Ten dzień miał być przeznaczony na Krupówki, ale gdzie tam…..
Rano nie było najgorzej, poszliśmy na Kalatówki, bo ze szlaku przez Boczań widać było fioletową od krokusów polanę.
Tego widoku nie znamy – trzeba poznać.
Warto było – bardzo ładnie i taki fajny gość się koło nóg kręcił, bez żadnego strachu…


Potem Ścieżką Nad Reglami mieliśmy iść na Sarnią Skałę i Doliną Strążyską wrócić do domu, ale lekko po południu zaczęło się więcej chmurzyć i skończyliśmy wycieczkę w Dolinie Białego Potoku.
Przez pół godziny kapnęło – niczym przysłowiowy ksiądz kropidłem, ale na Krupówki już nam odeszła ochota.
Mała strata
Nad Reglami śniegu jeszcze dostatek...


Piątek, po przejściu niżu dalszy ciąg błękitów na niebie…
Trzeba zajrzeć jak tam nad Morskim Okiem wygląda wiosna, czy staw jeszcze zamarznięty i czy da się nad Czarny pod Rysami wyskrobać….
Na Palenicy pusto, kilka samochodów…
w sobotę i niedzielę pewnie się zapełni, ale to już nie będzie nasz problem.
Droga zamknięta, trzeba iść zaopatrzeniową do schroniska w Starej Roztoce i dopiero od Wodogrzmotów szosą.


Wodogrzmoty - wściekła kipiel kłębiąca się pod mostkiem...


Prawie przed samym schroniskiem w Morskim Oku pozostałości lawiny, która spadła nie tak dawno spod Opalonego.
Ciągnące się chyba ze czterysta metrów powywalane drzewa, gałęzie…pobojowisko….
Wielkie szczęście, że tam nikogo nie było – marny byłby jego los…
Wyglądało to tak, jakby z całego zbocza śnieg wyjechał…
Straszne.



Nad stawem turystów niezbyt dużo, a po południu zrobiło się prawie pusto.
Lód już się topi i przy brzegu nawet trudno dojść do jakiegoś kamienia, bo śnieg tak miękki, że bez zaliczenia kilku dość głębokich wpadek się nie obyło.
Jakoś dostaliśmy się na wygodny kamul , grzało niesamowicie, można było nacieszyć się pięknymi widokami skąpanych w promieniach słonecznych gór.
Znów posiedzieliśmy długo, obserwując przez lornetkę trzech górołazów schodzących gdzieś spod Mięguszy w stronę Czarnego Stawu i dwóch idących w kierunku Szpiglasowej Przełęczy.
Tam śniegu jeszcze sporo, nad Czarny podejście zimowe – pionowo, ostro do góry.
Nikt tam nie wchodził, ani nie schodził, więc i my nie poszliśmy.
Robiły wrażenie stare lawiniska spadające prosto do stawu….
Wyobrażnia pracuje na pełnych obrotach….
...hmm…lepiej posiedzieć na tym kamulku….



Przed opuszczeniem tego pięknego miejsca kolejne spotkanie z bardzo miłym i sympatycznym Forumowiczem o nicku Owoc.
Poznał nas i przyszedł się przywitać. Pogadaliśmy wesoło dość chwilę.
Naprawdę świetne są takie spotkania w górach „na żywo”.
Bardzo je lubię i cieszę się z każdego.


Wspaniały, udany dzień.
W sobotę poszliśmy każdy w swoja stronę – ja do Kościeliskiej i nad Smereczyński Staw, gdzie spotkałam młode małżeństwo z Bydgoszczy, które pierwszy raz wybrało się w Tatry.
Pogadaliśmy miło i kiedy zorientowali się, że jestem dość obeznana „w temacie”, poprosili o weryfikację listy propozycji wycieczek, w którą wyposażyła ich koleżanka bywająca tu częściej.
A na liście m.in. - Strążyska, Siklawica, Giewont (przez Grzybowiec)…..
popatrzyłam na ich bucinki….skreślcie szybko ten Giewont……
- Jaskinia Mylna….
hmm, o tej porze więcej tam błota, niż czegokolwiek do zobaczenia…..
latarki macie ?…
nie… – to skreślcie tą jaskinię – jedżcie do Bielskiej , tam będzie co obejrzeć, a w drodze powrotnej Rusinowa Polana.
Po weryfikacji i wytłumaczeniu, jak, gdzie i którędy, oraz pogawędki na tematy górskie westchnęli, że chcieliby mieć takich rodziców, jak my
Uznałam to za komplement.
Wracaliśmy razem do wyjścia ze szlaku, potem poszłam jeszcze zajrzeć na Halę Ornak, gdzie dość sporo luda okupowało ławy przed schroniskiem.
Nie lubię tłoku, posiedziałam dalej, na polance, gdzie też pięknie kwitły krokusy, było cichutko i przyjemnie.
Wycieczka całkiem lajtowa i piękna niesłychanie
Bardzo lubię Kościeliską i chociaż sobota, spodziewałam się trochę więcej osób - nie było najgorzej.
Większość pewnie poszła do Chochołowskiej na krokusy.









Męża poniosło na Czerwone Wierchy, skąd wrócił nieżle sterany.
Podejście od Kondratowej na Przełęcz pod Kopą w miękkim śniegu, nie było łatwe, a i zejście czerwonym szlakiem z Ciemniaka a potem w lesie – też nie.
Cały jednak zadowolony – spełnił swoje marzenie o zimowym (choć nie całkiem) przejściu tego szlaku.








W niedzielę planowo mieliśmy wracać do domu, ale jak tu wracać w taką pogodę….
Zostaniemy jeszcze, pojedziemy w poniedziałek.
Wyczytałam w przewodniku, że Wodospad Skok na wiosnę niesie dużo wody i jest wyjątkowo piękny, korciło mnie, żeby go zobaczyć w tej odsłonie.
Ponieważ Dolinę Młynicy wyjątkowo lubię – nie zastanawiałam się zbyt długo.
A może już kolejkę na Łomnicę uruchomili na weekend?
No niestety – nie uruchomili – jak pech, to pech – dopiero od 1 maja.
W Szczyrbskim, o tej porze - puchy absolutne.

A Młynicka - po raz czwarty – bez jednej chmurki na błękitnym niebie.
Innej na razie jej nie znam , czy to był październik, listopad, styczeń czy wreszcie kwiecień.
Śniegu o wiele mniej, niż w styczniu, wtedy tylko wszechobecna biel bielsza od bieli i błękit błękitniejszy od błękitu.
Teraz doszło trochę szarości i zieleni z przepięknych limb, które rosną tam w dużych ilościach – chyba nigdzie więcej ich tyle nie widziałam…

A wodospad rzeczywiście wspaniały, firana wody wyrzucana z progu…
Myślę, że jak staw nad nim rozmarznie bardziej , to będzie jeszcze większa…


Małżonek oczywiście poszedł nad wodospad, czym podniósł mi ciśnienie do niebezpiecznego poziomu…
Szlak zamknięty i ubezpieczenia nie mamy, bo wycieczka poza planem - a on polazł


W jednym miejscu nad wodospadem szczelina – pęknięta połać śniegu gotowa do wyjazdu. Teraz wiadomo czemu wszyscy tak szybko stamtąd spiep….. schodzili…

Stawek pod Skokom zaczyna powoli wydostawać się spod śniegu. Na razie taka nereczka.



Piękne limby naokoło…





Szczyrbskie też już w połowie rozmarznięte.


Wspaniale spędzona niedziela - dobrze, że zdecydowalismy się zostać
No i poniedziałek – czas się zbierać do domu, a tu dalej szkoda
Rano wczesna pobudka, szybkie pakowanie i idziemy pożegnać się z zimowo-wiosennymi Tatrami na Polanę Olczyską i Wielki Kopieniec.
Przy wyjściu na Polanę pod Kopieńcem poletko krokusów w dobrym stanie – dalej już niestety padnięte. Widocznie tam zakwitły wcześniej i ich czas minął.

Szlak na Kopieniec po renowacji – jak autostrada, a na zboczach mnóstwo kwitnących zwiastunów wiosny.


Do widzenia moje Tatry kochane…. zobaczymy się – mam nadzieję - wkrótce..



Wróciliśmy dużo póżniej, niż to było przewidziane....jakoś nam się nie spieszyło......
W ten sposób na Krupówki została godzina (hura, hura, hura
Szybka wizyta w księgarni i zakup książki „Smak Gór” R.Pawłowskiego i jeszcze szybszy przelot po sklepach sportowych za sandałami (keny po 400 zł
Wszystko, co dobre tak się szybko kończy....jedziemy...
A w drodze powrotnej tak cudnie było widać oświetlone słońcem Tatry, że w Rdzawce na górce zatrzymałam samochód, bo dalsza jazda z nieustannym gapieniem się w boczne lusterko groziła śmiercią lub kalectwem
Musiałam jeszcze popatrzeć....
Już dawno tak pięknie, w przejrzystym powietrzu nie było ich widać z tej odległości.
Zdjęcie amatorskie, nie oddaje rzeczywistości w żadnym stopniu.

Wspaniałe pożegnanie…. a ten widok na długo pozostanie pod powiekami.
Ala







