Pogoda nienajgorsza, słońca trochę mało, ale dość ciepło –wypadałoby wreszcie otworzyć sezon rowerowy.
Na pierwszy raz - 26 km, blisko – na zamek do Ogrodzieńca.
Lasem szlak trudniejszy - nie wszystkie błota po zimie wyschły - ale o wiele przyjemniejszy.
Widać pierwsze nieśmiałe oznaki wiosny.

Na zamku ludzi sporo – to tradycyjny świąteczny punkt wypadowy mieszkańców bliższych i dalszych miejscowości.
Część na rowerach, motorach - ale najwięcej samochodami.

Dawno nie widziany, pięknie zadbany, biały Junak.

Koło zamku nowe porządki, powycinane krzewy samosiejki, przez co odsłoniły się niewidoczne dotąd skały,
a te widoczne jakby nabrały wysokości.
Niestety wokół pełno śmieci, butelek po napojach, puszek po piwie…ech…szkoda słów

Wspinacze świętują – na skałkach pusto..


Na rowerach wycieczka super, ale trzeba się potem po skałach z nimi drapać. Póki co, dajemy radę




Najwyższa na Jurze – Góra Janowskiego.
Z tego miejsca wygląda dość niepozornie.

W lasach koło Zawiercia, sporo takich mogił można napotkać.
Są zadbane - widać pamięć o tych, co w nich spoczywają.

Trochę ćwiczyłam kondycję na rowerku stacjonarnym ( w marcu 652 km) , to ten pierwszy terenowy krótki wyjazd nie sprawił mi żadnego problemu.
Jak jutro pogoda dopisze, to może też się wybierzemy gdzieś na jurajskie skałki.
Pozdrawiam świątecznie.
Ala




























