Zastanawiające jest to parkowanie w Zakopanem oraz jego... koszty.Gazeta Krakowska pisze: Kłopotliwe niechciane auta
źródło: Gazeta Krakowska - 2009/03/13
Niektórzy kierowcy, aby nie płacić za kilkudniowy parking, przychodzą nocą i odjeżdżają po cichu. Kierowcy niechętnie płacą za parkingi.
Jak zaoszczędzić na niezbyt tanich przecież parkingach w Zakopanem? Zostawić auto na płatnym miejscu na kilka dni, po czym w nocy, po cichu, odjechać w siną dal. Właścicielowi parkingu nie pozostaje nic innego, jak tylko dochodzić swych roszczeń przed sądem na drodze cywilnej. Niestety, to trwa i kosztuje, więc spora część przypadków nigdy w sądzie się nie znajduje.
Innym problemem w Zakopanem są porzucane na parkingach miejskich i osiedlowych auta, których właściciele chcą zaoszczędzić na ich złomowaniu. Miejsca parkingowe w stolicy Tatr kosztują słono. Nic więc dziwnego, że często zmotoryzowani turyści parkują swoje samochody wszędzie tam, gdzie jest to zakazane, byleby tylko nie musieli uiszczać opłaty. Zimą zaparkować auto na poboczu byle gdzie jest oczywiście trudniej, bowiem na chodnikach ewentualne miejsca nadające się do zaparkowania zajmują zaspy śnieżne. Ale od czego pomysłowość Polaków! Coraz częściej zdarza się, że właściciele samochodów zostawiają nawet na kilka dni auto, po czym przychodzą po nie w nocy, gdy już nie ma obsługi na parkingu i tyle ich parkingowi wiedzieli.
– Ludzka pomysłowość nie zna granic – mówi nam pracownik jednego z parkingów w Zakopanem. – Są tacy, którzy czatują w bramie nieopodal zaparkowanego na miejscu płatnym samochodu i czekają aż na przykład pójdziemy do toalety. Niektórzy z kolei przychodzą po swoje zaparkowane samochody w nocy, kiedy nas już nie ma. I wtedy my jesteśmy stratni na kilkadziesiąt złotych. Ale zdarzają się też i na parkingach samochody, które właściciele zostawiają na kilka dni. – Taki kilkudniowy postój kosztuje nawet i kilkaset złotych, więc nawet się już za bardzo nie dziwimy, gdy rano, jak przychodzimy do pracy, widzimy, że takie auto odjechało. Oczywiście, bez zapłaty! – opowiada parkingowy.
W takich sytuacjach tak naprawdę parkingowi są bezsilni, bo powinni na dobrą sprawę przez całą dobę pilnować porzucony samochód.
– Jedyne, co im pozostaje, to sprawę zgłosić na policję – radzi Wiesław Lenard, komendant Straży Miejskiej w Zakopanem. – A potem z powództwa cywilnego skarżyć właściciela takiego auta. Ale jak wiemy, to kosztuje i trwa zazwyczaj bardzo długo. Stąd na wiele takich przypadków właściciele parkingów machają ręką i rezygnują z włóczenia się po sądach.
Innym problemem są porzucane stare, zdezelowane auta. Złomowanie pojazdu obecnie sporo kosztuje. Zdarzają się właściciele, którzy wolą auto parkować w nieskończoność np. na osiedlowym parkingu niż wywieźć je na złom i jeszcze za nie płacić. – Zawsze w takich przypadkach odwiedzamy właścicieli i namawiamy ich, żeby swoje auto sprzątnęli – mówi Lenard. – W większości przypadków to skutkuje. Choć niewykluczone, że auto jest po prostu przestawiane na inny parking. Co roku notujemy kilka takich przypadków.
Opłaty są tak wysokie, że kierowcy mają prawo oczekiwać stałego nadzoru nad ich pojazdami. W ciągu dnia to praktycznie jest realizowane, ale nocą... pies z kulawą nogą nie dogląda nie małej w końcu wartości.
No i ci wielodniowi parkujący...
Któż to jest?
Przecież przyjeżdżając pod Giewont na kilka dni gdzieś się nocuje, a przy kwaterach parkowanie jest albo całkowicie bezpłatne, albo kosztuje nieporównywalnie mniej niż na miejskich parkingach. No i ochrona pojazdu jest tam bez porównania lepsza.
Podejrzewam, że te kilkudniowe parkowania dotyczą tych, którzy przyjeżdżają do Zakopanego i natychmiast idą w góry na kilka dni nocując w schroniskach.
Upsss! To tacy jak ja!
Ja zostawiam swój pojazd u zaprzyjaźnionych ludzi i nie mam problemu ani z opłatą ani z jego opieką - koszt jest po prostu nieporównywalnie mniejszy.
A jak bym takich znajomych nie miał...?
No przecież nie od zarania dziejów ich mam...
Pamiętam, jak to zrobiłem pierwszy raz wjeżdżając do Zakopanego samochodem. Po prostu krótko po minięciu tzw. "białej tablicy", blisko przystanku autobusowego skręciłem na prywatne podwórko, pogadałem i... tak już zostało. Do dziś tam właśnie zostawiam swój samochód.
Że daleko od Krupówek?
A jakiż to problem?
Zostawiam samochód, zmieniam buty na górskie, wrzucam na plecy spakowany plecak i autobusem, a prawdę mówiąc najczęściej busem dojeżdżam pod dworzec PKP, skąd kolejnym busem dojeżdżam, gdzie mi akurat pasuje.
Że nie dla wszystkich przyjezdnych wystarczy zakopiańskich obejść?
Wystarczy! W końcu tych wędrujących przez kilka dni pomiędzy schroniskami tatrzańskimi wcale nie jest tak dużo! Nawet jeśli dodać do nich tych, którzy przyjeżdżają na kilkudniowe pobyty w jednym schronisku, to i tak nie powstanie problem.
Proste...?
No...! I takie właśnie rozwiązanie doradzam zamiast bawienie się w chowanego z zakopiańskimi parkingowymi, którzy i tak zostawiają nocą wszystkie parkujące samochody na pastwę losu.






