Stolica Tatr przywitała nas piękną pogodą.
Chcemy dostać się do Chochołowskiej , busy o tej porze roku chodzą bardzo kiepsko , więc po godzinnym oczekiwaniu wreszcie coś się napatoczyło.
Do schroniska dotarliśmy około 17.00. Po drodze krokusy , choć już trochę przywiędnięte.
W schronie pustki , może jakieś pięć osób , jest przyjemnie.
Nie można zmarnować okazji udajemy się na sesję fotograficzną z krokusami. W poszukiwaniu mniej oklaplych walimy do Doliny Jarząbczej , tu sytuacja podobna choć są sztuki bardzo fotogeniczne.
Następnego dnia udajemy się na Wołowiec. Pobudka wcześnie rano i około 7.30 samotnie stoimy na Grzesiu. Po śniegu na szczycie nie ma śladu , za to w dalszej wędrówce towarzyszy nam białe szaleństwo z małymi przerwami , aż na sam szczyt Wołowca. Pogoda i widoki przepiękne. Pustka , dwie spotkane osoby i w drodze powrotnej trójka w dole podchodząca Wyżnią Chochołowską.
Nazajutrz poranny spacerek po Chochołowskiej i powrót do Zakopca na kwaterkę , meldujemy się około 13.00. Krótki odpoczynek i relaksacyjna wycieczka w akompaniamencie burzy i piorunów do Doliny Białego potoku , potem przez Czerwoną Przełęcz do Strążyskiej , jeszcze skok na Siklawicę i powrót. Na szlaku nadal pustki.
Święto pracy , ludzi przybyło. Trzeba jakoś uczcić ten dzień . Postanawiamy odwiedzić Dolinę Pięciu Stawów i dalej na Zawrat.
Możemy legalnie przejść drogą dojazdową do schroniska w Roztoce , gdyż tak nakazują tablice info.
Pogoda piękna , tylko ludzi jakby trochę więcej. Na placu koło Wodogrzmotów rozpierducha , kible pozabierali , za to sterty ziemi wkomponowane w krajobraz.
W Dolinie Roztoki śnieg towarzyszył już nam do samego końca wędrówki , którą zakończyliśmy nie realizując planów i w nie najlepszych nastrojach. Ale o tym później.
Przemierzyliśmy o dziwo bez większego towarzystwa dolinkę i stanęliśmy na krótki odpoczynek pod wejściem na próg Doliny Pięciostawiańskiej. Wejście mozolne w kopnym śniegu . Na górze wycięty trawers doprowadził nas do schroniska. Powoli zaczęło się zaludniać , aż w pewnym momencie tłum spowodował , że go szybko opuściliśmy szukając bardziej ustronnego miejsca. Udaliśmy się powoli wzdłuż stawów w kierunku Zawratu.
Widoki przepiękne , co było przyczyną postojów i powolnej wędrówki. Minęliśmy czarny szlak na Kozi Wierch i dotarliśmy na koniec Wielkiego Stawu. W związku z tym , że śnieg i nie widać „farby” pozwoliliśmy sobie na małe zboczenie i krótki popas na kupie odkrytych , wolnych od białego zimnego kryształu , kamieni. Zawleczka od konserwy została zerwana i z niemałym apetytem rozpoczęliśmy posiłek , obserwując dwójkę narciarzy zjeżdżających ze Szpiglasowej Przełęczy. Narciarze Ci byli przyczyną zejścia małej lawiny wprost na szlak na przełęcz , także ludzie idący nim mieli sporego pietra.
Kończąc ostatnie kęsy doczekałem się owych narciarzy tuż przy kamieniach na których siedziałem. Zatrzymali się jakieś 10m od miejsca mojego biwaku i …… zaczęli coś szukać w śniegu . Jeden z nich wydał bardzo przerażony krzyk……
Znalezisko wyglądało makabrycznie , jeszcze do dziś nie mogę się z tego otrząsnąć , a przed oczami mam …….[*]
Dalsza wyprawa na Zawrat nie doszła do skutku. Myśli mi się kotłowały i miałem pewne przeczucia co do osoby zasypanej śniegiem. Przez myśl mi przeszło , że to może być jedna z dwójki zaginionych w listopadzie. Nie wiem dlaczego tak pomyślałem. Potwierdzenie podejrzeń miało nastąpić dwa dni później.
Dalej nie będę opisywał , powrót nie wyglądał wesoło i odbywał się w milczeniu.
Warto jeszcze odnotować piękny dwuetapowy dupozjazd z progu doliny. Zaoszczędza on dużo czasu , żona dotarła po jakiejś pół godzinie.
Stojąc tak sobie na dole , zwróciła moją uwagę dziewuszka , która dotarła do tego miejsca w sandałach z gołymi nogami i jeszcze chciała iść wyżej. Pytała mnie czy da się wejść , czy widać stawki i takie tam laickie. Dosłownie zamurowało mnie , odpowiedziałem tylko jej słusznej postury partnerowi , który chciał ją odwieść od tego zamiaru : twarda sztuka.
A on na to : tak , ale potem musze ją nosić . Ja na to : się pan nie martwi zaraz zrezygnuje.
I tak też się stało. Ale szacuj dla głupoty wielki.
Dzień następny 2 maja , deszcz i mgła. Jak deszcz to Kościeliska , a co dalej zobaczymy.
będąc koło schroniska zobaczyliśmy słońce , krótka decyzja , na Tomanową Przełęcz.
Po drodze potężne lawinisko i zwały świerków utrudniały nam dotarcie do czerwonego szlaku. I tak szukając przejścia przez rumowisko drzew , zanim się zorientowaliśmy znowu nastała gęsta mgła – mleko. Co w połączeniu ze śniegiem nie dawało szans na normalne dotarcie do przełęczy , a dodam tylko że z Tomanowej nie jestem mocny.
Gdzieś dotarliśmy , ale nie dam głowy , że do właściwego miejsca , choć dalej już było tylko zejście.
W czasie powrotu „podziwiałem” rozdeptywanie szlaku w Kościeliskiej. Ludziska w pantoflach nie chcąc ich pobrudzić błotem rozłazili się poboczami. Powinni tego zabronić , to nie dla idiotów.
Dzień 3-ego maja , Piekiełkiem na Przełęcz Kondracką , dalej na Kopę i zejście z Przełęczy pod Kopą do Kondratowej. Warte odnotowania jest sześć potężnych lawin które zeszły na polanę Kondratowi , niektóre przysypały szlak.
I znowu szok , dwie dziewczyny schodzące z Giewontu w szpilkach. Ja bym do Kalatówek w takim obuwiu nie dotarł. Szacun dla głupoty po raz drugi , a może trzeci wliczając rozdeptywanie.
Tego dnia wieczorkiem przy schronisku na Kondratowej dowiedziałem się , że latający wcześniej śmigłowiec miał związek z odnalezieniem Oli [*]
Dzień następny , Boczań – Czarny Staw G. – Liliowe – Kasprowy. Dzień piękny , słoneczny.
5 maja mglisty i dżdżysty , od 1500m padające krupy śnieżne , nic nie widać .
Murowaniec – Czerwony Staw i powrót przez Boczań . Lightowo.
Warte odnotowania trzy wycieczki szkolne , które tak zaśmieciły szlak przez Boczań , że szlag mnie trafił i uzbierałem cały 50 l plecak śmieci , a co gorsza butelki po żubrze też były.
Wiem , że żubr żyje w puszczy , ale żeby w Tatrach….?
I to by było na tyle jak mawiał pewien profesor mniemanologii stosowanej.
Kilka zdjęć.
1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34 W Dolinie Tomanowej

35

36 Rozdeptywanie

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

I na koniec dziewcze w sandałach po wycofie z D5SP

Napisałem kilka zdjęć , a jest kilkadziesiąt . Sorry że tak dużo.







