aankaa pisze:Izabela pisze:czy to się nazywa "mataczenie"?
hmmm... nie wiem o co chodzi...
w czym w ogóle tu jest problem??? że lubię, jak ktoś mnie mobilizuje i mówi "dasz radę"?
Wynika z tego, że chodzisz w grupie, która Cię dobrze zna, bo widocznie wiedzą że marudzenie to z Twojej strony taki bajer.
aankaa pisze:
ale wiecie co? proponuję jeszcze odwrócić sytuację:
idziemy w grupie, w pewnym momencie jedna z osób mówi, że dość, nie da rady dalej, ale nie zatrzymuje nas tylko sama decyduje się na wycof... co robimy? idziemy dalej a ona schodzi sama do schronu? czy ktoś zostaje z nią? (oczywiście cały czas rozważam aspekt TYLKO i WYŁĄCZNIE kondycyjny)
Tego typu sytuacja może być tak bardzo różna, że trudno dać jednoznaczną odpowiedź.
Zależy od trudności trasy, od tego czy jest szlakiem czy bez szlaku, w terenie znanym czy nie znanym, czy są w grupie inne osoby, którym można zaufać i powierzyć opieką nad osobą, która źle się czuje itd. itd.
Dla przykładu - pozwoliłabym na samotny powrót osoby, która się poczuła zmęczona (tylko zmęczona) od Czarnego Stawu Gąsienicowego do Murowańca z zastrzeżeniem, że ona będzie na resztę kamieniem czekać.
Jeśli ta osoba czuje się chora, dodałabym jej koleżankę lub kolegę do pomocy.
Zawróciłabym całą grupę z Orlej Perci, jeśli w grupie byłaby osoba z lękiem przestrzeni.
Podobnie
raczej zawróciłabym całą grupę w trudnym i nie znanym terenie bez szlaku, ale już w zeszłym roku, kiedy jeden z uczestników skręcił nogę to nie zawróciłam całej grupy spod szczytu Czywczyna (do szczytu było tylko jakieś 300 m podejścia), gdyż miałam w grupie dwie osoby całkowicie zaufane, które zaopiekowały się poszkodowanym i sprowadziły go (potem spotkaliśmy się).
Pomiędzy tym istnieje cała gama przypadków pośrednich.
Pozdrowienia
Basia