Na ratunek
Na ratunek
Własnie dopisując się do tematu o jesiennej pogodzie , przypomniałam sobie jak pomogłam kiedyś człwoiekowi w gorach. Zdarzyło Wam sie ratować juz ludzi w górach....
Ola
Ola
Olu!ola pisze:Rzeczywscie Aska....nie trafiłam w temat...przepraszam
Myślę, że trafiłaś i nie masz za co przepraszać. Wszystko zależy od tego co się może kryć pod hasłem ratowania w górach. Spotkałem kiedyś na Kozim Wierchu chłopaka, któremu właśnie odpadła cała podeszwa od buta.
Albo ta dziewczyna, zwijająca się z bólu na Iwaniackiej ( ach, te konserwy). Wcale nie uważam za szczególny wyczyn tej odrobiny specjalnego kleju czy zielonej herbaty w plecaku. Ale tak sobie myślę, że może jednak ( przynajmniej taką mam nadzieję ) udało się zaoszczędzić nieco pracy "czerwonym kurtkom".
I co Ty na to?
Pozdrawiam
Witaj Lazik!
Wiesz czasem przez net trudno jest zrozumieć intencję autora. Bliższa jest mi perspektywa taka, którą ty nazwałeś tzn takiej pomocy koleżenskiej w górach.... Ja kiedys to juz na Forum opisywałam jak udało mi się i moim przyjaciołom pomóc młodemu człowiekowi na Babiej... i mysle ze wtedy oszczedzilismy pracy" czerwonym kurtkom".
Pozdrawiam Cie serdecznie i witam na forum bo chyba nie miałam jescze takiej okazji
Wiesz czasem przez net trudno jest zrozumieć intencję autora. Bliższa jest mi perspektywa taka, którą ty nazwałeś tzn takiej pomocy koleżenskiej w górach.... Ja kiedys to juz na Forum opisywałam jak udało mi się i moim przyjaciołom pomóc młodemu człowiekowi na Babiej... i mysle ze wtedy oszczedzilismy pracy" czerwonym kurtkom".
Pozdrawiam Cie serdecznie i witam na forum bo chyba nie miałam jescze takiej okazji
Witaj Olu!ola pisze:Witaj Lazik!
Wiesz czasem przez net trudno jest zrozumieć intencję autora. Bliższa jest mi perspektywa taka, którą ty nazwałeś tzn takiej pomocy koleżenskiej w górach.... Ja kiedys to juz na Forum opisywałam jak udało mi się i moim przyjaciołom pomóc młodemu człowiekowi na Babiej... i mysle ze wtedy oszczedzilismy pracy" czerwonym kurtkom".
Pozdrawiam Cie serdecznie i witam na forum bo chyba nie miałam jescze takiej okazji
Byłem dziwnie spokojny, że ktoś zrozumie intencje i nie potraktuje moich paru słów jako wymądrzanie. Góry są tak piękne i mogą dać tyle radości
( o czym sama wiesz najlepiej ), że każda śmierć wydaje się tam niepotrzebnym zgrzytem-dysonansem? Bywają też groźne i nieobliczalne i chodzi o to by zdawać sobie z tego sprawę i być na to przygotowanym.
Napewno znasz ten wypadek zimowy z wejścia na Rysy. A przecież wystarczyło by opiekun zastosował zdrowy rozsądek i nie uległ presji młodych ludzi. Indywidualnie, proszę bardzo, na własne ryzyko.
Przyznam się, że moją pierwszą górką był Starorobociański. Dotarłem dopiero za czwartym razem. Każde podejście nieudane nauczyło mnie czegoś ( o mojej fizycznej wydolności, planowaniu trasy, wyposażeniu ).
A przecież górka nie jest sama w sobie trudna.
Jeśli nie czytałaś to polecam "Wołanie w górach" Michała Jagiełło. Jest tam opis faceta w kaloszach i z teczką ściąganego trasy na Rysy. W listopadzie.
Pozdrawiam
Łazik
ha ha ja na Starorobociański też miałam 2 podejścia, nie dane mi było zdobyć go za pierwszym razem
głownie z powodów niezaciekawej pogody...
Chyba muszę przeczytać to " Wołanie w górach" Michała Jagiełły, bo jesteś kolejną osobą, która reklamuję tę książkę. Aż wstyd się przyznać, że jej nie znam.
Pozdrawiam
Chyba muszę przeczytać to " Wołanie w górach" Michała Jagiełły, bo jesteś kolejną osobą, która reklamuję tę książkę. Aż wstyd się przyznać, że jej nie znam.
Pozdrawiam
Cześć Lazik!
Poruszyłeś ważny temat a mianowicie co zabrać do plecaka jeżeli idziesz w góry na Ładnych parę godzin. Przypomniało mi się jak sam sobie pomogłem przyklejając naderwaną podeszwę od buta. Klej wziąłem ze sobą tylko dlatego że kiedyś ktoś mi to podpowiedział. Mała tubka Super Glu nic nie waży a ile dobra w niej tkwi. Sznurowadło zapasowe, jakiś plaster lub opaska elastyczna też mile widziane w plecaku i też niewiele miejsca zajmują. Może ktoś z naszego forum wypowie się na temat innych drobiazgów które pomogły w trudnych chwilach?
pozdrawiam
Jurek
Poruszyłeś ważny temat a mianowicie co zabrać do plecaka jeżeli idziesz w góry na Ładnych parę godzin. Przypomniało mi się jak sam sobie pomogłem przyklejając naderwaną podeszwę od buta. Klej wziąłem ze sobą tylko dlatego że kiedyś ktoś mi to podpowiedział. Mała tubka Super Glu nic nie waży a ile dobra w niej tkwi. Sznurowadło zapasowe, jakiś plaster lub opaska elastyczna też mile widziane w plecaku i też niewiele miejsca zajmują. Może ktoś z naszego forum wypowie się na temat innych drobiazgów które pomogły w trudnych chwilach?
pozdrawiam
Jurek
Mi osobiście nigdy się chyba jeszcze nie zdarzyło zabrać do plecaka na dzienną wycieczkę wszystko to, co potem okazywało się potrzebne. 
Wiele przejść robię ze swoim dużym 60L plecakiem, a wtedy nie ma problemu - biorę ze sobą po prostu to co mam. Kiedy natomiast zrzucam duży plecak w schronisku i wędruję dalej z małym plecakiem dziennym, to biorę:
- folię NRC (w razie poturbowania się, ataku zimy lub spędzenia nocy w górach)
- latarkę (koniecznie sprawną i sprawdzoną)
- telefon komórkowy (wyłączony, ale naładowany)
- mapę, zegarek
- wodę i jedzenie
- cieplejsze ciuchy i coś od deszczu
- podstawową małą apteczkę (opaski uciskowe, bandaże elastyczne itp na wypadek połamania się).
Muszę przyznać, że zabieranie kleju jest dosyć oryginalnym pomysłem, ale jeśli faktycznie przydaje się (np. do butów) to warto go mieć. Przypomina mi się śmieszna sytuacja z rumuńskich gór Bucegów - wybrałem się ze znajomą na najbliższy szczyt, szliśmy około 3 godzin (okolice miejscowości Sinaia) i w pewnym momencie mojej towarzyszce odpadła cała podeszwa od jednego buta... Niestety mimo wielu prób (McGyver) nie udało się tego naprawić i musiała dokuśtykać boso na dół do miasta. Była piękna pogoda, a górki te są generalnie łagodne, także nie było żadnego niebezpieczeństwa - raczej mnóstwo śmiechu (głównie z mojej strony).
Zabieranie zapasowych sznurówek to też fajny pomysł, ale przecież jeśli pęknie stara, to można ją związać na supełek i dalej maszerować.
Wiele przejść robię ze swoim dużym 60L plecakiem, a wtedy nie ma problemu - biorę ze sobą po prostu to co mam. Kiedy natomiast zrzucam duży plecak w schronisku i wędruję dalej z małym plecakiem dziennym, to biorę:
- folię NRC (w razie poturbowania się, ataku zimy lub spędzenia nocy w górach)
- latarkę (koniecznie sprawną i sprawdzoną)
- telefon komórkowy (wyłączony, ale naładowany)
- mapę, zegarek
- wodę i jedzenie
- cieplejsze ciuchy i coś od deszczu
- podstawową małą apteczkę (opaski uciskowe, bandaże elastyczne itp na wypadek połamania się).
Muszę przyznać, że zabieranie kleju jest dosyć oryginalnym pomysłem, ale jeśli faktycznie przydaje się (np. do butów) to warto go mieć. Przypomina mi się śmieszna sytuacja z rumuńskich gór Bucegów - wybrałem się ze znajomą na najbliższy szczyt, szliśmy około 3 godzin (okolice miejscowości Sinaia) i w pewnym momencie mojej towarzyszce odpadła cała podeszwa od jednego buta... Niestety mimo wielu prób (McGyver) nie udało się tego naprawić i musiała dokuśtykać boso na dół do miasta. Była piękna pogoda, a górki te są generalnie łagodne, także nie było żadnego niebezpieczeństwa - raczej mnóstwo śmiechu (głównie z mojej strony).
Zabieranie zapasowych sznurówek to też fajny pomysł, ale przecież jeśli pęknie stara, to można ją związać na supełek i dalej maszerować.




