Rysy po raz pierwszy

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Gabriel pisze:A kiedy wiesz, że już nie dasz rady, ale tak naprawdę wiesz, że dasz?
A kiedy, że już nie dasz rady i tak naprawdę wiesz, że nie dasz?
Gdyby tak podchodzić do tematu, to każde zmęczenie oznaczało by wycof.
Regeneracja sił i w drogę,... młodą piersią chłonąć wiatr. ;)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

krzymul pisze: Gdyby tak podchodzić do tematu, to każde zmęczenie oznaczało by wycof.
- wydaje mi się, że nieco uprościłeś sens wypowiedzi Gabriela....

:D
Pozdrawiam
Izabela
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

- wydaje mi się, że nieco uprościłeś sens wypowiedzi Gabriela....
Tak, uprościlem, bo tej granicy nikt nie zna. :)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Wracałem z córką z Rumunii. Spaliśmy zaraz za przejściem granicznym w Medyce. Rano start do domu. Przed Chodzieżą, na szczycie takiego wzniesienia, z którego jest dość ostry, prawie górski zjazd w dół do miasta nagle zobaczyłem dwie drogi zamiast jednej, a wiedziałem doskonale, że autostrady ani dwujezdniówki tam nie zbudowano. Aha, niedobrze, mam dość. Wolniutko podjechałem pod hotel. Były miejsca. I wtedy zrobiłem błąd - pomyślałem - tylko 150 km do domu, szkoda pieniędzy, pewnie są pluskwy. Wsiadłem i ruszyłem, córka spała. Nawet mi się dobrze jechało. Jakieś 5 km za miastem nagle dojrzałem światła na wprost mnie, cholera, jadę jak Anglik, odbiłem gwałtownie w prawo, to była wielka ciężarówka. Całe szczęście, że rów był płytki i twardy, zdołałem wyjechać bez pomocy i pokorniutko wrócić do hotelu. Ile brakowało? Od tego czasu już nigdy nie próbowałem dojechać "na siłę". Głupcem jest się tak długo dopóki śmierć nie zajrzy w oczy.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

granicy zmęczenia czy.....niedyspozycji? Gabriel ładnie tę różnicę/ granicę tutaj wyłuszczył jak mi sie zdaje. :)
Pozdrawiam
Izabela
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Izabela pisze:granicy zmęczenia czy.....niedyspozycji? Gabriel ładnie tę różnicę/ granicę tutaj wyłuszczył jak mi sie zdaje. :)
Pozdrawiam
Izabela
Iza, to jest tak jak z wódką. Trzeba wiedzieć, który kieliszek jest PRZEDOSTATNI i przestać pić. Bo po OSTATNIM leży się pod stołem i rzyga, po PRZEDOSTATNIM zaś można wrócić do domu w całkiem niezłej formie, oczywiście nie za kółkiem.
Oczywiście po tym PRZEDOSTATNIM cała gromada bandytów (skądinąd serdecznych przyjaciół) wyje - coooo, z naaaaaami się nie naaaaaaaapijesz. W górach, na trasie, bywa identycznie. Bez wódki w dodatku.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

niektórzy tego nie rozumieją i nigdy nie zrozumieją... cóż - trudno
- rzekła aankaa :P ;)

Pozdrawiam
Izabela
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Awatar użytkownika
aankaa

-#2
Posty: 61
Rejestracja: sob 30 maja, 2009
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: aankaa »

hehe... nie robię nic na siłę - mniej więcej znam swoje możliwości i wiem, że jak posapię sobie minutę czy dwie to pójdę dalej...
w końcu to ta adrenalinka nas ciągnie w góry - no nie?
jakby było zawsze łatwo i przyjemnie to by było za nudno...

a granicy swojej wytrzymałości raczej nikt nie zna - cały czas się uczymy i cały czas pokonujemy własne słabości... i o to właśnie tu chodzi ;)

jak to mi pewien koleś powiedział ostatnio na zajęciach skałkowych jak qrwowałam, że nie dam rady: "Trzeba było wybrać szachy" :))

zapraszam do przeczytania opisu mojego pierwszego pobytu w górach; tam był Giewont w zasięgu ręki ale... niestety - był wycof... - nic na siłę ;)
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

aankaa
eee tam - gadacie!!! nie wyobrażam sobie, że po moim "nie dam rady, nie mam już sił" reszta odpowie: "ok - wracamy";
krótki odpoczynek (nawet co kilkadziesiąt metrów) i dalej w górę...
zapraszam do przeczytania opisu mojego pierwszego pobytu w górach; tam był Giewont w zasięgu ręki ale... niestety - był wycof... - nic na siłę
- czy to się nazywa "mataczenie"? ;) :D

Pozdrawiam
Izabela
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Janek pisze:I wtedy zrobiłem błąd - pomyślałem - tylko 150 km do domu
Wiedziałeś, że nie wyspany nie powinien wsiadać za kółko. W górach każdy jest zmęczony i bardzo trudno jest określić granicę, że już dość, dalej nie pójde bo za 10 minut zawał. Z piciem, fakt można określić kiedy basta, choć nie kazdemu sie to udaje. Niektóre organizmy reagują z opóźnieniem na alkohol i ten ostatni jest zazwyczaj za późno. :P
Dobrym przkładem wg mnie będzie hazardzista w kasynie. Wygrał i dalej gra i wygrywa, kiedy przestać? , kiedy nastąpi przełamanie w dół - oto jest pytanie. To tak jak z kursem euro, przy kupnie czekasz na dołek i uważasz, że już nastąpił, kupujesz i na nastepny dzień i na następny i jeszcze na następny, dowiadujesz się, że jeszcze mogłeś czekać. To jest tak jak z tym zmęczeniem - gdzie jest granica twojego organizmu. :think:
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

krzymul pisze:To jest tak jak z tym zmęczeniem - gdzie jest granica twojego organizmu.
- uważam, że jest sporo aspektów tego problemu. Miałam okazję obserwowac wiele razy sytuacje prawie "podbramkowe" np. na Zawracie, na Granatach, czy ostatnio na Swinicy - "zaklinowane" panienki (trudno nazwac je hazardzistkami), którym chłopcy postanowili pokazac swoje góry, zdane na nawigację postronnych, 10 letnia wnuczka jakiegoś pana ponoc przewodnika, kóry uczył ją "dzielnosci" w podobny sposób, a nawet na zbiorową histerię na Kościelcu też mi się trafiło. Także na Swinicy wesołą grupę młodych gorołazów, którzy z okazji "zdobycia szczytu" wyjęli z plecaka wodkę i raczyli się się nia ostentacyjnie i ochoczo z gwinta. Nie mówiąc juz o tym ,że szczyt jest dokumentnie zakipowany przez "miłośników "natury, ale przecie wypada wbic grzmota w płuco jak się juz tam człek doczołga. Jeśli idzie o mnie uczyłam się chodzic po Tatrach systemowo poczynając od wysokich, bez zrywów, bohaterstwa, jakiegos szczególnego tam poświęcenia. Jedyną motywacją była chęc. I w sporej mierze udało mi się. Do głowy mi nie przychodziło, żeby robic z tego problem. Nie zdarzały mi sie poświęcenia typu nieprzespana noc, prosto z pociągu, na czas itp. bo wzywaja mnie góry. Starałam się by nic mnie nie goniło. Tego mnie nauczono. Dlatego byc może obce mi sa zrywy serwowane tu jako przykłady postaw nie do uniknięcia? Oczywiście ktos może miec podobnie jak ja, a ktos zgoła inaczej. Nie twierdzę, że mój sposób chodzenia jest/był własciwy i godny naśladowania. Swój głos traktuję jako wymiane doświadczeń i poglądów. I jeszcze jako podkreślenie, że to co inni tu forsuja jako normę , normą byc wcale nie musi. Najczęsciej do odwrotu zmuszały mnie nie zmęczenie itp. ale zmiana pogody. Raz tylko "poszłam na całosc" i pozniej tego żałowałam, Gwałtowna burza na szczycie w którą sie na własne zyczenie wpakowałam była przekroczoną granica zdrowego rozsądku a nie zadna jakąs tam trudnością w ustaleniu granicy, po prostu chciwością - tak to oceniam.

Pozdrawiam
Izabela
Ostatnio zmieniony czw 25 cze, 2009 przez Izabela, łącznie zmieniany 1 raz.
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Izabela, bardzo zdrowe i mądre podejście, tylko ja dalej uparcie będę twierdził, że trudno jest, a wręcz niemożliwe określenie granicy, czy iść , czy dać już sobie spoko. Chodzi tylko i wyłącznie o aspekt zdrowotno-zmęczeniowy.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

krzymul pisze:Chodzi tylko i wyłącznie o aspekt zdrowotno-zmęczeniowy.
- to sprawa bardzo indywidualna. Zauważ, że co osoba to inne predyspozycje. Np. Janek wiedział, że musi swój organizm zaklimatyzowac nim pozwoli mu sie zmęczyc w terenie. Człowiek ma naturę nieskończenie elastyczną - przystosuje się do prawie każdych warunków. Trening czyni mistrza. Podzielam częściowo to co twierdzisz, ale tylko w przypadku ludzi nieswiadomych. Te liczne przykłady służb ratunkowych ściągające młodych ludzi, którzy gdzies tam w górach zasłabli itp.to chyba nie od parady? Znam ludzi, którzy znajac swoj aspekt zdrowotny - chodzą po górach i wiedzą, że ryzykują. Ci z pewnością staraja się byc ostrożni. To co nazwałeś niemożnością ustalenia granicy zmeczenia. Ja nazywam to chciwością. Jakże trudno jest sobie odpuscic trofeum, jakie straszne ma się z tego powodu wyrzuty wobec siebie,i to że inni dają radę. A jeszcze gdy się jest w grupie to strach i żenada, że sie pokrzyżuje komuś plany, niewyrobi z czasówką. A jak poczekaja to i tak przy piwie serdecznie wypomną :D Więc lepiej w ogóle nie zajmowac się jakims tam szlabanem zmęczenia tylko odpocząc i w góre! :D ;)
pozdrawiam
Izabela
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Izabela pisze:Więc lepiej w ogóle nie zajmowac się jakims tam szlabanem zmęczenia tylko odpocząc i w góre!
Oczywiście...
krzymul pisze:Regeneracja sił i w drogę,... młodą piersią chłonąć wiatr
;)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
aankaa

-#2
Posty: 61
Rejestracja: sob 30 maja, 2009
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: aankaa »

Izabela pisze:czy to się nazywa "mataczenie"?
hmmm... nie wiem o co chodzi...

w czym w ogóle tu jest problem??? że lubię, jak ktoś mnie mobilizuje i mówi "dasz radę"?

ale wiecie co? proponuję jeszcze odwrócić sytuację:
idziemy w grupie, w pewnym momencie jedna z osób mówi, że dość, nie da rady dalej, ale nie zatrzymuje nas tylko sama decyduje się na wycof... co robimy? idziemy dalej a ona schodzi sama do schronu? czy ktoś zostaje z nią? (oczywiście cały czas rozważam aspekt TYLKO i WYŁĄCZNIE kondycyjny)
;) :think:
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

aankaa pisze:idziemy w grupie, w pewnym momencie jedna z osób mówi, że dość, nie da rady dalej, ale nie zatrzymuje nas tylko sama decyduje się na wycof... co robimy? idziemy dalej a ona schodzi sama do schronu? czy ktoś zostaje z nią? (oczywiście cały czas rozważam aspekt TYLKO i WYŁĄCZNIE kondycyjny)
Ten przypadek był już nieraz poruszany i nawet powodował tzw. zadymki. Beze mnie, nie dam się nabrać po raz drugi, parę osób tylko na to czeka.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Izabela

-#7
Posty: 3578
Rejestracja: czw 27 sty, 2005

Post autor: Izabela »

aankaa pisze:w czym w ogóle tu jest problem??? że lubię, jak ktoś mnie mobilizuje i mówi "dasz radę"?
- ależ skąd! W tym nie ma żadnego problemu - to wyłącznie Twój biznes! :D
Problem, o ile w ogóle mozna to tak nazwac jest w tym:
eee tam - gadacie!!! nie wyobrażam sobie, że po moim "nie dam rady, nie mam już sił" reszta odpowie: "ok - wracamy";
aankaa

idziemy w grupie, w pewnym momencie jedna z osób mówi, że dość, nie da rady dalej, ale nie zatrzymuje nas tylko sama decyduje się na wycof... co robimy? idziemy dalej a ona schodzi sama do schronu? czy ktoś zostaje z nią? (oczywiście cały czas rozważam aspekt TYLKO i WYŁĄCZNIE kondycyjny)
- ja nie moge zabierac głosu, bo mnie to nie dotyczy - nie chodzę w grupie. Jednak moge Ci powiedziec, że gdybyś była ze mną to zawróciłabym z Toba w każdym momencie gdybys tego potrzebowała - bezwzglednie. Kropka.
Pozdrawiam
Izabela
"skromnie przyjmować, spokojnie tracić"
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

aankaa pisze:
Izabela pisze:czy to się nazywa "mataczenie"?
hmmm... nie wiem o co chodzi...

w czym w ogóle tu jest problem??? że lubię, jak ktoś mnie mobilizuje i mówi "dasz radę"?
Wynika z tego, że chodzisz w grupie, która Cię dobrze zna, bo widocznie wiedzą że marudzenie to z Twojej strony taki bajer. ;-)
aankaa pisze: ale wiecie co? proponuję jeszcze odwrócić sytuację:
idziemy w grupie, w pewnym momencie jedna z osób mówi, że dość, nie da rady dalej, ale nie zatrzymuje nas tylko sama decyduje się na wycof... co robimy? idziemy dalej a ona schodzi sama do schronu? czy ktoś zostaje z nią? (oczywiście cały czas rozważam aspekt TYLKO i WYŁĄCZNIE kondycyjny)
Tego typu sytuacja może być tak bardzo różna, że trudno dać jednoznaczną odpowiedź.
Zależy od trudności trasy, od tego czy jest szlakiem czy bez szlaku, w terenie znanym czy nie znanym, czy są w grupie inne osoby, którym można zaufać i powierzyć opieką nad osobą, która źle się czuje itd. itd.

Dla przykładu - pozwoliłabym na samotny powrót osoby, która się poczuła zmęczona (tylko zmęczona) od Czarnego Stawu Gąsienicowego do Murowańca z zastrzeżeniem, że ona będzie na resztę kamieniem czekać.
Jeśli ta osoba czuje się chora, dodałabym jej koleżankę lub kolegę do pomocy.
Zawróciłabym całą grupę z Orlej Perci, jeśli w grupie byłaby osoba z lękiem przestrzeni.
Podobnie raczej zawróciłabym całą grupę w trudnym i nie znanym terenie bez szlaku, ale już w zeszłym roku, kiedy jeden z uczestników skręcił nogę to nie zawróciłam całej grupy spod szczytu Czywczyna (do szczytu było tylko jakieś 300 m podejścia), gdyż miałam w grupie dwie osoby całkowicie zaufane, które zaopiekowały się poszkodowanym i sprowadziły go (potem spotkaliśmy się).

Pomiędzy tym istnieje cała gama przypadków pośrednich.

Pozdrowienia

Basia
Awatar użytkownika
Lhotse

-#3
Posty: 195
Rejestracja: pn 13 kwie, 2009
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Lhotse »

Rozgrzewkę już mam za sobą, z 15 km dymania po uczelni z indeksami, póki co się trzymam, więc forma jeszcze ok :D:P :P
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Lhotse pisze:Rozgrzewkę już mam za sobą, z 15 km dymania po uczelni z indeksami, póki co się trzymam, więc forma jeszcze ok
W Twoim wieku znałem bardziej interesujące rodzaje rozgrzewki. :P
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ