Mój pierwszy raz;)
Moj pierwszy raz w gorach wogole, to byla Sniezka 1994, czyli mialem lat 6. Kosmosisko. Nieziemski wiatr, nieziemskie widoki, nieziemski przezycia i... budynek na szczycie (doslownie kosmiczny
). A jesli Tatry, to rok pozniej (lat 7) i "zdobyty" Kasprowy (:)), Morskie Oko (na wlasnych nogach!!) i nieudane podejscie Giewontu od strony wschodniej. Pamietam jak dzis, pojawily sie chmury, to sie mama przestraszyla i trzeba bylo wracac
Potem co roku jezdzilismy rodzinka z marnym skutkiem wspinaczkowym. Dwa lata temu pierwszy raz pojechalem z kumplem samemu i to dopiero bylo! Mysle ze na poczatku nie rozumialem tak gor i nie zaglebialem sie w nie. Nie potrafie okreslic kiedy tak naprawde za nimi zatesknilem, ale dawno to bylo
Bymbyl zapomnial - pierwszy w calosci zdobyty szczyt, to byl oczywiscie Giewont, droga klasyczna (z Kuznic) 
Mam od mamy najświeższe informacje!!! Moj pierwszy raz w górahc, to było w roku 1986, czyli jak mialem roczek i już wtedy byłem na Kasprowym Wierchu!!! Podejżewam, że mimo iż kolejką w obie strony, to i tak nie lada wyczyn dla kogoś w tym wieku 
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Moja pierwsza wycieczka tatrzańska odbyła się na Kopieniec Wielki w ferie zimowe 1989 r. i dotychczas drugi raz na Kopieńcu nie byłem. W wakacje 1989 roku, po trzeciej klasie liceum, pojechałem w Tatry sam. Nocowałem w Domu Turysty i tam poznałem fajnych ludzi, z Tatrami obeznanych i nieco ode mnie starszych. Zabrali mnie pierwszego dnia na Świnicę i Zawrat. A drugiego dnia urządzili mi próbę. Poszliśmy na Kozią Przełęcz i kawałek dalej, w stronę Zamarłej Turni. Wiecie na pewno, co tam jest. Przeszedłem bez problemu tę sławną drabinkę najpierw w górę, a potem w dół i dowiedziłem się, że to jest najtrudniejsze miejsce na szlakach w Tatrach. Moje opory przed Tatrami zniknęły w mgnieniu oka. Szczerze jestem wdzięczny moim ówczesnym towarzyszom za taki egzamin 
Dotychczas podtrzymuję opinię, że drabinka koło Koziej Przeł. jest najtrudniejszym miejscem na szlakach znakowanych w całych Tatrach.
Później pojechałem w Tatry z kolegą, w maju przed samą maturą, z plecakami pełnymi książek, do których prawie nie zajrzeliśmy. Spaliśmy w Murowańcu. Nowe buty typu "Himalaje" (kto je jeszcze pamięta?) impregnowałem masłem z braku lepszej substancji
Zdobyliśmy Zawrat, żlebem, po śniegu, w jednym ręku nóż - finka, w drugim ostry kamień 
Wielka przygoda zaczęła się, kiedy miałem po raz pierwszy trzymiesięczne wakacje z powodu zdania egzaminów na studia. Pojechałem na trzy tygodnie, trafiłem do schroniska Wojtka na Siwej Polanie (już nieistniejącego, obecnie jest w tym miejscu Gazdówka u Zająca, niestety). Tam poznałem ludzi, którzy pokazali mi Tatry na poważnie.
Dotychczas podtrzymuję opinię, że drabinka koło Koziej Przeł. jest najtrudniejszym miejscem na szlakach znakowanych w całych Tatrach.
Później pojechałem w Tatry z kolegą, w maju przed samą maturą, z plecakami pełnymi książek, do których prawie nie zajrzeliśmy. Spaliśmy w Murowańcu. Nowe buty typu "Himalaje" (kto je jeszcze pamięta?) impregnowałem masłem z braku lepszej substancji
Wielka przygoda zaczęła się, kiedy miałem po raz pierwszy trzymiesięczne wakacje z powodu zdania egzaminów na studia. Pojechałem na trzy tygodnie, trafiłem do schroniska Wojtka na Siwej Polanie (już nieistniejącego, obecnie jest w tym miejscu Gazdówka u Zająca, niestety). Tam poznałem ludzi, którzy pokazali mi Tatry na poważnie.
Ostatnio zmieniony pn 28 lut, 2005 przez pawelpp, łącznie zmieniany 1 raz.
Hahaha, do tej pory bałem sie do tego przyznać (także żeby nie demoralizować młodychpawelpp pisze:Zdobyliśmy Zawrat, żlebem, po śniegu, w jednym ręku nóż - finka, w drugim ostry kamień
MiG
Ostatnio zmieniony sob 26 lut, 2005 przez MiG, łącznie zmieniany 1 raz.
Ja z kamieniem zdobywalem sniezke
Co ciekawe kamien byl pomyslem przewodnika, a szla ze mna cala wycieczka klasowa. Chociaz nie. Kto nie chcial schodzil spod wierchoolka czy jakos tak. Wycieczka byla na przelomie marca i kwietnia i troche sniegu jeszcze bylo, a my tenisoweczki, plecaczki i wlasnie te kamyki, a co niektorzy patyki 
Bardzo przyjemnie się mieszkało, zwłaszcza zimą. Woda w kubłach zamarzała, wyobraźcie sobie mycie. Latem mycie się było możliwe w Potoku Chochołowskim i z tej możliwości chętnie korzystaliśmyana pisze:Nie wiedziałam, że tam było schronisko. Bardzo lubię Siwą Polanę, zwłaszcza podczas zimy. Wyobrażam sobie, że przyjemnie się tam mieszkałopawelpp pisze: trafiłem do schroniska Wojtka na Siwej Polanie (już nieistniejącego, obecnie jest w tym miejscu Gazdówka u Zająca, niestety)
Przez pierwsze dwa czy trzy sezony nie było podłączonego prądu. Miło się siedziało wieczorem przy świecach i lampach naftowych.
Wojtek to etnograf - słowacysta po UJ. Pochodzi z Lublina, a mieszka w Tatrach z wyboru od 30 lat, sam, obecnie w Kościelisku. Jest znawcą Tatr, pod każdym względem. Jak mówił, był w prawie wszystkich górach świata. Chyba nawet był członkiem polskiej zimowej wyprawy na Everest.
Wojtek częstował kiedyś gości dziwacznymi potrawami. Zbierał gdzieś takie grzyby zwane potocznie galaretnikami, z których zrobił właśnie coś w rodzaju galaretki i jadł to z cukrem. Robił też potrawy z jakichś jadalnych muchomorów, ale nikt nie odważył się spróbować (brrr!)
A jak ktoś nabałaganił, to Wojtek mordę darł straszliwie. I miał rację
-
Jacek Venom
-

- Posty: 1113
- Rejestracja: śr 05 sty, 2005
- Lokalizacja: Kutno
No nie wiem?? Ja mam zamieć za oknem ;(Iwona pisze:Tiaaaa, Wiosna idzie jak nic....
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Witaj Marcin na forum
Mój duuużo młodszy braciszek miał 2,5 roku kiedy po raz pierwszy zabrałam go z mamą w góry. Sam pokonał trasę Dol.Kościeliskiej i to w obie strony
Wieczorem, na kwaterze był tylko lekko zdziwiony, dlaczego go tak nogi pieką. Kremował je usilnie kremikiem, co zostało uwiecznione na fotce -do dziś mamy ubaw.

Ooo, to pieknie. Czyli śmiało mogę już podnieść bratu poprzeczkę( rok temu Giewont).mając 9 lat Świnica:)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."




