U mnie jak co roku te same standardowe plany:
- upolowanie świstaka,
- zaliczenie Lali,
- pokazanie "kozaka" miśkowi lub innemu Chuckowi
- wysadzenie mostów na Roztoce i Siwiarnym.
Mam nadzieje, że w tym roku uda się coś zrealizować... w końcu
hmm...moje marzenia na 2009??
jedno spełni się za 2 tygodnie, czyli kurs skałkowy.
drugie to wyjazd do Rumunii lub Bułgarii na 2 tygodnie.
trzecie to kurs taternicki we wrześniu (najchętniej za granicą).
A oprócz tego chciałabym w tym roku wreszcie pojechać w Karkonosze, bo od dwóch lat jakoś się zebrać nie mogę a się za tymi górami stęskniłam.
HALO! to jest wątek: jakie macie plany/marzenia górskie na 2009rok.
Więc moim górskim marzeniem jest robienie tego kursu poza Tatrami. Czy ja się kogokolwiek pytam, po co idzie zdobywać jakąś tam górę? Nie. Więc nie muszę się tłumaczyć, czemu chce kurs taternicki robić poza Tatrami. Każdy ma swoje marzenia i nie widzę powodu, żeby się w to dalej zagłębiać.
świster pisze:ale wg mnie robienie tatrzańskiego poza Tatrami to nonsens.
dlaczego?
Bo jak sama nazwa wskazuje, kurs tatrzański winien być w Tatrach. W przypadku robienia go poza Tatrami, może dojść do kuriozum, np będą taternicy, którzy nigdy nie byli w Tatrach
Oczywiście nie mam nic przeciwko robieniu takich kursów poza Tatrami, z takim samym programem, ale nie to się nazywa np kurs wspinaczki (wysoko)górskiej.
Kumpel większość część swojego tatrzańskiego kursu robił w Höllentalu u Waldka i nie był z tego (że nie w Tatrach, bo tam dupnęło) zadowolony.
Ja się tu pytam poważnie a wy mi tu takie odpowiedzi dziwne dajecie. Nie robiłam nigdy kursu taternickiego więc nie wiem na czym polega. Wyobrażam sobie że uczy sią na nim asekuracji, autoratownictwa, zasad wspinania np. jak zakładać przeloty, jakiego materiału używać, nie wiem może mi podpowiecie co jeszcze...kiedyś słyszałam że kursant powinien poprowadzić taką np. grań Kościelców. Pytam bo myślałam że na kursie taternickim uczy się być może jeszcze czegoś co jest typowe i ma zastosowanie tylko w Tatrach. Ale odpowiedź mefista mnie nie zadawala. wybaczysz mefistofelesie?
świster pisze:Kumpel większość część swojego tatrzańskiego kursu robił w Höllentalu u Waldka i nie był z tego (że nie w Tatrach, bo tam dupnęło) zadowolony
Wydaje mi się (z naciskiem na "wydaje się"), że po takim kursie człowiek powinien umieć samodzielnie wspinać się w Tatrach.
Nie wiem jak jest teraz z opowieści Belfegora i jego przyjaciół (akurat dziś się takich nasłuchałam ) wynika, że dawniej kursy tatrzańskie taką rolę spełniały.
Chodzi o znajomość topografii, dróg wycofu, wszelkich takich zachodów, bezpiecznych możliwości zejścia itd.
O ile wiem kiedyś na kursach w Betlejemce ostro tego pytano.
Nie wiem jak jest teraz.
no mnie się generalnie wydawało, że tego typu kurs robi sie głównie po to, aby nauczyć się "obcowania" z wysokimi górami. Jakbym chciała się "nauczyć" Tatr, to bym stanęła na uszach, żeby przewodnikiem tatrzańskim zostać (może to niezbyt trafne porównanie, ale chyba obrazuje, co mam na mysli).
Zmierzam do tego, że chcę się uczyć. A że za granicą chcę tą górską wiedzę zdobywać (i nie mam tu na myśli Słowacji) jest, nazwijmy to "moim marzeniem".
Mniej więcej już Basia odpowiedziała, ja dodam jeszcze że dochodzi o tego pewne rozczarowanie: Szykujesz się na dwutygodniowe wspinanie w Tatrach, a tu po kilku dnia pogoda się łamie, instruktor nie ma rezerwy czasowej, bo plany do przodu już są i daje Ci do wyboru dokończenie za rok kursu lub wyjazd do Austii? (w trochę większe -wielowyciągowe- skałki).
Cześć!
Na razie w planach wyjazd w tym tygodniu na Ostrą Horę i Połoninę Równą. W maju jeszcze jakieś plany narciarskie w Tatrach. A potem sie zobaczy.
A Creasta Cocoşului fajnie wygląda (zjeżdżając z pasul Gutîi w stronę Sygietu go widać) .