani do Doliny Jarząbczej pozaszlakowo. Smolik jako stały bywalec świetnie się orientuje w topografii, ale Wy poprostu zabłądziliście i zastała Was noc. Jak myślicie, jak czuł się Smolik?Janek pisze:Ale jestem ABSOLUTNIE PEWIEN, że Smolik odżałował by ten czajnik, gdyby wiedział (sytuacja wydumana), że aktualnie jest tak, że BEZ NIEGO możecie mieć kłopoty z powrotem.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Ha, kto z tych co dłużej chodzą po górach nie zna uroków samotności i to nie teoretycznie ale i praktycznie. Dużo by gadać... Ale...świster pisze:Jako osoba, która lubi samotnie chodzić po górkach
Wychodzę rano z Roztoki, kierunek 5 Stawów, dalszy cel, nie pamiętam, powiedzmy, że Kozi. W 5 Stawach urywa pogoda, leje jak z cebra, za to spotykam trójkę miłych znajomych, zabieramy się do brydża. Koło 18-ej (koniec sierpnia) się przejaśnia, żegnam się i w drogę do Roztoki. Niebezpieczna? Wolne żarty. Może teraz, jak TPN misi nahodował. Ale wtedy misie były mityczne i raczej tylko na obrazkach.
Już niedaleko od Wodogrzmotów ścieżka doprowadza mnie do rzeczki, kurde, nie ma mostku, pozostały tylko nikłe jego ślady, woda go zabrała, cały dzień lało, potok też wezbrany, prawie już rzeczka. Jest szarawo, trochę zdenerwowany zaczynam szukać miejsca gdzie szczyty kamieni są możliwie niedaleko lustra wody. W końcu jest coś co wydaje się być optymalnym wariantem. Zdejmuje buty i ruszam - sześć kamieni do przejścia, na czwartym tracę równowagę i prawie po szyję w wodę. W dodatku z tego wszystkiego wypuściłem buty z ręki, szukam je dość długo i gdy wychodzę na brzeg jestem cały mokry i skostniały. Założenie butów przekracza siły, idę dalej w skarpetach. Gdy dotarłem do schroniska to Paweł Vogel (był wtedy tam kierownikiem) łapię mnie za rękę, wciąga do kuchni, wlewa we mnie stakana wódki i każe iść do łóżka. Po chwili dziewczyna z kuchni przynosi na górę trzy dodatkowe koce i herbatę a jacyś obcy ludzie kilka kanapek z kiełbasą. Jak w kinie!!!
Czy uniknąłbym tego gdybyśmy szli we dwójkę? Nie wiem. Ale niebezpieczeństwo tego, że mogłem się tam wykończyć byłoby znacznie mniejsze. A mogłem, gdy wreszcie wylazłem z tej rzeki to byłem już u kresu sił. Ot, głupia ścieżka z 5 stawów do Wodogrzmotów.
Jestem gorszego sortu...
Izabela pisze:ale sytuacja się zmienia gdy się z kimś umówimy
Tu pełna zgodaIzabela pisze:Ja aby nie miec takich dylematów wędruję dlatego sama albo w doborowym towarzystwie. Jak w towarzystwie to nie ma opcji wracania, zostawiania, zmiany pojedynczej planów - każde wsłuchuje się w drugiego nie w samego siebie taka jest kolejność.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."



