Góry, moja druga połowa i ja
Góry, moja druga połowa i ja
Przede wszystkim witam wszystkich serdecznie, czytam Was od dłuższego czasu. Dzisiaj postanowiłem po raz pierwszy zaistnieć na tym forum.
W skrócie o mnie: mam 25 lat, jestem z Białegostoku, do tej pory góry oglądałem zwykle z okien busa jadącego na Łysą Polanę. Generalnie swój czas w górach spędzałem w okolicach Tatr Bielskich zimą, bądź wczesną wiosną. Mój pobyt zwykle polegał na wylegiwaniu się w słońcu na jednym z wzniesień i przyglądaniu się Havranowi i Zdiarskiej Vidle. Od tego roku postanowilem to stanowczo zmienic. Wakacyjną porą zamierzam odrobinkę pospacerować po polskich górach na dobry początek.
Wracając do tematu. Jestem osobą dość energiczną i spacer 20-30 kilometrowy nie jest dla mnie czymś, co mnie przeraża. Niestety moja druga połowa nie jest aż takim fanem spacerów (szczególnie tych powyżej 5 km). W związku z powyższym, czy moglibyście polecić szlak (chyba w okolicy Kasprowego), w którym moja druga połowa mogłaby sobie skrócić podróż (na przykład wyciągiem), a ja przespacerowałbym się spokojnie te 3-4 godzinki, żeby wypompować z siebie moją energię?
I tak ogólnie, jak sobie radzicie w takich sytuacjach, kiedy Was dusza ciągnie na całodniowy szlak, ale z drugiej strony zdrowy rozsądek(???) hamuje ze względu na drugą połowę?
W skrócie o mnie: mam 25 lat, jestem z Białegostoku, do tej pory góry oglądałem zwykle z okien busa jadącego na Łysą Polanę. Generalnie swój czas w górach spędzałem w okolicach Tatr Bielskich zimą, bądź wczesną wiosną. Mój pobyt zwykle polegał na wylegiwaniu się w słońcu na jednym z wzniesień i przyglądaniu się Havranowi i Zdiarskiej Vidle. Od tego roku postanowilem to stanowczo zmienic. Wakacyjną porą zamierzam odrobinkę pospacerować po polskich górach na dobry początek.
Wracając do tematu. Jestem osobą dość energiczną i spacer 20-30 kilometrowy nie jest dla mnie czymś, co mnie przeraża. Niestety moja druga połowa nie jest aż takim fanem spacerów (szczególnie tych powyżej 5 km). W związku z powyższym, czy moglibyście polecić szlak (chyba w okolicy Kasprowego), w którym moja druga połowa mogłaby sobie skrócić podróż (na przykład wyciągiem), a ja przespacerowałbym się spokojnie te 3-4 godzinki, żeby wypompować z siebie moją energię?
I tak ogólnie, jak sobie radzicie w takich sytuacjach, kiedy Was dusza ciągnie na całodniowy szlak, ale z drugiej strony zdrowy rozsądek(???) hamuje ze względu na drugą połowę?
Witaj na forum Mariusz
Masz kolego poważny problem
.Możesz wysłać swoją panią kolejką na Kasprowy,powozikiem w Dolinie Kościeliskiej,rowerem w Chochołowskiej,a do Morskiego Oka "furką" końską.....tyle tylko, że to wszystko kosztuje straszne pieniądze :aciu: .Może lepiej spróbuj zaszczepić w swojej Lady bakcyla do wędrówek pieszych po Taterkach.Inaczej się chodzi u nas po nizinach a inaczej w Taterkach.Tam nie liczysz kilometrów, tylko dech zapierają ci widoki
Zacznijcie może od Doliny Kościeliskiej...
Pozdrwawiam
Iwona
Masz kolego poważny problem
Pozdrwawiam
Iwona
Cześć Mariusz - witamy cię serdecznie na forum.
Przyznam że ciekawi brzmi opis twoich dotychczasowych pobytów w Tatrach. Oglądanie szczytów z okien autobusów albo z pobliskiego wzniesienia - czyżby jakieś sanatorium?

Co do twojego pytania - "spacery" w Tatrach raczej nie osiągają dystansu 30 km dziennie, więc bez paniki. Szlaki spełniające podane przez ciebie kryterium to w zasadzie wszystkie ścieżki wiodące pośrednio lub bezpośrednio na Kasprowy. Twoja żona/dziewczyna może wjechać kolejką na szczyt, a ty masz 2-3 godziny wędrówki przez Myślenickie Turnie albo przez Halę Gąsienicową albo przez Małą Łąkę.
Inną koncepcją jest wysłanie "towarzyszki" z fiakrami wozem do Morskiego Oka, a samemu wędrówka np. przez Roztokę i Szpiglasową Przełęcz albo po prostu tą samą drogą co jeżdżą fiakrzy.
Życzę udanego podboju Tatr.
Przyznam że ciekawi brzmi opis twoich dotychczasowych pobytów w Tatrach. Oglądanie szczytów z okien autobusów albo z pobliskiego wzniesienia - czyżby jakieś sanatorium?
Co do twojego pytania - "spacery" w Tatrach raczej nie osiągają dystansu 30 km dziennie, więc bez paniki. Szlaki spełniające podane przez ciebie kryterium to w zasadzie wszystkie ścieżki wiodące pośrednio lub bezpośrednio na Kasprowy. Twoja żona/dziewczyna może wjechać kolejką na szczyt, a ty masz 2-3 godziny wędrówki przez Myślenickie Turnie albo przez Halę Gąsienicową albo przez Małą Łąkę.
Inną koncepcją jest wysłanie "towarzyszki" z fiakrami wozem do Morskiego Oka, a samemu wędrówka np. przez Roztokę i Szpiglasową Przełęcz albo po prostu tą samą drogą co jeżdżą fiakrzy.
Życzę udanego podboju Tatr.
Sanatorium to to nie było, ale nerki miałem przefiltrowane:) Ach. zdobycz górską miałem, zwiedziłem przynajmniej Bielską jaskinię w Tatrzańskiej Kotlinie. Korcił mnie w sumie szlak dydaktyczny ze Żdiaru, ale ze względu na wiosenną porę nie chciałem drażnić nikogo TANAP'uMariusz pisze:Cześć Mariusz - witamy cię serdecznie na forum.
Przyznam że ciekawi brzmi opis twoich dotychczasowych pobytów w Tatrach. Oglądanie szczytów z okien autobusów albo z pobliskiego wzniesienia - czyżby jakieś sanatorium?
@Mariuszu vel plachnino:
Kilka lat temu byłam świadkiem strasznej awantury.Rzecz działa się na Kasprowym.Ona,on i jej rodzice.On sporo starszy od niej. Chciał zejść z Kasprowego,by potem wrócić Jaworzynką do Zakpanego. Dama jego serca (z tego co mówiła wynikało,że nie była entuzjastką górskich wypraw)uznała,że to zbyt duże wyzwanie i stanowczo oświadczyła,że nie zgadza się na to i że ma wrócić z nimi kolejką. Wymiana argumentów trwała jakiś czas. Wreszcie obrażona kobieta zgodziła się. Powiedzieli sobie "do zobaczenia".Ona wraz z rodzicami udała sie w stronę kolejki,on ruszył w kierunku Liliowych. Po kilku minutach....patrzę...a on zawraca i biegnie w stronę stacji...
Powiem szczerze,że dość często obserwuję w Tatrach podobne sytuacje.
Wydaje mi się,że najlepszym rozwiązaniem w wypadku,kiedy tylko jedna ze stron lubi wędrować,jest wcześniejsze ustalenie zasad pobytu,zaplanowanie górskich wypraw tak,bo "wszyscy byli zadowoleni".To niewątpliwie wymaga pewnego rodzaju poświęcenia,zrozumienia,ale chyba warto próbować,bo po co długo wyczekiwany urlop ma zamienić się w koszmar. W takich wypadkach nie ma złotego środka.Wszystko opiera się na jednym słowie-kompromis.
Pozdrawiam i witam
Kilka lat temu byłam świadkiem strasznej awantury.Rzecz działa się na Kasprowym.Ona,on i jej rodzice.On sporo starszy od niej. Chciał zejść z Kasprowego,by potem wrócić Jaworzynką do Zakpanego. Dama jego serca (z tego co mówiła wynikało,że nie była entuzjastką górskich wypraw)uznała,że to zbyt duże wyzwanie i stanowczo oświadczyła,że nie zgadza się na to i że ma wrócić z nimi kolejką. Wymiana argumentów trwała jakiś czas. Wreszcie obrażona kobieta zgodziła się. Powiedzieli sobie "do zobaczenia".Ona wraz z rodzicami udała sie w stronę kolejki,on ruszył w kierunku Liliowych. Po kilku minutach....patrzę...a on zawraca i biegnie w stronę stacji...
Powiem szczerze,że dość często obserwuję w Tatrach podobne sytuacje.
Wydaje mi się,że najlepszym rozwiązaniem w wypadku,kiedy tylko jedna ze stron lubi wędrować,jest wcześniejsze ustalenie zasad pobytu,zaplanowanie górskich wypraw tak,bo "wszyscy byli zadowoleni".To niewątpliwie wymaga pewnego rodzaju poświęcenia,zrozumienia,ale chyba warto próbować,bo po co długo wyczekiwany urlop ma zamienić się w koszmar. W takich wypadkach nie ma złotego środka.Wszystko opiera się na jednym słowie-kompromis.
Pozdrawiam i witam
Jako że jestem planistą i nie ruszę się na żadną wyprawę bez zabezpieczenia logistycznego, staram się wyjazd zorganizować pod kątem możliwości drugiej połowy, jednocześnie chcę zaspokoić i swoją ciekawość. Jedno z rozwiązań, jakie przyszło mi do głowy to zorganizowanie wypadu wspólnie z jej przyjaciółmi, z zastrzeżeniem, że część wyjazdu rezerwuję na samowolne odłączenie się od wycieczki. Generalnie nie jestem osobą konfliktową, stawiającą wszystko na swoim i myślę, że jest to błahostka do pokonania na długo przed wyjazdem.ana pisze:@Mariuszu vel plachnino:
Wydaje mi się,że najlepszym rozwiązaniem w wypadku,kiedy tylko jedna ze stron lubi wędrować,jest wcześniejsze ustalenie zasad pobytu,zaplanowanie górskich wypraw tak,bo "wszyscy byli zadowoleni".To niewątpliwie wymaga pewnego rodzaju poświęcenia,zrozumienia,ale chyba warto próbować,bo po co długo wyczekiwany urlop ma zamienić się w koszmar. W takich wypadkach nie ma złotego środka.Wszystko opiera się na jednym słowie-kompromis.
Cześć Mariusz (plachnina)
Bardzo dobrze napisała Iwonka. Mnie się udało - żona pokochała Tatry.
Bądźcie na szlaku razem. Ja na początek proponuję Ścieżkę nad Reglami.
Od niej zaczynaliśmy swoje wędrówki. Gubałówka - piechotą w obie strony. Powoli, powoli - coraz dalej i wyżej.
Ana napisała o kompromisie (podpisuję się obiema rękami) - bez niego ani rusz.
Życzę wspaniałych - wspólnych - wędrówek.
Pozdrawiają - Wiola, Asia(MaŁa MySzA) i Czesiek
Bardzo dobrze napisała Iwonka. Mnie się udało - żona pokochała Tatry.
Bądźcie na szlaku razem. Ja na początek proponuję Ścieżkę nad Reglami.
Od niej zaczynaliśmy swoje wędrówki. Gubałówka - piechotą w obie strony. Powoli, powoli - coraz dalej i wyżej.
Ana napisała o kompromisie (podpisuję się obiema rękami) - bez niego ani rusz.
Życzę wspaniałych - wspólnych - wędrówek.
Pozdrawiają - Wiola, Asia(MaŁa MySzA) i Czesiek
-
Widmo Brockenu
-

- Posty: 302
- Rejestracja: pn 13 paź, 2003
- Kontakt:
Moja Kochana Zona cierpi niestety na lek wysokosci dlatego takie szlaki jak Orla Perc i podobne nie wchodza dla niej w gre. Mimo tego zyjac jeszcze w Polsce jezdzilismy czesto razem w Tatry i przezylismy tam mnóstwo wspanialych chwil.. np.nigdy nie zapomnimy kozic pod wieczór nad Zielonym Stawem..
Wszystko polega na wzajemnym zrozumieniu... jak chcialem isc gdzies wyzej to Dana zostawala na dole z naszym synem albo znajomymi.
W tym roku planujemy znowu pojechac razem w nasze wspaniale góry i bedzie to na pewno dla nas obojga znowu niezapomniane przezycie
pozdrawiamy
Dana i Zbyszko
Wszystko polega na wzajemnym zrozumieniu... jak chcialem isc gdzies wyzej to Dana zostawala na dole z naszym synem albo znajomymi.
W tym roku planujemy znowu pojechac razem w nasze wspaniale góry i bedzie to na pewno dla nas obojga znowu niezapomniane przezycie
pozdrawiamy
Dana i Zbyszko
-
Widmo Brockenu
-

- Posty: 302
- Rejestracja: pn 13 paź, 2003
- Kontakt:
Chodzi o lek przed bezposrednia ekspozycja. Wystarczylo juz obejscie od Smoczej Jamy, gdzie jest okolo 30-40 m na dól. Od tego czasu zrozumialem problem mojej zony i nie wyciagalem jej w eksponowane miejsca. Na szczescie w Tatrach jest dosyc pieknych szlaków bez ekspozycji, tak ze mozemy tam mile spedzic razem czasmarcys pisze:
Czy to znaczy, że nie może chodzić w wyższe partie gór, czy odczuwa tylko lęk przed większą ekspozycją?
pozdrawiam,
Zbyszko
Cześć wszystkim!
Moja żonka poszła jeden jedyny raz ze mną z Cyrhli do Murowańca i dalej do Czarnego Stawu Gąsienicowego plus powrót tą samą drogą. Trasa niby prosta a czuła się po niej bardzo połamana. Szliśmy przecież spacerowo a jednak dla niej była to katorga, powiedziała że za żadne skarby już nie będzie chodzić na szlak. Ona nie jest kondycyjnie przygotowana do marszu i nie ma zamiaru w przyszłości tego zmieniać. Rozumiem ją i dlatego chodzę sam po górach.
pozdrawiam
Jurek
Moja żonka poszła jeden jedyny raz ze mną z Cyrhli do Murowańca i dalej do Czarnego Stawu Gąsienicowego plus powrót tą samą drogą. Trasa niby prosta a czuła się po niej bardzo połamana. Szliśmy przecież spacerowo a jednak dla niej była to katorga, powiedziała że za żadne skarby już nie będzie chodzić na szlak. Ona nie jest kondycyjnie przygotowana do marszu i nie ma zamiaru w przyszłości tego zmieniać. Rozumiem ją i dlatego chodzę sam po górach.
pozdrawiam
Jurek
...no, właśnie, te dwie połowy nie są przecież nierozłączne.ana pisze:Ona wraz z rodzicami udała sie w stronę kolejki,on ruszył w kierunku Liliowych.
Dobrze jest jak zainteresowania, możliwości, chęć towarzyszenia sobie są u obu połowic zgodne albo w dużym stopniu zbliżone (mnie akurat szczęśliwie tak się trafiało, choć nie zawsze) - wtedy można na górskich scieżkach nieba sięgnąć,
jednak sporo par kojarzy się (na krócej lub dłużej) na zasadzie kontrastów i przeciwności (dowcipni mówią: na zasadzie uzupełnień
"Powietrza nie trzeba kochać, wystarczy je chłonąć
- góry też..." - Kazimierz Smarzek
- góry też..." - Kazimierz Smarzek






