Duchowe wsparcie podczas górskich wedrówek...
Duchowe wsparcie podczas górskich wedrówek...
Czy zdarzyło się Wam wspierać słabszą osobę na szlaku, która miała chilowe załamanie wiary we własne siły? Nie pytam tu o przykłady wspierania osób marudzących już po wyjściu z busa....Mi zdarzyło się to parę razy i jest to bardzo pozytywne doświadczenie. Swoich "załamań" jakoś nie pamietam....aaaaaaa tak, do końca życia będę wdzięczna Asikowi za owocowy soczek pewnego wrześniowego dnia.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
No ale to nie jest duchowe wsparcie, tylko soczkowe.Iwona pisze:do końca życia będę wdzięczna Asikowi za owocowy soczek
Ja ze znajomym Pawłem opracowaliśmy ostatnimi czasy bardzo skuteczne metody manipulacji psychiką towarzysza oraz jego motywacją, tak aby wykrzesać z niego jeszcze resztki sił na kolejną godzinę marszu.
no faktMariusz pisze:No ale to nie jest duchowe wsparcie, tylko soczkowe
wiem, wiem ale opowiadaj innym-to dobry patent, niech go też poznająMariusz pisze:Ja ze znajomym Pawłem opracowaliśmy ostatnimi czasy bardzo skuteczne metody manipulacji psychiką towarzysza
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
w gorach nie zdarzylo mi sie, ale swego czasu podczas jednej z wypraw rowerowych gdy po drugim noclegu zaczelo padac to musialem mocno wesprzec kolege by dojechal ze mna nad samo morze (nie obylo sie bez przekupstwa - skusila go kapiel w wodzie o temp 10 st). Tymniemniej dola mielismy wtedy obaj (przez deszcz i rozwalone kolana), ale ktos musial udawac, ze wszystko gra. Pomoglo
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
no cóż ja byłam i pocieszającą/wspierającą i pocieszaną...
w roli pocieszajace byłam chyba dwa razy...
kiedys dawno temu,kiedy byłam młoda i piekna
"pomogłam" mojej siostrze wejść na Jarząbczy Wierch...gdy zobaczyła ten "pagórek" o mało sie nie popłakała,było dość poźno a Ona była w srednio dobrej kondycji, do tego jakis pi piii pii...sami wybrzecie słowo, kt schodził stwierdzil ze to jeszcze z 2godziny wchodzenia i ogolnie podejscie jest zajefajne
co było g...prawda!! ja Ją zagadywałam bo byłam wtedy w najlpeszym stanie psychicznym i fizycznym i jakos nagle znalezlismy sie na górce 
a jako pocieszana...hm.. na ostatniej wyprawie...jak wchodizlismy do zbójnickiej chaty..."usiadłam"w sniegu raz,drugi,trzeci... i w pewnym momencie pomyslałam sobie ze moga sobie isc beze mnie,ze ja sobie odpoczne i "kiedys" do nich dojde
na szczęście Iwona,Dorian i Wiesiu zareagowali
dali herbatki,czekoladke i usiedli tak zeby ochronic mnie od wiatru
chociaz musze przyznac ze przy tym wszystkim myslalam o morderstwie...ofiara byłby Dorian
On mi powiedział-dojdziemy do tamtego słupka i zobaczysz schronisko(sami wiecei inaczej sie idzie jak sie widzi cel) wiec wziełam sie w garsc i zapierdzielam do tego słupka dochodze i...
a tam nic!!!! dobrze ze nie miałam czekana
i za to wsparcie chciałabym po raz n-ty podziękować Iwonie i Dorianowi,tym razem tutaj na forum
w roli pocieszajace byłam chyba dwa razy...
kiedys dawno temu,kiedy byłam młoda i piekna
a jako pocieszana...hm.. na ostatniej wyprawie...jak wchodizlismy do zbójnickiej chaty..."usiadłam"w sniegu raz,drugi,trzeci... i w pewnym momencie pomyslałam sobie ze moga sobie isc beze mnie,ze ja sobie odpoczne i "kiedys" do nich dojde
i za to wsparcie chciałabym po raz n-ty podziękować Iwonie i Dorianowi,tym razem tutaj na forum
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
To kiedyś pewnie przy takich warunkach to by było wiosnąAsik pisze: i w pewnym momencie pomyslałam sobie ze moga sobie isc beze mnie,ze ja sobie odpoczne i "kiedys" do nich dojde
Dodane po 4 minutach:
Musiałem tak powiedzieć, bo inaczej musiałbym nieść dwa plecaki i AsieAsik pisze:chociaz musze przyznac ze przy tym wszystkim myslalam o morderstwie...ofiara byłby Dorian On mi powiedział-dojdziemy do tamtego słupka i zobaczysz schronisko
Musze sie przyznac,ze dzieki wsparciu duchowemu podczas pierwszej mojej wyprawy "zaliczylem" traske: PKP - Kuznice - Kasprowy - Swinica - Murowaniec.
Moj przyjaciel od Kasprowego do Swinickiej )( musial mnie wspierac. Mialem dosc wszystkiego, a najbardziej Tatr.
Dziekuje mu za to,ze wspieral mnie duchowo "dasz rade,jak dojdziemy do tamtego miejsca i nie bedziesz mogl to zawrocimy" I tak powtarzal co 10 min.,a ja za kazdym razem mowilem nie - dalej nie ide,az zaczely sie lancuchy. To byla bajka,moglem czesc ciezaru przenies na rece.
Moj przyjaciel od Kasprowego do Swinickiej )( musial mnie wspierac. Mialem dosc wszystkiego, a najbardziej Tatr.
Dziekuje mu za to,ze wspieral mnie duchowo "dasz rade,jak dojdziemy do tamtego miejsca i nie bedziesz mogl to zawrocimy" I tak powtarzal co 10 min.,a ja za kazdym razem mowilem nie - dalej nie ide,az zaczely sie lancuchy. To byla bajka,moglem czesc ciezaru przenies na rece.
Jak bylem z klasa w Zakopcu i poszliśmy do jaskini raptawickiej, to dziewczyny byly pewne, ze wyjście jest druga stronom i jak sie dowiedzialy, ze trzeba zlazić po lańcuchach, to dwie prawie sie zalamaly i musieliśmy je z kumplem sprowadzać, ale daly sie w jakieś pol godziny doprowadzić do siebie 
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
-
Jacek Venom
-

- Posty: 1113
- Rejestracja: śr 05 sty, 2005
- Lokalizacja: Kutno
Czy Twoje pytanie jest inspirowane naszym ostatnim spotkaniem w Tatrach ? hehehe.Iwona pisze:Czy zdarzyło się Wam wspierać słabszą osobę na szlaku, która miała chilowe załamanie wiary we własne siły?
No mnie akurat raczej nie wspierałaś......bo musiałbym Cię wcześniej dogonić
Dodane po 3 minutach:
normalnie kiedyś zimą ...na szlaku...od jednej knajpy do drugiej stwierdziłem że ja już dalej nie idę bo juz nie mam siły heheheh....i poszedłem spać ;-)A Iwona to niechciała też iść z nami i to zimą. My mówimy że idziemy do Roztoki na jeszcze jeden browar a ona że nie.....wstyd
A mowileś, ze zasuwa jak przeciąg i robi zdjecia z gory ;PJacek Venom pisze:My mówimy że idziemy do Roztoki na jeszcze jeden browar a ona że nie.....wstyd
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
-
Jacek Venom
-

- Posty: 1113
- Rejestracja: śr 05 sty, 2005
- Lokalizacja: Kutno
tak myślałam, że trzeba będzie ponieść konsekwencje tego zaparcia sięJacek Venom pisze:My mówimy że idziemy do Roztoki na jeszcze jeden browar a ona że nie.....wstyd
nic dodac nic ująć!Dorian pisze:A tak poważnie w zimie nigdy bym nie zostawił człowieka na szlaku samego nawet gdyby nie miał już sił dalej iść.
Ponieważ dwa razy miałam okazję pełnić rolę "psychicznego motorka" pomagającego komuś drugiemu zrobić jeszcze kilka kroków, zastanawiałam się często, gdzie są granice pomocy. Jak trafnie ocenić siły słabnącego partnera? Jak ocenić, czy ktoś dojdzie do celu, czy też lepiej już zawrócić? No oczywiście ostatecznością jest zawsze wezwanie pomocy górskiej ale wolałabym tego uniknać. Ciekawi mnie też, jak zachowują się ludzie, gdy dopadnie ich np. załamanie pogody i tak naprawdę to każdy jest zmuszony ratować swój tyłek.[/b]
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
aaaa..... czyli coś za coś, heh... zreszta moge to zrozumiec, bo tesh schodzic nie lubie 
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Wsparcie duchowe a nawet fizyczne od kolegi ,tak i dzięki mu za to .
Zdarzyło to się w Gorcach,po Bożym Narodzeniu pojechalismy do Krakowa
a po całonocnej imprezie do Ochotnicy,nie wspomnę ,że impreza nadal
trwała w autobusie.Po dojechaniu na miejscenasz kolega Wisiel,takie
narzucił tempo że wymiękłem w połowie drogi.Śnieg ,ciemno i mało sił,
gdyby nie drugi kumpel,który wziął mój plecak i mnie pod ramie ,bym pewnie nie doszedł .Nigdy więcej nie pojechałem w góry ,po imprezie i na
kacu
Zdarzyło to się w Gorcach,po Bożym Narodzeniu pojechalismy do Krakowa
a po całonocnej imprezie do Ochotnicy,nie wspomnę ,że impreza nadal
trwała w autobusie.Po dojechaniu na miejscenasz kolega Wisiel,takie
narzucił tempo że wymiękłem w połowie drogi.Śnieg ,ciemno i mało sił,
gdyby nie drugi kumpel,który wziął mój plecak i mnie pod ramie ,bym pewnie nie doszedł .Nigdy więcej nie pojechałem w góry ,po imprezie i na
kacu
-
Jacek Venom
-

- Posty: 1113
- Rejestracja: śr 05 sty, 2005
- Lokalizacja: Kutno
hehehe...ja tak balowałem jednego Sylwestra w Beskidzie Zywieckim.Mieszkaliśmy na takiej Górze która nazywa sie Oźna lub Szczotka . No i pod tą Górą mieliśmy samochody do których schodziliśmy i jazda na Zwardoń po alkohol. Potem z samochodu saneczki na saneczki zgrzeweczki i na Górę. Tyle ze czesto gęsto zanim doszliśmy na tę Górę to trza było wracać bo całkowicie spacyfikowalismy zgrzewkę hehehe.I tak co dzień 
Na kacu?? Nie przypominam sobie, ale swego czasau zdażyło mi śię 2 razy chodzić po górach "po baciku"... Jeśli chodzi o widoki, to bomba, ale nogi - masakra 
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
ja uważam,że wszystko jest dla ludzi i każdy powinien znać swoje możliwości.Jednego bym nie wybaczyła, gdyby skutkiem "zabalowania" było wzywanie TOPRU na szlak następnego dnia do danego delikwenta to.....no mercyCREYENIC pisze:Nigdy więcej nie pojechałem w góry ,po imprezie i na
kacu
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Taki powinien placić, jak kazdy, kto wzywa topr ze swojej winy/glupoty, a nie z powodu nieszczesliwego wypadku...
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...




