Powodów do wyjazdu na “długi” weekend majowy było co najmniej kilka , ale najważniejszy to zobaczyć i poczuć ukochane GÓRY.
Szukam sytuacji w których świat daje mi spokoj , chcę mieć luz, chcę mieć swobodę i żadnych ograniczeń.
W górach czuję się wolna , bez żadnych ram i szablonów , to uczucie to “coś” , które zachwyca i pobudza do życia , powoduje , że czuję się lepsza i wyjatkowa.......
W piątek 30 kwietnia jest piękna pogoda i spoglądamy wymownie na zegar wyczekując ulubionej godziny 16 tej.
Trzy plecaki już od wczoraj spakowane , biuro zamknięte i jedziemy przed siebie.Wycieczkę rozpoczęłyśmy w Kluszkowcach nad Zalewem Czorsztyńskim a ponieważ Tatry były w zasięgu oka , następnego dnia z rana popędziłyśmy ekspresowo w tym kierunku
Kuźnice również przywitały nas radośnie, słoneczko świeciło, na niebie ani jednej chmurki, że chce się żyć
POGODA JAK MARZENIE
================
Z pewnością 1go maja widok prawie niekończącej się kolejki “turystów “na Kasprowy to widok pospolity , ale my : plecaki na plecy

i “zasuwamy”do Murowańca




Ruszamy na spacer nad Czarny Gąsienicowy .

Przemiły wieczór w schronisku w towarzystwie sympatycznych i troskliwych: Adama i Marka -instruktorów narciartwa , więc i tematów do rozmów było wiele.
Rozmawialismy o naszych jutrzejszych planach o przejściu z Murowańca do Ornaka , o jutrzejszej pogodzie , o trasach narciarskich etc.
O przejawie troskliwości dowiedziałyśmy się za dwa dni na Ornaku , bo właśnie tam “złapałyśmy” zasięg.
SZYMON MAJEWSKI SHOW CZYLI KOŃCA NIE WIDAĆ
======================================
Poranek w Murowańcu wyglądał zupełnie inaczej niż wczorajszy dzień....hmmm...Święto Pracy się skończyło i czas do Roboty.
ŚNIEGU napadało w nocy a zacinający śnieg z deszczem i mgła nie nastrajała zbyt optymistycznie do dalszej wędrówki, której celem było schronisko na Ornaku.
Marzenia o Kasprowym i Czerwonych Wierchach pękły jak bańki mydlane ..
To właśnie pogoda jest największym wyzwaniem .


Idziemy przez Boczań do Kuźnic , szklaneczka grzańca na rozgrzewkę przed dalszą trasą Ścieżką nad Reglami.
Śnieżek przestał sypać , deszczyk siąpi z nieba a my sobie idziemy do celu kroczek po kroczku i...końca nie widać ....
Polana Strążyska tętni sobotnim życiem , grzańce parują tworząc niewidzialną mgiełkę, cieplutko na duszy bo już nic nie pada
...idziemy idziemy i.....końca nie widać
Idziemy i jednak już widać ....tłumy adidasowców w Kościeliskiej...i takie eleganckie...

chwilka odpoczynku przy zatłoczonej ławie męskim towarzystwem gdzie “miodownik” leje się strumieniami ..ot taki integracyjny majówkowy wyjazd w Tatry.
Krótka rozmowa z parą napotkanych ludzi , którzy schodzili od strony Ciemniaka utwierdziła nas o słusznie podjętej decyzji aby z Murowańca do Ornaka nie iść górą, gdyż sami pobłądzili w gęstej mgle i zrobili wycof..
I tak małymi kroczkami dotarłyśmy do celu i dopieszczone maścią końską zapadłyśmy w błogi i zasłużony sen z marzeniami o pięknej pogodzie na jutro
Beatka z chwilką zadumy : jak tu jutro iść w taaakich butach


ROZMOWY NA SZCZYCIE
==================
Sen o pogodzie się spełnił, bo Niedziela obudziła nas przepięknym słoneczkiem, piękniejsza niż możnaby oczekiwać
Zachwyciłyśmy się bezchmurnym niebem i śniadaniem na Iwaniackiej

Decyzja : ruszamy na ORNAK! a może.....dalej......
wygłodniałe na widoki z niezaspokojonym apetytem ....
ruszamy ostro pod górę, wspinamy się , prawie idziemy na czworakach wypinając się do przodu...jest miękko ..i ciut mokro i chwilami ślisko .......i cały czas pod górę ...tu jest po prostu pod górę!




chwilka urozmaicenia i tylko pozostało przerżnąć się przez gęstą kosówkę....

Zatrzymuję się i wdycham głeboko powietrze a serce bije mocno , nie wiem czy ze zmęczenia czy z wrażenia
Przyjacółki w podróży ,że nie trzeba przypominać sobie żadnej skomplikowanej umowy tylko dalej ciągnąć i pchać śnieg
Chwila odprężenia, bo szczyt zdobyty i nasze potrzeby zostają zaspokojone : mamy nareszcie zasięg
nie ma to jak chwilka powrotu do cywilizacji : odebrane rozmowy i smsy i telefon do przyjaciela .
Odsłuchana poczta i już wiemy jak bardzo martwili się o nasze przejście Adam i Marek z Murowańca .Pozdrawiamy!

Z kontaktów z innymi zawsze wynika coś pozytywnego np.serdeczna przyjaźń....
Zejście na dół również było bardzo widowiskowe , ćwiczymy różne figury i spojrzenia z małym zaliczonym poślizgiem ..na szczęście niegroźnym ...
No cóż , w końcu chodzi o to , żeby było wyjątkowo a nie łatwo .
Dzień kończymy prawdziwą ucztą kulinarną dla oka , spacer nad Staw Smreczyński
prawdziwy smak życia.


Mam wrażenie , że czas stanął tu w miejscu w atmosferze niezwykłej ciszy w aurze upalnego popołudnia....



I o to chodzi
KUKANIE ,ŚWIERGOLENIE , PUKANIE I PARSKANIE
=================================
Przejście z Ornaka do Chochołowskiej było ucztą dla ucha .....cicho wszędzie , z rana słychać kukanie kukułki ( na szczęście) , świergolenie ptaków i pukanie dzięcioła i parskanie koni ..



Beatka na polowaniu na dzięcioła

A gdzie niedźwiedzie? Poszły spać.
IM BLIŻEJ GRZESIA CORAZ BARDZIEJ WILGOTNO
==================================
(tekst o Grzesiu pisany przez Beatkę)
Dzień nie zapowiadał się z serii : chłodne piwko , kostki lodu w pepsi ....Mgła oplotła wszystko co jeszcze wczoraj uraczało swoim pięknem.
Po śniadaniu...może to kogoś zaskoczy.....znowu do góry

strumienie na trasie , kamienie wilgotne opatulone śniegiem...
ale Grześ czekał...stał ..tam gdzie zawsze ...
i tak jak zawsze ...wabił i kusił ...

Kuszenie było wzajemne a forma zabezpieczeń gumowych
Ruchy co prawda były bez poślizgu , ale w tym przypadku było to najlepszym rozwiązaniem
Wilgoć czuć było w powietrzu ...hmm...i czy tylko w powietrzu i nagle : jest zasięg !

Stoimy w rozkroku a rozkrok jest znaczny jedna noga w kraju druga w Słowackim Raju ...
to jest ta chwila ..ten moment.... to przeżycie ..bo i z czego tu się cieszyć jak mleko na około i taryfa nie wiadomo jaka ...?

Koniec majówki i czas wracać do pracy .
Jest pięknie ! To chyba normalne , że każdy chce robić to co kocha najbardziej .
Jest jeszcze tyle do zrobienia, ale jestem na dobrej drodze, bo tęsknota do gór jest jak najbardziej zrozumiała.
To bardzo dobry pretekst , aby pomyśleć o następnej wyprawie .
Prawda jakie to proste
I to by było na tyle póki co






