teraz to nastały wogóle ciężkie czasy (jak mawiali radzieccy sprzedawcy zegarków) - powstała wspólnota mieszkaniowa w moim bloku i pan somsiad jest jej Prezesem.
Choc z drugiej strony - jak cos jest nie tak na naszej klatce Schodowa (taki radziecki inzynier, kolega inżyniera Choinkowa od słynnej bombki) to idziemy do kuchni, stajemy przy kratce i głosno wyzywamy - zazwyczajh drugiego dnia wszystko jest dobrze.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
U mnie na podwórku mieszka sobie pies, a w domku mam 2 papużki faliste, w tym jedna to "góral"-przywiozłam ją sobie z Zakopca w lipcu tego roku . Myszki też mam....biegają sobie po stryszku a ja je łapię na ten stary numer z serem w łapicy
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Ja mam kota Tunia. Mój syn przyniósł go poranionego.Kot został warunkowo do rana,i jest już 2 lata.Wszyscy bardzo go kochamy.
Chcę opowiedzieć inną historię, też kocią.Nasi sąsiedzi wyprowadzili się z domu obok, i przy okazji wyrzucili kocią rodzinę. Mamy akurat 1 rocznicę tego "chwalebnego czynu". Kotka przeniosła się na nasz taras. Zimno jak diabli: po raz pierwszy oglądaliśmy małe jak radziły sobie z zimnem. Fantastycznie potrafiły zbić się w kulkę, i ogrzewać własnym ciałem. Kocia mama była zdenerwowana dodatkowo Tuniem, on rewanżował się z nawiązką.Musieliśmy ingerować:dokarmiać je, lokum zrobiliśmy ze skrzyni.W marcu sama dostawałam "kota" żeby ktoś je przygarnął. Inni sąsiedzi pomogli mi w tym. Myślałam,że oddam je do schroniska, ale dowiedziałam się, że koty tego miejsca nie tolerują, potrafią ponoć być tak nieszczęśliwe,że usiłują popełniać samobójstwo wpychając łebki do miski z wodą.Kotka została na dochodzące, musiałam poddać ją kastracji.A przecież sąsiedzi byli tacy mili, nasi ulubieni. Tyle wspólnych spotkań, kawek, ogródkowych przyjęć itp.I pomyśleć, że wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ta wyprowadzka!? Ludzie sprawdzają sie tylko trudnych sytuacjach, i wtedy okazuje sie z kim mamy do czynienia. Konwenanse ułatwiają życie, ale tak naprawdę nic nie znaczą.Ale z kolei dzięki tej historii cała uliczka bardzo się zżyła- mogę wyjezdżać, ma się kto zająć Tuniem i Burusią.Fajne macie sposoby na "ulubionych" sąsiadów.[/list][/list]